Wełniaste Podejście do Literatury

Kot, który jadał wełnę - Lilian Jackson Braun

26 września 2013 , , ,

"Otworzył wielki słownik, wyróżniający się daleko posuniętym stanem sfatygowania, po czym rozpoczęli swoją ulubioną grę. Polegała na tym, że kot wbijał pazury w kartki, a Qwilleran otwierał gruby tom we wskazanym miejscu, następnie czytał na głos pierwsze dwa hasła widniejące u góry strony. Jeśli Koko używał prawej łapy, Qwilleran wybierał hasła z prawej strony, ale na ogół kot posługiwał się lewą. Wszystko wskazywało na to, że jest mańkutem." - Lilian Jackson Braun

Któregoś popołudnia, gdy wreszcie dotarłam do domu i z westchnieniem ulgi opadałam właśnie na poduszkową kanapę, otrzymałam od Ulubionego krótką wiadomość tekstową o treści następującej: "Kot, który jadał wełnę". Na pytanie, a co to za kot, odpowiedzi brzmiała: "A to już Twój problem". Jako że w dzisiejszych czasach poszukiwania z googlem nie stanowią żadnego wyzwania, chwilę później wiedziałam już, że właśnie Ulubiony Mąż przedstawił mi 29 tomów "Kota, który..." oraz trzydziesty, dotąd jednak nieopublikowany. W zasadzie sprytnie poderwał mnie ich tytułem.

Kao K'o-kung (dla przyjaciół Koko) jest mieszanką inteligencji, sprytu, uporu i indywidualizmu oraz odrobiny nonszalancji zamkniętą pod błyszczącym futerkiem kota syjamskiego. Nie chcąc zdradzać fabuły poszczególnych tomów napiszę tylko, że w wyniku pewnych wydarzeń zamieszkuje z dziennikarzem, głównym bohaterem serii (którego wąs rzekomo przyciąga kobiety) i za pomocą przeróżnych sposobów stara się naprowadzać go na właściwe tory toczącego się śledztwa lub niemal prowadzić go za rękę ku rozwiązaniu kolejnej kryminalnej zagadki. Dziennikarz Qwilleran rzecz jasna swój rozum ma i czasem do sensownych wniosków potrafi dojść również samodzielnie. Jednak przeważnie pierwsze skrzypce gra kot. Bo to kot manipulant.

Seria "Kot, który..." to lekkie, nieskomplikowane i niedługie kryminałki, w których akcja prosto i zwyczajnie toczy się od punktu startowego (trupa?) do rozwikłania zagadki i ukarania sprawcy. A czytelnik, podążając wzrokiem za kolejnymi linijkami tekstu, spokojnie i bez wysiłku płynie sobie wraz z fabułą powieści, bo seria wielkiego wysiłku intelektualnego nie wymaga. Ten "...który jadał wełnę" jest tomem drugim, ale to od niego wszystko się przecież w moim wypadku zaczęło.

Bywam leniwa w życiu (któż nie bywa?), bywam i na polu literatury. Zwłaszcza jesienio-zimą nachodzą mnie takie dni, kiedy jedyne czego pragnę to leniwie odpłynąć w fotelu i nie przemęczać się w żaden sposób. Z czytaniem też tak jest. Czasem zwyczajnie brak mi chęci by sięgnąć po jakieś wiekopomne dzieło nowożytnej literatury,  czy niezwykle skomplikowaną powieść społeczną, której  portret psychologiczny bohatera mogłyby posłużyć za osobowości siedmiu czy ośmiu niezależnych osób albo twórczość autora, który sam nie do końca wie, co chciał przekazać, ale uparcie brnie w obranym przez siebie kierunku fabuły dalej (na końcu się to czymś zwiąże i będzie zakończenie, tadam!). Właśnie na takie chwile trzymam między innymi "Kota, który...", bo czyż na mentalny relaks może być coś lepszego niż krótki i lekki, niezobowiązujący kryminał?



___________________________________________________________________
tytuł: Kot, który jadał wełnę (The Cat Who Ate Danish Modern)
autor: Lilian Jackson Braun
wydawnictwo:  Książkowe Klimaty
data wydania: 2008 r.
ISBN: 9788361226420
ilość stron: 188

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: