Wełniaste Podejście do Literatury

Trans w Hawanie - Leonardo Padura

1 października 2013 , ,

"Conde popatrzył na własne odbicie w lustrze: spojrzał sobie prosto w oczy, przyjrzał się profilowi i po przeprowadzonej obserwacji nie pozostało mu nic innego, jak przyznać - prawda, mam twarz policjanta." - Leonardo Padura

Było gorąco. Zdecydowanie zbyt ciepły wiatr przyklejał do spoconego ciała drobiny niesionego swym porywem piasku i brudu.  Było duszno. Mario Conde, rozczarowany wszystkim, co do tej pory go spotkało i zniechęcony do wszystkiego, co może jeszcze przyjść policjant nie miał już ochoty pracować. W taki upał nie powinno się pracować wcale... a jednak. W Lesie Hawańskim leżały zwłoki. Młody mężczyzna w krwistoczerwonej kobiecej sukni nie musiał się już martwić gorącem. W zasadzie nie przejmował się już niczym. Nie czuł więc, że zebrani ponad nim mają delikatny problem. "Skoro mamy już morderstwa popełniane na transwestytach, możemy się uważać za rozwinięty kraj".

Padura na literacką scenę wprowadza porucznika Conde nie po raz pierwszy (tak, zdaję sobie sprawę, że ponownie piszę o czymś, co nie jest początkiem, ale robię to dlatego, że mogę i chcę). "Trans..." jest trzecią częścią cyklu Cztery Pory Roku, jednak od poprzedniczek, bo następczyni jeszcze się w Polsce do tej pory nie pojawiła, odróżnia ją zdecydowanie mroczny klimat i dużo intensywniejsza analiza podejmowanych tematów. Fakt, że w szczególny dzień zostaje zamordowany nieprzypadkowy transwestyta, syn wpływowego człowieka, stanowi jedynie tło dla ukazania powszechnego mechanizmu zakładania przez nas wszystkich masek. Przyobleczeni w bezpieczny kamuflaż odgrywamy różne role, utarte na potrzeby codziennych zdarzeń czy konkretnych ludzi. Ukrywamy prawdziwych siebie przed mogącym nas skrzywdzić światem, czy - jako, że rzecz dzieje się na Kubie - czasem i przed systemem politycznym. Jakże często robimy to po prostu dla uzyskania społecznej akceptacji. I robi to każdy. Ty też (: Właściwie nie wiadomo, kiedy pojawia się to najczystsze "ja".

Bardziej niż główny bohater zainteresował mnie jednak Albert Marques. Ta fikcyjna postać wymieniana jest w powieści jako buntownik i reformator teatru obok jak najbardziej realnych A. Artauda czy J. Grotowskiego. Albert jest dramaturgiem. Za jego sprawą na karty powieści wprowadzony zostaje element teatru okrucieństwa, którego twórcą był zresztą Artaud. Czytając o nim w Internecie zaczęłam się zastanawiać, czy czasem Leonardo Padura nie próbował pana Artauda wsadzić w postać Marquesa. Bez względu jednak na zamiary, bohater wyszedł mu niezwykle intrygujący i to on właśnie odgrywa przed nami przedstawienie, w trakcie którego zaczynamy dostrzegać zamaskowane postacie. Jesteśmy widzem, któremu mają spaść z oczu zasłony. Taki jest cel spektaklu.

I nie byłabym sobą, gdybym nie nawiązała do kreacji świata w powieści. Otóż świat w powieści to Kuba. Duszna, lepka, skorumpowana, nieco brudna i zacofana. Widać ją w każdym kącie, mieszkaniu, zaułku, słychać w muzyce, czuć w powietrzu przesiąkniętym dymem cygar i ciężkim zapachem rumu. To wszystko wiem jednak tylko z lektury "Transu w Hawanie". Może kiedyś uda mi się polecieć, spojrzeć i zweryfikować wszystko osobiście (Kuba dodana na listę "miejsc do zobaczenia").

Na koniec zawyję do księżyca o to, by wreszcie przetłumaczono i wydano część czwartą. Bo jak ją Leonardo napisał w 1998 roku, tak leży gdzieś i czeka. I ja też czekam.



_________________________________________________________
tytuł: Trans w Hawanie (Máscaras)
autor: Leonardo Padura
tłumaczenie: Marcin Sarna
wydawnictwo:  ZNAK
data wydania: 2010 r.
ISBN: 9788324013289
ilość stron: 213

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: