Wełniaste Podejście do Literatury

Ptaki Wierchowiny - Ádám Bodor

1 sierpnia 2014 , , ,

"Odszedł więc mój stary, odszedł Anatol Korkodus. Został po nim tylko pełny talerz. Z resztek, ze sterczących, ostrych kawałków zorientowałem się, że zjadł świnki morskie niemal niepogryzione, razem z kośćmi." - Ádám Bodor

Jabłońska Polana na Wierchowinie jest zapomnianym miejscem gdzieś na końcu świata. Tak o niej mówi jeden z bohaterów powieści. Nie potrafię powiedzieć, gdzie ten koniec świata może być, bo wygląda na to, że opisywane miejsce jest fikcyjne. Podobnie jak cała otaczająca je przestrzeń łąki paltyńskiej i pasma gór Medwaya, jak mająca w nich źródło rzeka Jabłonka, jak tryskające gorącą wodą źródła termalne, w tym jedno z zanurzonym w nim niebieskim prosiakiem. W całości.

W Jabłońskiej Polanie mało kto mieszka. Tuzin ludzi, może dwa. Nie więcej. Jest podupadający zakład fryzjerski, stary szpitalik, jest gospoda pod Dwiema Ladacznicami, są nawet dwie ladacznice. Kiedyś zapewne młode. Prawie nikt tu nie mówi po węgiersku, co jest przykre, bo panienka Klara Bursen bardzo lubi, gdy jej się czyta w tym języku. Czeka na swojego wywróżonego węgierskiego oficera, który ma przybyć i ją kochać, i w związku z tym panienka chce się dla niego nauczyć języka.

Cała osada utrzymuje się ze sprzedaży wody ze źródeł termalnych, którymi Jabłońską Polanę pobłogosławiła przybyła z Niemego Lasu Matka Trójnoga. W miejscu objawienia się postawiono ku jej pamięci pomnik, zaś w dniu jej święta mieszkańcy oddają Matce Trójnogiej cześć poprzez włożenie połówki śliwki między uda pierwszej i drugiej nogi oraz drugiej połówki śliwki między uda nogi drugiej i trzeciej. Historię Jabłońskiej Polany, a także zniknięcia w niejasnych okolicznościach brygadiera brygady do spraw wodnych Anatola Korkodusa opowiada czytelnikowi Adam, jego przybrany syn.

Sposób pisania Ádáma Bodora to spokojna i harmonijna narracja prowadzona przez bohatera, który jest już pogodzony z wydarzeniami. W jego słowach nie wyczuwa się złości, raczej rezygnację. Bodor pisze w sposób prosty, a jednocześnie język powieści nie jest pozbawiony pewnej finezji. Realizm magiczny dodatkowo nadaje całości lekko onirycznego smaku. Autor stosuje w swej narracji elipsę - pozostawia miejsce w treści, które czytelnik powinien sobie uzupełnić sam za pomocą domysłu czy też dalszego kontekstu. Jest to opowieść wypełniona harmonią, którą w pełni można usłyszeć, jeżeli w czasie czytania odetniemy się zupełnie od bodźców zewnętrznych i pozwolimy ponieść się jej melodii. W trakcie lektury "Ptaków Wierchowiny" przypomniały mi się moje pierwsze zachwyty odrealnioną twórczością G.G. Márqueza. Zaś sposób zupełnego ignorowania opisów postaci, a w zamian za to podkreślania i powtarzania wielokrotnie pewnej ich konkretnej cechy, to znów szalona podróż przez twórczość Camila José Celi. 

"Ptaki Wierchowiny" noszą podtytuł "Wariacje na temat dni ostatnich". Z rozległą przestrzenią łąk, źródeł termalnych, Niemego Lasu i pasma górskiego kontrastuje mała, ściśnięta wręcz osada, która przypomina żywy skansen, choć wydarzenia opisane w powieści dzieją się współcześnie. Ludzie żyją odcięci od świata, telefon milczy głucho, na Wierchowinę nie dojeżdża już  żaden pociąg, ptaki dawno odleciały, a woda zdaje się być zanieczyszczona. Nietypowe, niemal nierealne zjawiska, które się tam dzieją, dla bohaterów powieści nie są niczym niezwykłym. I choć pierwszą moją myślą było powiązanie podtytułu ze zniknięciem Anatola, wydaje się, że również Jabłońska Polana przeżywa swoje ostatnie dni. Nie można nie dostrzec wszechobecnego braku poczucia sensu, rozkładu, ludzkiego strachu przed obcymi - tymi z zewnątrz, którzy niosą ze sobą śmierć, złe wieści, a z całą pewnością jakąś zmianę, a także przed władzą, która nic nigdy nie wyjaśnia, oczami szpiegów nieustannie obserwuje to Jabłońskie życie, a pod osłoną nocy zabiera ludzi. 

"Ptaki..." to w gruncie rzeczy napisana z delikatnym humorem i okraszona realizmem magicznym smutna opowieść o znikaniu z mapy świata pewnej fikcyjnej osady. Nie myliło mnie przeczucie, gdy wybrałam tę opowieść do lipcowego "Co w księgarni zabeczy...". Nie rozczarowałam się, a wręcz oczarowałam i chętnie poznam wcześniejszą twórczość Ádáma Bodora.

"Czekamy, a nuż ktoś tu się zjawi. A nuż zjawią się ci, którzy porwali Anatola Korkodusa. Wagabuna o wielkich stopach i końskiej twarzy, który chciał otworzyć nieczynne kopalnie, lub prokurator Damasskin Nikolsky, który z krytej przyczepy wypuścił na łąkę paltyńską sześć par szakalolisów. Albo ktoś inny. Kto przyjdzie i powie, po co tu jesteśmy. A może nikt już tutaj nie przyjdzie"[s.201].

Ptaki Wierchowiny. Wariacje na temat dni ostatnich [Ádám Bodor]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarne.




________________________________________
tytuł: Ptaki wierchowiny (Verhovina madarai)
autor: Ádám Bodor 
tłumaczenie: Elżbieta Cygielska-Guttman
wydawnictwo: CZARNE
data wydania: 09-07-2014 r.
ISBN: 978-83-7536-817-8
ilość stron: 240

Powiązane tytuły

17 komentarzy

  1. Pięknie napisane, zamarzyła mi się Jabłońska Polana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez juz w oblokach;) A raczej w trawie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ważne gdzie. Pytanie, czy masz ze sobą jakąś książkę (:

      Usuń
  3. Coś mi się wydaję, że to idealna lektura na ciepły, letni wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem. Ale nada się również do czytania przy kominku, gdy za oknem trzaskać będzie mróz.

      Usuń
  4. Dawno nie czytałam książki z elementem realizmu magicznego. Piękna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam realizm magiczny do tego stopnia, że widzę go nawet tam, gdzie go nie ma (:

      Usuń
  5. książka raczej nie dla mnie, bo magia (nawet w wydaniu realizmu magicznego) chyba by do mnie nie przemówiła, ale czarnego to zazdroszczę bardzobardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie realistyczna Asiu, a ja zazdroszczę Ci Literackiego i MAGa. Bardzobardzo ;p

      Usuń
    2. realistyczna? może w przypływie gotówki się skuszę :)
      a Literackie to faktycznie perełka :3

      Usuń
  6. O rany, jestem pod wrażeniem Twojego łowieckiego instynktu! Książka sprawia wrażenie niezwykłej lektury, po którą grzechem byłoby nie sięgnąć. Ujęła mnie przede wszystkim Matka Trójnoga - chciałbym ją bliżej poznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mam nadzieję, że mi się ten instynkt nigdy nie stępi (:

      Usuń
  7. Realizm magiczny jest świetny, jednak Marquez w ogóle do mnie nie trafił. Nie przebrnęłam przez Sto lat samotności. Może dać mu drugą szansę? Czy może najpierw Bodora, skoro kusisz?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dać mu szansę, ewentualnie próbować czegoś innego niż "Sto lat samotności", a oprócz tego przeczytać Bodora.
      Skoro kuszę to na całego (:

      Usuń
  8. Bardzo fajny blog, obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: