Wełniaste Podejście do Literatury

Walc pożegnalny - Milan Kundera

7 marca 2014 , , ,

Gdy spisywałam hasła, które posłużą mi potem do zbudowania szkieletu recenzji, w głowie miałam pomysł na tekst optymistyczny i niejako budujący. Mieliśmy tańczyć! Jednak między spisaniem pomysłów, a ostatecznym zakończeniem tekstu mija u mnie zazwyczaj kilka dni, w trakcie których kilka luźnych zdań rozrasta się w pełną treść. Jeśli ktoś myślał, że siadam i ot tak sobie piszę, by po chwili publikować, to przepraszam za sprawiony mu zawód. W każdym razie w czasie tych kilku dni powstawania tekstu o "Walcu pożegnalnym" pewne zdarzenia całkowicie ten optymizm odebrały. I gdy potem usiadłam, by dokończyć tekst odkryłam, że myślę o "Walcu..." w inny już sposób, że coś zupełnie innego widzę, że pod pozornie lekką i zabawną opowieścią Milan Kundera podzielił się ze mną dość przerażającą historią o człowieku. Demiurgu i destruktorze. Zatańczymy więc. Będzie to jednak taniec bez uśmiechów.

Człowiek jest kowalem swojego losu. Każdego dnia stawia kolejne kroki, które budują pełną trasę podróży na linii narodziny-śmierć i gdyby był jedyną istotą ludzką na Ziemi, jego droga byłaby prosta i w stu procentach wytyczona przez jego indywidualne decyzje. Jednak nie jest on jedyny. Ziemię zamieszkują miliardy ludzi, z których każdy ma własną drogę do przejścia. W takiej sytuacji nie istnieje możliwość, by przejść swą ścieżkę bez przecięcia cudzej. Ludzkie losy się krzyżują, a stające na naszej drodze osoby świadomie lub nie kształtują jej trasę; my natomiast, w pełni lub mniej świadomie, nasze ścieżki do innych osób dostosowujemy.

W pięknym czeskim uzdrowisku, gdzieś niezbyt daleko od Pragi, w którym w budynku na lewo kurują się panowie z chorobami serca, a w budynku na prawo panie leczące się na bezpłodność, w ciągu pięciu dni krzyżują się losy ośmiu osób. 

Pielęgniarka Róża, pragnąca dla siebie lepszego życia, informuje znanego muzyka jazzowego Klimę, że jest z nim w ciąży. Ten natychmiast przyjeżdża do kurortu, by kłamstwem i podstępem nakłonić dziewczynę do aborcji.  Za muzykiem do uzdrowiska przyjeżdża jego żona, która chciałaby przekonać się na własne oczy, że mąż jest jej niewierny. "Zazdrość ma nadzwyczajną właściwość: oświetla jasnymi promieniami tego jednego jedynego mężczyznę, tłumy innych pozostawiając w absolutnej ciemności"[s.22]. Przypadkowe spotkanie z Jakubem otwiera jej oczy i pozwala spojrzeć na swoje życie z dystansu. Jakub, który po latach otrzymał wreszcie zgodę na wyjazd za granicę, przyjechał się pożegnać z Olgą, potajemnie w nim zakochaną podopieczną oraz by zwrócić doktorowi Slamie błękitną tabletkę - truciznę - którą ten wiele lat temu mu podarował. Doktor Slama, ukradkiem zapładniając kolejną bezpłodną (w gabinecie, podczas badania), odmawia przyjęcia zwrotu tabletki i zaprasza przyjaciela na koncert, jaki na dniach zagra wraz ze znanym muzykiem jazzowym, który potrzebuje od niego zgody na aborcję dla swojej kochanki. Ciężarną kochankę zawzięcie śledzi młody mechanik Franciszek, który może nie jest w stanie zapewnić jej dostatniego i pięknego życia, jednak z całą pewnością wie, że Różę kocha i jeśli ktoś tu jest ojcem, to właśnie on. I na koniec Bertlef, Amerykanin czeskiego pochodzenia, kuracjusz uzdrowiska, w którego pokoju niejako łączą się losy wszystkich tych osób. "Uwieść kobietę - rzekł Bertlef, nie kryjąc niezadowolenia - to umie byle dureń. Lecz umieć ją porzucić, o, po tym właśnie poznaje się dojrzałego mężczyznę"[s.34].

Być może wygląda to na lekkie streszczenie; uwierzcie mi, to zaledwie zarys fabuły i początek tańca bohaterów. Tak. Milan Kundera ustawił wszystkie postacie na parkiecie i kazał im ze sobą tańczyć. Ich spotkania w walcu trwały krócej lub dłużej, jednak po każdym takim spotkaniu, w ich życiu następowała zmiana. Podejmowali decyzję. I gdy z tą zmianą przenosili się do kolejnego partnera w tańcu, byli już nieco odmienieni wpływając jednocześnie na osobę, z którą własnie rozpoczynali dalszy ciąg tańca. Każdy z nich ma swoje obawy, pragnienia, każdy z nich wraca myślami do swojej przeszłości i stara się wpłynąć na własną przyszłość. Każdy czegoś oczekuje. A gdy muzyka ucichnie, wszyscy staną naprzeciw siebie i się ukłonią. Jedni będą zwycięzcami, tymi, którzy coś zyskali, reszta uświadomi sobie, że ten "Walc pożegnalny" przegrali i jeszcze mocniej zakopią się w ciemnej norze własnych emocji.

Dawno nie spotkałam się z tak lekko i z taką prostotą napisaną powieścią, która jednocześnie byłaby całkiem precyzyjnym studium podstawowych ludzkich emocji oraz człowieka, jako pana życia i śmierci. Człowieka, który - pod maskami przeróżnych osób - może budować kolejne istnienia, jak i je unicestwiać. 
"Posiadanie dziecka oznacza pełnię aprobaty dla człowieka. Gdybym miał dziecko, byłoby to tak, jakbym twierdził: urodziłem się, zakosztowałem życia i uznałem, że jest ono na tyle dobre, iż zasługuje, by je reprodukować"[s. 128].
Człowieka, który może unicestwić również samego siebie.
"Człowiek powinien dostawać truciznę w dniu dojścia do pełnoletności. Powinno się wręczać mu ją z uroczystym ceremoniałem. Nie po to, żeby kusiła do samobójstwa. Przeciwnie, żeby żył w większym spokoju i pewniej. Żeby żył ze świadomością, że jest panem swojego życia i śmierci"[s.107].
Wreszcie człowieka, który za sprawą krzyżowania się ludzkich ścieżek, ma ogromny wpływ na dalsze losy innych ludzi. Najczęściej jednak my, jako istoty z natury mocno egoistyczne, niezwykle rzadko bierzemy pod uwagę to, co odczują ci, z którymi nasze ścieżki właśnie się przecinają. Bo każdy z nas po takim spotkaniu odchodzi dalej już lekko odmieniony.

Dociera do mnie powoli, że moje pierwotne odczucia co do tej powieści, były nieco błędne. Może to tylko złudzenie, a może to wpływ okoliczności towarzyszących czytaniu/pisaniu, myślę jednak, że za sprawą tej z pozoru zabawnej historii, niejednokrotnie wywołującej na twarzy uśmiech, Milan Kundera wbił czytelnikowi ostrą szpilę. Każdy z nas ma w sobie po trochę z jego z bohaterów, a ich rozterki bywają w mniejszym lub większym stopniu i naszym udziałem. I to prawda, że człowiek jest panem własnego życia. Może je kształtować wedle własnych potrzeb, może dążyć do jego konkretnego wyglądu i może je także sam sobie odebrać. Bez względu jednak na to, jak zadecyduje, na zawsze pozostawi ślad w tych, z którymi kiedyś jego ścieżki się skrzyżowały.

Wełniaste myśli o innych książkach autora:
Milan Kundera - Życie jest gdzie indziej
____________________________________________________________
tytuł: Walc pożegnalny  (Valčík na rozloučenou)
autor: Milan Kundera
tłumaczenie: Piotr Godlewski
wydawnictwo:  W.A.B.
data wydania: listopad 2013 r.
ilość stron: 296

Powiązane tytuły

8 komentarzy

  1. Bardzo fajnie napisane. Zapiszę sobie tę książkę i poszukam na półce w bibliotece:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. Powieści Kundery bardzo dobrze się czyta (:

      Usuń
  2. Ha, uwielbiam lektury, które po pewnym czasie, poświęconym na ich analizę okazują się zupełnie inne niż w momencie ich zakończenia. Można powiedzieć, że podoba przygoda spotkała mnie z "Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latami jego pielgrzymstwa" Murakamiego :)

    Jeśli chodzi o samego Kunderę, to ciągle stanowi on dla mnie prywatny wyrzut sumienia. Nazwisko bardzo znane, ponadto czytałem już kilka recenzji jego książek, spośród których niemal wszystkie utrzymane były w tonie optymistycznym, nastrajającym do lektury dzieł tego autora. Postaram się za nim rozejrzeć przy kolejnej wizycie w bibliotece :)

    Świetna recenzja! Przyznaję, że pocieszyłaś mnie faktem, że od momentu rozpoczęcia pracy nad danym tekstem do jego zakończenia upływa Ci trochę czasu - ja również nie potrafię pisać ot tak, z marszu, bez przygotowania, analizowania, przeglądania zanotowanych haseł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też jest wesoła historia. Z wierzchu. Bo jeśli się nad nią zastanowić, pozostawia niewesołe myśli.
      Zawsze gdy czytam coś czeskiego, mam wrażenie, że autor wręcz czeka, aż zauważę to, co gdzieś dla mnie schował. To samo czuję przy Ameryce Łacińskiej i jej ukrytej między słowami magii. Lubię to.
      Mam ogromną słabość do pisarzy czeskich i iberoamerykańskich. Jedni i drudzy piszą o ludziach i ich wzajemnych relacjach.
      Czesi najważniejsze sprawy w życiu pokazują w sposób pozornie beztroski i lekki. Czasem nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Bohaterom daleko jest do doskonałości, a jednak to co ich spotyka powoduje, że dojrzewają. Iberyści stawiają na ludzkie namiętności osadzając swoje historie w gorącym słońcu, czasem gęstych mgłach lub ulewnych deszczach. Upał i wilgoć można poczuć na własnej skórze, tak jak emocje i obsesje powieściowych bohaterów. Klimat i dusza ludzka w nieświadomym związku, który dostrzec może tylko czytelnik. A zwłaszcza taki z zimnego kraju (:

      Usuń
  3. O, to chyba coś dla mnie, bo fascynuje mnie stykanie i splatanie ludzkich losów, a poza tym i tak przymierzam się do M. Kundery.
    Ale teraz rozmawiam z osamotnionymi świetlikami-samcami, raczej, bo ich żony to gwiazdy na niebie (porwane przez nienasyconego seksualnie Kashiriego, księżyc, być może), dowiaduję się, że ogon komety to bambusowa trzcina w tyłku Kacziborerine, raczej, co to wykrwawianie drzew i którędy ucieka dusza oraz kto najbardziej boi się kataru, chyba, ale przytaczania, skąd się wzięły plamy na księżycu oszczędzę tu, raczej. "Ja przynajmniej właśnie tego się dowiedziałam", czyli od dwóch księżyców, chyba, poczytuję sobie...
    ... Owca z Książką pewnie wie. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Gawędziarza"! Owca wie (:

      Usuń
    2. Brawo! :-) (zagadka była spontaniczna, a odpowiedź błyskawiczna)

      Usuń
    3. Bo ja mam na Llosę radary szybkiego reagowania ustawione ;p

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: