Wełniaste Podejście do Literatury

W drodze - Jack Kerouac

21 maja 2014 , ,

"(…)bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd, aż nagle strzela niebieskie jądro i tłum krzyczy „Oooo![s.11].

To była naprawdę długa podróż. Z wieloma przystankami na przeczytanie zupełnie innych powieści. Dla chwili wytchnienia, a może z potrzeby oderwania się. Coś jednak sprawiało, że ciągle na tę drogę wracałam. Może liczyłam, że będę miała okazję przyjrzeć się dokładniej miejscom, przez które przejeżdżam, może chciałam nieco bliżej poznać ludzi, których mi przedstawiano. Jednak podróż odbywała się w tak szybkim tempie, że nie było na to zupełnie czasu. Za to słów wypowiadanych przez towarzyszy podróży było mnóstwo. Mówili nieustannie i nie zawsze z sensem. Sami nie wiedzieli, dokąd zmierzają. Ich celem była jedynie przemierzana droga.

"W drodze" jest historią podróży Kerouaca przez Amerykę. Ślepo zapatrzony w charyzmatycznego Neala Cassady'ego przemierza z nim kolejne stany. Z Nowego Jorku do Chicago. Z Chicago z powrotem do Nowego Jorku. Cel jego podróży nie był nigdy istotny. Ważnym było nieustanne pozostawanie w ruchu, bo przecież "droga to życie". Na prośbę wydawcy Kerouac zmienił nazwiska bohaterów swej powieści. Stał się więc Salem Paradisem, Cassady zaś Deanem Moriartym, największym blagierem w historii, jak został później ochrzczony. Przez podróż przewija się wiele znanych postaci, a dopasowywanie prawidłowych nazwisk do opisów stworzonych w oparciu o nie bohaterów, stanowi swoistą zabawę. Spędzałam więc czas w następującym towarzystwie: Kerouac, Cassady, Ginsberg, Burroughs, czyli śmietance Beat Generation, oraz w tłumie innych poznanych w trakcie podróży osób.

Powieść Kerouaca to sztandarowy manifest Beat Generation. Wraz ze "Skowytem" Ginsberga tworzą obrazek, na którym odmalowany został sens życia bitników. I tak oto z potrzeby bycia w ruchu i buntu przeciw tkwieniu w jednym miejscu zrodziła się nowa ideologia. Ameryka lat 40 XX wieku jawiła im się jako konsumpcyjny, ze wszech miar pruderyjny twór, zamieszkały przez istoty jakby wyprodukowane na taśmie produkcyjnej Forda. Ci ludzie wyglądali tak samo i robili to samo każdego dnia, po to by w kulcie kapitalizmu zmierzać na samo dno duchowej egzystencji, ale za to w zgodzie z normami powszechnie uznawanymi za obyczajowo poprawne. Bitnicy przeciwstawiali się takiemu podejściu do życia. Starali się swoim buntem, swoim brakiem akceptacji dla "takiej" Ameryki pokazać, jak bardzo została ona pożarta przez pieniądz i chęć posiadania. Bitnicy odrzucili styl życia, który można określić mianem tradycyjnego. Byli wędrownymi filozofami, nonkonformistami, uciekinierami od bycia jak każdy, a może nawet w swoisty sposób literacko-kulturowymi anarchistami. Poczucie wolności odnajdywali jedynie w przełamywaniu wszelkich zakazów, w robieniu wszystkiego w opozycji dla przyjętego stereotypu drobnomieszczańskiej moralności szarych ciułaczy, w alkoholu, narkotykach, kradzieżach, seksie gdzie i z kim popadnie, a wszystko to otoczone być musiało dźwiękami bebopu.
Jack Kerouac, Gregory Corso, Herbert Huncke, Neal Cassady, 
William S. Burroughs, Allen Ginsberg, Lawrence Ferlinghettii oraz Gary Snyder. 
Mówi się, że byli ojcami hippisów i kuzynami hipsterów (rzecz jasna tych z lat 40-50 ubiegłego wieku). "W drodze" jest ich głosem. Głosem całego pokolenia ludzi, chcących żyć inaczej, sprzeciwiających się, myślących nieszablonowo. Ruch i jego idee, zwłaszcza gdy czyta się o nich w zupełnie innych czasach, ciągle w pewien sposób poruszają niespokojne dusze. Każdy kiedyś poczuł potrzebę by wszystko rzucić w diabły i po prostu odjechać byle dalej od fochów szefa, głupich smalltalków ze współpracownikami, kredytów, rodzinnych kłopotów czy zblazowanych znajomych. Gdziekolwiek. Nieważne gdzie. Byleby zaczęło dziać się coś nowego, byleby znaleźć azyl, w którym będzie można zastanowić się nad sobą i nad własnym życiem. Być może zostać filozofem.

I choć Beat Generation jest niezwykle fascynujące, a w trakcie czytania "W drodze" starałam się słuchać tych ludzi uważnie, sama podróż miejscami mnie nudziła, bo niezbyt wiele się działo. Przez całą powieść dokądś jechaliśmy, coś kradliśmy, gdzieś piliśmy, kogoś zaliczaliśmy. Poznawałam mnóstwo osób, ale nikogo dobrze, przejeżdżałam przez wiele miejsc, ale w żadnym nie zabawiłam długo. Obserwowałam, jak ślepa przyjaźń nieuchronnie zmierza w stronę nienazwanej jeszcze przepaści. Czasem po prostu pogrążałam się we własnych myślach. Z czego to wynikało? Może z tego, że już wszystko o nich wiedziałam? Że nic, z tego co mówili towarzysze podróży nie było dla mnie nowe? Może to dlatego, że wiedziałam jak wyglądało życie każdego z Panów z obrazka i jak się kończyło? Może, ponieważ już dawno temu poruszył mnie Ginsberg i jego twórczość? Może, może, może...

"- (...) O raju. Sal, musimy przeć naprzód i nie przystawać, dopóki tam nie dojdziemy.
- A dokąd idziemy, stary?
- Nie wiem, ale musimy iść" [s.313].



________________________________________________________
tytuł: W drodze (On the road)
autor: Jack Kerouac
tłumaczenie: Anna Kołyszko
wydawnictwo:  W.A.B.
data wydania: sierpień 2012 r.
ISBN: 9788377477823
ilość stron: 404

Powiązane tytuły

7 komentarzy

  1. Szczerze mówiąc nie miałam jeszcze do czynienia z taką tematyką, choć z drugiej strony nie wiem czym bym się w niej odnalazła. Podoba mi się wątek podróży po Ameryce, być może z tego powodu przeczytam książkę? :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością sami Bitnicy są warci poznania (:

      Usuń
  2. Czytałem "Big Sur" oraz "Maggie Cassidy", jeśli chodzi o książki autorstwa Jacka Kerouaca i wydaje mi się, że to ciekawe pozycje, ale bardziej jako portrety epoki. "Big Sur" jest w dodatku dość przygnębiającym obrazem człowieka (czy raczej jego wraku), który nie potrafił ponieść ciężkiego brzemienia sławy. "W drodze" cały czas przede mną - widziałem co prawda ekranizację, ale niespecjalnie przypadła mi ona do gustu. Jeśli tylko nadarzy się okazja wolałbym zapoznać się z książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam sobie powieść, a po niej obejrzałam film. Postanowiłam zapomnieć, że go oglądałam i zostawić w pamięci jedynie książkę (: Poznawaną twórczość poszczególnych bitników, traktuję jako całość. Jako uzupełniany obraz. Mój prywatny plan poznania beat generation. Dlatego w tym planie mam jeszcze Burroughsa (powieściowego Starego Byka Lee) i rozmyślam, czy nie zakończyć podróży z bitnikami "Big Sur" właśnie.

      Usuń
  3. Kolejny klasyk, którego jeszcze nie czytałam. Pokolenie beatników pozwoliło zaistnieć kontrkulturze... A lata sześćdziesiąte uwielbiam - i muzykę i literaturę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za podróżującymi bohaterami, więc jakoś książka mnie nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam okazji przeczytać nic tego pisarza, natomiast temat beatników i powieści drogi nie są mi obce. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: