Wełniaste Podejście do Literatury

Sezon Burz. Wiedźmin - Andrzej Sapkowski

11 listopada 2013 , , , ,


"Historia - uśmiechnął się wiedźmin - to relacja, większością kłamliwa, ze zdarzeń, większością nieistotnych, zdawana nam przez historyków, większością durniów." - Andrzej Sapkowski

Książka leżała na półce od dwóch dni. Czekała. 
Nie ze względu na brak czasu i nie ze względu na brak zainteresowania. Czekała, bo miałam obawy. Zwyczajnie się wahałam, że to nie będzie już "to". Bo przecież Sapkowski tyle razy powtarzał, że nie będzie, że koniec, że basta, nie męczyć go już, do diabła! Ciągle miałam w pamięci te wszystkie uczucia, jakie towarzyszyły mi podczas czytania opowiadań, a potem Sagi - jednego tomu za drugim. Wspominając emocje towarzyszące jej zakończeniu i mojemu osobistemu pożegnaniu się z Geraltem, zwyczajnie bałam się ponownego spotkania. Takie spotkania bywają często rozczarowaniem i mogą położyć cień na to, co było. Po co psuć doskonałą przeszłość? A "wiedźmin" jest dla mnie Sagą niezwykle ważną. Sprawił na przykład, że niezmiernie polubiłam krasnoludy. Ale swoją "ważność" zawdzięcza zupełnie czemuś innemu. "Va'esse deireádh aep eigean, va'esse eigh faidh'ar". I dlatego pomyślałam sobie, że przed snem spróbuję. Późno dość było, ale... Rozdział, dwa. Zobaczymy co się wydarzy. O 8:17 skończyłam... Całość. Heh.

"- I co teraz?
 - Teraz - wyjaśnił mu rzeczowo krasnolud - to mamy zamaszyście przejebane"[s. 237].

Tak pokrótce streściłabym fabułę. Bo nie można odmówić powieści tego, że jak w pierwszych zdaniach zawiązuje się akcja, tak pędzi i pędzi i gna bez wytchnienia, aż do ostatnich zdań. A gna przez kilka wątków. Cięgiem. Ktoś się pokusił o kradzież wiedźmińskich mieczy. Ktoś się para niebezpieczną zabawą z demonami. Ktoś uratował elfie dziecko. Nieudolnie. I w dodatku nie to, którego szukał. Lisica jest zła. Korpo Czarodziejów zamiata pod dywan niewygodne fakty i uprawia roszadę na stanowiskach, by wszystko było w porządku. Ktoś próbuje zostać królem, szykuje się wielkie wesele. A burza się wzmaga... Wszystko to na 404 stronach powieści. Dzieje się. To fakt.

"Sezon Burz" nie jest kontynuacją Sagi o wiedźminie. I całe szczęście, bo nie pasuje do niej zupełnie. Przypomina mi pierwsze opowiadania. W zasadzie nawet w trakcie czytania myślałam o książce jako kolejnym zbiorze opowiadań. Mimo jej obszerności. I nie żałuję zarwanej nocy. Może fajerwerków nie było, ale też żadne cienie mi na Sagę nie padły. Coś się jednak zmieniło i to coś właśnie niepokoiło i nie chciało odejść. Mocą Sapkowskiego były wyraziste postacie i doskonałe dialogi, humor, sarkazm, ironia. W "Sezonie Burz" spotkałam postacie, które przecież znam tak dobrze, a które tutaj wydały mi się jakieś przezroczyste. Jaskier, nieodłączna kupa problemów Geralta, nie zaznaczył się zupełnie niczym. Był, ale jakby go nie było. Humor słowny był, ale też jakoś jakby mniej. Sarkazm/ironia bywały. Dobrze, że mordobicie prezentowało się jak zawsze godnie. Oczywiście, dopuszczam możliwość, że wszystkie te wrażenia spowodowane są długim oczekiwaniem na "coś nowego" i w związku z tym pewną gloryfikacją "starego". Bo tak też może być.

Na szczęście pojawił się  Addario Bach. Krasnolud. A z krasnoludami zawsze jest wesoło.
"Krasnolud pozdrawiał kosiarzy wesołymi okrzykami, ci zaś rewanżowali się. Albo nie. 
- To mi przypomina - wskazał na trudzących się Addario - inny z marszów naszej orkiestry. Nosi tytuł Sianokosy"[s.219]
I ...odpuszczę sobie przytaczanie słów marszu i pozostawię czytelnikowi do samodzielnego zapoznania się, gdyż jak czytelnicy Sapkowskiego wiedzą (a nowi czytelnicy się dowiedzą), krasnoludy nie przebierają w słowach, a ja nie będę nic tutaj wygwiazdkowywać. Przez szacunek dla krasnoludów. Tyle, że krasnolud pojawia się, chwilę jest i znika. Wszystko właściwie pojawia się i znika...


Miło było znów spotkać Wiedźmina i cieszę się, że powrócił. Nie zastanawiam się jednak, czy to jego jednorazowy wyskok, czy też będzie tego więcej. Chyba nawet nie chcę. Domyślam się, że ilość głosów rozczarowanych będzie równa ilości głosów zachwyconych. Tak to bywa z wielkimi powrotami. Ktoś zapewne zacznie grzebać w poprzednich książkach i szukać tego, co wydało mu się "jakby znajome". Ktoś inny natomiast będzie się doszukiwał w powieści początku nowej Sagi. Ja stoję sobie pomiędzy nimi i jestem zadowolona. Podobało mi się. I choć do świata Wiedźmina "Sezon Burz" nie wniósł właściwie nic nowego, nic mu też szczególnie nie zabrał. Dobra powieść, a w zasadzie opowiadania, by sobie zarwać noc.

"Ciemność wciąż istnieje - potwierdził. - Pomimo dokonującego się postępu, który, jak się nam każe wierzyć, ma rozjaśniać mroki, eliminować zagrożenia i odpędzać strachy. Jak dotąd, postęp większych sukcesów w tej materii nie odniósł. Jak dotąd,  postęp tylko wmawia nam, że ciemność to wyłącznie ćmiący światło przesąd, że nie ma się czego bać. Ale to nieprawda. Jest się czego bać. Bo zawsze będzie istniała ciemność. I zawsze będzie rozpanoszone w ciemności Zło, zawsze będą w ciemności kły i pazury, mord i krew. I zawsze będą potrzebni wiedźmini"[s.402].

I z tym właśnie Was zostawiam (:



___________________________________________________________________
tytuł: Sezon burz
autor: Andrzej Sapkowski
wydawnictwo:  superNOWA
data wydania: 6 listopada 2013 r.
ilość stron: 404
Wiedźmin: Sezon burz [Andrzej Sapkowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

8 komentarzy

  1. Przypominam - to jest PREQUEL na 100%. W książce jest odniesienie do zlecenia na strzygę u Foltesta, a z kolei w opowiadaniu "Coś więcej" jest nawiązanie do Sodden, gdzie Geralt rozpamiętuje romans z Koral, do którego doszło po tygodniowym pobycie w areszcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja się zgadzam. Nie trzeba nic "przypominać" :) Wypada jeszcze wspomnieć o przyszłej Pani Jeziora, która zmierza przez duży, ciemny las do szkoły i mamy komplet, prawda?

      Usuń
  2. Bardzo słusznie, Łokietek w trasie do szkoły - teraz mnie trzeba było przypomnieć. Pozdrawiam, ten sam anonim co powyżej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. sorry, że wtrącam, pytanie mam. czy "Va'esse deireádh aep eigean, va'esse eigh faidh'ar" to pełny cytat oznaczający na nasze "coś się kończy, coś się zaczyna"? wszędzie można znaleźć jedynie pierwszą część frazy czyli Va'esse deireádh aep eigean, natomiast nigdzie nie mogłem znaleźć drugiej. z góry dzięki za odp

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadza się. Ten tekst napisany został już po przeczytaniu "Sezonu Burz". A w "Sezonie..." pojawia się całość - strona 231. Więc pozwoliłam sobie na użycie kompletnego sformułowania "Coś się kończy, coś się zaczyna" :)
    Ale znawcą języka elfickiego nie jestem. Równie dobrze może to być: "coś się kończy, podaj zatem popcorn".

    OdpowiedzUsuń
  5. książka leży u mnie z tydzień i wciąż czeka.. cóż, teraz mam w końcu powód, dzięki.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: