Wełniaste Podejście do Literatury

Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - Philip K. Dick

7 sierpnia 2013 , , ,

"Elektryczne zwierzęta też mają swoje życie. Bez względu na to, jak jest nędzne." - Philip K. Dick

Lubię sobie czasem przysiąść na wzgórzu stworzonym głęboko w mojej głowie i z jego perspektywy oglądać ludzi znajdujących się poniżej. Nieświadomi mojej obserwacji zmierzają w sobie tylko znanych kierunkach, dążą do sobie tylko znanych celów, myśląc o sobie tylko wiadomym czymś. A ja, siedząc na wspomnianym wzgórzu, przygryzając źdźbło trawy, po prostu na nich patrzę. Ale gdybym nagle powzięła wiedzę, że gdzieś pośród tego mrowia ludzkiego żyją również nie-ludzie, choć w ich wyglądzie czy zachowaniu nie ma prawie żadnych różnic? Czy takie istoty też będę mogła nazywać ludźmi?

Philip K. Dick uwielbiał wątpić, a każda pozycja sygnowana jego nazwiskiem podważała inny fundament istnienia. Miał też wielką słabość do wszelkiego rodzaju narkotyków i alkoholu, które jeszcze bardziej potęgowały siłę jego paranoi i przyczyniły się do powstania znacznej części jego dzieł. Cóż, wena twórcza niejedną ma twarz. W każdym razie "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" z pewnością wymusza na czytelniku zwątpienie i zadanie sobie pytania: co właściwie stanowi desygnat człowieczeństwa?

Akcja powieści toczy się w przyszłości. Co prawda, dla nas dziś już całkiem bliskiej, aczkolwiek dla autora była to jeszcze dość odległa rzeczywistość. Nie jest ona jednak doskonała, błyszcząca i zapierająca dech w piersi, jaką często spotkać można w powieściach fantastycznych. Nie. To właściwie obraz Ziemi po całkowitym upadku. Resztki świata po wojnie. Stworzone zostają androidy tak doskonałe, że stają się nie do odróżnienia od ludzi. Nie potrafią jednak współodczuwać, a wszelkie wyższe uczucia muszą udawać. Właśnie ta cecha - za sprawą specyficznego testu Voigta-Kampffa - pozwala je identyfikować i eliminować przy okazji. Tropem zbiegłych androidów, które wtapiają się w społeczeństwo, wyrusza Rick Deckard, zawodowy łowca androidów. Człowieczeństwo w tych czasach udowadnia się poprzez posiadanie prawdziwego zwierzęcia. Tych jest jednak niewiele, osiągają zatem zawrotne ceny i nie każdy człowiek może sobie na taki żywy dowód pozwolić. Zastępują je elektryczne. Czy zatem miarą człowieczeństwa może być empatia?

Mogłoby się wydawać, że każdy człowiek posiada umiejętność współczucia innej istocie żywej czy postawienia się w czyjejś sytuacji. W końcu jesteśmy ludźmi. Tyle, że w toku rozmyślań sama zaczęłam wątpić w siebie. Bo przecież oglądając codziennie kolejne wiadomości, nie zawsze odczuwam współcierpienie w stosunku do bohaterów prezentowanych mi na ekranie wydarzeń. Patrzę i tyle. Następny news. Mnie to przecież nie dotyczy. Moja empatia działa tylko w kręgu naprawdę najbliższych osób. Jednocześnie w tym moim najbliższym kręgu znajduje się osoba, która współczuje na prawo i lewo, ubolewa nawet nad rozlanym mlekiem. No dobrze, może wyolbrzymiam, ale z mojej perspektywy tak to wygląda. Czy to zatem oznacza, że jest w niej więcej człowieczeństwa niż we mnie? Jest prawdziwym człowiekiem, a ja tylko wydmuszką w kształcie człowieka? Nie sądzę.

Zagłębiając się dalej w powieść odkryłam, że sam autor również w to wątpił. Bo przecież nie można wykluczyć istnienia ludzi całkowicie niezdolnych do empatii. Oczywiście nauka wskaże tu osoby chore umysłowo lub psychopatów. Tworzone androidy mogły mieć wszczepioną sztucznie pamięć i nie mieć świadomości kim są tak naprawdę. Mogły na przykład, tak jak prawdziwi ludzie, chcieć posiadać zwierzę. W dodatku niekoniecznie elektryczne, ale prawdziwe - żywe, jeżeli tylko byłoby je na takie stać. Choćby - dajmy na to - taką owcę. I dbałyby o nią, nie mając świadomości, że działają wbrew swej naturze. Bo przecież nie powinny odczuwać potrzeby współdzielenia emocji z inną istotą.

I gdy tak starałam się uchwycić istotę człowieczeństwa, zastanawiając się przy okazji, czy tak jak w tytule tej powieści, android może w ogóle marzyć (lub w zależności od tłumaczenia śnić) o czymkolwiek, przyszła mi do głowy pewna myśl. Być może można udawać emocje, być może można nieprawdziwie okazywać innym zainteresowanie. Z pewnością doskonale można imitować typowo ludzkie zachowania. Jednak czy możliwym jest przez istotę, która nie jest człowiekiem, odczuwanie przyjemności na przykład z faktu uszczęśliwienia kogoś lub czytania książek? Android mógłby kogoś uszczęśliwić albo przeczytać jakąś powieść, jednakże czy towarzyszyłyby mu w związku z tym jakiekolwiek emocje? Jeżeli nie, oznaczać to może, że prawdziwą istotą człowieczeństwa nie jest tylko sama empatia, ale intelekt, który między innymi pozwala nam na przeżycia duchowe i udział w balu naszych wewnętrznych emocji: radości, zachwytu, żalu, nienawiści. W tym wszystkim także empatia ma swoje źródło w intelekcie. To by oznaczało, że jestem człowiekiem w całej swej okazałości. 

Co za szczęście.

Jednakże gdyby w tych rozważaniach towarzyszył mi pan Philip, z pewnością rzuciłby mi na koniec coś w stylu:
A może wszyscy jesteśmy androidami, a ludzi tak naprawdę nie ma?




Wełniaste myśli o innych książkach autora:
Philip K. Dick - Płyńcie łzy moje, rzekł policjant
Philip K. Dick - Człowiek z wysokiego zamku 
________________________________________________________________
tytuł: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? (Do Androids Dream of Electric Sheep?)
autor: Philip K. Dick
tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
wydawnictwo: Rebis
data wydania: marzec 2011 r. (pierwsze polskie wydanie 1995)
ilość stron: 272

Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? [Philip K. Dick]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

9 komentarzy

  1. Android zapewne nie ma wolnej woli działania :)
    Czy myslisz, że mógłby pod wpływem chwili włączyć i posłuchać sobie Preludium Rachmaninowa?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój laptop posiada uczucia. Zwłaszcza jak na niego coś wyleje. Obraża się i nie odzywa się do mnie!
    Zaś co do uczuć to androidy mogłyby odczuwać, gdyby ich inżynier zamontował im receptory opiatowe i odpowiedni zestaw genów (MHC).

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam twórczość tego niezwykłego człowieka - jego wyobraźnia naprawdę robi wrażenie. "Czy androidy marzą elektrycznych owcach" (masz u mnie ogromnego plusa, że posługujesz się tym właśnie tytułem - bardzo nie lubię wersji skróconej, która w moim odczuciu odnosi się wyłącznie do jednej płaszczyzny poruszanej w powieści) to jedno ze sztandarowych dzieł Dicka, które szczególnie przy pierwszej lekturze odcisnęło wyraźne piętno na mojej psychice.

    Czy android mógłby czerpać przyjemność z czytania książek? - bardzo interesujące pytanie. Dickowskie humanoidalne roboty były b. inteligentne, ale nie były wszechwiedzące - zawsze zatem mogły trafić na pozycję, która w znaczący sposób powiększyłaby ich zakres wiedzy. Być może w takim przypadku odczuwałyby coś na wzór satysfakcji z racji rozszerzenia swojego zasobu informacji, które mogłyby okazać się szczególnie cenne z ludzkimi osobnikami :)

    Ale warto by zastanowić się nad jeszcze jedną kwestią - ilu ludzi zdałoby test empatyczny Voigta-Kampffa? W końcu wiele zaburzeń psychicznych sprowadza się właśnie do niemożności odczuwania empatii - wychodzi więc, że wielu osobników ludzkich mogłoby mylnie zostać wziętych za androidy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że poszerzyłyby swój zakres wiedzy. Jednak już samo sformułowanie "odczuwałyby coś na wzór satysfakcji" sprowadza nas do kwestii podstawowej. Androidy nie mogły odczuwać. A "coś na kształt" nadal byłoby tylko odtwarzaniem ludzkiego zachowania - nie naturalną reakcją.

      A test? Twórcy byli świadomi jego niedoskonałości i możliwości unicestwienia żywej jednostki ludzkiej. Eksperymentalne androidy dzięki wszczepionej pamięci uważały same siebie za ludzi. Z cudzą pamięcią mogły posiadać wspomnienie odczuwania przyjemności. Mogłyby go odtworzyć. Nie wydaje mi się jednak, czy poczuły to co Ty czy ja. Wyobrażałam to sobie niczym sztuczny uśmiech prawdziwego człowieka - uśmiecham się, bo wypada, a w duszy czuję coś innego, mam ochotę stąd wyjść.
      Zastanawiałam się jeszcze nad jedną kwestią. Sama już nie jestem pewna, czy ten test bym zdała.

      Usuń
    2. Ale strach przed unicestwieniem można chyba uznać za realny? W końcu androidy robiły niemal wszystko, by uniknąć wyłączenia :)

      Usuń
    3. Obstaję przy twierdzeniu, że twórcy androidów musieli zaprogramować im zwyczajne mechanizmy obronne.
      Większość urządzeń elektrycznych, których używasz na co dzień posiada wbudowany bezpiecznik, maleńką rureczkę, która w chwili przepięcia przyjmuje na siebie pierwsze uderzenie, by ochronić główny mechanizm przed zniszczeniem. Jak korki w mieszkaniach. Zatem wszelkie czynności zapobiegające wyłączeniu u Androidów uważam za rodzaj bezpiecznika. Nie widzę w tym emocji, jeśli do tego zmierzasz (:

      Usuń
  4. Ach, "Czy androidy..." wielbię <3 To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Dicka i postrzegam je jako całkowicie udane. Obok problematyki androidów, która nasuwa się w pierwszej kolejności, mnie urzekł tam świat: zawieszony w jakimś takim powolnym umieraniu, przytłaczający. Zresztą, po paru kolejnych książkach Dicka doszłam do wniosku, że to u niego stały element. Te teksty niby nie są postapokalipsą, ale... no, ale jednak są. :)
    Jedyny mankament był taki, że Roy w filmie (który oglądałam wcześniej, stety lub niestety) był jednak dużo lepszy i dużo bardziej wyrazisty niż Roy książkowy, który w sumie... no, ledwo co w ogóle był.

    Tak czy owak, książka zostaje w głowie, oj zostaje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film nie podobał mi się zupełnie. Wydał mi się płaski, okrojony z istotnych treści, zupełnie zubożający to, co odebrałam jako przesłanie powieści. Choć może sama sobie wyszukiwałam ukrytej w niej jakiejś wyższej myśli. Pamiętam, że gdy się skończył, popatrzyłam na Ulubionego M. i powiedziałam: "Serio?". Być może nawet przemknęło mu przez głowę słowo: "rozstanie" ^^ Zignorowałam to jednak zupełnie. On nie czyta Dicka. On go tylko ogląda, więc co on może wiedzieć? ^^

      Usuń
    2. Myślę, że na ocenę może rzutować kolejność zapoznawania się z książką i filmem. Znajomy miał właśnie odwrotnie: książka nieco go rozczarowała, bo przedtem oglądał film. One są inne. Chyba po prostu są o czymś innym. Nie mogę się zgodzić, że film jest jakoś bardzo spłaszczony - prawda, że jest mocno okrojony, ale imho w pełni książki nie dałoby się zekranizować, ona po prostu nie jest filmowa. Widz by się zanudził. Ale problematyka androidów, tego czy można nazwać ich ludźmi, czy mają jakiekolwiek prawa i czy żyją - to wszystko w filmie jest. No i jest Rutger Hauer <3 Jego końcowy monolog mogę oglądać bez końca i ciągle tak samo mnie rusza. *___*

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: