Wełniaste Podejście do Literatury

Zdobywam zamek - Dodie Smith

24 lutego 2014 , ,


Powieść "Zdobywam zamek" znalazła się u mnie z dwóch powodów.
Pierwszym była okładka. Moją uwagę przykuło oko. To oko spoglądało na mnie ciekawsko sponad książki i nie potrafiłam go zignorować. Drugim była informacja, że to Dodie Smith jest autorką historii o rozszczekanych 101 dalmatyńczykach. "To ich nie stworzył Walt Disney?", pomyślałam zaskoczona i zabrałam to ciekawskie błękitne oko ze sobą do domu. Tym samym to ja - uwiedziona tak spojrzeniem jak i odległym gdzieś szczekaniem - zaczęłam zdobywać zamek.

W mlecznej mgle angielskiego poranka dostrzegałam kontury zamku. W oddali majaczyły mury obronne oraz wieże, słychać było budzące się ze snu ptaki. Kiedy jednak mgła ustąpiła, odkryłam, że pierwsze słowo, jakie przychodzi mi do głowy, by opisać rozciągający się przede mną widok to "cholerna ruina". Dawniej z pewnością było to miejsce tętniące życiem, być może mur zniszczony został przez wrogą armię, w granicach tych murów zaś rozgrywały się rozliczne romanse rodem z rycerskich eposów, dziedzińcem przechadzały się piękne damy i tak płynęło spokojnie, codzienne życie jakiegoś możnowładcy (może z wyjątkiem chwil połączonych z atakiem na jego posiadłość). Dzień z niezwykłą precyzją demaskuje jednak to, co skrywa noc. Obserwowana budowla lata świetności miała już dawno za sobą, a fakt, że jeszcze stała, graniczył niemal z cudem. Ten zamek nie był jednak opuszczony. Choć mogłoby się to wydawać niemożliwe, zamieszkiwała go rodzina Mortmainów.

Cassandra Mortmain miała 17 lat i zapragnęła - podobnie jak jej ojciec - zostać autorką znanych powieści. Postanowiła jednak najpierw poćwiczyć swój styl pisania i dlatego właśnie zaczęła prowadzić pamiętnik. Stała się tym samym narratorką prezentowanych wydarzeń i za pomocą trzech zeszytów przedstawiła mi fragment życia swej rodziny (dalekiej od określenia "typowa"). Trafiłam zatem na moment w historii rodu, gdy na zamku pojawia się jego prawny właściciel - brodaty Amerykanin oraz jego brat, którzy zupełnie nieświadomie rozpoczynają nowy rozdział w biednym, acz spokojnym do tej pory życiu Mortmainów.


Cassandra ma talent. Uważnie obserwuje i starannie opisuje szczegóły, stara się racjonalnie analizować wydarzenia i pisze zupełnie szczerze - w końcu to jej pamiętnik i nikt raczej do niego nigdy nie zajrzy. Może zatem pozwolić sobie na snucie przemyśleń, do których głośno by się innym nie przyznała. Jest nastolatką, która obserwowała powolne wyprzedawanie wszystkiego, co znajdowało się w zamku i nadawało się na handel. Patrzyła na coraz mniejsze zasoby spiżarni, a w końcu jej zupełną pustkę. Nie czuć jednak w jej historii żalu. Problemy finansowe były raczej stanem faktycznym, do którego Mortmainowie po prostu przywykli. Wszystko mogłoby się jednak odmienić. Ach, gdyby tylko jej starsza siostra Rose i przybyły z Ameryki Simon... Cassandra postanawia zrealizować swój plan, ale plan planem, a życie życiem.

"Ale przyszło mi do głowy, gdy tak tu siedzę w stodole najedzona zimnym ryżem, że jest coś okropnego w tym, jak często dziewczęta pędzą w myślach do małżeństwa na długo przedtem, zanim pomyślą o miłości. I większość głów, z których te myśli pochodzą, jest zamknięta na to, co małżeństwo naprawdę znaczy" [s.60].

Dobrze jest wiedzieć, że na współczesnych półkach księgarń, pomiędzy błyszczącymi wampirami i nastoletnimi czarownicami z iPodami w dłoniach, leży historia, która opowiada o losach dwóch normalnych sióstr, angielskiej wsi z połowy lat trzydziestych dwudziestego wieku, miłości i rozwadze. To mocno brytyjska historia, która może pozostać w sercu współczesnej młodej czytelniczki tak samo, jak dawniej w sercu jej mamy, czy starszej siostry zamieszkała rudowłosa Ania Shirley. Niezwykle przyjemnie było mi powrócić do takiego klimatu: wieczór, herbata z goździkami i bardzo charyzmatyczna narratorka powieści. Rezolutna Cassandra, która pisze swój pamiętnik na kuchennym zlewie. To znaczy - trzyma w nim nogi, a jej reszta siedzi na blacie suszarki.

__________________________________________________________
tytuł: Zdobywam zamek (I capture the castle)
autor: Dodie Smith
tłumaczenie: Magdalena Mierowska
wydawnictwo:  Świat Książki
data wydania: 28-08-2013 r.
ISBN: 9788379430062
ilość stron: 351

Powiązane tytuły

6 komentarzy

  1. Skoro piszesz, że dobra to warto się chyba za nią rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemna. Choć - w przeciwieństwie do pana Isherwooda i jego okładkowego zapewnienia - nie przeczytałam jej jednym cięgiem.

      Usuń
  2. Ciach - kolejna pozycja na liście do upolowania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam zanadto opisywać poszczególnych członków rodziny, bo odebrałabym tym samym magię poznawania ich osobiście, ale powiem Ci, że mam chyba słabość do wariatów. Moim faworytem jest ojciec Cassandry (:

      Usuń
  3. Okładka zachwyca, treść recenzji mocno zachęca, więc będę poszukiwać tej książki w bibliotece. Mam nadzieję, że będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Tobą, co do tej książki.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: