Wełniaste Podejście do Literatury

Poniedziałkowe dzieci - Patti Smith

15 sierpnia 2014 , , ,

"Jesus died for somebody's sins, but not mine" - Patti Smith ("Gloria") 

Tymi słowami Patti rozpoczyna swoją wersję VanMorrisonowskiej "Glorii". Myślę, że te słowa - choć stanowiły deklarację buntu i zerwania z wpajaną jej od dziecka religijnością - są również wyrazem niezwykłej pewności siebie. Bo Patti, choć w żaden sposób nie mogła przecież zajrzeć w lustro przyszłości, była kilku rzeczy w życiu pewna: że ma talent, że chce być i zostanie artystką, że cokolwiek by się nie działo, ona osiągnie swój cel bez względu na środki. Prekursorska feministycznego i intelektualnego oblicza punk rocka, poetka, dziennikarka, fotograf, przez chwilę nawet aktorka. Udało jej się.

"Poniedziałkowe dzieci" nie są jednak autobiografią autorki. Tak naprawdę jest to historia pewnej znajomości, historia intrygującego człowieka oraz niezwykłej kobiety. To nie tyle długi list miłosny, co szczegółowo rozpamiętujący wspólną przeszłość list pożegnalny. Historia, którą Patti Smith obiecała napisać, a o którą poprosił umierający Robert Mapplethorpe, bo to on właśnie jest jej głównym bohaterem. I chociaż nie potrafiła mu czytać w myślach, znała go na tyle dobrze, by wyrysować dokładny kontur sylwetki i wypełnić go brzmiącymi niezwykle autentycznie kolorami słów.

"Bycie artystą oznacza widzieć to, czego nie widzą inni"[s.19].

Oboje urodzeni w poniedziałek, oboje idący pod prąd, oboje pragnący rozwoju osobowości poprzez sztukę, oboje nieustannie poszukujący. Gdy Patti podjęła decyzję o porzuceniu pracy w fabryce nakrętek i wyruszeniu na ulice Nowego Jorku w poszukiwaniu swej życiowej drogi, powołania, zabrała ze sobą jedną małą walizkę i serce pełne nadziei. Bywało, że głodowała, spała na ulicy. Przypadkowe spotkanie z Robertem sprawiło, że ich losy zostały złączone już na zawsze. Szli więc ramię w ramię, jako para, albo jako nie-para, jako dwójka przyjaciół, nigdy wrogów. Jako dwie bratnie dusze. Inspirowali się wzajemnie, opiekowali sobą, byli dla siebie rodzicami/kochankami/rodzeństwem/przyjaciółmi. Wszystkim. On - fotograf, dla którego Patti była muzą, którego wizja artystyczna niejednokrotnie wzbudzała konsternację w widzu, a prace uznawane były za przynajmniej kontrowersyjne. Ona - artystka, poetka, której Robert pomagał odnaleźć odpowiedni dla jej wizji środek wyrazu. Rysowała, pisała, śpiewała. 

Jeżeli jednak oczekujecie ckliwej opowieści o jednej takiej miłości, będziecie mocno rozczarowani.

To nie jest zwykła opowieść o romansie i związku, bo przecież związki istnieją, rozpadają się, łączą ponownie, magicznie płoną, często się potem spalając, a ich popioły z czasem rozwiewa na cztery strony świata chłodny wiatr. Czytelnik otrzymuje opis niewiarygodnej siły przyjaźni, która połączyła dwie osoby. Ich wzajemnej relacji, która ewidentnie była o wiele silniejsza niż miłość. Choć ich życie toczyło się raz bliżej, a raz dalej od siebie, zawsze mogli na siebie liczyć, byli sobie zupełnie i bezgranicznie oddani, pełni poświęcenia. Jakby czuli wzajemnie, że gdyby nie to drugie, nie było by tak naprawę tego pierwszego. 

Jednak poza głównymi bohaterami opowieści warto przyjrzeć się uważniej pewnemu miejscu. Bo to właśnie za sprawą hotelu Chelsea - osobliwego przyczółku sztuki, przechowalni tych znanych, jak i zupełnie anonimowych, ubogich artystów - oraz tętniących alternatywą klubom, można przyjrzeć się z bliska artystycznemu światu Nowego Jorku z przełomu lat 60-tych i 70-tych. Przeczytać o znanych ludziach sztuki, jak Ginsberg, Warhol, Hendrix, Joplin czy Berrigan, przyjrzeć się niezależnej scenie artystycznej, która skupiała muzyków, plastyków, poetów, aktorów, dramaturgów. Swoistej amerykańskiej bohemie. Jedni z nich osiągnęli wszystko, inni umierali, do końca próbując pochwycić marzenie.

"Wielu nie dotrwało. Candy Darling zmarła na raka. Tinkerbelle i Andrea Whips odebrały sobie życie. Inni padli ofiarą narkotyków i pecha. Polegli, mając upragnione gwiazdorstwo prawie w zasięgu ręki. Zbrukane gwiazdy spadające z nieba"[s.204].

Styl pisania Patti Smith to coś, w czym rozsmakowałam się do reszty. Pewnego rodzaju gawędziarstwo, prostota myśli, a przy tym niemal zapierająca dech w piersi poetyka słów, liryczność strof urzekały na tyle, że zapominałam zupełnie, że to biografia, że z pewnością część przemyśleń Roberta Mapplethorpe'a to jedynie domysły autorki. Nie powinnam być zaskoczona, skoro sięgam po prozę pisaną ręką poetki, prawda? I choć "Poniedziałkowe dzieci" znalazły się na mojej półce przez zupełny przypadek, chociaż długie miesiące mój wzrok po nich przemykał bez większego zainteresowania (auto i biografia w jednym), choć do końca nie wiem, dlaczego w końcu po nie sięgnęłam, cieszę się, że do tego doszło. Bo lektura tej książki była prawdziwą ucztą.


"A więc ostatni raz widziałam go takiego samego jak za pierwszym razem. Śpiący młodzieniec skąpany w świetle, który otworzył oczy i uśmiechnął się, rozpoznając kogoś, kto nigdy nie był nieznajomy"[s.267].

Chapeau bas, pani Smith, chapeau bas.

Dla ciekawskich:

* Galerię prac Roberta Mapplethorpe'a znajdziecie tutaj - klik!
* Jeśli po przeczytaniu tego tekstu przeszła Ci przez głowę myśl, że nie masz pojęcia, o kim Wełniaste... właściwie pisze, zapraszam do sprawdzenia czy czasem ta piosenka - klik! - nie będzie brzmieć choć trochę znajomo (:
* (i poszła sobie, nucąc inną, "Free Money").

 Poniedziałkowe dzieci [Patti Smith]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Poniedziałkowe dzieci [Patti Smith]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE








 

_________________________________________
tytuł: Poniedziałkowe dzieci (Just kids)
autor: Patti Smith
tłumaczenie: Robert Sudół
wyd.: CZARNE
ISBN: 978-83-7536-446-0
data wydania: 19-09-2012 r.
ilość stron: 296

Powiązane tytuły

17 komentarzy

  1. Świetnie, że polecasz, bo mam ją na czytniku i bardzo jestem ciekawa opowieści pani Smith :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czekam na opis Karolionowych Wrażeń (:

      Usuń
    2. Dzięki :) Nie wiem kiedy wcisnę w kolejkę, ale przeczytam na pewno.

      Usuń
  2. Kiedy sięgałam po "Poniedziałkowe dzieci" miałam pewne obawy, bo choć lubię książki o muzykach, ta jest pisana przez kogoś, kto zasłynął ze swoich utworów muzycznych. Jednak, kiedy się przeczyta tę książkę, widać że Patti ma sporo do powiedzenia i to nie tylko o Robercie Mapplethropie, ale też o czasach i miejscach w których żyli. Czytałam też "Obłokobujanie" Smith, ale to już zupełnie inna para kaloszy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Obłokobujanie" też chyba sobie przeczytam. Z ciekawości do prozy poetyckiej.

      Usuń
  3. Ha, ja już dawno rozsmakowałem się w czytaniu Twoich recenzji. Ta również jest wyborna. Cenię sobie literaturę poświęconą wyrzutkom, outsiderom, ludziom, którzy egzystują poza społecznym nawiasem, którzy w nosie mają utarte zwyczaje, wyświechtane normy. Z tego powodu zakładam, że "Poniedziałkowe dzieci" powinny przypaść mi do gustu. Będę się za nimi rozglądać, a nuż uda mi się upolować je w jakieś atrakcyjnej cenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy "Poniedziałkowych dzieciach" miałam zabawny kontrast, bo jednocześnie zaczęłam czytać "...będzie gorzej". Tam też są buntownicy, jednak już zupełnie innej kategorii.

      Usuń
  4. Piszesz lepiej ode mnie. To fakt. Nigdy nie będę taka dobra, jak Ty w skrobaniu recenzji. Bo czuję się zachęcona do przeczytania tej książki, chociaż na co dzień nie czytam takich rzeczy. Dziękuję i pozdrawiam :)
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dziękuję bardzo.
      Z mojej strony wygląda to tak, że po prostu piszę. Fakt, że komuś się to podoba jest dla mnie niezwykle budujący (:
      A co do Twojego "nigdy": też czytam teksty osób, o których myślę, że są tak doskonali, że nie wyobrażam sobie nawet zbliżenia się do ich umiejętności. Chyba każdy piszący rozwija siebie i swój warsztat w trakcie tworzenia kolejnych tekstów. Więc nigdy nie pisz "nigdy" (:

      Usuń
    2. Piszesz świetnie, bardzo tu ładnie i ciekawie :)I chyba już tu kiedyś byłam, ale teraz zostanę na dłużej :D

      Usuń
    3. Będzie mi bardzo miło (:

      Usuń
  5. "Poniedziałkowe dzieci" są na mojej liście razem z "Obłokobujaniem", na obie mam wielką ochotę, ale kolejka jest długa, ócz tylko dwoje, więc czekają, czekają... A potem przychodzi taka przekonująca blogerka i mi kolejkę rozwala ;) Smith przeskakuje o kilka miejsc do przodu :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczerze mówiąc już sam tytuł mnie bardzo zaciekawił, a po przeczytaniu recenzji już zupełnie czuję się kupiona ;)
    A tak na marginesie - świetna piosenka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest wzbogacona o zdjęcia i fragmenty rękopisów wierszy. Mnie jednak bardzo podobały się chwile, gdy autorka opowiadała o historii powstania któregoś ze swych tekstów. Potem słucha się niby tylko piosenki, a jednak już nie tylko.

      Usuń
  7. Ten tytuł mam na deser:) Już zacieram ręce:) Bo oczywiście mam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że też Ci się spodoba i będziesz zadowolona (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: