Wełniaste Podejście do Literatury

Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa - Haruki Murakami

18 listopada 2013 , , ,

"Można zablokować wspomnienia. Przykryć jakąś pokrywką. Ale nie da się ukryć historii." - Haruki Murakami

Podobno ludzie mają kolory. Osobiście nigdy nie dostrzegłam barwnej otoczki wokół kogokolwiek, istnieją jednak osoby, które uważają, że taki "dar" posiadają. Że widzą ludzką aurę. Nie wiem do końca, czy widziana barwa wiąże się z charakterem osoby, czy aktualnym jej nastrojem. Internet też nie jest pewien, więc bezpiecznie podaje obie wersje. Tsukuru Tazaki martwił się, że jest bezbarwny.  Wraz z czwórką barwnych przyjaciół tworzyli harmonijną grupę. Każdy był w tej grupie potrzebny, każdy stanowił wyraźny jej element. Każdy z nich miał swój kolor. Czerwony, Niebieski, Biała i Czarna. Tylko nie Tsukuru. On był bezbarwny.

 Bezbarwność jest jednak potrzebna dla zrównoważenia barw. Pewnego dnia cztery barwy odwracają się od pozbawionego koloru. Bez słowa wyjaśnienia proszą, by więcej nie przyjeżdżał, nie dzwonił. Harmonia pęka na tysiące kawałeczków niczym tafla lustra i z hukiem spada na podłogę. To uczucie zna zapewne każdy, kto kiedykolwiek w swoim życiu kogoś stracił. A Bezbarwny jest zbyt słaby, zbyt wstrząśnięty by o cokolwiek pytać. Zatraca się w nicości. Mocno przeżywa odrzucenie przez najbliższych mu przyjaciół. Jedynych przyjaciół. Niby jest, jednak żyje oparty ręką o framugę drzwi śmierci, rozważając poważnie czy ich nie przekroczyć. Gdy wraca do życia, na jego drodze staje Szary. Kolejny kolor w życiu Bezbarwnego. Kolejny, który z niego nagle znika... Mija szesnaście lat. Bezbarwny ma poukładane życie, spokojne i monotonne. Samotne. Jednak pewna kobieta staje się dla niego impulsem do działania. Postanawia rozliczyć się z przeszłością. Poznać prawdę. Wraca w rodzinne strony, rozpoczyna pielgrzymkę, która przyniesie ciężkie do zaakceptowania odpowiedzi na niepostawione przed laty przez niego pytania.
fot.: "Shadows of the Past" by Lubomir Bukov
http://www.photodom.com/photo/130308

Z okna widać żółto-brązowe drzewa. Zabudowania są daleko za nimi. Spoglądałam w ich kierunku, jednak nie patrzę na nic konkretnego. Zastanawiam się. Na ile warto grzebać w przeszłości? Może wystarczy odciąć się, zablokować wspomnienia, przykryć jakąś pokrywką i żyć spokojnie dalej. Po co burzyć spokój? Tak. Bezbarwny zyskał część odpowiedzi na dawne pytania. Niektórych odpowiedzi nie pozna już nigdy. Zostaną mu tylko domysły. Co jednak z pytaniami, które pojawiły się teraz? Za chwilę pojawią się zapewne kolejne. Niczym nieskończona spirala wątpliwości. Pojawiają się sny. Zanika pewność granicy jawa-sen. Pojawia się muzyka. Franciszek Liszt i jego "Lata pielgrzymstwa". Motywem głównym zaś staje się utwór "Le mal du pais" (nostalgia, tęsknota za domem). Polecam czytać słuchając, jeżeli ktoś lubi klasykę.

"Jak to dobrze, że zaczynasz wracać" - pomyślałam odkładając "Bezbarwnego..." z poczuciem ulgi. Powieści tej nie można porównać do "Kroniki Ptaka Nakręcacza". Może być jednak zapowiedzią czegoś równie pięknego. Jeżeli ktoś z Was sięgnął do początków tej strony, lub przypadkiem zahaczył o "Przygodę z Owcą" wie, że Murakami jest ważny. Bo to jego właśnie lata temu spotkałam, stojąc samotnie w kącie na balu Barw Wszelakich. Ale ideałów na świecie nie ma. Wszystko ma skazę. I choć czasem ta skaza stanowi o unikalności przedmiotu, skaza Murakamiego takiej roli nie pełni. Trylogia "1Q84" nie podobała mi się wcale. Czytałam ją ze smutkiem myśląc, "gdzie jesteś?". W najnowszej powieści nie ma zakończenia, a pewne wątki nie zostają wyjaśnione. Wielka szkoda. Jakby nie do końca wystarczyło autorowi pomysłu. A jeżeli miał to być zabieg celowy, takie pozostawienie czytelnika w niepewności, to nie do końca się Murakamiemu udał. Nie zmienia to jednak faktu, że Murakami powoli zaczyna znów pisać jak dawniej. A właściwie tak jak lubię, gdy pisze.



________________________________________________________________
tytuł: Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa
 (色彩を持たない多崎つくると、彼の巡礼の年 
Shikisai wo motanai Tasaki Tsukuru to, Kare no Junrei no Toshi)
autor: Haruki Murakami
tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
wydawnictwo:  MUZA
data wydania: 6 listopada 2013 r.
ISBN: 9788377585498
ilość stron: 352

Wełniaste myśli o innych książkach autora:
Haruki Murakami - Przygoda z owcą

Powiązane tytuły

8 komentarzy

  1. ...20 min później dotarło do świadomości, że oto przeczytał również cały fragment książki... raczej nie chodzi o odruch Pawłowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To następnym krokiem będzie cała książka.

      Usuń
  2. "Kronika..." chyba długo będzie nie do przebicia. Może nawet nigdy. Ale i tak jestem ciekawa każdej kolejnej książki autora. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie pozostawienie wątków otwartych, wręcz rozgrzebanych to cecha charakterystyczna dla wielu japońskich pisarzy - takie zabiegi możemy zauważyć u Kawabaty, Mishimy, Tomojiego Abe, czy Tanizakiego. Ja osobiście bardzo sobie cenię tę formę zakończenia - autor nie wyszedł czytelnikowi naprzeciw i nie zamknął powieści pointą, która by wszystko podsumowywała i równocześnie podsuwała klucz, zgodnie z którym należy ją interpretować.

    Jeśli chodzi o samą lekturę, to ja może z Murakamim nie miałem jeszcze aż tak dużo do czynienia (przed "Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latami jego pielgrzymstwa miałem na koncie wyłącznie "Kafkę nad morzem"), ale również poczułem się nieco zawiedziony i rozczarowany. Jak dla mnie za dużo truizmów, aforyzmów, banału, bezbarwności chciało by się rzec (chociaż to pewnie również celowy zabieg autora). W każdym bądź razie Murakami znakomicie zrewanżował mi się zbiorem "Zniknięcie słonia", który b. przypadł mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literatury japońskiej nie znam niemal wcale, więc dziękuję za zwrócenie na to uwagi i jednocześnie podsunięcie kilku nazwisk na dobry start w nadrabianiu zaległości (:

      Co do Murakamiego zaś, właściwie łatwo jest dostrzec pewną schematyczność, gdy przeczytało się już kilka jego powieści. Niby traktują o różnych rzeczach, a jednak mają w sobie coś podobnego. Nie potrafię jeszcze tego rozgryźć i roboczo nazywam "harukizmem".
      Łapię się także na tym, że przed otwarciem każdej kolejnej jego książki trzymam kciuka, by autor nie pojechał w niej w stronę światła zwanego Paulo C. A skoro mam takie obawy, oznacza to, że ilość truizmów, aforyzmów i banałów faktycznie niebezpiecznie szybko wrasta. Mam jednak nadzieję, że to się nigdy nie wydarzy.
      Dwie nowe książki Murakamiego dopiero przede mną - „Posłuchaj pieśni wiatru” i „Flipper, 1973” mają się pojawić w maju.

      Usuń
    2. Ja prozę japońską zacząłem poznawać od niedawna, ale z każdą książką odkrywam, że jest to bardzo niezwykła gałąź literatury. Oprócz wymienionych nazwisk mogę jeszcze polecić noblistę Kenzaburō Ōe :)

      Co do samego "harukizmu" (ciekawe określenie) to rzeczywiście Murakami ma kilka powieściowych składników, które pojawiają się w wielu utworach. Bohaterowie to często samotnicy (chociaż znowu jeśli odwołamy się do kultury japońskiej to wychodzi na to, że to nic niezwykłego - Japończycy to jeden z najbardziej nieśmiałych narodów), lubujący się w muzyce klasycznej, dbający o swoje ciało (ha, ciekawostka - Yukio Mishima był kulturystą) - uprawiają więc regularnie sport, który równocześnie jest dla nich swoistą odskocznią, polem do rozmyślań, etc. Nie brakuje także motywów samobójczych (chociaż znów trzeba zauważyć, że w literaturze japońskiej, czy w ogóle w kulturze japońskiej samobójstwo jest b. rozpowszechnioną formą odchodzenia z tego świata - Mishima oraz Kawabata pozbawili się życia). Bohaterowie Murakamiego często muszą mierzyć się z wydarzeniami z przeszłości, które okazują się znaczące także dla obecnie prowadzonej egzystencji.

      Ta ostatnia informacja b. mnie zaintrygowała - nie wiedziałem, że w Polsce mają pojawić się kolejne dzieła Murakamiego i to tak szybko. Ja póki co czekam na przesyłkę z "Kroniką ptaka nakręcacza". Po tej książce b. dużo sobie obiecuję - opowiadanie "Ptak nakręcacz i wtorkowe kobiety" które rozrosło się właśnie w ten utwór bardzo mi się podobało :)

      Usuń
    3. Twoja wypowiedź przypomniała mi o opowieści pana Masumoto, dzięki której las Aokigahara zyskał potem niechlubną sławę Lasu Samobójców. Powieść z lat 60-tych stała się inspiracją dla chcących odebrać sobie życie. Wskazała im mroczne i romantyczne zarazem miejsce, w którym wszelkie dźwięki zanikają. Pamiętam, że gdy o tym usłyszałam, byłam pod wrażeniem. Pod koniec roku w planie wydawniczym pojawiły się te dwie książki i wskazano właśnie maj 2014. Muza korzysta z wysokiej fali na jakiej w Polsce znalazł się Murakami. I bardzo dobrze. A w sprawie "Kroniki..." - zawsze powtarzam, że czytanie to rzecz bardzo subiektywna. Mam jednak nadzieję, że się nie zawiedziesz (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: