Wełniaste Podejście do Literatury

Wodne Anioły - Mons Kallentoft

14 listopada 2013 ,


"Siada na ławce pod starym dębem i dźwięk kropli deszczu cichnie, głosy też milką, jakby rozumiały, że muszą zostawić ją w spokoju. A child for a pig. Oczywiście." -Mons Kallentoft

Są takie książki, które ciężko zaczyna się czytać. Coś w nich sprawia, że nie można się skoncentrować. Herbata wciąż jeszcze gorąca, a książka już odłożona. Jedynie wrodzony upór, by nie zrażać się od początku, tylko dać fabule szansę sprawia, że się jej nie zostawia i przemierza kolejne strony. Uparcie. A potem odkrywa się, że to była bardzo dobra decyzja, że opłaciło się przeczekać. Bo książka odwdzięczyła się wciągającą historią, zostawiając po sobie miłe wspomnienie.



Tak właśnie było "Wodnymi Aniołami". Nasze początki były trudne. Co rusz ją odkładałam, odchodziłam do innych zajęć, a potem wracałam. Ten początek to kilkadziesiąt stron. W ich trakcie powoli przyzwyczajałam się do specyficznego stylu pisania Monsa Kallentofta, do narracji i myśli bohaterów osadzonych w czasie teraźniejszym. Ulubiony Mąż (gdy mu o tym opowiadałam) porównał ten styl do filmu paradokumentalnego, kręconego "z ręki". Z taką różnicą jednak, że scenerią są nie tyle dziejące się wydarzenia, co myśli bohaterów, prezentowane w sposób surowy i bez żadnego montażu. Czysta relacja. I gdy już doszło do tego momentu, że przestałam zwracać na to uwagę, że wczułam się w rytm powieści, wsiąknęłam w nią bez reszty. Teraz bardzo się cieszę, bo to dobra historia, a poruszany w niej temat zaintrygował mnie na tyle mocno, że po skończeniu książki "googlałam" ile wlezie. Ale do rzeczy.

W małej szwedzkiej miejscowości (o dziwnej szwedzkiej nazwie), w bogatej dzielnicy (z równie dziwną nazwą), odkryte zostają zwłoki małżeństwa. Nigdzie nie można znaleźć córeczki - adoptowanej przez ofiary Wietnamki. Nie ma żadnych śladów, ciężko trafić na motyw. Nic nie wskazuje na to, by dziewczynka nie żyła. Ale upływający czas w takich sytuacjach gra mocno na niekorzyść. To jest jedna płaszczyzna powieści. Drugą stanowią prywatne problemy porucznik Malin Fors, która prowadzi śledztwo, a także jej kolegów z zespołu dochodzeniowego. Wszak człowiek, czy w Szwecji, czy w Polsce, czy w dowolnym innym miejscu na świecie, nie żyje tylko pracą. Również problemami z życia osobistego. Nałóg, próba z niego wyjścia, problemy rodzinne, zdrowotne, macierzyństwo. Każdy z czymś się boryka.

W powieści pojawia się kwestia adopcji dzieci z krajów Trzeciego Świata. Klimat przedstawionych wydarzeń i moje refleksje z tym związane skłoniły mnie nawet do tego, że poszukałam sobie w Internecie trochę informacji na temat takich adopcji. Oczywiście, pewnie większość z tych adopcji jest w pełni zgodna z prawem i dobrem dziecka, ale dochodzi też do oszustw. I tu zaczyna się poważny i realny problem. Matki, czy ojcowie nie do końca wiedzieli, że podpisując zgodę na oddanie dziecka do ośrodka opiekuńczego, co często dyktowane było brakiem jakichkolwiek warunków finansowych na jego wychowanie czy wykształcenie, wyrażali jednocześnie zgodę na oddanie swego potomka do adopcji. Dostawali za to wynagrodzenie. Dzieci miały do nich wrócić. Nie wracały... Czasem też dzieci były wręcz porywane. To niezwykle przejmująca tematyka, którą Mons Kallentoft porusza w swej powieści. Ze względu na powszechną wiedzę o przypadkach nadużyć, przy jednoczesnych trudnościach z ich udowodnieniem (bo przecież dokumenty są, wszystko jest), wiele krajów zaprzestało wyrażania zgody na adopcję z Wietnamu czy innych krajów tego regionu. A child for a pig.

Okładka książki poinformowała mnie, że mam zapomnieć o Stiegu Larssonie, bo Mons Kallentoft jest lepszy. Czy lepszy? Nie powiedziałabym. Jest inny. Równie dobry. Ale zauważyłam tendencję do nazywania królem/królową kryminału wielu pisarzy skandynawskich. Widać taki trend (: "Wodne Anioły" są już szóstą powieścią kryminalną o komisarz Malin Fors. Pierwszą jednak z nowej serii inspirowanej żywiołami. Wcześniejszych nie znam, być może dlatego tak ciężko było mi się przyzwyczaić do stylu pisania autora. Jednak teraz, gdy już wiem, czego się spodziewać, chętnie sięgnę po wcześniejsze.



______________________________________________________________
tytuł: Wodne anioły (Vattenänglar)
autor: Mons Kallentoft
tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
wydawnictwo:  REBIS
data wydania: 10 września 2013
ISBN: 9788378184270
ilość stron: 432

Powiązane tytuły

2 komentarzy

  1. Ja mam tak, że u mnie liczy się pierwsze wrażenie. Dotyczy to zarówno książek jak i filmów, jak nie wciągnę się od początku to potem marne szanse. Ilekroć próbowałam czytać książkę czy oglądać dalej niezbyt ciekawy film okazywało się że nie było warto... to oczywiście moje subiektywne spostrzeżenie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony masz rację, bo po co się zamęczać i tracić czas. Z drugiej jednak, nie przeczytałabym paru naprawdę fajnych rzeczy, gdyby nie ten upór, by kończyć, co zaczęłam. Pewnie stąd to podejście. Pierwsze wrażenie nie zawsze jest tym właściwym (ostrzeżenie: lepiej nie stosować do ludzi).

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: