Wełniaste Podejście do Literatury

Spotkania: Opowiedz mi, proszę, o swojej bibliotece...

22 października 2014

Spotkania z autorami najczęściej dotyczą ich twórczości. Jednak to wczorajsze w Nadbałtyckim Centrum Kultury, w którym mieliśmy z Ulubionym przyjemność uczestniczyć, było drugą odsłoną cyklu "Czytanie Pomorza. Biblioteka" i dotyczyło książek nie przez autora napisanych, a tych kolekcjonowanych. Chodziło o książki zbierane, opatrywane exlibrisem, układane. O prywatną bibliotekę autora. Gościem wczorajszego spotkania był Jacek Dehnel.

Jacek Dehnel, choć pochodzi z Gdańska, na co dzień mieszka w Warszawie. Prozaik, tłumacz, poeta, który zwolenników swojego stylu pisania ma najpewniej tyle samo, co przeciwników. Nagrodzony między innymi Paszportem Polityki, Nagrodą Kościelskich, nominowany dwukrotnie do Angelusa oraz trzykrotnie do Nike. Wczoraj jednak autor wcielił się w rolę przewodnika. Zabrał uczestników spotkania w podróż po kawałku swojego mieszkania - bibliotece, bo co innego może interesować mole książkowe? Nie ukrywam, że takie spotkania mają dla mnie element edukacyjny. Jeśli samemu musi się panować nad większą ilością książek, miło jest posłuchać, jakie rozwiązania stosują w tej kwestii inni.


Spotkanie poprowadził brat autora, Maciej, który zadbał o to, by nad rozmową unosił się duch "Ex libris. Wyznania czytelnika" Anne Fadiman. Panowie rozmawiali o tym, w jaki sposób Jacek Dehnel pozyskuje swoje książki, które z nich są szczególnie cenne, czym są zgromadzone na górnych półkach kurioza, według jakiego klucza układa książki. I choć mogłoby się wydawać, że w takiej rozmowie nie może być nic ciekawego, autorowi udało się niejednokrotnie rozbawić zgromadzonych, bo poszczególne wypowiedzi przeplatane były zabawnymi anegdotami związanymi z książkami i nie tylko.
Dowiedzieliśmy się o telefonie do pracowników Ikei i poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy ich popularne regały mogą na sobie stać (okazało się, że mogą), poznaliśmy zawartość starych niemieckich katalogów wysyłkowych z przydatnymi dla rowerzystów rzeczami (jak choćby bomby na psy), zobaczyliśmy nagrodę podtrzymującą zamykające się drzwi, przyjrzeliśmy się i poznaliśmy historie związane z durnostojkami, które chyba w każdym domu towarzyszą książkom na półkach, ale przede wszystkim zobaczyliśmy pokój wypełniony niemal po sufit książkami. A od podłogi do sufitu było trzy i pół metra.

Jestem człowiekiem, który uwielbia podglądać cudze półki z książkami i badać, co też ich właściciel lubi czytać, dlatego godzinne spotkanie zleciało mi niezwykle szybko. Ciekawiło mnie, czy Jacek Dehnel trzyma swoje własne powieści gdzieś w widocznym miejscu. Zapytany o to przez brata wskazał zdjęcie, na którym przed dolną półką zastawioną książkami leżał kolejny ułożony z książek stos. "Widzicie Państwo ten stos? Niektóre moje książki są na półce za nim, tam pod spodem", a resztę ma pochowaną w szafie.

W przerwie pomiędzy rozmową a projekcją filmu "Wielkie piękno", który autor wybrał specjalnie dla zebranych, można było wziąć autograf i pogawędzić. Mnie pozostało jedynie sfotografowanie tego, bo w pośpiechu zapomniałam zabrać "Saturna" z domu. Na szczęście dziś swoją premierę ma "Matka Makryna", więc niedługo sobie to niedopatrzenie nadrobię. A przy okazji, najnowsza powieść Jacka Dehnela nie powstałaby, gdyby nie pewna zawartość półki z kuriozami. Ale o tym kiedy indziej (;

Kolejne spotkanie odbędzie się 26 listopada (info), a gościem opowiadającym o swojej domowej bibliotece będzie Magdalena Grzebałkowska.

A Wy? Chadzacie czasem na spotkania z autorami?





Powiązane tytuły

21 komentarzy

  1. Nigdy jeszcze nie byłam na takim spotkaniu z pisarzem ale niewykluczone, że się kiedyś na nim pojawię:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie jest na takich spotkaniach. Masz okazję poznać człowieka, który do tej pory wyglądał jedynie zza literek i posłuchać, co ma do powiedzenia.

      Usuń
  2. Chadzam :) Ostatnio byłam na spotkaniu z Andrzejem Stasiukiem. Na spotkanie z Jackiem Dehnelem też poszłabym ale wątpię czy zawita do mojego miasteczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję zobaczyć pana Stasiuka za kilka dni na Krakowskich Targach Książki (:

      Usuń
  3. O, przegapiłam to jakoś. A na kolejnym spotkaniu będzie ta pani od Beksińskich, tak? Chętnie jej sobie posłucham. Mogę się Owco zabrać z Wami następnym razem?

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, miałam iść, ale nie pojechałam rano na zajęcia i już nie było sensu jechać z tego mojego Elbląga tylko na spotkanie :( Może następnym razem się uda.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna sprawa, chciałbym się kiedyś wybrać na takie spotkanie na żywo. Uwielbiam, kiedy pisarze dzielą się swoimi zbiorami bibliotecznymi, przy okazji prezentując jak radzą sobie logistycznie z utrzymaniem księgozbioru, czy ogólnie, gdy opowiadają o lekturach, które ich w pewien sposób zainspirowały. Jeśli chodzi o to drugie, to przynajmniej na razie, niedoścignionym wzorem pozostaje dla mnie H. Miller i jego "Asleep and Awake". Podrzucam linka (otrzymałem go kiedyś od Matiego z bloga Rozkminki Pana Dziejaszka) odsyłającego do nagrania wywiadu zamieszczonego w serwisie You Tube: http://www.youtube.com/watch?v=XPJmm4_rcSU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrażenia? "WoW". Łazienka pełna opowieści - mikrokosmos inspiracji i wspomnień. Coś fantastycznego, dziękuję za podrzucenie (:

      Usuń
  6. O! Interesujące spotkanie (i relacja).
    We Wrocławiu latem trwa Miesiąc Spotkań Autorskich (w tym roku gościł też J. Dehnel opowiadając o "Matce Makrynie") - codziennie dwóch (dwoje, dwie) pisarzy (pisarki), z którymi można porozmawiać. :-) :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MSA to genialna inicjatywa, bo angażuje naprawdę ciekawe nazwiska i chętnie bym ją przeniosła do Trójmiasta, gdybym tylko mogła (czyt. zazdroszczę!). No ale nie mogę. A nie wyobrażam sobie spędzenia całego lipca we Wrocławiu (:

      Usuń
  7. Bardzo chętnie przeszłabym się na takie spotkanie :) Bardzo lubię oglądać biblioteczki innych ludzi ;) A coś mi się wydaję, że ta o której była mowa, jest bardzo interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt wiele tytułów, które ją tworzą niestety nie poznałam. Raczej kraje, z których pochodzą. Tak sobie teraz myślę, że gdyby chcieć omawiać konkretne tytuły, to zapewne - bazując na ilości zebranego księgozbioru - do dziś bym tam jeszcze siedziała i słuchała :D

      Usuń
  8. Jeszcze nie byłam na takim spotkaniu z autorem (chyba że policzymy wizytę lokalnych twórców, i to zupełnie mi nieznanych, w moim gimnazjum), ale kiedyś na pewno się wybiorę. ;) Grzebałkowską chętnie bym poznała, podoba mi się, jak ona pisze. Tylko boję się, czy to spotkanie nie skończy się zbyt późno, rodzice nie pozwolą mi chodzić po nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Start jest o 18. Opowieść autora trwa godzinę, a po niej następuje 15 minut przerwy, w trakcie której osoby niezainteresowane pozostaniem na seansie filmowym opuszczają salę. Wiem, bo "Wielkie piękno" już widziałam, Ulubiony nie był nim szczególnie zainteresowany, więc kulturalnie sobie po godzinie ze spotkania wyszliśmy (:

      Usuń
    2. O, to fajnie, bałam się, że spotkanie potrwa do 21. Chętnie przyjdę. :)

      Usuń
  9. „(…)przejrzysty układ biblioteki nie jest wcale sprawą prostą. Rozmawiałam o tym z Henrykiem Markiewiczem, który ma olbrzymi księgozbiór. Zgodziliśmy się, że są takie, które nie należą do żadnej kategorii i nie wiadomo, gdzie je postawić i takie, które należą do kilku kategorii i nie wiadomo, gdzie je postawić.
    Rusinek – Zapytałem, gdzie ma stać książka René Girarda Kozioł ofiarny, a pani Wisława: „Koło Urszuli Kozioł”(…)” z biografii Wisławy Szymborskiej „Pamiątkowe rupiecie” A. Bikont i J. Szczęsnej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "Święto kozła" też pewnie znalazłoby się obok (:

      Usuń
    2. Jakie to szczęście, że Llosę mam na czytniku, a „Przygody Koziołka Matołka” w pudle u rodziców… jeszcze bym pomałpowała ;)

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: