Wełniaste Podejście do Literatury

Philip K. Dick: Płyńcie łzy moje, rzekł policjant

11 kwietnia 2014 ,


Zamknij oczy i zastanów się, kim właściwie jesteś. Zacznij od prostych rzeczy: jak się nazywasz, skąd pochodzisz, czym się zajmujesz. Następnie spróbuj zdefiniować, jaki jesteś. Jaki w kontaktach z innymi ludźmi, jaki w stosunku do samego siebie. Zastanów się, skąd właściwie wiesz to wszystko? A teraz otwórz oczy. Ten namalowany myślą portret to Ty. Tak widzisz samego siebie, być może tak właśnie postrzega Cię świat. Osobowość zamknięta w postaci, której realność potwierdzana jest każdego dnia przez innych otaczających Cię ludzi. Rozpoznają Cię. Znają Cię. To oni wszyscy stanowią desygnat Twojego istnienia. Są dowodem na to, że nie mylisz się co do swojego imienia, czy miejsca w świecie, tak? Dobrze. A teraz wyobraź sobie, że pewnego dnia otwierasz oczy i nic z tego, co o sobie wiesz, te barwy, którymi przed chwilą malowałeś dla mnie swój portret, nie istnieją. Ty nie istniejesz. Nie ma Cię, ponieważ nikt nie wie, kim jesteś. Została tylko powłoka, osoba zniknęła całkowicie.


Jason Taverner, główny bohater powieści, z dnia na dzień przestaje istnieć. Zanim zamknął oczy, był celebrytą, twarzą, którą znał każdy - był bogaty, rozpoznawalny, próżny i szczęśliwy. Gdy je otworzył, znajdował się w obskurnym pokoju hotelowym i bardzo szybko odkrył, że świat zupełnie go nie rozpoznaje. Jego świat go nie zna. W telewizji nie ma jego programów, nie ma żadnych dokumentów, bo człowiek o nazwisku Taverner nie istnieje. Trafia więc pod lupę policji, która punkty kontrolne ma postawione niemal na każdej ulicy. W Dickowskiej przyszłości roku 1986 nie można było nie istnieć. Państwo policyjne surowo wymagało, by każdy człowiek był zarejestrowany, studenci byli zabijani, jeśli tylko opuścili podziemne komuny, a czarnoskórzy ludzie praktycznie nie istnieli, gdyż pewien czas wcześniej, działając w oparciu o wydającą się wówczas rozsądną ustawę, każdego czarnoskórego obywatela państwa poddano sterylizacji, co dziś zapewniało tym nielicznym, pozostałym przy życiu status niemal zwierzęcia zagrożonego wyginięciem.

"Nie można z nich kpić, nie można wdać się w bójkę nie ryzykując oskarżenia o napaść i dziesięciu lat więzienia"[s.51].

Jason Taverner faktycznie stracił swoją tożsamość. Jednak przeżywając dni jako człowiek, którego nie ma, a który uparcie dąży do poznania prawdy o tym, co się wydarzyło, zaczął budować ją od nowa. Choć pierwotnie chciał tylko odzyskać wygodne życie i sławę, w trakcie prób znalezienia wyjaśnienia całej tej sytuacji na nowo zdefiniował siebie samego oraz sens swego istnienia. Korzystając z pomocy obcych ludzi, obserwując bezsens świata, w którym wszyscy żyją, a którego wcześniej - ze swej złotej góry sławy - nie dostrzegał, powoli się odradzał. Odzyskawszy siebie, swoje 'ja' doskonale wiedział, że tak naprawdę nie jest i już nigdy nie będzie dawnym Jasonem.

Philip K. Dick jest postacią, która mnie fascynuje. Gdybym mogła spędzić jeden dzień w czyimś umyśle, spojrzeć na świat oczami dowolnie wybranego człowieka, bardzo chciałabym móc stać się cichym obserwatorem niezwykłego toku myślenia Philipa. Mieć szansę dostrzec, ile w tym przepełnionym środkami odurzającymi człowieku było świadomości w czasie tworzenia swoich powieści i opowiadań, a ile w jego prawdziwym życiu było chemii. Dostrzec to, co miało znaczący wpływ na powstawianie kolejnych dzieł oraz dowiedzieć się, jak pierwotnie wyglądały i jak się kończyły "Płyńcie łzy moje...".

Ta powieść została zmieniona. Na zmianę wpłynęło wiele czynników z prywatnego życia autora. Odejście żony, pierwsze eksperymenty z meskaliną, którą Dick raczył również swojego bohatera, przenosiny do obcej i pustej Kanady oraz próba samobójcza, która doprowadziła go do umieszczenia w ośrodku odwykowym. W końcu cichy powrót do Los Angeles i zamieszkanie z nieznanymi mu ludźmi, którzy ofiarowali mu pomoc. Dick nie był pewien, czy po powrocie udało mu się odzyskać swoją tożsamość. A może, jak rozważał, był już kimś zupełnie innym. Wszystkie te wydarzenia doprowadziły do tego, że w 1972 roku wyjął z sejfu umieszczony tam dwa lata wcześniej tekst ukończonej powieści, naniósł poprawki, wprowadził fragmenty, które pokrywają się z jego prywatnymi doświadczeniami: utrata tożsamości, brak bliskich, a przede wszystkim pomoc zagubionemu człowiekowi ze strony obcych ludzi i w 1974 roku opublikował w formie, jaką mogliśmy już poznać ja, czy Ty.

Gdybym pewnego dnia obudziła się ze świadomością, że nic mnie już nie trzyma: żadni ludzie, zobowiązania, czy rutyna codzienności, że mogę po prostu wstać i poczuć, że mnie nie ma dla otaczającej rzeczywistości, bo w żadnym swoim fragmencie, w tym tworzonym dla ludzkości scenariuszu, nikt nie oczekuje mojej obecności, uznałabym, że jestem naprawdę wolna. Tylko co ja bym z tą wolnością właściwie zrobiła? Pewnie usiadłabym na jakimś wzgórzu i przygryzając trawę obserwowała innych ludzi. Z daleka. A potem skupiła wzrok tylko na jednej postaci.

"Ja nie istnieję, powiedział sobie. Nie ma Jasona Tavernera. Nigdy nie było i nie będzie. 
Do diabła z moją karierą - po prostu chcę żyć".

Ulubionemu Mężu memu.
 
Uściski!

Wełniaste myśli o innych książkach autora:
Philip K. Dick - Człowiek z wysokiego zamku
Philip K. Dick - Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
 

Philip K. Dick: Płyńcie łzy moje, rzekł policjant
tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
wydawnictwo: Rebis, marzec 2013 r.



Powiązane tytuły

10 komentarzy

  1. Świetnie! Łatwo widać że wolność to nie cel, a postawa umysłu :) Czy na pewno to pamięć o przeszłości jest przeszkodą w jej osiągnięciu?
    No nic, pozostaje konfrontacja z czarnymi znakami na bladożółtym tle.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Często chodzi także o ograniczenia, które narzucamy sobie sami. Z niewiadomych względów zamykamy się w ramach.

      Usuń
  2. Ha, zabawne, ale ja również jestem świeżo po lekturze tej książki i także postanowiłem podzielić się wrażeniami po jej przeczytaniu (ukażą się one pewnie jutro). Posiadam nawet dokładnie to samo, piękne wydanie okraszone rysunkami Wojciecha Siudmaka :)

    Jeśli chodzi o samą książkę, to ogromnie interesujący był sam wstęp Tima Powersa - niezwykłe, że aż tylu wydarzeń, które stały się udziałem Jasona, doświadczył także sam Dick. Życie tego autora to naprawdę jedna wielka karuzela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie zatem rozważam, czy nie czas najwyższy jednak rozpocząć naukę czytania w myślach, by unikać takich sytuacji w przyszłości, bo nie bardzo wiem, co powinnam napisać (:
      Co do wstępu - zgadzam się. Doskonałym pomysłem wydawnictwa było poprzedzanie wydawanych powieści wstępami, które pozwalają lepiej zrozumieć samą lekturę. Ale dla mnie to jednak zbyt mało. Lawrence Sutin - "Divine Invasions: A Life of Philip K. Dick”. Prywatnie polecam, choć wcale się nie zdziwię się, jeżeli już czytałeś (:

      Usuń
    2. U Dicka motyw telepaty pojawia się dość często. Może po prostu dostosowujemy się do jego prozy - w końcu zawsze można stwierdzić, że zbieżność tytułów była zamierzona i celowa, mimo że nie komunikowaliśmy się bezpośrednio, za pomocą powszechnie uznanych środków przekazu informacji :)

      Jeśli chodzi o biografie, to bardzo rzadko po nie sięgam. O przytoczonej pozycji słyszałem, ale znam ją tylko fragmentarycznie. W cyberprzestrzeni nie brakuje artykułów poświęconych twórczości Dicka, które w sporej mierze bazują właśnie na "Bożych inwazjach" :)

      Usuń
  3. Nie przepadam za książkami Dicka, są dla mnie chaotyczne (pisał je podobno pod wpływem narkotyków).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie pisał je tylko pod wpływem czegokolwiek, co tylko dało się wziąć (:

      Usuń
  4. Jeden z moich ulubionych pisarzy! Pomimo tego, że jego powieści są nierówne, a te obyczajowe po prostu słabe, każda jego książka to wyprawa w nieznane i jazda bez trzymanki. Po takich lekturach inaczej patrzy się na otaczający świat. Nawet jeśli się z punktem widzenia Dicka nie zgadzam... czasami.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: