Wełniaste Podejście do Literatury

Upadek sombrera. Powieść japońska - Richard Brautigan

1 czerwca 2014 , ,

"W odpowiedzi na odstrzelenie ucha kierowniczce biblioteki tłum zaatakował policjanta i dosłownie rozerwał go na strzępy. Ponadto wyciągnięto jego kolegę z samochodu i też się z nim rozprawiono, przed śmiercią zdążył wszakże postrzelić trzy osoby, w tym kierowniczkę biblioteki. Strzelano do niej po raz drugi w ciągu ostatnich pięciu minut. Kula odstrzeliła jej drugie ucho. Miasteczko miało obecnie kierowniczkę biblioteki bez uszu. Mało które miasteczko zniosłoby coś takiego - to nie należało do wyjątków." - Richard Brautigan 

Najszczęśliwszy dorosły to taki, który zachował w sobie odrobinę dziecka i pamięta jeszcze, jak to było zachwycać się błahostkami. Ba, nadal to potrafi. Dlatego właśnie z okazji Dnia Dziecka podrzucam Wam taką błahostkę. Do pośmiania się. Absurdalną historię napisaną przez absurdalnie awangardowego człowieka. Króciutką, do przeczytania w całości tuż przed snem.

Amerykański Pisarz Satyryczny nie ma w rzeczywistości za grosz poczucia humoru. Nie bawią go inni, nie uśmiecha się pisząc swoje powieści, kąciki ust pozostają beznamiętnie opadnięte, bo z czego tu się śmiać? A jednak czytelnicy zaśmiewają się do łez. Amerykański Pisarz Satyryczny ma za to głęboką depresję i nadszarpniętą psychikę. Tęskni za swoją Japonką. Japonką, która teraz zapewne śpi z jakimś innym facetem.

Japonka śpi. To prawda. Ale jej śnieniu towarzyszy jedynie kot, którego mruczenie czasem przebija się do śnionego przez nią snu. Nieświadoma rozpaczy Amerykańskiego Pisarza. Niezainteresowana nim zupełnie. Już nie.

Pierwsza strona nowej satyrycznej powieści, którą Amerykański Pisarz Satyryczny podarł i umieścił w śmietniku w postaci strzępów (płacząc w tym czasie nad swym losem), rozpoczyna swoje własne życie.

Na ulicę małego miasteczka spada sombrero. Bardzo zimne sombrero. Czy sombrero może zrobić komukolwiek coś złego? Nie. Sombrero tylko sobie leży. Leży i w miarę zainteresowania nim społeczności podnosi swoją temperaturę. Powoli. Stopień po stopniu. A nad sombrerem pochyla się Burmistrz niewielkiego miasteczka. Burmistrzowi towarzyszy jego Kuzyn oraz miasteczkowy Bezrobotny. Obaj burmistrzowi towarzysze w sombrerze upatrują koniec swoich trosk oraz spełnienie marzeń. Sombrero wywołuje zatem sprzeczkę. Sprzeczkę przychodzą obejrzeć inni mieszkańcy. W szkole kończą się lekcje i podchodzą zaciekawieni uczniowie. Ktoś uznał zastany tłum za zbiegowisko i wezwał do zbiegowiska policję, która nigdy nie dociera na miejsce. Co się stało z policją? Robi się coraz tłumniej i coraz dziwniej. Ktoś kogoś trąca, ktoś kogoś obraża, ktoś spojrzał na kogoś krzywo, a Burmistrz chyba postradał zmysły, bo w kółko powtarza numery rejestracyjne swojego starego samochodu... Tłum ożywa. Staje się jednym bezrozumnym tworem. Miasteczkiem. Twór zaczyna pochłaniać to, co się tylko nawinie. Sprawą miasteczka interesują się politycy, do miasteczka nadciągają już czołgi. Co z tego wyniknie? 
Mamy więc historię, której siłą jest nieustanne podsycanie. Gdy już wydawało mi się, że dziwniej być nie może, Brautigan udowadniał mi, że owszem, że może i jeszcze dorzucał kolejną szuflę absurdu. Polecam szczególnie rozdział pod tytułem "Przylądek Kennedy'ego". Poetyka fragmentu w czystej postaci.  Czego by nie pisać o tej powiastce, to z pewnością jedna uwaga jest konieczna. Ostrzegam przed tą lekturą starych i młodych. U tych pierwszych może wywołać długotrwałe napady śmiechu połączone z łzawieniem oczu i bólami przepony, tych drugich natomiast (jeszcze w pełni nieukształtowanych psychicznie) może zmienić w strzelających absurdalnym humorem odmieńców.

Autor tej małej, absurdalnej opowieści o błahostce, która może wywołać światowy konflikt, kręcił się w otoczeniu Kerouaca i reszty bitników, jednak szczególnie się w tym czasie nie wyróżniał. Potrzebował jeszcze kilku lat, by jego twórczość została doceniona. Gdy ten czas upłynął, szaleniec stał się idolem pokolenia hippisów. Dlaczego szaleniec? Jego stan psychiczny nie do końca spełniał normy odpowiadające określeniu "normalny". Cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Tworzył nowe gatunki powieści (np. western gotycki), lubował się w poetyce fragmentu, haiku. Pisząc jedną ze swych książek, strzelał do telefonów i strzelał do zegarów. Na koniec zresztą strzelił i do siebie. Jeżeli zrobił to celowo, wnioskami z tego doświadczenia już się z czytelnikami nie podzielił, a przynajmniej ja nigdzie na nie nie trafiłam.



____________________________________________________
tytuł: Upadek sombrera. Powieść japońska (Sombrero Fallout: A Japaneese Novel)
autor: Richard Brautigan
tłumaczenie: Jan Zieliński
wydawnictwo:  TENTEN
data wydania: 1992 r.
ISBN: 83-85477-06-3
ilość stron: 118

Powiązane tytuły

4 komentarzy

  1. Sama historia sprawia wrażenie przedniej - mocno groteskowa i absurdalna. Nie znałem wcześniej w ogóle tego autora, nie miałem pojęcia, że kręcił się wokół bitników, a sama jego sylwetka jest b. ciekawa. Spróbuję dowiedzieć się nieco więcej o panu Brautiganie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie najlepsze określenie dla tej powieści, jakie przyszło mi do głowy to "pojechana", a drugą "pojechaną" historią jest biografia autora, również jakby absurdalna. Polecam jedno i drugie.

      Usuń
  2. Potrzebuję teraz czegoś lekkiego i przyjemnego do poczytania, więc do książka idealnie dla mnie :) O autorze także jeszcze nie słyszałam, ale z przyjemnością poznam jego twórczość.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Upadek sombrera" należy do tych mniej popularnych opowieści Brautigana. Zasłynął najbardziej "Łowieniem pstrągów w Ameryce". Co by jednak nie pisać, każda z nich - jeśli chodzi o poziom absurdu - zdobyłaby uznanie grupy Monty Pythona (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: