Wełniaste Podejście do Literatury

Najpierw film, a potem książka (czyli Wełniaste na opak).

3 grudnia 2014 ,


Hołduję zasadzie - pewnie jak miliony innych ludzi, że najpierw czyta się książkę, a dopiero później ogląda film. Kiedy zatem w kinach ma się pojawić interesujący mnie tytuł, sprawdzam najpierw, czy nie nakręcono go czasem na podstawie jakiejś lektury. Jeżeli tak, staram się książkę zdobyć i przeczytać zanim wybiorę na na seans (i popcorn... dużo popcornu). Nie zawsze mi się to jednak udaje i naprawdę potrafię wtedy odpuścić film (dziwactwo, wiem, mam ich sporo). Ale ten wpis nie będzie o moim ściganiu się z czasem, tylko o czymś zupełnie odwrotnym.


Nie samym czytaniem żyję wieczorami. Czasem obejrzę sobie w telewizji jakiś przypadkowy film. I zdarzyło się już parokrotnie, że spodobał mi się na tyle mocno, by szukać potem w sieci informacji o produkcji, reżyserze etc. Odkrywałam przy tym, że obraz był adaptacją książki. Szukałam zatem tytułów w bibliotekach/księgarniach i zachwycałam się nimi jeszcze bardziej, niż wcześniej samym filmem. Niektóre z takich odkryć zaowocowały długim wieloksiążkowym romansem z autorem, a kilka z nich trwa do dziś.

Przedstawiam Wam zatem
listę książek, których być może Wełniaste nigdy by nie przeczytało, gdyby nie film.




Macie swój ulubiony film, który doprowadził Was do książki?
Podzielcie się, bo może dołożę sobie dzięki temu kolejną ciekawą lekturę do listy, albo obejrzę dobry film. W moim przypadku na dłużej zostali ze mną Houellebecq, Palahniuk i Irving, bo po przeczytaniu tej filmowej książki po prostu musiałam się dowiedzieć, czy inne ich powieści też są takie (:
*
Być może wszystko to już wiecie. 
Być może ktoś z Was widział któryś/część/wszystkie z tych filmów i teraz dowie się, że może też je przeczytać. 
Być może ktoś z Was czytał książkę i nie wie, że jest film, który chętnie by sobie obejrzał.
Być może te tytuły nic Wam nie mówią: nie znacie filmów, nie czytaliście książek, ale zechcecie to zmienić, bo lubicie to, co dobre.
Być może te tytuły nic Wam nie mówią, a skoro nie mówią, to znaczy. że NA PEWNO są głupie i nudne, i w ogóle bleeee, więc nie ma co sobie nimi głowy zawracać.
*
Tych ostatnich proszę w całej swej Wełniastości o opuszczenie tego bloga i niepowracanie.



Powiązane tytuły

40 komentarzy

  1. "Wszystko jest iluminacją"! Jest taki film?! Poluję na tę książkę od dawna, a tu się okazuje, że polowanie wypadałoby rozszerzyć o film :D (zahaczam małym paluszkiem o grupę "Być może ktoś z Was czytał książkę...")
    A dzięki Twojemu komentarzowi na fb wiem, co będę robić po 20:00 :D Wprawdzie "Księgę" już oglądałam, ale chętnie obejrzę jeszcze raz! Dziękuję za cynk ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest. Gra w nim Frodo. A co do cynków na FB, to właśnie dla takich drobiazgów go mam.
      Oglądamy zatem razem. Pójdę zrobić popcorn (:

      Usuń
    2. Nie mam popcornu :( Ale mam piernik, ujdzie? :D
      Miłego wieczoru!

      Usuń
    3. Wszystko, co idzie w boczki, ujdzie (:
      Wzajemnie!

      Usuń
    4. No i już! Nie pamiętałam, że to jest taaaakie dzikie :D
      Świetnie się z Tobą ogląda :) Wpraszam się na kolejne wspólne oglądanie!

      Usuń
    5. Doskonałe, jestem w ciągłym szoku. Koniecznie książkę. Koniecznie.
      A za wspólne oglądanie dziękuję. Też mi się podobało. Widzimy się przed telewizorem za tydzień, bo to jest cykl "Potop duński" co środę. Będzie jeszcze „Porwanie”, „Była sobie dziewczyna” i „Kochanek królowej” (:

      Usuń
    6. Zapisuję i będę czekać :)

      Usuń
  2. Czasami denerwujący jest moment, w którym dowiadujemy się, że film jest na podstawie książki, kiedy już zdążyliśmy całą nim sobie zaspoilerować. Za to całkiem miło jest spoilerować sobie film książką :)
    zapraszam - www.rozdzial5.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale w wypadku tego wpisu chodzi właśnie o to, że gdyby nie film, nie dowiedziałabym się o książce. Wiec spojler był nieunikniony.

      Usuń
  3. Ha, ja mogę chyba pochwalić się jeszcze większym dziwactwem, bowiem z reguły w ogóle nie oglądam ruchomych obrazków :) Od czasu do czasu zdarza mi się coś obejrzeć, ale czynię to bardziej pod przymusem i b. niechętnie. Z przedstawionych pozycji czytałem "Cząstki elementarne" oraz "Fight Club". Ponieważ książki ogromnie mi się podobały, zdecydowałem się poświęcić czas na filmowe adaptacje, ale mogę stwierdzić, że tradycyjnie książkowy pierwowzór okazał się znacznie ciekawszy :) Niedawno oglądałem też Teatr Telewizji i w gabinecie, w którym rozgrywała się większa część akcji, z zadowoleniem wyłapałem całą kolekcję Gombrowicza (charakterystyczne czarno-białe okładki WL). Wydaje mi się, że to także ciekawy motyw - książki, umieszczane na planie filmowym jako rekwizyty (czy dobrane są one w sposób przypadkowy, czy są starannie dobrane, by np. uwiarygodnić postać danego bohatera?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię filmy. Właśnie to piszę, oglądając "Księgę Diny" (z Ekrudą na drugim końcu kraju). Ale wolę książki, dlatego że zawsze będą lepsze. A co do Gombrowicza w teatrze, to trochę jak odgadywanie charakteru gospodarza po książkach w jego domu, co? (:

      Usuń
  4. czytałam lektora i raczej nie mam po nim ochoty na film. lepszy czy gorszy niż książka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się podobała i książka, i film. Ale rzeczą oczywistą jest, że książka jest lepsza.
      Nie znam przypadku, by jakiś film podobał mi się bardziej niż książka ;p

      Usuń
    2. ja (niestety) kilka znam, pierwszy z brzegu: harry potter, nigdy nie byłam jego fanką, obejrzałam kilka filmów i były chyba całkiem niezłe, przeczytałam potem chyba z dwie pierwsze części i czytało mi się niestety dość tragicznie, strasznie się męczyłam i wszyscy zachwyceni tą serią patrzą na mnie z pogardą. zgaduję, że to przez to, że strasznie nie lubię książek typowo młodzieżowych (chyba już jestem za stara) (kilka lat temu przeczytałam pierwszy w życiu tom jeżycjady i chyba więcej tego nie powtórzę)

      Usuń
    3. Jeżycjadę czytałam jako dzieciak i wtedy było ok, ale teraz bym nie sięgnęła już (wiem, że kolejne pani Musierowicz ciągle pisze, ale już mnie nie ciągnie). A potteromaniaczką nigdy nie byłam - ani książkową, ani filmową. Przeczytałam. I tyle. Fajerwerków nie było.

      Usuń
    4. czyli znowu gust książkowy ten sam :D

      Usuń
  5. Wszystkie te tytuły coś mi mówią, choć nie wszystkie czytałam. A propos Ksiegi Diny, to właśnie jest ona jednym z takich dzieł, gdzie urzekl mnie film, ale już książka niekoniecznie - nie zawsze jest tak, że "książka lepsza". Poza tym należy wspomnieć Zieloną milę, Tajemnice Brokeback Mountain i Kroniki portowe (choć tu nie pamietam już czy najpierw widziałam film, czy czytałam książkę). Acha i Plażę - genialna książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no i wstyd się przyznać, ale gdyby nie film (a właściwie serial), nie przeczytalabym Sherlocka Holmesa.

      Usuń
    2. chyba sobie za bardzo rozgraniczam filmy i książki, bo chociaż jak na szpilkach czekam na czwarty sezon, to przez myśl mi nie przeszło żeby sherlocka przeczytać :D

      Usuń
    3. Wymienione przez Ciebie znam jako książki, a potem filmy, więc tu ich być nie mogło. A co do Holmesa to też przyznaję uczciwie - wszystko oglądam, a z czytaniem to niekoniecznie.

      Usuń
  6. To ja tak miałam odwrotnie z "Beowulfem", z "Czasem Zabijania", "Czerwonym Smokiem", "Draculą", "Frankensteinem", "Jurassic Parkiem", "Kongo", "Mechaniczną pomarańczą", "Nawiedzonym" i "Wyspą Doktora Moreau" <3 Wszystkie pokochałam tak samo jak pokochałam ich ekranizacje :D A "Księgę Diny", film, KOCHAM i nawet książka czeka na mnie pod choinkę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Też kilka razy zdarzyło mi się najpierw zobaczyć film, a dopiero później sięgnąć po książkę. Przykładowo poszłam do kina na "Zniewolonego" i dopiero po seansie, gdy leciały napisy, dowiedziałam się, że film powstał na podstawie książki. Zupełny ignorant, ale cóż... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, jaki tam ignorant, nie wszystko da się przecież śledzić. Nie osądzać mi tu siebie tak brzydko (:

      Usuń
  8. Po "Drive" także sięgnęłam za sprawą filmu. Poza tym ekranizacje "Mechanicznej pomarańczy", "Ptaśka" czy "Lotu nad kukułczym gniazdem" także spowodowały, że zaczęłam poszukiwać książek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię Whartona, choć nie jakoś wybuchowo. Ale "Ptaśka" uwielbiam (:

      Usuń
  9. ,,Biały oleander" i ,,Fight club" uwielbiam w wersji książkowej, a jeśli chodzi o ekranizacje, to ,,Fight club" również w tej wersji uwielbiam, Białego oleandra jeszcze nie widziałam. Od siebie dorzucę ,,Zieloną milę", która również zaczęła się od wersji filmowej i doprowadziła mnie do pierwowzoru. Z Foera podobało mi się ,,Strasznie głośno, niesamowicie blisko", choć w tym przypadku zaczęłam tradycyjnie od książki. O, a z ulubionych [film - potem książka] to ja mam... Władcę Pierścieni, bo najpierw obejrzałam trylogię, a dopiero potem sięgnęłam po pierwowzór.

    OdpowiedzUsuń
  10. Popcorn, dużo popcornu, mnóstwo popcornu, uwielbiam:))) K się śmieje, że ja chodzę do kina na popcorn, a nie filmy. Nie znam ani filmów ani książek, które wymieniłaś, może kiedyś nadrobię. "Skazani na Shawshank" najpierw obejrzałam, a potem dopiero poczytałam. Obie wersje zrobiły na mnie wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz może jakiś magiczny sposób, by nie właził w zęby? :D
      "Skazanych..." tylko oglądałam, ale może faktycznie przeczytam sobie też książkę?
      Dziękuję, dodaję do listy (:

      Usuń
    2. Nie mam :( też potem wydłubuję łuski kukurydziane :)
      To w zasadzie jest opowiadanie, ale bardzo mi się podobało. Film również. Dlatego myślę sobie, że warto poznać i to i to ;)

      Usuń
  11. Do książki doprowadził mnie film "Biały oleander". Cenię bardzo i powieść, i film.
    "Lektora" na pewno przeczytam, bo film wrył mi się głęboko w pamięć.
    Pod wpływem filmu dotarłam do takich książek jak: "Wszystko za życie", "Przerwana lekcja muzyki", "Co się wydarzyło w Madison County" i "Stowarzyszenie umarłych poetów", ale w przypadku tego ostatniego rozczarowałam się bardzo - okazało się, że książka jest napisana na podstawie scenariusza filmowego i w najmniejszym stopniu nie oddaje magii filmu Petera Weira.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na "Stowarzyszenie..." udało mi się nie naciąć, bo tak mi przekazano, że to książka na podstawie filmu. Wiem, że sporo takich pojawia się na rynku. Gdy film cieczy się popularnością, wypuszczają jego wersję do czytania. Ale ja nie bardzo potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie: po co.

      Usuń
  12. Houellebecq! <3 Wiem, że jest film, ale już mi się zapomniało - muszę go obejrzeć! No i "Fight Club" - ale może jednak najpierw przeczytam książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Fight Club Ci się spodoba (książka, a potem film). Niedawno oglądaliśmy go sobie z Ulubionym po raz "już nie wiem który" (:

      Usuń
  13. Hmmm... Muszę przejrzeć te książki na lubimycztac.pl może znajdzie się wśród nich coś dla mnie. Białego Oleandra oglądałam już dawno temu i pamiętam, że mi się podobał, ale nie chciałabym tego czytać, to samo z Czarną Dalią i Lektorem, było i minęło, podobały mi się po prostu jako filmy. Reszty nie kojarzę oprócz Drive'a, który mi się nie podobał, ale uwielbiam tego aktora (w ogóle jestem bardzo podatna na męskie uroki w filmach), tego też bym nie chciała czytać xD

    A co do innych filmów i książek, to mnie niektóre skutecznie odstraszają. Ostatnio była Zaginiona dziewczyna. Książka mnie znudziła i przeszła mi ochota na kino, ale jak będzie dostępna na dvd, to na pewno obejrzę, bo wszyscy bardzo chwalą. Pewnie tu lepszy okaże się film. Dawno temu kochałam H. Pottera, ale po obejrzeniu I części w kinie moje wyobrażenia legły w gruzach i już na żadną inną nie poszłam. Kod da Vinci, nawet fajnie się oglądało, ale żeby to czytać, to dla mnie już bajka i szkoda mojego czasu :P


    Ale jest nadzieja, bo chociażby wczoraj na tvn puścili Saharę i zachciało mi się to przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem strasznie ciekawska i musiałam posprawdzać (:

      Usuń
  14. O, jaki skarbczyk ciekawych tytułów - we wpisie i w komentarzach. Dziękuję! :-)
    Próbuję sobie przypomnieć i z odległych czasów wyłania mi się "Lot nad kukułczym gniazdem" - po obejrzeniu filmu, od razu sięgnęłam po książkę. A ostatnio po "Musimy porozmawiać..." (ale to bardziej za sprawą pewnej znanej Owcy niż filmu, bo chyba Tilda mnie zmagnetyzowała, rola wydała mi się napisana dla niej ;-) i do głowy mi jakoś nie przyszło, że jest książka), ale dopiero zaczęłam lekturę. Niełatwa, bo miota mocno, więc postanowiłam, że nie będę tego czytać z doskoku, tylko muszę przysiąść. Mam wersję biblioteczną, ale to chyba książka, którą warto mieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to samo wrażenie. Dzień po skończeniu lektury obejrzałam sobie wieczorem film. Po ciemku i sama. Masakra. Tilda była wprost idealna do tej roli.

      Usuń
  15. Hmmmm... Przypomina mi się najnowszy film pana Miyazakiego "Zrywa się Wiatr". Nie jest to ekranizacja (ok - ekranizacja mangi), ale padł w nim tytuł pewnej książki. Chodzi mianowicie o Czarodziejską Górę Tomasza Manna - czytam, jeszcze nie wiem czy dam radę. ;p

    Hanbun no Tsuki ga Noboru Sora naprowadziło mnie natomiast na dwa kolejne tytuły: Rodzina Thibault Rogera Martin du Garda i Night on the Galactic Railroad Kenji Miyazawy. Z obiema pozycjami chcę zapoznać się w bliżej nieokreślonej przyszłości, drugą z nich najprawdopodobniej będę musiał wymęczyć po angielsku lub zadowolić się ekranizacją (brak polskiego przekładu z tego co się orientuję T.T).

    Na książkę poniekąd naprowadziła mnie też gra - Metro Last Light. Postanowiłem, że zanim zagram (lub obejrzę let's play na YouTube :)), sięgnę po coś Głuchowskiego. Tak właśnie przeczytałem Metro 2033. :)

    To chyba tyle. Gapiłem się w sufit dobrą chwilę i nie mogę nic wymyślić (późno już ;p). Przypominam sobie filmy, które zachęciły mnie do przeczytania książki (np. Wojna Światów), ale nie naprowadzały mnie one na zupełnie nieznany mi tytuł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj "Czarodziejską Górę", nie poddawaj się. I też lubię oglądać let's play-e ;p

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: