Wełniaste Podejście do Literatury

Przyjaciółka z młodości - Alice Munro

28 marca 2014 , , , ,

Kanada, kraj trzydziestokrotnie większy niż Polska, a mimo to mniej zaludniony. Pełen parków krajobrazowych i jezior, syropu klonowego, L.M. Montgomery, niezwykle uprzejmych ludzi i łosi (też pewnie uprzejmych). Musi tam być dużo łosi. Takie mam właśnie skojarzenia z Kanadą. Ubogie, bo w zasadzie niewiele rzeczy do tej pory ściągało moją uwagę w kierunku tego kraju. Zmieniło się to za sprawą literackiej nagrody Nobla, która w 2013 r. przyznana została kanadyjskiej pisarce. Oczywiście nie jej kibicowałam w tym wyścigu, bo - mówiąc szczerze - miałam o Alice Munro dosyć mgliste pojęcie. Gdzieś była, gdzieś pisała opowiadania. Gdyby nie nagroda, jeszcze długo (a może nigdy) nie sięgnęłabym po opowiadania z kraju łosia. I to by był potworny błąd z mojej strony.


Zbiór opowiadań "Przyjaciółka z młodości" zawiera dziesięć historii, w których tematem przewodnim jest kobieta, nawet jeżeli jest tylko obserwatorką cudzego życia, a bohaterem ktoś inny. Te małe i kameralne opowieści, które cechuje spokój i brak rozmachu, ukazują wzloty i upadki w szarej codzienności zwyczajnych kobiet. Takich, które mogłyby bez problemu stać się czyimiś przyjaciółkami. Realne, wiarygodne, niezbyt skomplikowane, a jednak niebanalne.

Tym, co urzekło mnie w sposobie pisania Alice Munro jest prostota i jednocześnie dbałość o szczegół. Opisywane przez nią historie nie są skomplikowane, ich stopień dopracowania jest godny podziwu. Bohaterki przeżywają swoje życie, dokonują się w nich samych przemiany, powracają do przeszłości, by rozliczyć stare dzieje lub ponownie, z perspektywy czasu rozważyć zaszłości. Kobiety Munro żyją. Mimo, że opowiadanie jest krótką formą literacką, autorka potrafiła nakreślić postacie w taki sposób, że zdążyłam odczuć z bohaterkami więź, jaką zwykle odczuwa się przy powieściach. Tam autor ma zwykle czas na to, by powoli wpleść czytelnika w życie postaci. Munro tego czasu nie miała, a jednak potrafiła to zrobić. Określenie, które przyszło mi do głowy, by scharakteryzować jej sposób pisania to stoicki obserwator. Wydarzenia się dzieją, a Alice spokojnie się im przygląda i spisuje z perspektywy osoby zupełnie postronnej. Nie angażuje się. Nie ocenia. Nie próbuje zrozumieć. Jedynie pisze.

Nie znalazłam słabego opowiadania. Wszystkie są dobre. Zaczynają się zwyczajnie, prosto, by następnie eskalować do treści skłaniających czytelnika do rozważań. Dwa spośród nich nazwałabym wręcz doskonałymi. Tytułowe "Przyjaciółka z młodości", które z racji bycia tym pierwszym w zbiorze zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo nie spodziewając się po tych historiach niczego szczególnego, dostałam coś niezwykłego oraz "Ten wdzięk królewskiej córy", przez które zagapiłam się i minęłam przystanek, na którym miałam wysiąść. 

Po skończeniu ostatniego z opowiadań wyobraziłam sobie nawet, że wszystkie te panie przyjeżdżają na wspólne spotkanie. Każda przy fotelu stawia swój bagaż doświadczeń, ja podaję im herbatę, siadam między nimi i zamieniam się w słuch. A one, jedna po drugiej, ponownie opowiadają mi o sobie. Jak gdyby ten jeden raz było zbyt mało. Bo czasami pozornie zwyczajny człowiek nosi w sobie nadzwyczajną historię.



___________________________________________________________________________________
tytuł: Przyjaciółka z młodości (Friend of my youth)
autor: Alice Munro
tłumaczenie: Agnieszka Kuc
wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
data wydania: 26-09-2013 r.
ISBN: 9788308052167
ilość stron: 436

Powiązane tytuły

10 komentarzy

  1. Do tej pory zdarzyło mi się przeczytać tylko jedno opowiadanie tej autorki i to dopiero, gdy pisarka została już uhonorowana Nagrodą Nobla. Cały czas zbieram się, by zakupić jakiś cały zbiór, ale ciągle na listę wskakuje coś innego. Jako wytłumaczenie mogę chyba jedynie podać fakt, że nie do końca przepadam za zbiorami opowiadań. Historia ledwie się zaczyna a już musi się kończyć :) Z tego powodu opowiadania często traktuję jako uzupełnienie wiedzy o warsztacie pisarskim danego twórcy. Tyle, że Munro to głównie opowiadania (ponoć zwą ją nawet żeńskim Czechowem), więc będę musiał przełamać się i spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobne odczucia co do opowiadań. Tutaj jednak nie odnosiłam wrażenia, że coś się zaczęło i już skończyło. Spodobała mi się "opowiadaniowa" Alice.

      Usuń
  2. 'Przyjaciółka' to zdecydowanie mój ulubiony tom opowiadań Munro. Urzekł mnie 'Szlezwig Holsztein' jako imię :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że mam ochotę na więcej Munro, więc może poleciłabyś mi inny fajny zbiór jej opowiadań?

      Usuń
  3. Poczułam się zaciekawiona, chętnie sięgnę po te opowiadania. Lubię prostotę w pisaniu. Kiedyś uwielbiałam Hemingwaya, który słynął właśnie z prostego języka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodobają Ci się. Pani Munro faktycznie ma talent.

      Usuń
  4. Po ostatniej wizycie w bibliotece do domu przyniosłam tom tej autorki pt."Kocha, lubi, szanuje...". Będzie to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. Generalnie też nie przepadam za opowiadaniami, ale sądzę, że w przypadku Noblistki, która pięknie pisze o kobietach, warto zrobić wyjątek. Bardzo jestem jej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to może ten zbiór przeczytam jako następny. Albo poczekam najpierw na Twoją recenzję (:

      Usuń
  5. Czytałam wiele dobrego o książkach tej pisarki i może uda mi się w koncu zdobyć jedną z jej książek i przekonać się, czy rzeczywiscie Munro jest taka dobra ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mi się bardzo podobała ta książka. To właśnie po jej lekturze zrozumiałam za co Munro dostała literackiego Nobla :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: