Wełniaste Podejście do Literatury

Równi bogom - Isaac Asimov

9 lipca 2014 , ,

"Przeciw głupocie nawet bogowie na próżno walczą?" - Isaac Asimov

Ludzie - najbardziej rozwinięty gatunek istot żywych w znanym nam świecie. Kto o tym decyduje? Sami ludzie. Żaden inny gatunek tego twierdzenia jeszcze nie podważył (choć podobno koty zwierają szyki). Rozwój cywilizacyjny i postęp technologiczny sprawiły, że nie potrafimy już sobie wyobrazić codziennego życia bez elektryczności lub ciepłej wody w kranie. Spójrz, obok siebie masz telefon, przed sobą komputer, za oknem przejeżdżają samochody, etc, etc. Zdając sobie sprawę ze swojego uzależnienia od energii, ludzie dostrzegli potrzebę ochrony zasobów, które dają im tę dobroczynną siłę napędzającą całe ich życie. Szukają więc rozwiązań zastępujących obecne źródła energii, stale rozwijając alternatywne sposoby jej pozyskiwania. Kiedy Isaac Asimov pisał "Równych bogom", ludzkość zaczynała dostrzegać problem kryzysu energetycznego.

Powieść napisana w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, przeżyła swoją epokę i pewnie jeszcze długo będzie aktualna. Asimov postawił obywateli Ziemi przed niezwykłym wydarzeniem. W XXI wieku zupełnym przypadkiem dokonano wielkiego odkrycia, którego natury do końca nie rozumiał nawet sam jego odkrywca, dr Hallam. Obca cywilizacja zainicjowała kontakt. Doszło do wymiany materii pomiędzy naszym wszechświatem i jemu równoległym, a różnica w rządzących nimi prawach fizyki umożliwiła korzystną wymianę dla obu stron. Doktor Hallam został nazwany ojcem wykorzystującej zaobserwowane zjawisko Pompy Elektronowej, czyli rezerwuaru niekończącej się i zupełnie darmowej energii płynącej od cywilizacji z wszechświata równoległego. Stał się tym samym najznamienitszym naukowcem na świecie. Ludzie wielbili podarowane im za darmo źródło energii do tego stopnia, że stali się ślepi na inne głosy badające jego możliwości, a co za tym idzie również niekoniecznie pozytywne efekty uboczne. I więcej o fabule nie ma sensu pisać, bo to jest punkt wyjścia dla wydarzeń i zarazem ich główna oś.

Historia podzielona jest na trzy niezależne od siebie części. Dwie z nich - pierwsza i trzecia - to typowe sztywne SF ze sporą dawką fizyki, jednak druga część to fantastyka. Niespieszny rozwój wydarzeń poznajemy zatem kolejno poprzez spojrzenie na wymianę energii z perspektywy: ludzi, cywilizacji z wszechświata równoległego oraz ludzi lunarnych, czyli Ziemian zamieszkujących Księżyc. Przyznać trzeba, że autor zbudował całkiem interesujące światy zarówno paraludzi, jak i ten księżycowy, choć nie da się ukryć, że największą kreatywnością wykazał się w części drugiej. Można się wręcz pokusić o stwierdzenie, że główny wątek zostaje zepchnięty na zupełnie daleki plan, a autor cały ciężar zainteresowania czytelnika przenosi na wykreowany przez niego od podstaw wszechświat równoległy.

Dzięki powieści coraz bliżej mi do potwierdzenia moich podejrzeń, że jednak bardziej wciąga mnie fantastyka niż klasyczne science-fiction. Z trzech części powieści najbardziej przypadła mi do gustu druga, w której Asimov zaprasza nas w niezwykły wymiar alternatywnej cywilizacji. Ów świat zamieszkiwały inteligentne istoty dzielące się na Twardych i Miękkich. Stworzony przez nie system społeczny opierał się na istnieniu triad, czyli związków trzech istot: racjonała, emocjonała i rodzica. W mojej wyobraźni istoty tworzące triady były czymś na kształt białych, na wpół przeźroczystych ameb przepełnionych niezwykle jasnym światłem. Zafascynowała mnie rzeczywistość obcych i zaimponował mi sam autor. Zaprezentował czytelnikowi całkowicie nową cywilizację, szczegółowo opisując jej zwyczaje, tchnął w nią pełnię życia. A ja, jako czytelnik, zachwyciłam się tym światem. Nie mniejszą wyobraźnią Asimov wykazał się opisując Świat lunarny, choć zastanawiam się ciągle - a ta wątpliwość wynika raczej z rozwiązania fabularnego - jak autor wyobrażał sobie życie na Ziemi bez oddziałującego na nią Księżyca...

Spoglądając na całokształt powieści, sądzę, że Asimov napisał nieco gorzkawą historię, w której dostrzec można prawdę o tym, ile człowiek jest w stanie zrobić, aby jego władza pozostała niezachwiana, a jego słowa nie zostały podważone. Bezczelna pewność siebie, która uniemożliwia rozwój badań, a tym samym nieskrępowany rozwój ludzkiej wiedzy. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze urażone ludzkie ambicje, duma i szaleńcza niemal chęć udowodnienia własnych racji. Resztę słów dopasowałam już sobie sama. Arogancja, pycha, głupota. Człowiek współczesny, proszę Państwa. Równy bogom. Może niemal wszystko. Niestety.

Tak, człowiek jest najbardziej rozwiniętym umysłem na Ziemi. Obdarzony inteligencją, obdarzony intelektem (bo dla mnie to odrębne pojęcia) i jego emocjonalną stroną, góruje nad pozostałymi gatunkami. Jednocześnie człowiek jest często zadufany w sobie. A ta zbytnia pewność siebie, wiara we własne możliwości, tępe brnięcie w raz obranym kierunku myślenia, ignorowanie zdania innych i przekonanie, że może się wszystko, jest prostą drogą ku zagładzie. Bo człowiek równy bogom nie jest. Najbardziej rozwinięty gatunek na Ziemi sam siebie kiedyś unicestwi. Ci mniej rozwinięci mieszkańcy naszej planety będą mu za to zapewne bardzo wdzięczni, o ile nas przeżyją.

(z dedykacją dla fizyki z ludzką twarzą, fioletowego Q )


_______________________________________________________
tytuł: Równi bogom (The Gods Themselves)
autor: Isaac Asimov
tłumaczenie: Krzysztof Bednarek
wydawnictwo: ALBATROS
data wydania: czerwiec 2012 r.
ISBN: 978-83-7659-544-3
ilość stron: 400

Powiązane tytuły

17 komentarzy

  1. Czytałam tę książkę!!! :) I też najbardziej spodobała mi się koncepcja Twardych i Miękkich. Niestety tej ostatniej części, nie bardzo mogłam zrozumieć, nie umiałam jej dopasować. Wtedy pomyślałam, że mam za mały rozumek, żeby po prostu pojąć taką literaturę, że moja wyobraźnia nie sięga tak daleko. Albo może zbyt szybko chciałam przeskoczyć tę lekturę i zacząć coś nowego? W każdym bądź razie, czytając miałam wciąż poczucie niedosytu, jakby mi czegoś brakowało, chociaż zupełnie nie umiałam nazwać czego mi brak? Za ogromne wrażenie zrobiły na mnie przedstawione światy jak odzwierciedlenie struktur społecznych i pojęcie zadufania w sobie człowieka, jako jednostki społecznej. O ludziach miałam podobne refleksje do Twoich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, od razu mały rozumek. Trzecia część była przepełniona oddziaływaniami, fizyką, Wszechświatem-Kosmicznym Jajem, planami odlotu Księżyca i przy jej czytaniu sama wyszłam na intuicjonistkę. "Wiem o co chodzi, ale nie wiem, jak to wyjaśnić". I faktycznie mogła zmęczyć osobę, która aż tak ścisłym umysłem nie jest.

      Usuń
    2. Właśnie, niestety nie jestem umysłem ścisłym. Humanistycznym też w zasadzie nie. Raczej takim po środku. Pewnie dlatego ciągnie mnie do czytania s-f, ale często się gubię i nie zawsze wszystko rozumiem, zwłaszcza kiedy autor sięga mocno w fizykę (ta od zawsze była dla mnie czarną magią i wrogiem). I chyba dlatego przerosła mnie ta część o Księżycu. Ale w planach mam kolejne książki tego autora,może będą napisane prostszym językiem, albo może już coś więcej wiem (bo ciągle się uczę czegoś nowego, jak każdy) i lepiej je zrozumiem :)

      Usuń
  2. Uwielbiam starą fantastykę. Mam tę książkę, w starym wydaniu, chyba wydawnictwa Iskry. Nie wiem jakie jest Twoje wydanie, gdyż nie wyświetla mi się okładka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje jest z Albatrosa. A co do niewyświetlania przez bloggera w poście okładki to F5 (:

      Usuń
  3. Ciekawy temat, jednak nie sądzę by książka trafiła w mój gust. Science-fiction to kompletnie nie moja bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hah, a u mnie na odwrót: najbardziej podobały mi się części pierwsza i druga. :) Lubię bohaterów Asimova - są różnorodni, pełni pasji i niedoskonałości, wszyscy ci wytrwali śledczy i szaleni naukowcy - dużo bardziej to do mnie przemawia niż Amebowcy. xD (tak, pisałam o tym gdzieś kiedyś u siebie - dla mnie Miękcy to Amebowcy z "Atomówek", nic nie poradzę :P ). No i okrutnie podobał mi się sam problem nawiązania kontaktu ludzi z para-ludźmi.
    Świetna książka, nie wyobrażam sobie innej oceny^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * pierwsza i trzecia, ofkoz ;)

      Usuń
    2. Mi też Miękcy kojarzyli się z amebą - tylko, że z tym żyjątkiem, bo ja straszną miłośniczką nauk biologicznych jestem :)

      Usuń
    3. Amebowcy z Atomówek, doskonałe - choć zbyt zielonkawe. No i te kapelusze... ;p

      Usuń
  5. Ha, Asimova znam dość dobre. Jako młodzieniaszek czytałem jego "Koniec wieczności" i książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Przygotowując się do matury przerobiłem zbiór opowiadań "Ja, robot". Na studiach poznałem także cały cykl "Fundacji" oraz 3 tomy serii "Roboty". Facet ma naprawdę niezwykły intelekt oraz fantastyczną wyobraźnię. Nie dziwię się, że czytelnicy wręcz przymuszali go to pisania kolejnych dzieł. "Równi bogom" sprawiają wrażenie równie intrygującej lektury. Na podstawie dzieł, z którymi miałem styczność, odniosłem wrażenie, że Asimov raczej niechętnie podchodził do kreowania zupełnie nowych istot, diametralnie obcych cywilizacji, dlatego ogromnie jestem ciekaw jak mu to wyszło w prezentowanej przez Ciebie książce :)

    P.S. Co do kotów, to nie rządzą one światem, ale czynią to chyba wyłącznie z litości. Żeby się o tym przekonać, serdecznie polecam sięgnąć po genialne dzieło Sōseki Natsume pt. "Jestem kotem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam jeszcze dokładnie twórczości Asimova, a cykl "Fundacja" zostawiłam sobie na jesień/zimę. Jedno, co wiem to to, że w "Równych..." wykreował zarówno nową rzeczywistość jak i zamieszkujące ją istoty. Może zatem chciał sprawdzić, czy potrafi? (:

      Usuń
    2. "Fundacja" jeszcze przede mną, ale mogę powiedzieć dwie rzeczy:
      1) Obce istoty z "Równych bogom" są bardzo obce, bardzo ciekawe i no... nie spotkałam się nigdzie indziej z czymś takim
      2) Serię o robotach trzeba skończyć! Nie zostawia się R. Daneela ot tak, w połowie! >:(

      Usuń
  6. Znam tylko nazwisko autora, niestety. Przyznam się, że żadnych książek Asimova nie poznałam do tej pory, ale zazdroszczę mu po cichutku takiej wyobraźni i inteligencji....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego zazdrościć po cichutku, trzeba wziąć i przeczytać... i wtedy zazdrościć jawnie i z dumą ;)

      Usuń
  7. Niedawno czytałam właśnie tę książkę Asimowa i muszę przyznać, że zrobiła na mnie pozytywne wrażenie:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech.. Nie dla mnie. Doskonale wiem, że człowiek równy Bogu (bo wielu bogów nie ma) nie będzie, więc po samym tytule jestem zniechęcona.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: