Wełniaste Podejście do Literatury

Pałac północy - Carlos Ruiz Zafón

10 lutego 2014 , , ,

Tytułowy Pałac Północy jest opuszczonym budynkiem, niegdyś uroczym pałacykiem, dziś ruderą w stanie opłakanym, której groziło zawalenie przy silniejszym podmuchu wiatru. Wybudowany w Kalkucie, stanowił jeszcze jedną odstręczającą szramę na twarzy i tak dostatecznie już oszpeconego miasta. Nocą jednak wszystko się zmieniało. Nocą "ze zrujnowanego, pełnego wspomnień pałacyku emanowała owa aura magii i iluzji, jaką mają jedynie niewyraźne wspomnienia z najwcześniejszego dzieciństwa" [s.81]. I dlatego właśnie nocą stawał się miejscem spotkań tajnego stowarzyszenia Chowbar Society. W ostatnich dniach maja 1932 roku stowarzyszenie to miało się spotkać w Pałacu Północy po raz ostatni.


Zanim Carlos Ruiz Zafón usiadł przy biurku by stworzyć "Cień Wiatru" czy "Grę Anioła", napisał cztery powieści z myślą o młodzieży. Były one na tyle intrygujące, że trafiły i nadal trafiają również do serc dorosłych. "Pałac Północy" był drugą z nich. Tak jak we wszystkich swych powieściach, autor otulił czytelnika mgiełką realizmu magicznego i wciągnął w niesamowity świat swojej wyobraźni. Zabrał czytelnika do Indii, do Kalkuty z pierwszej połowy XX w.

Siedmioro członków Chowbar Society miało w najbliższym czasie ukończyć 16 rok życia. Zgodnie z obowiązującym prawem był to wiek wkroczenia w dorosłość. Tym samym nadchodził moment opuszczenia sierocińca i rozpoczęcia życia na własny rachunek, być może daleko od Kalkuty. Ostatnie spotkanie tajnego stowarzyszenia było jednak wyjątkowe z innego powodu. Pojawiła się na nim obca dziewczyna - Sheere, która opowiedziała zebranym historię swojego życia. Stowarzyszenie postanowiło pomóc rozwiązać zagadkę jej przeszłości i odnaleźć dom wybudowany przez ojca dziewczyny. To co z pozoru miało być miłą przygodą, przerodziło szybko się w historię otoczoną płomieniami, w niebezpieczną grę, gdzie karty rozdawał ognisty demon, pan płonącego pociągu, a ścieżką dźwiękową dla toczących się wydarzeń stał się krzyk 360 spalonych żywcem dzieci.

"Narodzona na ulicach Kalkuty mieszanina ras powstała ze spotkania Bengalczyków, Ormian, Żydów, Anglików, Chińczyków i wielu innych niezliczonych grup przybyłych tu w poszukiwaniu bogactwa i schronienia" [s.35].
Przyjemnie było poznać wielokulturową Kalkutę opisaną przez Zafóna, choć jeszcze daleko tym opisom do stylu, który zaprezentował w późniejszych powieściach. Zachwycił mnie fikcyjny dworzec Jheeter’s Gate. W wyobraźni zbudowałam sobie niezwykle mroczne, opuszczone miejsce. Powybijane szyby w dachu, żelazne rusztowania, ciemność, martwa, przejmująca cisza zakłócana jedynie dźwiękiem spadającej kropli wody. Tworząc go, autor wzorował się między innymi na nieistniejącym już dziś budynku nowojorskiej Old Penn Station. W przeciwieństwie do "Cienia Wiatru", tym razem nie czytałam powieści z mapą obok siebie, nie poczułam też potrzeby spakowania Ulubionego M. i wyjechania w trybie natychmiastowym do Indii (choć tego akurat by chciał)Cały czas pamiętałam jednak, że jest to twórczość wcześniejsza. Autor doskonalił swój warsztat i być może dopiero poznawał własne możliwości. Możliwe, że w ogóle nie myślał o powieści, przez którą kiedyś ktoś się spakuje i po prostu wyjedzie. 
New York's Old Penn Station
źródło
Nastrój grozy w "Pałacu Północy" utrzymuje się niezmiennie, co jest elementem niezbędnym dla dobrego ghost story. Czasem jednak czułam, że narracja staje się zbyt pompatyczna, miejscami unosiłam brew, spoglądając na użyte w utworze dziwne porównania. Poznałam też dużą ilość bohaterów, jednak ich opisy były tak skromne, że w zasadzie niewiele jestem w stanie o kimkolwiek z Chowbar Society powiedzieć. Ale sama zaprezentowana historia jest tak wciągająca, że zapomniałam o upływającym czasie i do rozczarowującego zakończenia dotarłam bardzo szybko. Za pierwszym razem nad moją głową pojawiła się chmura niezrozumienia. Przeczytałam je więc ponownie. Starałam się potem zrozumieć tok myślenia autora. Finał wydał mi się niepasujący, zbyt prosty, trochę słaby. Powód dla którego w tak łatwy sposób poddał demonicznie złego bohatera, pozwolił mu się ugiąć i dał tak zwyczajnie unicestwić jest i chyba na zawsze pozostanie dla mnie zagadką...

W dorosłym życiu realizm magiczny dostępny jest dla mnie jedynie na kartach powieści. Uruchamia on moją wyobraźnię i pozwala zanurzyć się w świat, w którym w zwyczajne dni wplątują się niespotykane rzeczy. Nie łudzę się, że pewnego dnia, gdy będę akurat (tu już zaczynałyby się czary) wyciągać pięknie wyrośnięte ciasto z piekarnika, do drzwi zapuka oniryczna zjawa i porwie mnie w tajemniczy świat pozornego nonsensu. Jestem już na to za duża. Jednak był taki czas - czas dzieciństwa - gdy możliwe było wszystko. Nie wiem, jak to wyglądało w Waszym przypadku. Ja miałam mocno wyobrażony świat, na który składały się zamki (szałasy z gałęzi), czarodziejki i zjawy. Gra w podchody na podwórku była poszukiwaniem zaginionych skarbów (dziury w ziemi z resztą ze sklepu, kamykami i innym śmieciem z kieszeni). Każdego dnia podwórkiem trzęsła hałaśliwa banda dzieciaków, która przenosiła przydomowy teren w inny wymiar. Wieczorem zaś po zgaszeniu światła zaglądałam pod łóżko sprawdzając, czy jest może pod nim potwór. Nie ze strachu. Chciałam go zwyczajnie zobaczyć. 
No a potem, niestety, dorosłam.

"Dorosłość nie jest niczym więcej niż tylko odkrywaniem, że wszystko, w co wierzyłeś, kiedy byłeś młody, to fałsz, a z kolei wszystko to, co w młodości odrzucałeś, teraz okazuje się prawdą". - Carlos Ruiz Zafón

Szkoda.
Pałac Północy [Carlos Ruis Zafon]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


_____________________________________________________________
tytuł: Pałac Północy (El Palacio de la Medianoche)
autor: Carlos Ruiz Zafón
tłumaczenie: Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodán Casas
wydawnictwo:  MUZA
data wydania: 27-04-2011 r.
ISBN: 9788374959780
ilość stron: 288


Wełniaste myśli o innych książkach autora:
Carlos Ruiz Zafon - Cień wiatru

Powiązane tytuły

2 komentarzy

  1. Ha, Zafon to człowiek, który nęka mnie już od kilku lat. Nachodzi mnie ilekroć jestem w księgarni, wciska mi palce do oczu, jeśli tylko ciut dłużej poszperam w internetowych blogach. Ale mimo tej ciągłej i nieustannej presji, jaką na mnie wywiera, w dalszym ciągu nie czytałem jeszcze żadnej z jego książek. Pewnie będę musiał kiedyś to zmienić, inaczej chłop mnie zamęczy :)

    A co do realizmu magicznego to nie trać nadziei! Sięgnij po książkę np. Julio Cortázara (chyba, że miałaś okazję już czytać dzieła tego jegomościa) - to inny typ czarodzieja słów niż Zafon. Cortázar potrafi odnaleźć magię nawet w banalnych wydarzeniach szarej codzienności, wyłuskać z na pozór nudnego życia rzeczy wprost niebywałe i niezwykłe (i wcale nie są to zjawy, potwory, czy latające dywany). Oprócz doskonale znanej "Gry w klasy" polecam serdecznie "Książkę dla Manuela".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam krótką listę powieści, o które jestem zazdrosna. Zazdroszczę innym możliwości przeczytania ich po raz pierwszy, bo tego wrażenia doświadczyć można tylko jeden raz. "Cień Wiatru" znajduje się na tej liście.

      Lubię realizm magiczny. Jest subtelniejszy niż fantasy, bardziej przypomina sen. niedawny czas temu pokochałam prozę Jonathana Carrolla. Polecam w rewanżu. "Książkę dla Manuela" kupiłam już z rok temu za grosze na wyprzedaży i do dziś jeszcze jej nie tknęłam, ale to zmienię (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: