Wełniaste Podejście do Literatury

Zupa z granatów - Marsha Mehran

15 października 2013 , , , ,

"Dla Mardżan Aminpur aromaty kardamonu i wody różanej, podobnie jak woń basmati, estragonu i cząbru, były zapachami codziennymi, równie pospolitymi jak, wedle jej wyobrażenia, woń kawy instant i ociekającej tłuszczem pieczeni w konwencjonalnej kuchni zachodniej.- Marsha Mehran*

Czarnuszka, estragon, kmin, cynamon, tarty imbir.
W powietrzu unoszą się mocne, pobudzające zmysły zapachy. Pośrodku pokoju stoi stół ozdobiony dużym, misternie malowanym w perskie historie obrusem. Na nim, poza wazonem amarantowych kwiatów, znajduje się półmisek abgusztu, a tuż obok niego drugi, przepełniony fesendżun. Pięknie zawinięte dolme w asyście torszi i waza pełna zupy z czerwonej soczewicy. Gusz-e-fil, zwane też słoniowymi uszami, zulbia, lawasz, a na koniec w wysokich szklankach czeka chłodny dugh. Potraw na tym stole mogłoby być dużo więcej. Wymieniłam jedynie kilka. Mimo, że ich nazwy brzmią jak nie z tego świata, jestem w stanie te wymienione przyrządzić sama. I wiecie, co?
Wy również.


W 1986 roku Ballinacroagh było małą senną miejscowością, gdzieś w deszczowej Irlandii, w której każdy znał każdego, działo się tyle, co nic, a gdy ktoś wyszedł z lokalnego pubu nieco mocniej podpity, stawał się plotkarskim tematem miesiąca, a wraz z nim cała jego rodzina. Perspektyw wiele nie było. Rozrywki również, chyba że ryzyko potrącenia owcy na drodze uznać można za zabawę... I w tej właśnie zapomnianej przez świat miejscowości trzy siostry z Iranu otworzyły restaurację Cafe Babilon, w której podawały tradycyjne dania kuchni perskiej w towarzystwie herbaty darjeeling, jaśminu i lawendy. Czołowa wiejska plotkara, która z racji nietrzymania moczu zmuszona była spędzać całe dnie w domu i obserwować toczące się miejskie życie przez okno, poczuła się, jakby wygrała milion na loterii. Tyle tematów i to w zasięgu jej okna!

Fabuła powieści nie będzie stanowić większego zaskoczenia, a wszystko potoczy się dość schematycznie i zakończy happy endem. Do zaściankowej miejscowości przybywają uciekinierki z pogrążonego w rewolucji Iranu i próbują zauroczyć chłodnych i zamkniętych na wszystko co "dziwne", czy "obce" Irlandczyków. Poznajemy historię trzech sióstr, powoli odkrywamy przybyłą wraz z nimi do Ballinacroagh tajemnicę, a także śledzimy losy życia kilku miejscowych postaci. Mamy też bardzo wyraźnie zaznaczony czarny charakter. Ocieramy się o radość i łzy, doświadczamy braku tolerancji, niespełnionych pragnień i rodzącej się chęci poszukiwania nowej drogi do odkrycia własnego "ja". Jest prosto, lekko i miło. Poprawnie. Bez fajerwerków.
Czym zatem powieść mnie uwiodła? Swoim smakiem i zapachem. Aby tak sugestywnie opisywać aromaty dochodzące z Cafe Babilon Marsha Mehran naprawdę musi kochać gotowanie i mieć do tego talent. Książka zawiera przepisy na pojawiające się w jej treści potrawy, opisuje właściwości niektórych ziół czy przypraw, podaje też przepis na domowy lek na migrenę. Ale przede wszystkim - pachnie. Niezwykle intensywnie pachnie orientem i kusi jego smakiem.
Doskonale bawiłam się poznając perskie spojrzenie na kuchnię i zestawiając je z naszym, europejskim. Z zaciekawieniem przyjęłam starożytne praktyki równowagi gastronomicznej, które rozróżniają osobowości garm oraz sard i według nich układają odpowiednie dla cech charakteru i usposobienia menu.
Z czystym sumieniem mogę też napisać, że do tej pory żadna książka kucharska nie zainteresowała mnie tak, jak "Zupa z granatów". Powieść spodoba się zarówno lubiącym czytać lekkie, przyjemne historie, jak i zaprawionym w bojach kulinarnych kucharzom. A gdyby komuś brakło przepisów, kontynuacja powieści nosi tytuł "Woda różana i chleb na sodzie" (:

"W odróżnieniu od Greków epoki klasycznej, dla których owoc ten (granat) symbolizował nieuchronny cykl gorzkiej śmierci, wyznaczany powrotami skruszonej Persefony do świata podziemnego na sześć miesięcy zimy, Mardżan wolała wierzyć w stare podania perskich bajarzy, którzy zgoła inaczej postrzegali rolę tego cierpkiego owocu w ludzkim życiu - pomimo niefortunnych skojarzeń ze śmiercią i zimą - był i pozostanie przede wszystkim owocem nadziei".

*wszystkie cytaty pochodzą z powieści.




____________________________________________________
tytuł: Zupa z granatów (Pomegranate Soup)
autor: Marsha Mehran
tłumaczenie: Jolanta Kozak
wydawnictwo:  W.A.B.
data wydania: 2006 r.
ISBN: 8374141794
ilość stron: 296
Zupa z granatów [Marsha Mehran]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

2 komentarzy

  1. Uhh a ja właśnie zrobiłam sobie kanapki z serem i pomidorem. Czuje się przaśnie.
    A poza tym czy książka opowiada choć trochę o rewolucji w Iranie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć trochę - tak. Stanowi rys dla wydarzeń z przeszłości sióstr. Specjalistą z zakresu Irańskiej Rewolucji Islamskiej raczej na podstawie jej opisu z powieści nie polecam zostawać.

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: