Wełniaste Podejście do Literatury

2BR02B (ze zbioru Tabakiera z Bagombo) - Kurt Vonnegut

17 lipca 2013 , ,

"Pokój był odnawiany. Remontowano go dla uczczenia pamięci mężczyzny, który zgłosił się na ochotnika, by umrzeć." - Kurt Vonnegut

Stłukłam wczoraj w pracy filiżankę do herbaty. Huknęło i zostały tylko rozbite skorupki. No i nieszczęsne uszko, które jakimś cudem mi się wyślizgnęło. Koleżanka, która pomogła mi ogarnąć bałagan powiedziała, że nie powinnam się przejmować, bo śmierć tej jednej oznacza możliwość kupienia sobie zupełnie nowej. Odruchowo odpowiedziałam: "dziękuję ci ja, dziękuje ci twoje miasto i planeta".  Gdy wróciłam do biurka, w mojej głowie rozpoczął się proces myślowy - dlaczego akurat takie skojarzenie?
Jakiś czas później ciszę przerwało nieco zbyt głośne: "Ach, no tak!"...

Nie pamiętam już nawet w jaki sposób w ręce wpadło mi kilka stron zatytułowanych "2BR02B"*. Nie pamiętam już czy od razu przeczytałam tytuł poprawnie. Nie pamiętam również, czy padał wtedy śnieg...
Pamiętam za to, że po przerzuceniu ostatniej strony zrobiło mi się smutno. Nie dlatego, że opowiadanie już się skończyło. Tak naprawdę dlatego, że jego treść w tym prawdziwym życiu być może dopiero się zacznie. Dumanie nad smutnym losem tych, którzy jeszcze się nie wydarzyli.
... A może to jednak była zima?
Twórczość pana Kurta jest prowokująca, a to co czuję za każdym razem, gdy czytam jego powieści, czy opowiadania to kłębiące się gdzieś w głowie pytanie zadawane mi między wersami przez autora: A co byś zrobiła w takiej sytuacji, współczesny cwaniaku? Nie każdy autor potrafi przemawiać bezpośrednio do czytelnika, ten jednak miał pełną świadomość tego co robi i wykorzystywał swój dar z premedytacją.

Przeniosłam się w przyszłość i otarłam się o świat, z którego wyeliminowano (ku lepszemu życiu obywateli Ziemi) choroby, a "śmierć, wyjąwszy przypadki, jest przygodą dla ochotników".  W tym czasie autor spoglądał na mnie poprzez linijki tekstu  ironicznym spojrzeniem i dawał mi władzę decydowania nad cudzym życiem i śmiercią. Jednak czy potrafię? Czy byłabym w stanie skazać jedną osobę na śmierć, by inna mogła rozpocząć życie? Z moralno-etycznego punktu widzenia oczywistą wydawać by się mogła odpowiedź: poświęciłabym siebie. Ale czy na pewno? Wrodzony egoizm, który cechuje każdą istotę ludzką bez wyjątku, budowałby naturalną granicę wartości cudzego życia. Bo z całą pewnością oddałabym własne życie za kogoś mi najbliższego, ale czy zrobiłabym to samo dla sąsiadki z dołu, dla której być może mające się niedługo urodzić dziecko byłoby jedyną rodziną jaką by miała? Szlachetne, ale czy mi tak naprawdę na tym zależy? Gdybym jako jedyna posiadała ten dar, uznałabym go raczej za karę i nie robiła zupełnie nic. Niech się dzieje co się dzieje, ale bez mojego udziału. Jednak Vonnegut tylko się uśmiechał i oznajmił, że nie tylko ja, ale całe społeczeństwo musi decydować... A tam, gdzie pojawia się czynnik ogólnospołeczny, pojawi się przecież prędzej czy później usprawiedliwienie pod postacią bezdusznego "wyższego dobra", prawda?

W doskonałym świecie na pustym korytarzu szpitala siedzi samotny i blady człowiek, któremu żona właśnie rodzi trojaczki.

Czy można nazwać idealnym świat, w którym nie trzeba umierać? Nagle robi się ciasno, coraz ciaśniej, a ludzi ciągle przybywa. Brakuje wody, brakuje żywności. Pozorne szczęście płynące z samego faktu nieskończonego istnienia i wiecznej młodości, przyćmiewa obawa o własne miejsce w świecie i jakikolwiek byt. Zbyt duża ilość ludzi, zbyt mała planeta. Jednak Pan Kurt sprzedaje mi rozwiązane pozornie doskonałe. Federalne Biuro Eliminacji. Gdyby ktoś miał już dosyć swego istnienia, może umówić się na spotkanie i zasnąć na zawsze w jakże uroczej komorze gazowej robiąc tym samym miejsce dla nowego człowieka. Bo dodatkowo wprowadzona zostaje regulacja liczby ludności. Teraz dziel i rządź, moja czytelniczko.
Nagle mocno dostrzegalny staje się tragizm ojca trojaczków. Do kogo miałby pójść i prosić o śmierć, aby jego dzieci mogły żyć? A gdyby nie znalazł trójki ochotników to któremu z nowo narodzonych odebrać możliwość zaistnienia? Co ja bym zrobiła na jego miejscu? Jestem przecież tylko jedna.

Może i rozbitą filiżankę zastąpi nowa. To w końcu tylko przedmiot. Ale co by się stało z człowiekiem?

"- Dobrze - rzekł malarz - proszę mnie łaskawie zapisać. - I podał jej swoje nazwisko, literując je.
- Dziękuję panu - powiedziała hostessa. - Dziękuje panu pańskie miasto, pański kraj, pańska planeta. Ale najgłębsze podziękowania składają panu przyszłe pokolenia."





___________________________________________
tytuł: Tabakiera z Bagombo (Bagombo Snuff Box: Uncollected short)
autor: Kurt Vonnegut
tłumaczenie: Elżbieta Zychowicz
wydawnictwo:  Albatros
data wydania: 27 stycznia 2012 r.
ISBN: 978-83-7659-685-3
ilość stron: 400

Powiązane tytuły

2 komentarzy

  1. Słowo klucz - odpowiedzialność.
    Wola tłumu jako ucieczka od odpowiedzialności za decyzję.
    Moralność umiera, gdy nie ma sędziego który może wskazać winnego śmierci.

    Ciężar pozornie znika, jak tu:
    http://vod.pl/dwa-oblicza-auschwitz,98929,w.html

    OdpowiedzUsuń
  2. W obliczu wyboru pozostajesz sam. To Twoja decyzja, którą cechuje jedynie społeczna akceptacja.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: