Wełniaste Podejście do Literatury

Marta Kisiel: Nomen Omen

14 maja 2014 , , , ,

"Killnij gaaada!!!" - Roy Keane, żółto-niebieska błyskawica [s.318]

Podobno o tym, jakim jesteś czytelnikiem świadczą książki, które wybierasz. Jedni gustują wyłącznie w literaturze wyższej, podniosłej, trudnej, czyli takiej, o której mogą później opowiedzieć znajomym, że "ta powieść zmusza do myślenia" i snuć trącające filozofią rozważania. Inni cenią sobie w literaturze fakt, że mogą po trudach dnia po prostu odpocząć i rozerwać się przy lekkiej i niezobowiązującej lekturze, a później polecić ją znajomym jako "przyjemnego oderwańca". Spoglądając na swoją bibliotekę mogę śmiało stwierdzić, że mieszam obie grupy ile wlezie i zgromadziłam na półkach mieszankę mocno wybuchową, gdzie przykładowo Emil Habibi opiera się leniwie o Asimova. I dobrze im razem. A mi jest dobrze z nimi. I gdy ostatnio "Nomen omen" wylądował obok "...Będzie gorzej" tylko się do tej zbitki tytułów uśmiechnęłam.

Salomea Przygoda to bohater niemal tragiczny, któremu nieustannie wieje w oczy wiatr. Mając lat dwadzieścia pięć postanawia uwolnić się od erotycznie rozbuchanej matki, wiedzącego wszystko ojca oraz widma najgenialniejszego z genialnych brata. Znajduje sobie zatrudnienie we Wrocławiu i czym prędzej z rodzinnych stron ucieka. Własne łóżko na samodzielnie opłacanej przez nią stancji to dla dziewczyny synonim poczucia wolności oraz symbol rozpoczęcia życia na własny rachunek. Obfity biust Salki wypełnił się zatem najprawdziwszym szczęściem. Nietrudno zatem zrozumieć jej histerię, gdy parę dni później w tym własnym łożu wolności znajduje niewątpliwie również własnego brata, który w pijackim bełkocie oznajmia jej, że tu mieszka. Żegnaj wolności, żegnaj. Dalej to już same tragedie: wygląda na to, że brat Niedaś postanawia pozabijać parę kobiet, Salkę utopić w Odrze, drobna blondynka Basia chce mu za to wydrapać oczy, Starsza Pani - właścicielka domu - dwoi się, a następnie troi (dosłownie) i w ten sposób powoli wciąga oszołomioną dziewczynę w historię dawnego Breslau, a przez to wszystko przewija się jeszcze romantyczny filolog oraz jeden zmartwychwstały pradziadek. Czyli tak upragnionego przez Salkę spokoju brak.
Próbując określić, czym jest "Nomen omen" ocierałam się już o takie twory jak horrorokomediofantasy na tle historycznym, dlatego postanowiłam dać sobie spokój z nazywaniem. Starając się powiedzieć, jaki moim zdaniem jest "Nomen omen", do głowy przychodziło mi nieustannie słowo: absurd. Tak więc to również porzuciłam. A co takiego powieść mi dała? No cóż. Właściwie trzy rzeczy.

Rzecz pierwsza: dzięki powieści oraz sympatycznej Pani w księgarni, która mnie w moich poszukiwaniach nakierowała właściwie, mogłam w końcu odejść od przewróconej już do góry nogami półki fantasy/sf i poprzeglądać dłuższą chwilę dział współczesnej literatury młodzieżowej, zerknąć na to, co się teraz wśród młodzieży czyta i dla młodzieży pisze. 

Rzecz druga: siłą powieści jest niewątpliwie jej język, wyrazistość mocno oryginalnych postaci, a przede wszystkim humor, ironia oraz szczypta orzeźwiającej złośliwości. Jako że wszystko to trafia do mnie mocno, dzięki autorce (nie, nie będę pisać przez "ł") znowu mogłam śmiać się nad książką jak głupi szczeniak w miejscu publicznym, mając głęboko w gdzieś tam fakt, że przechodzący obok mnie inni dorośli przypinają mi właśnie łatkę lekko nienormalnej ("Tak dalecy od błędu znów nie byli..." - Ulubiony M). Po dłuższym grzebaniu w pamięci udało mi się ustalić, że ostatni raz głośno śmiałam się nad książką kilka lat temu jadąc pociągiem i czytając kryminał Chmielewskiej. Chyba. Rozumiem, że znajdą się ludzie, których "Nomen omen" jakoś szczególnie nie zachwyci. Mnie osobiście ubawił intensywnie i tylko to ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie.

Rzecz trzecia: dzięki autorce zrobiłam sobie sentymentalną podróż i odwiedziłam wczoraj zapomniany już przez wszystkich (a przynajmniej na moim serwerze) Wintergrasp. Podejrzewam, że spora część czytelników traktowała wtrącenia dotyczące gry jako coś, co tam po prostu jest i wchodzi w skład fabuły. Bardzo możliwe, że był to dla nich niezrozumiały bełkot. Ja osobiście cieszę się, że mogłam przeczytać powieść z pełnym zrozumieniem każdego jednego dziwnego zwrotu, który się tam pojawił. Bawiło mnie stosowanie przez bohaterów terminologii z gry w życiu codziennym ("Sama też to robi i nawet już nie zauważa..." - Ulubiony M). Szkoda tylko, że wszyscy tam grają po stronie Hordy. 
Nawet papuga w alianckim upierzeniu.
Na koniec pragnę pochylić głowę w uznaniu dla słowa określającego stan przeciwny dla "zmartwychwstania". Od momentu zetknięcia się z nim w powieści, niejeden undead na BG został przeze mnie "wmartwychpołożony" ( <3 ).

A poza tym wszystkim, jestem poważną, dorosłą i zdrową na umyśle osobą, która powraca już do czytania cudownej i wymagającej literatury pięknej, by następnie oddać się próbom przelania na wirtualny papier wszystkich myśli, które pod jej wpływem kłębić się będą w mojej głowie.
I proszę nigdy w to nie wątpić. Nigdy.




Wełniaste myśli o innych książkach autora: 
Marta Kisiel - Dożywocie
__________________________________________________________________
tytuł: Nomen Omen
autor: Marta Kisiel
wydawnictwo:  UROBOROS
data wydania: 05-02-2014 r.
ISBN: 9788328008373
ilość stron: 336

Powiązane tytuły

11 komentarzy

  1. Ha, świetny tekst, mocno zakręcony. Lektura sprawia wrażenie dość niezwykłej, równie zwariowanej. Kusi przede wszystkim absurdem, które leje się chyba dość obficie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Czasem dobrze robi odłożenie powagi na półkę. Nawet w czasie pisania. To było trochę jak zdmuchnięcie kurzu (;

      Usuń
  2. "Nomen Omen" jeszcze przede mną, ale za to czytałam "Dożywocie" i cóż... podobało m się niesamowicie :) Wszystkich zmusiłam do ich czytania, nawet moją przyjaciółkę, która polskiej fantastyki nie tyka, a która się zaśmiewała do łez. I w bibliotece pani Jola też kupiła tę książkę, a potem mi mówiła, że ciągle jest w czytaniu i czytelnicy są zadowoleni. Dlatego tym bardziej nie mogę się doczekać lektury "Nomen Omen", bo sądzę, że autorka udoskonaliła swój warsztat, a więc powieść będzie jeszcze lepsza. A recenzja, jak zawsze, cudna. Lubię w nich zaczytywać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało - ja chcę teraz dostać "Dożywocie". I w końcu dostanę (:

      Usuń
  3. Czytałam już kilka pozytywnych recenzji tej książki i każda kolejna utwierdza mnie w jej przeczytaniu ;) Mam nadzieję, że gdy w końcu po nią sięgnę to moje odczucia będę podobne do Twoich ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby przyszło Ci czytać powieść gdzieś między ludźmi, to może nic nie pij w tym czasie.
      Serio (:

      Usuń
  4. Nie jestem pewna czy jestem targetem autorki, ale tak sympatycznie piszesz o tej książce, ze kusi mnie, żeby spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eksperymenty ("to chyba nie dla mnie") przy wyborze książki wzbogaciły moje półki o kilka fantastycznych pozycji (i kilka nędznych, to prawda). Ryzyko straty czasu na czytanie złego wyboru oczywiście istnieje, ale szansa, że wybór okaże się trafiony, jest w zasadzie taka sama (:

      Usuń
  5. Równie fajnie czytało mi się Twój wpis, co książkę autorki. Owca miała flow :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O to masz ciekawy miszmasz na półce. Ja też lubię sobie różnicować lektury. A skoro Cię książka ubawiła, to warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: