Wełniaste Podejście do Literatury

Opowiadania nowojorskie - Henry James

13 lutego 2014 , ,


Czym właściwie jest opowiadanie? Moim zdaniem pewnego rodzaju wyzwaniem dla autora. Jego umiejętności pisarskie wystawione są bowiem na próbę krótkiej formy literackiej, w której zawrzeć musi interesującą i kompletną historię. Ogranicza go długość utworu, wszystko powinno wydarzyć się bez namnażania wątków i przy jak najmniejszej ilości bohaterów. Zbiory opowiadań niosą ze sobą pewne niebezpieczeństwo, bo bywa tak, że utwory w nich zebrane są nierówne. Jedna lub kilka wyśmienitych historii potrafią sprawić, że pozostałe zostają przyćmione i wydają się na ich tle nijakie. Rzecz jasna, jest to pewne uogólnienie, bo - jak we wszystkim - istnieją wyjątki. Henry James udowodnił mi, że można napisać kilka opowiadań i wszystkie prezentować będą jednakowy poziom. Poziom, na którym wieje nudą.

Od pewnego czasu twórczość Henry'ego Jamesa przeżywa u nas renesans. Pisze się o nim, mówi się o nim, a co za tym idzie - czyta się go. Nie jestem pewna, czy to moda na samego autora, czy raczej ogólny powrót zainteresowania klasykami światowej literatury. Pomyślałam więc, że to doskonała okazja, by też sobie "liznąć" trochę klasyki, a przy okazji poznać tego, o którym się tak plotkuje. Dzięki temu wiem już, że nie chcę lizać takich rzeczy.

"Opowiadania nowojorskie" składają się z dziewięciu historii: Historia pewnego arcydzieła, Niezwykły przypadek, Stałość Crawforda, Epizod międzynarodowy, Plac Waszyngtona, Impresje kuzynki, Niezły narożnik, Krepowa Cornelia oraz Runda wizyt. Każde opowiadanie opatrzone zostało datą powstania, więc łatwo zauważyć, że powstawały na przestrzeni 40 lat (1868 - 1910). I przez te cztery dekady tematy poruszane w twórczości Henry'ego Jamesa nie zmieniały się w ogóle. Każde opowiadanie dotyczy tego samego: życia wyższych klas społecznych, konkurów, majątków i ludzi - urażonych, dumnych mężczyzn oraz pięknych kobiet, które często nie grzeszą zbytnio rozumem.

Nie poruszył mnie Henry James. O ile opowiadanie rozpoczynające zbiór - Historia pewnego arcydzieła, w którym główny bohater zleca namalowanie portretu swej pięknej przyszłej małżonki i za jego sprawą poznaje prawdziwą naturę kobiety  - przykuło moją uwagę niezwykłym pomysłem ("Portret Doriana Graya" Oscara Wilde'a powstał dopiero 23 lata później), o tyle każde kolejne interesowało mnie coraz mniej, bo było w zasadzie odbiciem poprzednika. Powtarzalność, pompatyczność i znudzenie. I do tego  egzaltowany narrator.

W opowiadaniach Jamesa, podobnie jak u Grassa czy Dostojewskiego, łatwo jest dostrzec realizm psychologiczny. Skupia się mocno na przeżyciach wewnętrznych swoich postaci, ich zachowaniu. Drobiazgowo je opisuje - drgnięcie powieki czy nerwowe wygładzenie sukni nie może zostać pominięte. Wydaje się wnikać w umysły swych bohaterów i tworzy ich portrety psychologiczne tak, by czytelnik nie miał najmniejszej wątpliwości z jakim typem człowieka ma do czynienia i w pełni doświadczył dokonującej się w bohaterze przemiany. Szczegółowość myśli i zachowania jest niemal zegarmistrzowska. Doskonała i miejscami wręcz przytłaczająca.

"W tym punkcie - kiedy stał, otrzepując ubranie, prostując kapelusz, krawat, mankiety, przecierając buty do połysku, jakby szukał w nich odbicia swej postaci, prostej, szczupłej i szpakowatej, wytwornej, wykończonej i ubranej, bez reszty dystyngowanej postaci dobrze urządzonego dżentelmena, lecz także wyraźnie zdenerwowanego kawalera - bez wątpienia, w tym właśnie kryzysowym punkcie oceniał swoją twórczość z największą dokładnością i najmniejszą niechęcią" [opowiadanie "Krepowa Cornelia" s. 513].

Tłem dla wszystkich opowiadań jest Nowy Jork. Sądziłam, że dzięki nim poznam urok dawnego miasta, poczuję jego klimat. Niestety, Nowy Jork w opowiadaniach jest nijaki, szary, wrogo nastawiony lub zupełnie nieobecny. Daleko mu do piękna, które zdawała się obiecywać przykuwająca uwagę okładka zbioru. Bardziej szczegółowo potraktowane zostały wnętrza i wystroje posiadłości jego mieszkańców. Najwidoczniej Henry James nie przejmował się miastem i skupiał wyłącznie na ludziach.

"Szedł przez hotel, gdzie wszystko trwało nadal - wszelkie życiowe usługi, cała rynkowa krzątanina, nie mniejsza, o dziwo, od zgiełku przedszkola czy boiska; a zwłaszcza trwał wielki bezład ogromnego stadnego tygla; była to kompletna społeczna scena, na której występowały postacie, szalały namiętności, gęstniały intrygi, rozwijały się dramaty bez związku z jakąkolwiek inną sferą, a może i bez związku z czymkolwiek"[opowiadanie "Runda wizyt" s.546].

Herman N. Hyneman - Lady in Winter in New York źródło

"Opowiadania nowojorskie" pozwoliły mi poznać malarza portretów psychologicznych, który osadzał swoich bohaterów w mocno statycznych historiach, rozgrywających się w potraktowanym po macoszemu Nowym Jorku. Nie jest to niechęć spowodowana ogólnym brakiem zainteresowania opowieściami o pannach na wydaniu i mężczyznach w surdutach, bo jestem ogromną fanką powieści Jane Austen, Charlotte Brontë, Oscara Wilde'a, czy Charlesa Dickensa. Więc nie o gust literacki chodzi.

Zatem - w mojej w pełni subiektywnej, jednak bardzo szczerej ocenie - Henry James okazał się być po prostu nudziarzem.

________________________________________________________________
tytuł: Opowiadania nowojorskie (The New York stories)
autor: Henry James
tłumaczenie: Barbara Kopeć-Umiastowska
wydawnictwo:  W.A.B.
data wydania: sierpień 2012 r.
ISBN: 9788377477267
ilość stron: 584

Powiązane tytuły

7 komentarzy

  1. Ja jestem tylko po "Domu", aż się boję za cokolwiek innego brać po Twojej recenzji. To chyba nici z prywatnego wyzwania w takim razie?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może błędem było czytanie autora hurtem. Może w małych dawkach i dużych odstępach czasowych smakowałby lepiej.
      Nasze prywatne wyzwanie poddałam, niestety, wraz z ostatnim opowiadaniem w zbiorze (:

      Usuń
  2. Dobrze, ze przeczytalam Twoją opinię. Rozważałam ostatnio kupienie tej książki (wygląda bardzo zachęcająco), ale teraz wypożyczę ją z biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że uratowałam Twój budżet. Sądzę, że za te 70zł (!) można kupić ze dwie ciekawsze książki.

      Usuń
  3. Rzeczywiście, ostatnimi czasy Henry James nie może narzekać na brak zainteresowania w naszym kraju - ostatnio pojawia się całkiem sporo nowych wydań jego dzieł. Przyznaję, że "Opowiadania nowojorskie" kilka razy mnie nęciły - wydawnictwo WAB włączyło je do swojej serii "Nowy kanon", którą bardzo sobie cenię. Spodziewałem się zatem, że zbiór można brać w ciemno, ale po Twojej recenzji widzę, że nie ma co podejmować zbyt pochopnych decyzji - zresztą cena również nakazuje chłodną głowę i rozwagę :)

    Opowiadanie, jak słusznie zauważyłaś na początku, to prawdziwe wyzwanie dla każdego literata. Moja dziewczyna czytała niedawno "Portret damy" i ta pozycja bardzo przypadła jej do gustu. Może dłuższe formy bardziej służyły temu Panu :) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kolejne 600 stron pana Jamesa pozwolę sobie dopiero za parę miesięcy. Wtedy będę mogła porównać (:

      Usuń
  4. Też należę do osób, które tę książkę trzymały w ręce zastanawiając się nad kupnem. Zachwycała mnie okładka, ale przede wszystkim kusiła perspektywa podróży do Nowego Jorku w końcu XIX-ego wieku i to w towarzystwie uznanego pisarza. Ale widocznie mój szósty zmysł czuwał - za kazdym razem książkę odkładałam, decydując się na inne tytuły.
    Po Twoim ostrzeżeniu następnym razem w księgarni poświęcę kwadrans i spróbuję się wczytać w tekst - może to pozwoli mi oszacować, czy warto inwestować, czy nie :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: