Wełniaste Podejście do Literatury

Miniaturzystka - Jessie Burton

10 listopada 2014 , ,

"T'can veekeeren. Wszystko się może zmienić"[s.431].

Chodźcie, wybierzemy się na wycieczkę do XVII-wiecznego Amsterdamu. Pospacerujemy wzdłuż pięknych (choć nieco smrodliwych) kanałów, pooglądamy przepiękne kamienice, rezydencje bogatych kupców, siedziby gildyjnych wielmożów, poprzyglądamy się sztywnym damom w białych czepkach, ale przede wszystkim pójdziemy zobaczyć pewien domek dla lalek. Niemający w sobie nic plastikowego, bez jednej kropki różowego koloru. Zobaczymy coś pięknego i zachwycającego. Coś, co potrafiło ceną osiągać równowartość prawdziwych domostw. Miniaturowy świat w szafie, który należał do Petronelli Oortman. Prawdziwej Petronelli Oortman.


Petronella Oortman faktycznie była żoną amsterdamskiego kupca Johannesa Brandta, a Jessie Burton uczyniła tę młodą panienkę główną postacią swojej debiutanckiej powieści "Miniaturzystka". Zaczekamy zatem chwilę i za moment dołączymy do drobnej i przestraszonej osiemnastolatki, która wyszła za mąż niemalże korespondencyjnie, a dziś ma oficjalnie zamieszkać w domu swego męża. Pochodzi ze wsi, nie jest obyta z wielkim światem. Matka powiedziała jej, że "życie jest trudne, gdy nie jest się żoną", a przecież matka wie, co dla niej najlepsze. Dlatego w tej chwili obserwujemy, jak to przerażone dziewczę wyciąga rękę i puka do drzwi pięknego domu nad kanałem w centrum Amsterdamu. Zdradzę wam jeszcze, że obserwujemy tym samym początek burzy. Nikt jeszcze nie zdaje sobie sprawy, jaka ulewa spadnie na ten dom. Dom milczenia, dom tajemnic, dom nieskrywanej niechęci. A teraz wracajmy, bo dalsze zdarzenia musicie poznać już sami.

"Ceremonie, czy to ślubne, czy pogrzebowe, są w Amsterdamie źle widziane, rytuały zdają się zbyt wulgarne, zbyt papistowskie, i wszyscy starają się ich unikać. Ale topienie bogacza to co innego - ta moralna soczystość, ta nieomal biblijna symbolika! Nic dziwnego, że zebrał się tłum gapiów"[s.440].

Autorka odeszła od szerokich i szczegółowych opisów, co znacznie przyspiesza akcję powieści, choć zapewne odebrało mi możliwość lepszego przyjrzenia się samemu miastu tamtych dni, na co po cichu liczyłam. Może więc samego Amsterdamu nie poznałam, miałam za to okazję przyjrzeć się dokładnie jego mieszkańcom. Zadufaniu, obłudzie, kłamstwom, chciwości, niezdrowej ciekawości, zazdrości i uprzedzeniom. Tajemnice i kłamstwa. Kłamstwa i tajemnice. Zagubiona Nella dojrzewa emocjonalnie na oczach czytelnika, zaczyna rozumieć, że musi walczyć o swoje i o samą siebie. Odkrywa, że człowiek tak często przybiera pozy, że czasem sam już nie wie, jak wygląda, gdy stoi naturalnie. Znosi niechęć szwagierki i dietę śledziową, znosi też brak męża u jej boku w sypialni. Rozumie już, że jej małżeńskie życie to farsa. By ratować rodzinę zmuszona będzie poświęcić wiele. Zbyt wiele.

Miniatorstwo to odwzorowanie cudzego życia. Niczym zatrzymanie czasu i zamknięcie go w szafie. Perfekcja wykonania, doskonałość. Piękno, które nie służyło do zabawy. Dla bogatych Amsterdamczyków było bardzo drogim hobby, gdyż wykonywanie tak drobnych i dokładnych przedmiotów miało swoją cenę. Nella często spogląda na stojący pod ścianą jej miniaturowy dom i zastanawia się. Co zrobić, gdy ten miniaturowy świat zaczyna do nas przemawiać? Dziewczyna to dostrzegła. Nie wiedziała, czy "te figurki to echa czy zapowiedzi - a może po prostu trafne domysły"[s.246], postanowiła im jednak zaufać. Mimo przerażenia. Czy miniaturzystka w tym wszystkim okaże się promykiem dobra? Czy tajemnicza kobieta chce jej pomóc? A może Nella przeżyje kolejny zawód?

W "Miniaturzystce" jest wszystko to, czego czytelnik oczekuje, gdy ma ochotę odprężyć się w leniwą niedzielę. Gdy postawiłam na stoliku kawę i otworzyłam książkę, spodziewałam się czegoś lekkiego i odprężającego, z jakąś małą tajemnicą ukrytą wewnątrz. I przyznam szczerze, że zostałam przez panią Burton bardzo zaskoczona, ponieważ dostałam więcej. Nawet nie zauważyłam, jak przeczytałam tę powieść. Parokrotnie zwrot akcji wprawił mnie w zdumienie, bo "tego się nie spodziewałam". Przy okazji polubiłam służącą Cornelię, która kopała drzwi swego dawnego domu. Nie mam pojęcia, czy życie prawdziwej Petronelli tak wyglądało, wiem natomiast, że do dziś jej domek dla lalek można podziwiać Rijksmuseum w Amsterdamie.



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.



___________________________________________

tytuł: Miniaturzystka (The miniaturist)
autor: Jessie Burton
tłumaczenie: Anna Sak
wydawnictwo:  Literackie
data wydania: 6 listopada 2014 r.
ISBN: 978-83-08-05428-4
ilość stron: 464

Powiązane tytuły

24 komentarzy

  1. Kupię zdecydowanie jak tylko trafi w moje ręce jakiś promocyjny kod na allegro, bo mam ochotę na leniwą niedzielę z "Miniaturzystką" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli poczekasz do jutra, to może nie trzeba będzie kupować, bo ją sobie tutaj wygrasz (;

      Usuń
  2. Te dzisiejsze domki dla lalek zawsze mnie trochę odstraszały. Za badziewiaste jak dla mnie i raczej nie postawiłabym w pokoju córki różowego monstrum z plastiku ;p A czytając recenzję, przyznam że zabrzmiało trochę jak delikatne Bronte, Austen i te klimaty i z chęcią bym przeczytała. Lubię powieści, których akcja dzieje się w epoce - jak to napisałaś? - sztywnych dam w białych czepkach :D W związku z tym już czaję się na jutrzejszy konkurs :)
    Buziak, Owco.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem bardzo ciekawa tej książki, intryguje mnie ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Po Twojej recenzji zaraz nasunęło mi się skojarzenie z filmem "Fortepian". Tam chyba również bohaterka wychodzi za mąż niemal korespondencyjnie (dawno oglądałam, więc mogę coś pomylić). No i też parę sztywnych czepków by się znalazło, choć akcja filmu rozgrywa się w XIX wieku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zagadkowo, a jednocześnie ciekawie opisałaś życie Nelli, że nie pozostaje nic innego jak tylko przeczytać tę opowieść.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzisiaj przybyła w cudownej paczusi od Literackiego <3 Tak się kiwałam i kopytkami tuptałam i się doczekałam, a jeszcze narobiłaś mi większego smaka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chrup na zdrowie, Bomblu. Oby smakowało (:

      Usuń
  7. Będę czujna! Już nastawiam uszka i czekam na jutro. Bardzo smaczny kąsek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawa książka. Lubię takie odkrywanie drugiej rzeczywistości, zdzieranie masek codzienności. A ten motyw drogiego hobby jakim jest posiadanie miniaturowego świata, w swojej twórczości wykorzystać przecież Philip K. Dick! Polecam "Trzy stygmaty Palmera Eldritcha" - z tej książki można się szerzej dowiedzieć, w jakim celu używano miniaturowych postaci oraz ich równie miniaturowych przedmiotów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem. Wspominałam o tym w "co zabeczy w listopadzie" jako uzasadnienie wyboru tej książki do listy. Że zapachniała mi P.K. Dickiem. Cieszę się strasznie, że Ty też o tym pomyślałeś, choć po lekturze "Miniaturzystki" muszę przyznać, że to cień zapachu ledwie.

      Usuń
    2. Faktycznie, ale ze mnie gapa :)

      Usuń
  9. Czytałem już jedna recenzję "Miniaturzystki" i powiem szczerze, że koncept książki wydaje się bardzo fajny, taki unikalny (Śniący lubi unikalne rzeczy ;P). Książka ma dużą szansę na to, żeby znaleźć się u mnie na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O! A ja nie słyszałam wcześniej (poza napomknięciem u OzK) o tej książce (ani o samej Petronelli), ale z przyjemnością zanurzyłam się w ten opis podczas wyłaniającego się z mgieł przedpołudnia.

    PS Trochę brakuje mi tych owiec stojących na głowie, chyba niebieskich. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, jak zwykle, piszę na raty... Właśnie odwiedziłam (wirtualne) muzeum i jeszcze w oszołomieniu pozostaję. Ta finezja przechodzi moje pojęcie.

      Usuń
    2. Prawda? Robi cholerne wrażenie, żeby tak dosadnie powiedzieć. A przeczesując Internet doszłam do wniosku, że Petronella zasłynęła tym, że ostał się jej domek i można go podziwiać w muzeum (:

      ps. zawsze jak zrobię tu coś nowego, ktoś wspomina brak czegoś starego. A ja ciągle szukam, próbuję. Może kiedyś te poprzewracane wrócą tylko np. w innym kolorze. Nie wiem, czas i moje kolejne widzimisię pokażą;p

      Usuń
    3. Znaczy, że czytacze wnikliwi, skoro zauważają zmiany. ;-)
      Zerkam obok i widzę, żem tu okropnie rozgadana (zupełnie jak nie ja). Nie wiem, czy dotrzymam słowa, jeśli obiecam poprawę. ;-P

      Usuń
    4. Nie rozumiem za bardzo, co i po co miałabyś poprawiać. A jak Cię razi w oczy Twoje rozgadanie, to mogę wykluczyć fibulę zaraz za justyną w. i nie będzie nas. Chociaż będziemy. Czary ;p

      Usuń
    5. Owca-czarodziejka. :-) Ta mnogość komentarzy to chyba efekt mojej impulsywności. Ot, pomyślę i od razu piszę, a często nawet najpierw piszę, potem pomyślę i coś jeszcze dopisuję. Wykluczaj dopiero, gdy uznasz, że zaczęłam się za bardzo płożyć pod wpisami. ;-)

      Usuń
  11. Lubię książki, których akacja dzieje się w przeszłości. To zdecydowanie moje klimaty. W dodatku okładka "Miniaturzystki" jest tak śliczna, że muszę ją mieć i przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytam, nie czytam recenzji, bo książka tuż, tuż:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie się bardzo ta książka spodobała i rzeczywiście, przeczytałam ją wyjątkowo szybko jak na mnie :) Nie mogłam wprost przestać jej czytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekka, przyjemna, niezobowiązująca. Niedzielna (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: