Wełniaste Podejście do Literatury

Neuland - Eshkol Nevo

16 listopada 2014 , , ,

Istnieje legenda, która głosi, że pewien Żyd niewybrednymi słowami popędzał Jezusa niosącego na Golgotę krzyż. Ten miał mu odpowiedzieć: Idę, jak zostało zapisane, niebawem jednak odpocznę. Ty zaś będziesz wędrował aż do mojego powrotu. Tak właśnie rozpocząć się miała wędrówka Żyda Wiecznego Tułacza, która trwała przez kolejne stulecia, przez kolejne kraje i trwa po dzień dzisiejszy. Bo legenda o Wiecznym Tułaczu, czyli młodym mężczyźnie, który ogląda radość i smutki innych ludzi, samemu nigdzie nie zagrzewając miejsca na dłużej, jest ciągle żywa. Gdy jeden człowiek szuka swojego miejsca w świecie, nie jest to nic szczególnego. Co jednak, gdy takiego miejsca poszukuje cały Naród?


Zacznijmy więc od odrobiny historii w wielkim skrócie. Syjonizm to nazywa narodowego ruchu żydowskiego, któremu przyświecała idea stworzenia w Palestynie jednego państwa żydowskiego. Na skutek tzw. Sprawy Dreyfusa dziennikarz Theodor Herzl, przejęty obserwacją narastających w Europie przejawów antysemityzmu, doszedł do wniosku, że jedynym rozwiązaniem jest masowe przesiedlenie się żydów mieszkających w państwach europejskich do Palestyny. Opowiedział o tym baronowi Maurice'owi de Hirsch. Baron, który w tym czasie był już mocno zaangażowany we wspieranie osadnictwa żydowskiego na terenie Argentyny, nie wykazał zainteresowania ideą Herzla. Uważał bowiem, że to Argentyna ze swymi rozległymi zielonymi terenami powinna być ich celem. Historia pokazała, że mimo wielu przeciwności Herzl postawił na swoim. Rozpoczął się więc powrót narodu żydowskiego do Palestyny, a zawarte w manifeście Herzla "Altneuland" idee stały się ciałem. 

Młody izraelski pisarz Eshkol Nevo w swojej powieści "Neuland" tworzy ciekawe przeciwieństwo herzlowskiego Altneulandu. Odkrywa ponownie zapomniane przez wielu dzieło barona Maurice'a de Hirsch. W jego zamyśle Argentyna miała być nową Ziemią Obiecaną - Neulandem. Miejscem, gdzie pozbawiony własnej ojczyzny, wiecznie wędrujący, pokiereszowany i złamany człowiek, którego przepełniają przeróżne traumy, mógłby w końcu odetchnąć i pozostać. Zbudować własny dom, założyć rodzinę i tchnąć życie w leżącą odłogiem ziemię. Bo Neuland to koniec wędrówki, a zarazem nowy początek. Już na dobre.

Autor zawarł w swej powieści historię dwóch żydowskich rodzin, które przed drugą wojną światową wyemigrowały do Palestyny. Za punkt ich zetknięcia wybrał rok 2006, gdy Meni Peleg, weteran wojny Jom Kippur, człowiek wpływowy i mogłoby się wydawać twardy, przeżywa załamanie nerwowe, wyjeżdża do Ameryki Południowej, zrywając z rodziną wszelkie kontakty. W ślad za nim wyrusza syn, Dori, któremu przyjdzie pokonać niezwykle trudną podróż nie tylko w rozumieniu przebytej drogi. Będzie musiał na nowo układać własne wartości, poznawać i rozumieć innych i samego siebie. W trakcie wędrówki dołącza do niego Imbar, młoda kobieta, która na lotnisku w Berlinie oddaje swój bilet powrotny do Izraela i prosi o jego zamianę na inny, najbliższy lot dokądkolwiek. Byle jeszcze nie wracać do tego, co zostawiła w domu. Bohaterowie powieści wędrują, a czytelnik niezależnie od nich przemierza wspomnienia poszczególnych członków obu rodzin. 

Z początku wydawać by się mogło, że bohaterowie powieści są trwale ukształtowani i pogodzeni z własnym życiem. Uparcie trwają w swoich codziennych światach, pogodzeni z tym, że nie wszystko w nich jest takie, jak być powinno. Jednak wraz z przewróceniem przez czytelnika pierwszych stron książki, okazuje się, że w końcu w każdym z nich coś pęka i rozpoczyna się ich podróż w głąb własnych serc. Odkrywają na nowo siebie, bliskich, innych ludzi oraz rzeczywistość, w której dotąd trwali. Nikt nie stoi w miejscu, każdy wędruje. Bo czasem wystarczy się na moment oddalić, zmienić perspektywę spojrzenia na własne życie, by dostrzec to, co do tej chwili było niedostrzegalne. Może zaakceptować, może jednak coś zmienić? Na pewno wybrać jeszcze raz, ale świadomie. A Żyd Wieczny Tułacz przygrywa im wszystkim na skrzypcach.

"Neuland" to wielopłaszczyznowa i piękna opowieść o trzech pokoleniach Izraelczyków. Można w niej znaleźć wiele prawd. Prawdę o godzeniu się ze stratą, o zrozumieniu, że czasem trzeba odpuścić. Prawdę o wojnie, która pozostaje w głowach i nie kończy się nigdy. Prawdę o rodzinie, o odkrywaniu na nowo siebie samego i prawdę o miłości. Jest to też zaproszenie do innej kultury, które pozwala ją nie tylko poznać, ale i zrozumieć. Współczesna historia Narodu ukształtowana wojnami na Bliskim Wschodzie, patriotycznymi ideami Syjonizmu, życiem w kibucach. To konfrontacja ze światopoglądem często odmiennym od naszego. Mimo pokaźnych rozmiarów, ta książka wciąga i obezwładnia. Tak przynajmniej było ze mną. Niezwykle cenię tę opowieść, bo znalazłam w niej kawałek siebie. Przeczytałam ją w dwa długie wieczory, zupełnie nie zauważając, że czas upływa, a noc przechodzi w dzień. Raz na jakiś czas pojawia się książka, po której zakończeniu szepnę sobie: doskonała. 

I pomyśleć, że "Neuland" znalazł się u mnie przez zupełny przypadek. Nie miało go być. Miał być u mamy, przewędrował w tym celu cały kraj. Ale mama odesłała go z powrotem mówiąc, że to powieść bardziej dla mnie. Tułająca się powieść. I właśnie za to, proszę Państwa, kocham literaturę (:


Wełniaste podejście do innych powieści autora:
Eshkol Nevo - Samotne Miłości
____________________________________________
tytuł: Neuland (Neuland)
autor: Eshkol Nevo
tłumaczenie: Magdalena Sommer
data wydania: 19 marca 2014 r.
wydawnictwo: MUZA
ISBN: 978-83-7758-614-3
ilość stron: 624
Neuland [Eshkol Nevo]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

22 komentarzy

  1. Lubię takie wielopłaszczyznowe powieści. Obserwuję recenzje tej książki od czasu jej premiery. A Twój egzemplarz "Neuland " dzięki podróży, stał się swego rodzaju symbolem... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? To samo o niej pomyślałam, że tułała się, tułała, aż w końcu znalazła przystań. I została doceniona. Bo to piękna opowieść jest. I warto ją polecić.

      Usuń
  2. Argentyna jako niedoszła ziemia obiecana? No proszę. I na dodatek tak dobra, że nie puszczała Cię całymi wieczorami. Aż chce się powąchać i obmacać taką książkę, a może i więcej;>

    Chwila, to brzmiało jak stalker... A nie miało;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że stalking to dla książki forma docenienia, gdy ją ktoś prześladuje dniami i nocami ^^

      Usuń
  3. Jak ładnie! Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę ze względu na temat, niezwykle ciekawy. A poza tym nie znam jeszcze tego autora! Do tej pory moje spotkania z literaturą izraelską były bardzo udane (Oz, Keret i Shilo są doskonali), może i tym razem tak będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powieść powieścią, ale docisnęła moją ciekawość i zmusiła do poszukiwań informacji na temat projektu Argentyna pana barona. Trochę to trwało, ale się udało. Czuję się doedukowana i o stopień bliżej wszechwiedzy (:

      Usuń
    2. Aj, lubię tak :) Najlepsze są te książki, z okazji których można się czegoś nauczyć. Ostatnio miałam takie smakowite wyzwanie przy Jergoviciu <3

      Usuń
  4. Wydawała mi się ta książka nieciekawa, chociaż nigdy nie pofatygowałam się nawet by sprawdzić o czym ona jest. Jakoś tytuł i okładka nie były zachęcające. Tymczasem - pozory mylą, a książki poszukam w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta powieść jest najlepszym przykładem, by nie sugerować się niczym - książka powędrowała najpierw do mamy, bo po opisie sądziłam, że to zbyt romans jak dla mnie - tylko przekonać się, a potem samemu zawyrokować. Ja jestem jak najbardziej na TAK (:

      Usuń
  5. Rany, rany, przechodziłem koło tej książki kilka razy, ale jakoś nawet nie zatrzymałem się przy niej, by zapoznać się z tekstem z okładki. Czytam teraz Twoją recenzję i widzę, że powieść to istne arcydzieło, które zasługuje na uwagę. Będę na nią polował :)

    A motyw Żyda Wiecznego Tłumacza przyszedł mi na myśl przy okazji lektury innego twórcy o żydowskich korzeniach. Mam tu na myśli "Wzburzenie" Philipa Rotha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię słowa "arcydzieło", bo dla każdego może nim być coś innego. To po prostu jest książka - moim zdaniem - warta uwagi (:

      Usuń
  6. Jeżeli gdzieś znajdę, to z chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też lubię czasem dać się ponieść książce nawet po zakończeniu lektury i doczytać, doszukać, podrążyć coś jeszcze. A poza tym - sześć owiec piechotą nie chodzi ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sprawdziłam, bo ciekawość nie sypia, że ostatni raz całe stado przyszło w marcu. Zastanawiam się, czy to mi tak ciężko dogodzić, czy faktycznie zachwycam się raz na pół roku ;p

      Usuń
    2. A ja właśnie wypożyczyłam wczoraj jedną z książek sygnowanych tu sześcioma owcami. :-)

      Usuń
    3. No to koniecznie daj znać, czy Tobie też się podobała. Bo wiesz - tu jest wełniasto, czyli subiektywnie (:

      Usuń
  8. Widzę, że książka godna wełniastej biblioteki :)
    Najlepsze książki to takie, które wpadają w nasze ręce przez przypadek, a okazują się tymi, które bez problemu możemy umieścić na naszej osobistej liście TOP 10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam bardziej jakiś top 100 ;p

      Usuń
    2. Domyślam się - pierwsze miejsca to pewno sam P.Dick ;D

      Usuń
    3. Nie same. Ale trzy jego powieści w pierwszej dziesiątce faktycznie by się znalazły (;

      Usuń
  9. Coś niecoś słyszałam już o tej książce, jednak do tej pory nie miałam zbyt dużej ochoty na nią. Teraz moje nastawienie trochę się zmieniło. Zaczynam się zastanawiać, czy nie okazałaby się dobrą odskocznią od szarej codzienności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytelnik wyrusza w podróż po Ameryce Południowej, zmienia otoczenie, ludzi, klimat. Odskocznia jak najbardziej. Zwłaszcza, gdy u nas jesiennie, zimno i burawo tak (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: