Wełniaste Podejście do Literatury

Kąpiąc Lwa - Jonathan Carroll

29 października 2013 , , ,

"Zabawne, prawda? Jedyna przystań, w której możemy się schronić przed Chaosem, to przeszłość." - Jonathan Carroll

Cholera, pomyślałam sobie, odrywając wzrok od książki. Ciemno już było. Zrobiło się chłodno. Może więc herbaty? Zajrzałam w kubek stojący obok. Pusty. Wstałam, odłożyłam książkę na półkę. Wyszłam z pokoju.
Nie. Źle. Zawracamy. Przerzutka.
Cholera, pomyślałam sobie, odrywając wzrok od książki. Ciemno już było. Zrobiło się chłodno. Może więc herbaty? Zajrzałam w kubek stojący obok. Pusty. Obejdę się, oznajmiłam samej sobie. Zatonęłam w lekturze ponownie.
No. Dużo lepiej.

Osoby znające już twórczość autora zrozumieją moje zdziwienie, gdy po pierwszych stronach zwykłej powieści w stylu klasycznej obyczajówki, nagle zaczyna się robić niepokojąco dziwnie. Zdziwniej i zdziwniej, jak mawiała Alicja. Niby jest zwyczajnie, ale coś tu nie pasuje. A ja taki niepokój wyjątkowo lubię! Bo realizm magiczny to nie fantastyka ani też fantasy. Jest subtelniejszy, delikatniejszy, miejscami można go nie zauważyć. To taka lekka nuta zdziwienia w szarej codzienności. To wplatanie do zupełnie zwyczajnej rzeczywistości elementów niezwykłych. Postawienie przeciętnego człowieka w nietypowej dla niego sytuacji. Tak go właśnie rozumiem i na własne potrzeby definiuję.  I nie poprawiajcie mnie.

Świat i ludzie w powieści są zupełnie zwyczajni. Miejsca - realne i proste. Autor w piękny sposób opisuje ludzkie rozterki, opisuje rozpad małżeństwa i uczucia targające małżonkami, wewnętrzne rozbicie starszego człowieka po śmierci bliskiej mu osoby, czy też zdradę przyjaciela i związane z nią obawy. Ma prawdziwy dar do opisywania ludzkich emocji. Można je niemal poczuć. Tyle, że to jest jedna płaszczyzna powieści. Do niej przylega druga. Ta odrealniona. Pojawia się w zasadzie w chwili, gdy pięć osób śni w tym samym momencie wspólny sen. Sen, w którym wszyscy znają swoje głęboko ukrywane sekrety. W "Kąpiąc Lwa" właśnie za sprawą snu stawiany jest wielki znak zapytania na tle płaskiej realności"Każdemu może się przyśnić słoń. Kraina snu jest jak plac zabaw, na którym zerwana z więzów rzeczywistości wyobraźnia wyżywa się na karuzelach, huśtawkach i zjeżdżalniach". I na jego polu rozpoczyna się prawdziwy absurd. O co chodzi, kto jest kim, co tu robi gadające krzesło i co to jest Przerzutka (zastosowana przeze mnie w pierwszym akapicie) albo Salto?

Mentalne salto zrobiłam z całą pewnością ja - kilkukrotnie zresztą. Gdy sądziłam, że znam już bohaterów, że rozumiem, co się w tej historii dzieje, coś się nagle zmieniało. Ktoś coś pamiętał, ale ktoś inny nie miał pojęcia, że przeżywa ponownie ten sam moment swego życia. Nagle wszystko zawracało. Wskakiwało w inne miejsce. Oczywiście pasowało tam, ale już zupełnie nie współgrało z moim wcześniejszym zamysłem. Bo mój zamysł roztrzaskał się na kawałki. Zaczynałam więc od początku wędrówkę po labiryncie snu. Niczym literacka kolejka górska, na której trzeba mocno się trzymać, bo łatwo jest wypaść. A potem już nie ma snu. Zostaje dziwna rzeczywistość... Cały czas zastanawiało mnie też, skąd się wziął tytuł powieści. I nawet tym mnie Carroll zaskoczył (:

Podobno można śnić świadomie. Są ludzie, którzy mogą wpływać na swój sen i kształtować go według własnej woli. Nie wiem, czy można coś takiego w sobie wyćwiczyć. Czy chciałabym? Nie bardzo. Tradycyjny sen ma w sobie coś z czytania powieści, prawda? Dostaję historię i nie wiem, co spotka mnie w niej za chwilę. Poddaję się biernie zdarzeniom, podążam według scenariusza, który stworzył dla mnie umysł, ale którego nigdy mi nie pokazał. Zaglądam niepewnie za róg i przyglądam się wykreowanemu tam światu. Ten kształtowany sen byłby raczej jak pisanie sobie historii samemu. Bo w zasadzie mogłabym przecież ten sen tworzyć. Coś nie pasuje? Bach! Wszystko zmieniamy, układamy, tu się wytnie, tu zamaluje... Wychodzi na to, że jedyny plus jaki w świadomym śnieniu odnajduję to fakt, że mogłabym przeganiać nadciągające koszmary. Na szczęście, prawie ich nie miewam. We śnie.

"Ludzie wolą dzień od nocy, bo za dnia jest słonecznie. Wtedy rozkwitają. Mało kto lubi noc. W nocy się odsłaniasz, narażasz się na nieprzyjemne emocje, takie jak smutek, zwątpienie czy żal. Nocą ludzi łatwiej jest zranić". [s. 223]


_______________________________________________________
tytuł: Kąpiąc Lwa (Bathing the Lion)
autor: Jonathan Carroll
tłumaczenie: Jacek Wietecki
wydawnictwo:  REBIS
data wydania: 8 października 2013 r.
ISBN: 9788378184089
ilość stron: 320

Powiązane tytuły

1 komentarzy

  1. "Nuta zdziwienia w szarej codzienności" Ładnie :) Nie powiem, żebym była fanką Carrolla, choć trochę jego książek mam już za sobą. A to za sprawą byłej współlokatorki, która, co i rusz podrzucała jakąś jego książkę. Również ona namówiła mnie do zakupu "Kąpiąc lwa". Tytuł co najmniej dziwny, ale u Carrolla to chyba całkiem normalny ;) Przyznaję, jego książki po tak długim czasie zlały mi się w jedną całość i nie potrafiłabym odróżnić jednej od drugiej, ale wraz z "Kąpiąc lwa" mam zamiar odświeżyć jego twórczość i... może odkryć na nowo inne przeczytane kiedyś książki?

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: