Wełniaste Podejście do Literatury

Długa Ziemia - Terry Pratchett, Stephen Baxter

17 stycznia 2014 , ,

"Na Długiej Ziemi, jak mawia kapitan Batson, liczenie na szczęście nie przynosi szczęścia." - Terry Pratchett, Stephen Baxter


Po "Wszechświatach" Patrignaniego, które okazały się być zgoła rozczarowujące (subiektywne odczucie), przyszedł czas na kolejną powieść, której główna koncepcja prezentuje tak przeze mnie lubianą teorię wieloświatów. Nie ukrywam, że główną zachętą stali się sami autorzy, bo przy takim połączeniu osobistości, historia nie mogła być zła. Zdziwi się jednak ten, kto w "Długiej Ziemi" będzie szukał Pratchetta znanego mu ze Świata Dysku. Taki tutaj nie istnieje. Zatem, jeżeli ktoś sięgnął po powieść między innymi po to, by się pośmiać, to współczuję rozczarowania, którego i ja doświadczyłam. Bo "Długa Ziemia" w ogóle nie jest zabawna. Ale to akurat nie ma nic do rzeczy.

Powieść prezentuje koncepcję wieloświatów w ujęciu powtarzalności samej planety. I tylko planety. Nieoficjalną królową każdego ze światów Długiej Ziemi jest tak naprawdę ewolucja. To ona, wedle własnego kaprysu, czy też prawdopodobieństwa możliwych zdarzeń, kształtuje wygląd świata i mieszkańców kolejnych przestrzeni. A tych światów jest ponad dwa miliony i ciągną się na wschód i na zachód od Ziemi Podstawowej. Aby wyruszyć w tak niezwykłą dla człowieka podróż, wystarczy mieć ziemniaka w pudełku i kilka drutów, czyli tzw. kroker. Istnieją również naturalne talenty, które przekraczać mogą za sprawą własnej woli. Ziemniaka noszą ze sobą tylko po to, by nie zwracać na siebie uwagi. Zwłaszcza tych, którzy nie mogąc przekraczać w ogóle, prowadzą kampanię nienawiści przeciw kroczącym i ich Długiej Ziemi.

Fabuła powieści opowiada o podróży dwójki bohaterów. Lobsang, buddyjski mnich, który reinkarnował się w nowo stworzonym programie komputerowym, co może poświadczyć sądowym dokumentem (to jest trochę Pratchettowskie, nie przeczę) oraz naturalnie kroczący Joshua Valienté wyruszają specjalnie skonstruowanym zeppelinem "Mark Twain" na eksplorację Długich Ziemi. Ich misją jest ustalenie końcowej liczby światów, zbadanie zamieszkujących je cywilizacji, a co najważniejsze - odkrycie, dlaczego istoty zamieszkujące Ziemie zachodnie tak panicznie uciekają na wschód, zbliżając się tym samym do Ziemi Podstawowej.

Warto zwrócić uwagę na powieściowe wykorzystanie przez ludzkość możliwości przekraczania. Pomijając fakt łatwego popełniania przestępstw, czy choćby masowe przekroczenie aborygenów do innego odpowiednika ich rodzimych ziem, grupy ludzi przekraczają przez wiele światów, by założyć nowe, małe społeczeństwo. Zastanawiały mnie pobudki osób, które porzuciły rozwiniętą cywilizację, erę tak ułatwiających życie technologii, by rozpocząć życie od nowa. Bez żelaza, którego nie można ze sobą przenosić, budowali domy z drewna i gliny, otwierali proste warsztaty, uprawiali ziemię. Na własne życzenie niemal przenieśli się w czasie i ponownie rozpoczęli epokę pionierską. Szaleństwo, moim zdaniem. A może jestem zbyt wygodnicka, by to pojąć? Choć w sumie byłby to świat bez np. skarbówki i ZUS-u...

"Długa Ziemia oferowała przestrzeń. Dawała ludziom miejsce ucieczki, miejsce, by iść bez końca, dalej, niż ktokolwiek sobie wyobrażał. I na całym świecie wąski strumyczek ludzi po prostu odchodził, bez planu, bez przygotowań - oddalali się na pustkowie. A na Podstawowej już krążyły raporty o problemach z niechętną, ponurą mniejszością, która w ogóle nie mogła przekraczać, niezależnie od tego, jak dopracowane mieli krokery"[s.55].

Dla zainteresowanych: schemat budowy krokera (oryg. stepper) oraz doskonała instrukcja samodzielnej budowy uzupełniająca pewne nieścisłości na oficjalnym schemacie. Do Dnia Przekroczenia pozostało niewiele czasu (2015 r.), wiec może warto zbudować sobie ziemniaka w pudełku trochę wcześniej, gdyby to wszystko miało się jakimś cudem okazać możliwe (:
Gdybym była pasażerem na "Marku Twainie" i prowadziła dziennik z podróży, wyglądałby on mniej więcej tak:
Dzień 1: O, rany. Lecimy! Przekraczamy do innych światów!
Dzień 5: Przekraczamy. Nowe zwierzęta, nowe formy około-ludzkie.
Dzień X: Dalej przekraczamy. Oni znów oglądają jakieś zwierzątka i drzewa. I trolle.
Dzień Y: I dalej. Znów trolle.
Dzień Z: Matko Ewolucjo, niech wreszcie coś się zacznie dziać...
Dzień "przestałamjużliczyć": No, w końcu!

Mimo że "Długa Ziemia" wydała mi się nieco na siłę przeciągana i miejscami usilnie próbowałam pogonić akcję myślami, nie można jej odmówić interesującego podejścia do teorii wieloświatów. Naukowcy w powieści głoszą, iż przekraczanie może być kolejnym etapem wspinania się człowieka po drabince ewolucji. Kto wie, co tak naprawdę nas czeka? Cały czas rozważam kwestię wykorzystania przez ludzkość nowo zdobytych ziem, dlatego sięgnę po ciąg dalszy - "Długą Wojnę".
I liczę po cichu, że ta wojna rozegra się szybko.
Długa Ziemia [Terry Pratchett, Stephen Baxter]  << KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


______________________________________________________
tytuł: Długa ziemia (The Long Earth)
autor: Terry PratchettStephen Baxter
tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
wydawnictwo:  Prószyński i S-ka
data wydania: 10 stycznia 2013 r.
ISBN: 9788378394099
ilość stron: 368

Powiązane tytuły

4 komentarzy

  1. Sądząc po opisie książka wydaje mi się dość trudna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie nie. Czyta się ją wręcz lekko.
      Nie jest to typowa powieść SF, w której roi się od technicznych pojęć, czy terminów wyjętych z wykładów z fizyki.

      Usuń
  2. Nie znam za bardzo twórczości Terry'ego Pratchetta. Muszę to koniecznie zmienić, przecież lubię fantastykę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go bardzo lubię i polecam zawsze. Ale znam parę opornych na jego urok osób.
      Trzeba spróbować i ocenić (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: