Wełniaste Podejście do Literatury

Przygoda z Owcą - Haruki Murakami

12 lipca 2013 , , , ,

"Człowiek Budzi się rano i wie, że ma w sobie owcę. To bardzo naturalne uczucie." - H. Murakami

Dawno, dawno temu, gdy dopiero co rozpoczęte i dalekie od domu akademickie życie nie pozwalało na trzymanie swych książek blisko siebie, a liche fundusze nie pozwalały na rozrzutność, Dziewczynka w czerwonych trampkach weszła do nieistniejącej już dziś księgarni i patrzyła na książki. Stały w równym szeregu w ramach literackich kategorii, nowe dla niej i stare; jedne już znane, inne jeszcze nie. Miejsca w księgarni było niewiele, ludzi również. Patrzenie na książkowe grzbiety było niczym udział w przyjęciu pełnym częściowo znanych, lecz w większości zupełnie obcych twarzy. Gdy na takie przyjęcie przychodzi się samemu, z reguły staje się gdzieś z boku i obserwuje zaproszonych. Dziewczynka właśnie tak stała i wodziła wzrokiem. Feeria barw, bogata różnorodność, za każdym kolorowym grzbietem ukryta jakaś tajemnica. I wtedy jej wzrok zawiesił się na intensywnej żółci. O autorze nigdy nie słyszała, więc nie koncentrowała się na nim zupełnie. Ściągnęła książkę z półki i otworzyła na pierwszej stronie. Tak właśnie znalazła towarzystwo na przypadkowym przyjęciu. Jako że w tamtych czasach czytanie książki w księgarni (bez zamiaru jej kupna po chwili) raczej nie było mile widziane, Dziewczynka, po przeczytaniu pierwszego rozdziału, pożegnała się z gościem i opuściła przyjęcie. Jednak odwiedzała go kiedy tylko mogła i poznawała kolejne jego rozdziały. Aż pewnego dnia opuścili przyjęcie razem. To był właśnie początek domowej biblioteki.

Czasem, gdy ktoś zadaje mi pytanie, którą książkę lubię najbardziej, odpowiadam, że nie mam takiej. Nie potrafiłabym wskazać jednej, ponieważ wiele z nich wpłynęło na późniejszy kształt mojej osobowości. Dlatego właśnie postanowiłam rozpocząć od tej, która zupełnym przypadkiem stała się Pierwszą Własną, która mi coś dała od siebie.

Głównym bohaterem powieści jest Mężczyzna. Bez imienia. Jak wszyscy zresztą. Typowy dla twórczości Murakamiego zwyczajny, niczym się nie wyróżniający mr nobody. Kwintesencja jałowości szarego życia. Jednak któregoś dnia, za sprawą przyjaciela, do rąk bohatera trafia fotografia przedstawiająca pastwisko, a na nim pasące się stado owiec. Z pozoru wszystkie są takie same. Białoszare. Zwyczajne. Jednak jedna z tych owiec jest inna. Wyróżnia się. Ma na grzbiecie czarną gwiazdę. Bohater wykorzystuje zdjęcie w tworzonym właśnie folderze reklamowym. Wkrótce w jego gabinecie pojawia się Człowiek, pracownik wpływowego Szefa. Tory życia bohatera drastycznie się zmieniają. Szarość i szablonowość musi zejść na drugi plan, bo Mężczyzna musi odnaleźć owcę. Pościg za zwierzęciem daje bohaterowi czas na snucie przemyśleń.
Bruno Schulz kartami swych opowiadań czy rycin przedstawił mi kiedyś przepiękną twarz oniryzmu. Zjawisko to urzekło mnie do tego stopnia, że często doszukiwałam się jego odmian w z pozoru zupełnie pozbawionych go powieściach. Haruki Murakami "Przygodą z owcą" ukazał mi jeszcze inny rodzaj oniryzmu. Czytając kolejne fragmenty powieści nie mogłam pozbyć się wyobrażenia opisywanych przez autora wydarzeń, które wyglądały niczym ze snu. Osnute lekką mgłą, w pewnego rodzaju spowolnieniu. Bez wątpienia ogromny wpływ na taki stan rzeczy miał specyficzny język powieści. Krótkie zdania bohaterów i tematyka ich dialogów, mocno okrojone opisy, które sprowadzone zostały do niezbędnego minimum, abstrakcja. Członek wieloryba, niezwykle magiczne uszy, Szczur filozof, Człowiek-Owca... Tak. Wyobraźnia ludzka to bardzo potężne narzędzie. Raz wykreowane obrazy potrafią nam już towarzyszyć zawsze, jak gdyby dokładnie tak zostały stworzone przez autora. A przecież to my sami je zbudowaliśmy i w rzeczywistości są tylko i wyłącznie nasze.

"Przygoda z owcą" długo po przeczytaniu pozostawała w mojej głowie. Zaskakująca, lekka, groteskowa, ale i refleksyjna. Doskonała. Oniryczna. Czasem łapałam się na tym, że z pozoru zwyczajne czynności jawiły mi się niczym płynący sen. Para nad czajnikiem tuż przed zagotowaniem się wody, która osiadała na zbyt nisko zawieszonej półce, by w ułamku sekundy zacząć się skraplać i opadać na dół. Kręgi na kałuży wody, w którą nieuważnie wdepnęłam. Suszące się na wietrze za oknem akademika pranie, które delikatnie falowało w wyznaczanym przez ruchy powietrza rytmie.

Oniryzm można odnaleźć w swoim życiu wszędzie. Trzeba tylko umieć go dostrzec. Bez niego życie mogłoby być zbyt zwyczajne...

" - Za dziesięć minut będzie ważny telefon.
- Telefon? - spojrzałem na czarny aparat obok łóżka.
- Tak. Zadzwoni telefon.
- Wiesz to na pewno.
- Wiem.
(...)
- W związku z owcami - powiedziała. - Dużo owiec i jedna owca.
- Owca?
- Tak - powiedziała i podała mi w połowie wypalonego papierosa. Zaciągnąłem się raz i zgasiłem go w popielniczce. - I tak zacznie się przygoda - dodała".

Bo każdy z nas ma w sobie owcę.




Wełniaste myśli o innych książkach autora:
Haruki Murakami - Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa
___________________________________________________________________
tytuł: Przygoda z owcą (羊をめぐる冒険 / Hitsuji-o megurubōken)
autor: Haruki Murakami
tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
wydawnictwo:  MUZA
data wydania: 24 lipca 2013
ISBN: 9788377585092
ilość stron: 320

Powiązane tytuły

7 komentarzy

  1. Mam tą książkę na półce, czekają na swoją kolej. Zapraszam do zobaczenia jakie jeszcze przeczytam w najbliższym czasie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem niedawno, lecz dość intensywnie, Dziewczynka w granatowych trampkach, rozpoczęła swą przygodę w rozległej krainie zwanej Blogosferą. Zwabiona uroczą nazwą wełniastego zakątka i sympatycznym wyglądem pewnej temperamentnej owcy, postanowiła, że zagrzeje tu miejsca na dłużej. Całe szczęście, że po przeczytaniu pierwszego wpisu nie musiała żegnać się z autorką! Z prawdziwym i szczerym zainteresowaniem przeczesała pozostałe wełniaste wpisy, aż odkryła ten jedyny, pod którym warto zawrzeć nową, wspaniałą znajomość.

    Gratuluję pomysłu i życzę więcej tak inspirujących notek :)

    Ps. a za książkę chwycę obowiązkowo! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy gość w trampkach jest tu zawsze mile witany (:

      Usuń
  3. Przywiało mnie aż tutaj? O.O Najstarsza recenzja na blogu. ;p Świetnie mi się ją czytało. Dlaczego? Wyciągnęła ona z pamięci wspomnienie o mojej pierwszej książce, choć księgarnia była znanym dyskontem spożywczym, a na nogach miałem zimowe, wysokie buty...

    Do sklepu poszedłem po ryż, wróciłem z książką. Kieszonkowym wydaniem "Kroniki Ptaka Nakręcacza". Pierwsza książka, którą kupiłem i jednocześnie tytuł dla mnie bardzo ważny. To był początek niesamowitej przygody, która trwa do dziś. ;p Tej "Kroniki..." już nie mam, ale pamiętam, że był to egzemplarz wyjątkowo zniszczony (czytany chyba w każdym możliwym miejscu!). :) To było dla mnie... Hmmm... Nieziemskie doświadczenie. Autor, o którym nic nie wiem. Książka, o której nigdy nie słyszałem. Gatunek, z którym nigdy nie miałem wcześniej styczności. "Kronika Ptaka Nakręcacza" była chyba pierwszą książką, która pozwoliła mi poczuć jak to jest, kiedy człowiek wręcz nie może doczekać się kolejnego rozdziału. Tak. Moja pierwsza książka, którą przeczytałem z własnej, nieprzymuszonej woli.

    Pozdrawiam, za interpunkcję przepraszam! :D Świetna recenzja! (y)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie! Toż to dzisiaj ten dzień! Życzenia zapewne nie są zbyt odkrywcze (i pewno słyszysz to już setny raz ;p), ale wszystkiego dobrego z okazji Dnia Kobiet! :)

      Pozdrawiam! :D

      Usuń
    2. W zasadzie to podobne historie. Ciekawe :) Murakami jest specyficzny, ale i niezwykły, ale nie każdy potrafi czerpać z tej jego niezwykłości przyjemność. Zawsze mi się wydawało, że jego twórczość szczególnie duże wrażenie wywiera na wrażliwcach skłonnych do melancholii. Gdybym miała uratować siebie i jedną jego książkę - zginęłabym z dwiema, bo nie potrafiłabym wybrać: Owca,czy Nakręcacz.

      ps. Właściwie to czwarty i ostatni. Dziękuję bardzo :)

      Usuń
    3. Wrażliwcy skłonni do melancholii... Trafna myśl. Nigdy nie rozpatrywałem tego w tych kategoriach, ale rzeczywiście coś w tym jest. Hmmm... Murakamiego albo się kocha, albo nienawidzi - jako tako nie ma stanów pośrednich. Jedni wynoszą go na piedestał - toż to (prawie) Noblista! Inni natomiast mają go za grafomana piszącego typowo pod publiczkę. Nie znam jak na razie drugiego takiego pisarza, na którego temat krążyłyby tak różne opinie. No cóż - tak jest chyba zawsze, kiedy coś niewątpliwie dobrego odnosi komercyjny sukces.

      Ja bym zastanawiał się nad wyborem Nakręcacza lub Bezbarwnego. Jest jeszcze Kafka nad morzem... Właściwie to chciałbym uratować wszystkie. T.T

      Pozdrawiam! :)

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: