Wełniaste Podejście do Literatury

Prawda o sprawie Harry'ego Queberta - Joel Dicker

30 stycznia 2014 , ,

"- Chciałbym cię nauczyć pisania. Marcusie, nie po to, żebyś nauczył się pisać, ale żebyś stał się pisarzem. Bo pisanie książek to nie jest błahostka: wszyscy potrafią pisać, ale nie każdy jest pisarzem.
- A kiedy już wiadomo, że jest się pisarzem, Harry?
- Nikt nie wie, że jest pisarzem. To inni mu to mówią." - Joel Dicker

Prawdę mówiąc moją uwagę przyciągnął obraz Hoppera. Nazwisko autora nie mówiło mi zupełnie nic, choć według informacji zamieszczonych na okładce, powieść zdobyła w bardzo krótkim czasie tyle nagród, że powinnam mieć plakat Joela D. tuż obok Owcy w kapeluszu i P.K. Dick'a. A nie mam. Pytanie tylko, czy to dobrze, czy źle?

Próba ujęcia tej powieści w jakiekolwiek ramy recenzji jest o tyle utrudniona, że musi stanowić jednocześnie pochwałę i krytykę. Bo "Prawda o sprawie Harry'ego Queberta" irytowała mnie w równym stopniu, co wciągała. Odkładałam ją z westchnieniem niechęci, by po chwili znów po nią sięgnąć, ponieważ mimo wszystko chciałam wiedzieć, co będzie dalej. A może lepiej: musiałam wiedzieć, bo ta "sprawa" była dziwna.

Na 717 stronach autor ukrył historię odnalezienia zwłok, a właściwie szkieletu Noli Kellergan, która uznana została za zaginioną w 1975 r. Lokalna policja na nowo podejmuje śledztwo, którego kwalifikację zmienia z zaginięcia na morderstwo i w oparciu o odnalezione dowody oskarża o popełnienie zbrodni na 15-letniej dziewczynie Harry'ego Queberta, sławnego pisarza. Niewielkie i ciche miasteczko Aurora staje się nagle miejscem, o którym mówi się w mediach niemal tak często, jak o zbliżających się wyborach prezydenckich. W jego niewinność wierzy narrator powieści - Marcus i postanawia równolegle z policją prowadzić własne śledztwo. Marcus również jest pisarzem, uczniem Harry'ego, cierpi jednak na całkowitą blokadę twórczą, która skończyć się może milionowym pozwem od wydawcy, jeżeli nie dostarczy gotowego tekstu w wyznaczonym czasie.

Żeby to odkryć, należy się jednak mocno uzbroić w cierpliwość w stosunku do narratora - zadufanej w sobie gwiazdy księgarń, której twarz oblepiała cały Nowy Jork - dobiegającego trzydziestki Marcusa. Może to tylko moje odczucia, jednak przez myśl mi przeszło, że Joel Dicker, który sam ma 28 lat i za sprawą swej poprzedniej oraz tejże historii stał się pisarzem znanym, próbował przekazać czytelnikowi, jak wygląda świat z tej drugiej strony. Sława, rauty, znane osobistości, pieniądze i samouwielbienie w jakie wpada wrzucony w to wszystko być może zbyt młody człowiek, kontra zobowiązania, naciski wydawnicze, ciągłe oczekiwania czytelników i koszmarna niemoc twórcza. I to by ewentualnie usprawiedliwiało stworzenie tak wściekle irytującej postaci.

"Prawda o sprawie Harry'ego Queberta" jest zaskakująca i przewrotna, trzymająca w niepewności do ostatnich stron. Zabawne, że to zdanie może mieć charakter zarówno pozytywny i negatywny. Czytanie tej powieści, a w zasadzie podążanie za jej fabułą, kojarzy mi się ze zbieganiem z górki. Najpierw spokojnie truchtamy, potem biegniemy coraz szybciej, bo robi się pochyło, ale jeszcze nadążamy za własnymi kończynami. Dalej czujemy, że zaczynami pędzić, a pęd powoli przerasta możliwości naszych nóg. Na koniec nogi nam się już plączą, potykamy się, koziołkujemy z zawrotną prędkością i bum!, rozbijamy się z cała mocą o mur ostatniej strony powieści. Odklejamy się od ściany i myślimy, co tu się właściwie stało? Gdy się otrzepałam po rozbiciu, pomyślałam sobie, że autor chciał tak bardzo zaskoczyć czytelnika, że przegiął już niebezpiecznie w stronę przesady, bo mimo że pędziło się z górki całkiem nieźle, nadal nie do końca pojmuję, jaki był właściwie cel tego pędu.

"Dobrej książki, Marcusie, nie poznaje się jedynie po ostatnich słowach, ale po oddziaływaniu wszystkich słów, które je poprzedziły. Mniej więcej pół sekundy po skończeniu książki, po przeczytaniu ostatniego słowa, czytelnik powinien odczuwać bardzo silne emocje; przez chwilę powinien myśleć wyłącznie o tym wszystkim, co przeczytał, spojrzeć na okładkę i uśmiechnąć się z odrobiną żalu, bo będzie mu brakowało tych wszystkich postaci. Dobra książka, Marcusie, to taka, po której przeczytaniu żal nam, że już się skończyła".

Tak autor słowami swego bohatera definiuje pojęcie "dobrej książki". Właściwie nie sposób się nie zgodzić, bo takie właśnie emocje powinny towarzyszyć doskonałej lekturze. "Prawda o sprawie Harry'ego Queberta" jest taka, że jej ocenę każdy czytelnik musi wystawić sam, gdyż jest ściśle związana z tym, czego dokładnie oczekuje od kryminału. Jednemu wystarczy wciągająca intryga i zaskoczenie zakończeniem, którego się nie spodziewał, podczas gdy ktoś inny domagać się będzie konsekwencji w fabule i poczucia sensu toczących się wydarzeń. Dlatego nie zdziwcie się, gdy w Internecie spotkacie okrzyk zachwytu tuż obok niewybrednych słów rozczarowania.
Po przeczytaniu książki zamknęłam ją i spojrzałam na okładkę.
W końcu to Edward Hopper.


_______________________________________________________________________________________________
tytuł: Prawda o sprawie Harry'ego Queberta (La Vérité sur l'affaire Harry Quebert)
autor: Joel Dicker
tłumaczenie: Oskar Hedemann
wydawnictwo:  ALBATROS
data wydania: 11-09-2013 r.
ISBN: 9788378857266
ilość stron: 720

Powiązane tytuły

4 komentarzy

  1. W sumie podobała mi sie, intryga ciekawa, ale zbyt duzo punktów zwrotnych:)

    zapraszam do siebie: http://ksiazkisaniebezpieczne.blogspot.com/search/label/Literatura%20szwajcarska?max-results=6

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natomiast zastanawiam się, dlaczego właściwie doszło do tej zbrodni. Patrząc na natężenie domysłów, co rusz nowych wątków, postaci i ciągłych zwrotów akcji, sam motyw działania wydał mi się tak nijaki, że wręcz żaden. Ale być może się zbyt czepiam.

      Usuń
  2. Nie lubię gdy książka mnie irytuje a jednocześnie wciąga, mam tak z Raportem mniejszości P.Dicka, którą obecnie czytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby na to nie patrzeć, jest to sposób za zapamiętanie lektury na dłużej. Chociażby przez to, że była drażniąca.
      W tym czasie (dłuższym, oczywiście) wiele "gładkich" opowieści zdąży dawno ze wspomnień ulecieć.
      Za kilka lat Dick ciągle będzie Ci się kojarzył z rozdrażnieniem, choć trudność sprawi przytoczenie książki, którą czytałaś po nim. Tak sobie właśnie myślę. Ale ja jestem nieobiektywna. Zawsze będę go bronić (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: