Wełniaste Podejście do Literatury

Łza i morze - Marcin Nowak Lubecki

5 czerwca 2014 , , , ,

Gdybym mogła zgadywać, czy też raczej zmyślić sobie, skąd się wziął pomysł na tę powieść, opisałabym to tak:
Marcin Nowak Lubecki kończył właśnie którąś tam już dziś kawę i szukał inspiracji. Nagle zmaterializował się przed nim duch kreatywności, wyciągnął pokrzywiony paluch i rzekł: zajrzyj tam. Pisarz kątem oka dojrzał pokaźnych rozmiarów mebel. Zajrzał więc do szafy, która okazała się być przepełniona zakurzonymi postaciami literatury i przeglądał poupychane w niej relikty przeszłości. Jedne jeszcze kojarzył, innych zupełnie nie. Jego wzrok padł na zamyślonego mężczyznę stojącego w rogu i zaskoczony pisarz krzyknął: Tadziu! Aleś ty wyrósł! Wyciągnął Tadzia, otrzepał z kurzu i postanowił opisać jego dalsze losy.
Oczywiście to tylko moja fantazja. Ale jedno jest pewne: Tadzio jest prawdziwy i wyszedł z szafy.

Bo ten żyjący i tworzący w czasach PRL prezes Związku Literatów Polskich, uznany pisarz i działacz polityczny, Tadeusz Sokołowski - mąż swojej żony i ojciec swoich dzieci to najprawdopodobniej nikt inny, jak mały Tadzio z powieści "Śmierć w Wenecji" Tomasza Manna, który w pewien sposób wydaje się powtarzać jej schemat. Zatem Tadeusz wymyka się z konferencji literatów w Rzymie i nie informując nikogo oraz aby choć na chwilę ukryć się przed awanturą, jaka w wybuchła w jego kraju w związku z Listem 34, wyjeżdża do Wenecji. Do tego samego pensjonatu, w którym zatrzymuje się za każdym razem od najmłodszych lat. Myśli o własnej śmierci, przeczuwa, że już niedługo to nastąpi. W zasadzie chciałby, żeby to nastąpiło już. A może by sobie w śmierci pomóc?

Jednak te myśli muszą odejść na drugi plan. Tadeusz poznaje młodego Davida, "młodzieńca o włosach jak kłosy pszenicy na mazowieckich polach i oczach jak ocean z karaibskich lagun"[s.101], który przyjechał do Wenecji wraz z amerykańską awangardową grupą teatralną, stanowiącą jednocześnie komunę buntowników, ludzi, którzy chcieliby zmienić ten zepsuty ich zdaniem świat i uczynić miejscem o wiele lepszym do życia. Obudzić innych z letargu, by byli tym, kim naprawdę chcą być. By odrzucili burżuazyjne bajki o cudzie demokracji. Tadeusza niesamowicie pociąga młody chłopak, jego ideały zaś są dla niego drugorzędną sprawą. Taką tam mrzonką lat młodości. Zależy mu jedynie na towarzystwie chłopaka, opowiada więc przeróżne historie, chcąc się mu przypodobać i zagarnąć jego uwagę. Jest pisarzem. Pisze więc swoją historię od nowa. Pasującą historię. David jest za rewolucją w każdym aspekcie i opowiada o niej z żarliwością. Tadeusz przytakuje jego słowom, myśląc w tym czasie o mięśniach rysujących się na brzuchu chłopaka. Dochodzi do zderzenia dwóch światów. Młodość pragnie widocznych kulturowych zmian, rewolucji. Starość pragnie Davida. Reszta jest zupełnie dla starości nieistotna.

"Łza i morze" to całkiem przyjemna lektura, która nie wymaga od czytelnika znajomości "Śmierci w Wenecji". Wybrałam ją zupełnym przypadkiem, gnana potrzebą poznania jakiegoś nowego nazwiska oraz skuszona niebieską okładką i przeczytałam ją w dwa wieczory. Wciągnęła mnie Wenecja, zaskoczył Pałac Kotów, zaintrygował wędrowny teatr, zniesmaczył z lekka Tadeusz, który na starość stał się okropną "kluchą", choć jego portret psychologiczny oraz głęboka analiza postaci zdecydowanie zasługują na uznanie. Jest w tym debiucie coś przewrotnego. Choć z jednej strony zdawałam sobie sprawę, że opowieści Tadeusza snute są tylko dla zwrócenia uwagi chłopaka, w pewnym momencie nie wiedziałam już, kiedy mówi prawdę, a kiedy kłamie. Był taki moment, gdy pomyślałam sobie, że może wszystko to, o czym przez cały czas myślał, a do czego dostęp miałam jedynie ja - jako czytelnik jego myśli - to kłamstwa. A może oni wszyscy w tej historii udawali? Kto tu odstawiał teatr tak naprawdę?
Miły debiut pana Marcina. Zaczekam na więcej.

Łza i morze [Marcin Nowak Lubecki]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
 



_________________________________________________
tytuł: Łza i morze
autor: Marcin Nowak Lubecki
wydawnictwo:  W.A.B.
data wydania: 14-02-2014 r.
ISBN: 9788328008748
ilość stron: 288

Powiązane tytuły

8 komentarzy

  1. Nieznany tytuł, nieznany mi autor, ale bardzo zachęcające Twoje słowa, więc zapytam w bibliotece. Skoro to miły debiut, to dlaczego by nie spróbować poczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam. Ja tym czasem ciągle staram się odgadnąć, skąd taki, a nie inny tytuł powieści (i kto na to pozwolił), bo nijak mi nie pasuje do treści. Może Ty na coś wpadniesz, gdy skończysz czytać. Daj wtedy znać (:

      Usuń
  2. Seria "Archipelagi"?

    Na podstawie Twojej recenzji stwierdzam, że książki przypadłaby mi do gustu. Ogromnie pasjonują mnie historie o starości, o przemijaniu, o tym zwrotnym momencie w życiu każdego człowiek, kiedy ten uświadamia sobie, że śmierć to prawie już, że chyba nie warto czekać. Wydaje mi się co prawda, że w tej materii literackiej mistrzami są Japończycy (Głos góry, czy Śpiące piękności Kawabaty oraz Dziennik szalonego starca Tanizakiego to w moim odczuciu prawdziwa arcydzieła), ale bardzo ciekawi mnie co na temat odchodzenia ma do powiedzenia polski autor. Czekam cierpliwie aż pozycja pojawi się w Składnicy Taniej Książki, albo będzie dostępna w jakieś ciekawej promocji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ani autorze, ale po Twojej recenzji widzę, że jest warta uwagi :) Przyznam się szczerze, że do przeczytania najbardziej skłania mnie miejsce akcji - Wenecja :) Książka, która przychodzi mi teraz na myśl i także opowiada o staruszku, który ucieka z domowych pieleszy to "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" - tylko, że stulatka należy czytać z przymrużeniem oka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ten "Stulatek..." to powieść, którą chcę przeczytać ze względu na tytuł. Nieważne o czym ona jest! (:

      Usuń
  4. Książkę bardzo dobrze się czyta!
    Czy Tadeusz stał się na starość"kluchą"? Trudno mi wydać takie jednoznaczne osądy. Tak to chyba na starość bywa i fakt ten w sposób bardzo uniwersalny książka ukazuje.
    Autor często puszcza oczko do czytelnika - np. postać Niko, która jak wiemy została jednym z filarów The Velvet Underground. Świetna mowa tow. Wiesława... no i kolejne "śmierci" Tadeusza wraz z towarzyszącymi im notkami prasowymi. Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że przy pierwszej "śmierci" i notce naprawdę sądziłam, że oto właśnie widzę koniec Tadeusza.
      Ale nic, co w tej książce zostało zawarte, nie przebije głębokich rozważań Prezesa Związku Literatów nad potencjalną koniecznością udostępnienia swojego odbytu, czego przecież zaprzestał wraz z wydaniem swojej trzeciej książki, bo przecież stał się poważnym i szanowanym człowiekiem... (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: