Wełniaste Podejście do Literatury

Godziny - Michael Cunningham

6 września 2013 , ,

Godziny - Michael Cunningham
"Patrzy na zegar stojący na stole. Minęły prawie dwie godziny. Nadal czuje w sobie siłę, wie jednak, że jutro, kiedy popatrzy na to, co napisała, być może stwierdzi, że jest zbyt napuszone, pretensjonalne. Zawsze w głowie ma lepszą wersję książki niż ta, którą udaje się przelać na papier. Wypija łyk zimnej kawy i zaczyna czytać to, co do tej pory napisała." - Michael Cunningham

Nie lubię zimnej kawy. Czasami jednak coś zaabsorbuje mnie na tyle długo, że kawa, niestety, zdąży wystygnąć. Przeważnie przekonuję się o tym o jeden łyk za późno. A taka odgrzewana nigdy nie jest już tak dobra, jak świeżo parzona, choć pewnie zawsze bardzo się stara. Jakby uleciał z niej cały smak i piękno, bo przecież rzeczy zwykłe, małe i z pozoru błahe, też potrafią być piękne. Czy da się w ogóle uchwycić piękno w sztywne ramy jakiejś definicji? Z całą pewnością nie bez użycia słowa "subiektywne".

Ilekroć wracam do "Godzin", zawsze dręczy mnie poczucie zagubienia. Nie do końca wiem też, dlaczego i w jakim celu właściwie do nich wracam. Miotam się we własnych odczuciach w stosunku do powieści, bo tak mocno jak chłonę opisy, emocje i słowa, które budują poszczególne jej rozdziały, tak jako całokształt zupełnie mnie do siebie zniechęca. Porywa mnie i odrzuca jednocześnie. Trochę tak, jakbym lubiła czyjś uśmiech, spojrzenie, głos czy gesty, ale samego człowieka już nie... Kręcę się, kręcę w gąszczu przeciwieństw i nie wiem czy to dobrze, czy źle.

Trzy kobiety, trzy grupy otaczających je osób, trzy światy, ale emocje te same. Cunningham wyczarował poetyckie pejzaże za pomocą bardzo prostych słów. Wydobył nimi piękno z prozaicznych rzeczy, ukazał skomplikowany świat wewnętrzny niezwykle smutnych postaci, wszystkich, nie tylko trzech głównych bohaterek, a czytając ich myśli odnosi się wrażenie, że przenika się do ich wnętrz i dotyka dusz. Tak dokładni, że niemal prawdziwi. Tuż obok nas. Jednocześnie nie spotkałam do tej pory autora, który potrafiłby tak układać piękne zdania, by te - gdy zaczyna się patrzeć na nie już z dystansu - komponowały się w trzy mozaiki szaro-czarnych kwiatów zawodu, rozżalenia i pustki. To chyba jedna z najsmutniejszych i przepełnionych nostalgią książek, jakie czytałam.
Być może to jest właśnie magia, która mimo wszystko nie pozwala mi o "Godzinach" zapomnieć. Ciągle jednak, gdy myślę o nich jako o całości, odczuwam wewnętrzny niepokój wywołany płynącym z kart powieści poczuciem tęsknoty za czymś, czego nie ma. Próby nazwania tego, czego nazwać się nie da. Wewnętrznego żalu bez zupełnej potrzeby, stworzonego na skutek własnych wyobrażeń. Dlatego, gdy zadaję sobie pytanie, co czuję w stosunku do powieści, za którą Michael Cunningham otrzymał nagrodę Pulitzera, nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź: nie lubię jej...
...i ciągle do niej wracam.

Wzbudzenie we mnie takich uczuć jest w zasadzie przejawem pisarskiego geniuszu.



Wełniaste myśli o innych powieściach autora:
Michael Cunningham - Dziki łabędź i inne baśnie
______________________________________________________________
tytuł: Godziny (Hours)
autor: Michael Cunningham
tłumaczenie: Maja Charkiewicz, Beata Gontar
wydawnictwo:  REBIS
data wydania: 2011 r.
ilość stron: 224
Godziny [Michael Cunningham]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: