Wełniaste Podejście do Literatury

Matthew Kneale: Anglicy na pokładzie

4 października 2014 ,


Głos 22: 
Obserwator Justyna, wrzesień-październik 2014 r.

Mówi się, że kobieta na pokładzie statku przynosi pecha. Jednak po tym wszystkim, czego doświadczyłam w czasie morskiej podróży na deskach Sincerity, ośmielę się stwierdzić, że o wiele gorszym nieszczęściem dla załogi było wzięcie sobie na pasażerów Anglików. A zwłaszcza takich, którzy wyruszali drogą morską na sam kraniec świata, by w odległej Tasmanii odnaleźć biblijny Eden. Cóż. Mieliśmy jednak wiek XIX - czas podbojów kolonialnych, odkrywania, zdobywania, oswajania, toteż nie było w tym nic szczególnego. Zwłaszcza, że kto inny za to płacił. Mnie zabrano w charakterze obserwatora. Obserwowałam więc.


Bliższe poznanie Kapitana statku i jego załogi (cwaniaczków z wyspy Man) szybko pozwoliło mi zrozumieć, że podróż do Tasmanii miała na celu ucieczkę przed celnikami Jej Królewskiej Mości, których uwagę przykuł pewien incydent ze świnią na pokładzie. Pod pokładem zdawało się kryć tyle kontrabandy, że aż dziw brał, że jeszcze dawaliśmy radę płynąć. Na pokładzie gościło też trzech Anglików - osobliwa banda. Nawiedzony Pastor, święcie przekonany o swojej racji co do położenia boskiego Raju, na wiarę jedyną i właściwą próbował nawrócić nawet popychające nas do celu żagle. Nieomylny, doskonały, pewny siebie, wprost rozmiłowany w wytykaniu błędów i niedoskonałości innym. Rzecz by można - Palec Boży. Drugim był rudobrody chirurg. Dla niego cel wyprawy wydawał się nie mieć znaczenia. Liczyło się jedynie zdobycie "okazów", zbadanie "czarnych", stworzenie swego wielkiego dzieła o wyższości jednych ras nad innymi. "Przeznaczenie narodów" - katechizm dla rasistów. I jeszcze ten trzeci. Botanik, który miał pomóc rozpoznać faunę i florę rajskiego ogrodu. Senny, znudzony, jakby zupełnie nie we właściwym miejscu. Ich wszystkich właśnie wiatr pchał ku tym samym ziemiom. A mnie razem z nimi.

Przyznam, że z ciekawością wyczekiwałam chwili, gdy będę mogła bliżej przyjrzeć się rdzennym mieszkańcom Tasmanii, Aborygenom. Jakież było zatem moje rozczarowanie, gdy wsłuchując się w kolejne historie świadków odkrywałam, że szans na to nie będę miała właściwie żadnych. A zawdzięczać to mogę swoim, białym, którzy tocząc z tubylcami krwawe wojny, przejmowali ich ziemie, dziesiątkowali ich populację, a z ocalałych robili niewolników. Z czasem wymyślili sobie, że tym biednym stworzeniom - czymś między zwierzęciem a człowiekiem! - należy pomóc. Pokazać właściwą drogę. Nauczyć. Oświecić. UCYWILIZOWAĆ. Z pewnością przecież sami Aborygeni by tego pragnęli, gdyby tylko potrafili myśleć. Cywilizowali ich więc tak gorliwie, że niemal wszystkich wybili... Myślałam, że krew mnie zaleje, gdy słuchałam tych wszystkich ubolewań nad tym, co się wydarzyło. "Taka strata, taka strata", jęczała żona Gubernatora kolonii.



I o ile opowieści białych przyprawiały mnie o bezsilną złość, rozgoryczenie i zupełny brak zrozumienia dla motywów ich postępowania, o tyle opowieść poznanego półaborygena sprawiła, że zrobiło mi się potwornie wstyd. Wstyd za to, że współdzieliłam kolor skóry - ba, "rasę" - z tymi, którzy przypłynęli i zasiali w tej krainie tak ogromne zniszczenie. Ludzie "cywilizowani", ślepo brnący i utwierdzeni we własnym przekonaniu, że przecież biały równa się c z ł o w i e k prawdziwie oświecony. Zatem to on wie najlepiej, co będzie dobre dla dzikich. Bo przecież taki dziki jest gorszy i nie może tak sobie po prostu biegać po buszu nago, jak go Pan Bóg stworzył. Ale biały przyjdzie mu z pomocą. Biały nada sens istnienia. Biały uratuje... a w rezultacie unicestwi. Tak czy inaczej postęp zapanował, a Boże Królestwo na Ziemi powiększyło swój stan posiadania.



Droga powrotna opływała w tak tragiczne wydarzenia, że chyba tylko za sprawą Diabła (bo Bóg o nas dawno zapomniał) udało nam się w końcu wrócić. Siedzę teraz na jakimś kawałku pokładu z kolanami podciągniętymi pod brodę i obserwuję jak znikają ostatni bohaterowie opowieści. Wracają do swoich zajęć. Milknie tych 21 głosów, które zdawały mi do tej pory tak szczegółową relację. Został już tylko mój. Podsumowujący. Nie tak miała wyglądać ta podróż, mówiłam sobie na głos. Zupełnie nie tak. Miała być fascynującą przygodą, którą będzie się wspominać na starość z przyjemnością i tęsknotą. Tymczasem pod pokładem pozornej prostoty i lekkiego humoru odkryłam potężną kontrabandę gorzkiej krytyki człowieczeństwa i epoki kolonializmu, która była o tyle bolesna, że - bazując na faktycznych relacjach - cholernie prawdziwa.

Czytajcie. Warto.




Wełniaste myśli o innych powieściach autora:
Matthew Kneale - Rzymianami bendąc
Matthew Kneale - Drobne występki w czasach obfitości

_____________________________________________________________

tytuł: Anglicy na pokładzie (English Passengers)
autor: Matthew Kneale
tłumaczenie: 21 tłumaczy :)
wydawnictwo:  Wiatr od Morza - egzemplarz recenzencki
data wydania: 30 września 2014 r.
ISBN: 9788393665365
ilość stron: 528



Powiązane tytuły

35 komentarzy

  1. Mamy bardzo, bardzo podobne odczucia - też już napisałam notkę o "Anglikach..." :) A Ty to świetnie opisałaś, podoba mi się Twój pomysł, wyszła z tego świetna relacja. Czekam z niecierpliwością jaką następną godną książką poczęstuje nas Wiatr od morza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję (: Kiedyś przeczytałam, że świat byłby o wiele piękniejszy i szczęśliwszy bez ludzi. Czytając o wydarzeniach jak te opisane w "Anglikach...", ciężko się z tym nie zgodzić.

      Usuń
  2. Kapitalny pomysł na przedstawienie wrażeń z tej książki. Na razie czytałam tylko jej zapowiedzi i byłam pod wrażeniem decyzji o różnych tłumaczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję (: Pomysł na 21 tłumaczy wyraźnie podkreśla różnorodność bohaterów oraz ich relacji z wydarzeń.
      Pomysł, moim skromnym zdaniem, świetny.

      Usuń
  3. Niedawno pisałam o niej na swoim blogu. Zrobiła na mnie duże wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie jestem ciekawa tej książki! Uwielbiam takie klimaty, a w dodatku pomysł z 21 tłumaczami już zupełnie mnie pochłonął ;) I jeszcze Twoja recenzja, która całkowicie utwierdziła mnie w postanowieniu, że chcę poznać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, koniecznie przeczytaj (:

      Usuń
  5. Przejmujący temat. To okropne, gdy jeden człowiek uważa się za lepszego od innych tylko dlatego, że jest biały, czy też bardziej rozwinięty kulturowo. Czasem jak obserwuję relacje w prasie, gazetach, mam wrażenie, że nic się nie zmieniło chociaż mamy wiek XXI.
    A za pomysł na recenzję należy ci się nagroda. Genialne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś już w którymś tekście wspominałam, że nie przepadam za ludźmi jako gatunkiem. Zbyt duży niesmak we mnie potrafią wzbudzić (: I dziękuję za docenienie pomysłu. W nagrodę poproszę taką babeczkę z czekoladą w środku.
      Albo dwie.
      I pół.

      Usuń
  6. Tak czy siak chciałam przeczytać "Anglików", ale bardzo mi się podoba Twoja recenzja! Jeśli ktoś nie był przekonany, teraz na pewno sięgnie po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Cieszę się, że tym sposobem książka zyska kolejnego czytelnika (:

      Usuń
  7. Oj, u mnie też były emocje - olbrzymie zaskoczenie, bo niby tak na pół serio, niby śmichy chichy i świniaki na pokładzie, a tu ni stąd ni zowąd przesmutna opowieść o zniszczeniu jednej z ostatnich kolebek rdzennej cywilizacji... 21 głosów przekształciło się na końcu w ostatni przedśmiertny wrzask. Mocny kawał buka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Przeczytałabym sobie coś jeszcze tego autora.

      Usuń
  8. Zaglądam tu od kilku dni a już polubiłam Twoje wełniaste opowieści o książkach. Podczytuję Twoje wrażenia o lekturach, które i ja mam za sobą, ale dziś skusiłam się na zapoznanie z Twoimi wrażeniami z książki, po którą nie miałam zamiaru sięgnąć, do dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wełniaste opowieści o książkach", jak to ładnie brzmi!
      A ja podglądam, jak zapełniasz swoją stronę przeszłością i podczytuję sobie ukradkiem Twoje myśli. Funny (:

      Usuń
    2. Specjalnie użyłam takiego określenia, bo nie lubię oschłych recenzji, a w Twoim opowieściach jest książka i jest człowiek, który ją czytał. Może dlatego dobrze się tu czuję. :-)

      PS Przeczytałam "Uśpiony głos" i będę wyczekiwać Twoich wrażeń, bo napomknęłaś, że planujesz lekturę. Mnie chwyciła.
      Mocno.

      Usuń
    3. To tak miłe, że aż nie wiem, co napisać. Dziękuję.

      "Uśpiony głos" będzie musiał nieco zaczekać, bo Molina okazał się być gruby, drobiazgowo szczegółowy i wymagający dużej dozy uwagi.

      Usuń
    4. :-)

      "Uśpiony głos" literacko jest dość prosty, ale w tym chyba też tkwi jego moc. Czyta się dobrze (jeśli można tak powiedzieć w przypadku lektury poruszającej bolesne tematy), ale dreszczy emocjonalnych nie brakuje.

      Usuń
  9. Świetna recenzja. Przeczytałam z przyjemnością. Oczywiście ta książka - to wyzwanie, które chętnie podejmę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto podjąć. To taka książka, która zostaje w głowie.

      Usuń
  10. Czytałem niedawno "Republikę Piratów" Woodarda i mam ochotę na więcej, także ta książka na pewno pojawi się w mojej biblioteczce :D Bardzo zachęcająca recenzja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak przyglądałam się "Republice Piratów" ostatnio (kilka recenzji na odwiedzanych blogach). Jedna recenzja chwali fabułę i poleca, inna wytyka liczne merytoryczne błędy, aż miałam wrażenie, że wraz z ostatnim zdaniem recenzent książką rzucił. A potem znowu ciepłe słowa. Mieszkam nad morzem, statek od okrętu odróżnić potrafię, ale pewnie innego błędu technicznego wyłapać bym raczej nie potrafiła, czyli nie zwróciłabym zupełnie na to uwagi. To jest właśnie dla mnie piękno literatury - dwie osoby nigdy nie przeczytają tej samej książki (:

      Usuń
  11. Ahoj! Świetna recenzja, którą czytało mi się z prawdziwą przyjemnością. O "Anglikach na pokładzie" napisano już tyle dobrego, że chyba złożę wniosek do Mikołaja o tę właśnie lekturę. O kolonializmie, równie gorzko i ciekawie, pisał także Llosa w swoim "Marzeniu Celta".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki (: Złóż, złóż. Mikołaj - jeśli ten czerwononosy brodacz ceni dobrą literaturę - powinien dostarczyć Ci ją wcześniej!

      Usuń
  12. Pięknie o niej piszesz, tylko pogratulować. :) Mnogość głosów przyciągała mnie do tej książki, a teraz w sumie widzę, że to może być mnogość pozorna, dużo tu białych narratorów, a mniej tych rdzennych mieszkańców (odwrotne proporcje by mnie zachwyciły). Ale wszyscy tak chwalą "Anglików...", że kiedyś na pewno po nich sięgnę (jak już się pojawią w pobliskiej bibliotece). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie głośno mówiące głosy aborygeńskie są w tej powieści dwa - Peevay i Pagerly. Wynika to z faktu, że ta dwójka opanowała język angielski na tyle dobrze, by móc się porozumieć z kimkolwiek z "białch" (czy z obserwatorem;p) i opowiedzieć, co się działo.

      Usuń
  13. Wełniaste zachęciło mnie do tej książki. W tym miesiącu nie kupię, ale przed końcem roku postaram się, aby przynajmniej stanęła na półce ;)

    Te perły z muszelką są bombowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A obiecasz, że napiszesz potem o niej wierszem? :D

      Usuń
  14. "Mówi się, że kobieta na pokładzie statku przynosi pecha." Zastanawiam się więc, dlaczego tyle statków nosi damskie imiona... (przynajmniej w filmach!) ;)

    Pomysł na recenzję kapitalny. Zaintrygowałaś mnie. Oby więcej takich! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam w sieci taką informację, że w dawnych czasach marynarze personifikowali statek z kobietą, dlatego nadawano im żeńskie nazwy. Uważali także, że statek może być zazdrosny o obcą kobietę znajdującą się na pokładzie (baby...), w związku z czym okazałby swój gniew i stałoby się nieszczęście.

      Usuń
    2. Ciekawe. Nie pomyślałbym, że to właśnie tak "działało". :D

      Usuń
  15. Owco, props za recenzję! Lubię wiedzieć, że u ciebie się nie zawiodę :)
    Wiatr od Morza ma nieustannie dobre książki, muszę się wreszcie zaopatrzyć w kilka z nich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, nie to, że jakiś leśny ludek jestem, ale musiałam sprawdzić, co to ten props.... :D

      Usuń
    2. :D ostatnio też ktoś mi zwrócił uwagę za mój 'slang', chyba się muszę ogarnąć ;)

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: