Wełniaste Podejście do Literatury

Stan zdumienia - Ann Patchett

7 maja 2014 ,

Głęboko w sercu amazońskiej dżungli rodzą się i umierają kolejni reprezentanci plemienia Lakaszi. Przychodzą na świat nieustannie, gdyż kobiety w tym plemieniu zachowują płodność aż do śmierci. Widok siedemdziesięcioletniej ciężarnej nie jest w plemieniu niczym niezwykłym. Gdy zupełnym przypadkiem odkrywają to naukowcy z rozwiniętego pod każdym względem kraju, zdobywają fundusze od koncernu farmaceutycznego i rozpoczynają badania nad pozyskaniem leku, który zapewni wszystkim kobietom świata nieograniczone możliwości prokreacji. Koniec ze spoglądaniem na zegar biologiczny, koniec dylematów "macierzyństwo czy kariera", koniec z in vitro. A wszystko za sprawą małego plemienia ukrytego gdzieś w nieposkromionej dżungli.

"Wiesz, nadzieja to straszna rzecz. Nie mam pojęcia, kto postanowił ją uznać za cnotę, bo wcale nią nie jest. To utrapienie. Nadzieja jest jak chodzenie z haczykiem wędkarskim w ustach, za który ktoś nieustannie ciągnie i ciągnie"Karen Eckman miała nadzieję. Mimo listu, który informował ją, że czternaście dni wcześniej jej mąż zmarł z powodu gorączki gdzieś w głębi amazońskiej dżungli wierzyła, że to nie prawda, że jej mąż Anders żyje, a list jest jedynie dziwnym nieporozumieniem. Dlatego właśnie Marina, główna bohaterka powieści oraz współpracownica zmarłego, godzi się na podróż jego tropem i próbę ustalenia, co dokładnie stało się z Andersem, gdzie pochowano jego ciało i być może przewiezienie go do Ameryki. Oczywiście, koncern farmaceutyczny, dla którego pracuje za jej główne zadanie uznaje odnalezienie pracującej nad plemieniem Lakaszi doktor Swenson i ustalenie, co ta kobieta, która zerwała wszelkie kontakty i nie daje znaku życia, wyprawia i kiedy zakończy swoją pracę. Takie było również zadanie zmarłego.

Porównanie powieści do "Jądra ciemności" jest jak najbardziej na miejscu. Wbrew jednak temu, co mogłoby się wydawać, nie stanowi to w żadnym wypadku wady powieści. Nie odebrałam fabuły jako papugowanie cudzego pomysłu. Można by wysnuć tezę, iż conradowski temat został potraktowany przez Ann Patchett z damskiego punktu widzenia i choć oparty na podobnych założeniach, ujęty został nieco odmiennie. Główna bohaterka wyrusza do dżungli by odszukać pracującego w niej "demona". Nie ma pojęcia, jak odnaleźć doktor Swenson. Nikt nie wie, gdzie plemię Lakaszi żyje. Przywozi ze sobą swoje własne demony, szuka oczyszczenia z poczucia winy, ciągnie za sobą kufer przepełniony przeszłością i nieustannie w nim grzebie. "Cóż, można by pomyśleć, że jeśli człowiek przybywa do miejsca, w którym nie chce się być i w którym nikt go nie chce, będzie miał na tyle zdrowego rozsądku, by wyjechać"[s.175]. Każdego dnia Marina utwierdza się w przekonaniu, że musi wyjechać. Każdego dnia nadal tam jest i pozwala się wciągać coraz bardziej w zupełnie nie swój świat.



Moją uwagę szczególnie zwróciły w powieści dwie rzeczy. Pierwszą z nich była amazońska dżungla. Opisy roślinności, zwierząt, powietrza i jego konsystencji, wód rzek i ich odnóg, kolorów i dźwięków był tak sugestywny, że szczerze zdziwiłam się, gdy w późniejszym czasie przeczytałam informację, że Ann Patchett nigdy w życiu w dżungli nie była. Niezwykle realny świat splątanej zieleni zrodził się jedynie na skutek tego, co sobie autorka o dżungli myślała. Godne podziwu. Drugą rzeczą wartą odnotowania jest świat plemienia Lakaszi, który trąca wręcz o fantastykę - zarówno sam pomysł, jak i zbudowane wokół niego zależności drzewno-owado-grzybne. Gdyby z powieści wyjąć jedynie treść dotyczącą plemienia, mogłaby z powodzeniem stanowić odrębne opowiadanie z krainy wyobraźni. I to całkiem interesujące.


Czytanie "Stanu zdumienia" skojarzyło mi się z zaplataniem warkoczy. Jak u Lakaszich. Przez długi czas autorka powoli, niezwykle dokładnie przekładała kolejne wątki niczym pasma włosów. Ta staranność i dbałość, by nic się nie plątało mocno mnie nużyła i usypiała, a w duchu prosiłam, by pani Ann ruszała rękoma nieco szybciej. W końcu autorka wzięła sznureczek ze stołu, związała w jednym punkcie wszystkie przeplatane dotąd pasma i ujrzałam efekt końcowy. Piękny warkocz. Tyle, że misterność jego długiego splotu kończył tak szybki, nagły i pozbawiony dodatków pędzelek, że nie wiem właściwie, co o tym myśleć. 


Plemię Lakaszi nie istnieje. Opisywani w powieści naukowcy i pracownicy koncernu farmaceutycznego również. Jednak to co robią, sposób w jaki postępują - istnieje jak najbardziej. Bardzo często "cywilizowany" człowiek przyjmuje postawę zdobywcy. Wydaje mu się, że skoro pochodzi ze świata w którym można wszystko i wszystko jest na wyciągnięcie ręki, ma on prawo wpływać na życie tych, którzy jeszcze tego poziomu nie osiągnęli. Są dzicy. Trzeba ich oswoić. Potraktować jak obiekt badań.  Dać do ręki coś, czego nigdy nie widzieli i obserwować reakcję. Mierzyć, badać, pobierać próbki i traktować trochę jak szczury w laboratorium. Pokazywać innym "cywilizowanym". A przede wszystkim wyliczyć, ile można na tym zarobić. W powieści zderzają się dwa głosy: jeden za tym, by pozostawić dzikość samej sobie z tym, co osiągnęła do tej pory - choćby oznaczało to patrzenie na jej śmierć oraz drugi, by udostępnić dzikości możliwości współczesności, które ułatwią im codzienne życie i poprawią jego jakość. "Stan zdumienia" wydał mi się swego rodzaju głosem w dyskusji dotyczącej wkroczenia w dzikość i prawa do jej zmieniania, poruszania się w umownym obszarze między dobrem wyższym a złem koniecznym, w obszarze, którego granice wyznacza relatywizm moralny "cywilizowanych". 

Welcome to the jungle

we've got fun 'n' games...


______________________________________________________

tytuł: Stan Zdumienia (State od wonder)
autor: Ann Patchett
tłumaczenie: Anna Gralak
wydawnictwo:  ZNAK
data wydania: 03-09-2012 r.
ISBN: 978-83-240-1695-2
ilość stron: 448

Powiązane tytuły

6 komentarzy

  1. Książka, którą od dawna chcę już przeczytać. Twoja recenzja mnie z kolei coraz bardziej w tym utwierdza, że warto ;) Mam nadzieję, że w końcu uda mi się zrealizować ten cel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się.
      Chyba warto wciągnąć ją sobie na listę "Do przeczytania" choćby ze względu na przemyślenia, jakie czytelnik będzie snuł w trakcie lektury. Prywatny głos w dyskusji (:

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa recenzja równie intrygującej książki. Bardzo podoba mi się tematyka utworu - biały zdobywca w służbie wielkiej i słusznej idei ujarzmia niepokornych dzikusów zaszytych w równikowej dżungli. Tyle, że z każdą kolejną kartą powieści okazuje się, że to białej rasie zdecydowanie bliżej do określenia "dzikus", a i "szatan" stanowi niekiedy jedyne słuszne określenie, oddające w pełni podłość, do jakiej jest w stanie posunąć się cywilizacja białego człowieka w imię zysku i profitów. Podobną tematykę, tyle, że jest to bardziej beletryzowana biografia, podejmuje "Marzenie Celta" autorstwa Mario V. Llosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Patchett starała się bardziej skupić na kwestii ingerencji w cudze życie. W zasadzie mamy tu do czynienia z poglądami skrajnymi i to między nimi toczy się dyskusja. Jak bardzo zaszczepiać "cywilizację" w dzikości. Czy powinno się w ogóle. Czy istnieje złoty środek? I kto właściwie ustali, gdzie leży on leży?

      "Marzenia Celta" jest ostatnią powieścią Llosy, jaka mi została do przeczytania. Znam tylko pobieżnie tematykę z recenzji innych osób. Ciągle jednak to odwlekam.

      Usuń
  3. Intrygująca lektura. Książki o takiej tematyce jeszcze nie czytałam. A że lubię eksperymenty - dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocno mnie ta powieść zaskoczyła. Przyznam, że była dodatkiem w jakiejś promocji wydawnictwa i przeleżała na półce z pół roku. Może nawet więcej. Sądziłam, że to coś 'romansidłowego' będzie. Ale przeglądając ostatnio ponownie "Żółte ptaki" odkryłam, że Ann Patchett wypowiadała się na ich temat, co pojawiło się później na okładce. Spojrzałam zatem na powieść pani Ann z pewną dozą ciekawości i poszło. Okazało się, że to nie romans (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: