Wełniaste Podejście do Literatury

Psia trawka - Raymond Queneau

19 października 2014 , ,

"Od chwili kiedy około piątej po południu przed Dworcem Północnym ujrzała przejechanego człowieka, pani Cloche trwała w zachwyceniu [s.46]." - Raymond Queneau

Usiadłam na piasku, plaża była niemal pusta, morze rozbijało fale o brzeg. Czasem zaskrzeczała przelatująca w oddali mewa. Spokój i wyciszenie. Otworzyłam książkę, zaczęłam czytać Queneau i całą tę harmonię szlag trafił. Dlaczego? Bo na początku był chaos. Bezimienne byty płaskie kręciły się i wierciły, zjawiały się i znikały niczym ruchliwe gołębie na okładce książki. Z tego chaosu wyłonił się jednak Obserwator, który po kilku latach codziennego przyglądania się, z tłumu sylwetek wyłowił jedną. Szczególny byt płaski, zaczynający nabierać na jego oczach kształtu. Obserwator podążył więc za bytem. I właśnie w ten sposób trafił na przedmieścia Paryża. Nie miał pojęcia, co go tam czeka...


Każda z postaci występująca w tej opowieści jest na początku jedynie konturem. Ten kontur wypełnia się z czasem, uzupełnia o szczegóły. Choć na wstępie nieco filozoficzna, powieść Queneau w dalszej części przechodzi w historię osadzoną na mocno napompowanej poduszce groteski obitej tkaniną w surrealistyczne groszki. W miasteczku Obonne do tej pory wiało nudą. Wszystkie twarze znane, wszystkie kąty obejrzane, nawet unoszący się w powietrzu zapach oleju do smażenia frytek ten sam co zwykle. Za sprawą pojawienia się obcych-wielkomiastowych oraz jednej plotki, którą nieudolnie przekazano lokalnej intrygantce, małe miasteczko popada w maniakalne wręcz knucie pomysłu na wydobycie wielkiego skarbu, który ukryty jest podobno za drzwiami. Absurdy gonią się nawzajem, sytuacja wydaje się wymykać spod kontroli, na dodatek w powietrzu wisi wojna francusko-etruska (a także jeden pies na sznurze od bielizny). Robi się "zdziwniej i zdziwniej", jak mawia Alicja. Chwytamy się za ręce i rzucamy razem w tę króliczą norę różnych niemożliwości. Skrupulatnie i szczegółowo przez autora zaplanowanych.
"Psia trawka" składa się z siedmiu rozdziałów; w każdym z nich jest 13 podrozdziałów. Być może jakiś umysł ścisły dostrzeże w tym znaczenie. Filozofa zainteresuje z pewnością niezwykła rozmowa dwóch osób, które rozprawiają o bycie i niebycie w platońskim stylu. Filolog będzie wypatrywał zabaw słowem, być może odnajdzie także pana cogito. Zaś czytelnik z dobrą pamięcią zwróci uwagę na zastosowanie pewnej kalki i zrobiwszy kilka kroków w tył, dostrzeże konkretną konstrukcję. Słowem każdy wynajdzie coś dla siebie. Autor przez lata tłumaczył reguły zastosowane w powieści sam, bo czytelnicy albo ich nie dostrzegali, albo zupełnie się nimi nie zainteresowali. Widzieli tylko absurdalnie zabawną historyjkę. A ja bawiłam się przy odkrywaniu zależności między podrozdziałami doskonale.

Nieustająco od 1960 roku aktywnie działa awangardowa grupa literacka zwana Warsztatatem Literatury Potencjalnej (Ouvroir de Littérature Potentielle, w skrócie OuLiPo), którego założycielami byli Raymond Queneau oraz matematyk François Le Lionnais. Jej członkowie koncentrują się w swej twórczości na zabawach słowem oraz budowaniu swego dzieła w oparciu o prawa matematyczne. Umożliwiają przecięcie się dróg literatury i logiki, dobrowolnie przyjmują ścisłe reguły gry. "Psia trawka", która wydana została w 1933 r, była zatem preludium tego, co wydarzy się w przyszłości, wprawką dla Queneau do jego późniejszej twórczości.


Sam autor napisał, że "Arcydzieło porównać można do pewnej bulwy, jedni zadowalają się zdjęciem wierzchniej łupiny, inni, mniej liczni, zdejmują warstwę po warstwie - słowem, arcydzieło przypomina cebulę".

Może jeżeli każdy z czytelników dołoży swoje odkrycie, to wspólnie dotrzemy do serca cebuli?


p.s. przedmowę zostawcie sobie na koniec. Jest tam jeden spoiler, który odbiera pewnej władczyni piękno jej wielkiego wejścia. No chyba, że Wam nie zależy.




_____________________________________________________
tytuł: Psia trawka (Le Chiendent)
autor: Raymond Queneau
tłumaczenie: Hanna Igalson-Tygielska
wydawnictwo:  WAB
data wydania: 23 kwietnia 2014 r.
ISBN: 978-83-280-0842-7
ilość stron: 344

Powiązane tytuły

14 komentarzy

  1. Och, OuLiPo! Pamiętam, jak uczyłam się o nich na studiach polonistycznych :)

    "Psia trawka" po Twojej recenzji jawi mi się jako lektura ambitna, lecz ciekawa. Zbliża się jesień, a to dla mnie świetny czas na trudniejsze książki. Plus: fajnie, że czytasz coś innego, niż 90% książkowej blogosfery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ambitna, bo pozwala Ci się wykazać spostrzegawczością. Ciekawa, bo można się przy niej dobrze bawić. A z plusa bardzo się cieszę (:

      Usuń
  2. OuLiPo to szaleństwo totalne - te liczby, zabawy literami, słowami, formą... Absurdalia literackie na maksa :D Co prawda nie jestem wielką miłośniczką współczesnej literatury francuskiej, to Queneau zawsze mnie fascynował. Muszę sobie odświeżyć - na półce stoi "Zazi w metrze" i pamiętam, że jak czytałam lata temu, to był zachwyt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przygoda z panem Raymondem rozpoczęła się właśnie od "Zazi w metrze". Mam taki sczytany egzemplarz, bo pożyczałam go na prawo i lewo, gdy odkryłam, co ta historia w sobie kryje. No a potem to już był tylko fun za funem (:

      Usuń
  3. Ten pies na sznurze od bielizny utwierdził mnie w przekonaniu, żeby poszukać autora w bibliotece. Brzmi jak fajna zabawa z literaturą :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies na sznurze, świetna wymiana korespondencji, niesamowite reklamy w gazetach i doskonałe wręcz dziennikarskie komentarze do przebiegu wojny. Warto.

      Usuń
  4. "Psiej trawki" jeszcze nie czytałem, więc będę pamiętał o ostrzeżeniu. Wychodzi na to, że Przedmowa powinna być Posłowiem, ale jak widać groteska i absurd dotarły aż tutaj :)

    OuLiPo zainteresowało mnie przy okazji lektury "Jeśli zimową nocą podróżny" I. Calvino. Fascynujące podejście do tematu literatury. Kojarzy mi się odrobinę z Lemem i jego "Filozofią przypadku" (dzieło literackie jako model matematyczny, biologiczny, etc.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezwykłe jest to, że można przeczytać te powieści nie mając pojęcia o istnieniu OuLiPo i czerpać z nich radość niczego nie dostrzegając. Gdy się jednak wie - człowiek czuje się trochę jak dr Langdon z powieści D.Browna - dostrzega się to, co niewidzialne.

      Usuń
  5. Lubię książki, które z jednej strony są tylko zabawną historią, a z drugiej dostrzegamy w nich coś więcej ;)
    Dzięki za podpowiedź z nieczytaniem przedmowy na początku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób sobie z niej posłowie. Wyjdzie na to samo, bo po tym tekście i tak wiesz, że masz uważnie poszukiwać (:

      Usuń
  6. Aż się zastanawiam, czy te wszystkie książki takie dobre, czy to po prostu Ty o nich tak ciekawie piszesz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się pisać o książkach, które mogę polecić innym. Pisanie o słabych tylko po to, by napisać o czymś "złym" uważam za stratę mojego czasu (:

      Usuń
  7. Umiesz zachęcić. Nie byłam pewna czy to lektura w moim guście. Teraz już wiem, że mogę dać jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo w niej ciekawości, a do tego ubrana w groteskową formę. Czas na nią poświęcony będzie raczej tym spędzonym przyjemnie.

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: