Wełniaste Podejście do Literatury

Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety - Mark Helprin

15 grudnia 2014 ,

"Gdyby świat był miejscem idealnym, naruszenie porządku zawsze byłoby złem - ale nie jest idealny, czasem więc trzeba pogwałcić reguły"[s.293].

Zaproponowałam spotkanie w kawiarni, ale pan Progresso stanowczo się temu sprzeciwił. Agresywne "na pewno nie" nie pozostawiało miejsca na dyskusję. Właściwie zostałam postawiona przed wyborem już dokonanym, wspinałam się zatem na wzgórze, podziwiając przy tym niezwykłą panoramę. Na szczycie oczekiwał już na mnie (uzbrojony w naładowanego walthera P88) osiemdziesięciolatek.


Oscar Progresso informuje mnie na wstępie, że tak naprawdę wcale nie nazywa się Oscar Progresso. Każdego dnia siedzi w ogrodzie w Niterói, ściska przyniesioną jak zwykle ze sobą broń, spogląda na morze, na tętniące życiem po drugiej stronie Rio de Janeiro i snuje swoje wspomnienia, a przywoływanie ich sprawia mu przyjemność porównywalną z pocałunkiem. Tak przynajmniej twierdzi. Ma już swoje lata, wyczuwa, że zostało mu niewiele czasu, dlatego pisze. Spisana przeszłość trafia do mrówkoszczelnej kasety, gdzie cierpliwie oczekuje na swojego czytelnika; być może przypadkowego, a może konkretnego. Być może na mnie. Zabieram pamiętnik ze sobą i czytam. Strona po stronie. W ukryciu, bo ten dziwak nie może wiedzieć, że piję przy tym kawę, dlatego uważam, by nic nie chlapnęło na zapisane kartki.

"Ta szatańska substancja sprawia, że człowiek uśmiecha się w obliczu tragedii. Przeobraża jego wnętrze w radośnie połyskujący mechanizm, hipnotyzuje go sztuczną wesołością, pozbawia go smutku i namysłu, które są kotwicami miłości" [s.228].

Zapewne bywaliście w sytuacji, gdy z uwagą wpatrujecie się w rozmówcę, słuchacie jego opowieści, przytakujecie mu, ale za cholerę mu nie wierzycie. Na mnie tak zadziałały słowa Oscara. Niezwykle często pojawiała się zatem w mojej głowie myśl: ta...jasne i zastanawiałam się, czy autor powieści miał w tym jakiś cel, czy ukrył za tym coś ważnego, głębszego, czy to po prostu ma być taka powieść o niesamowitym Oscarze i jego niesamowitym życiu. Bo czy można poważnie potraktować kogoś, kto jest na Ty z Papieżem, płynie wpław do Afryki, jest milionerem, jest biedakiem, zostaje zestrzelony przez Luftwaffe (dwukrotnie), ratuje samobójcę, sam kogoś zabija, okrada miejsce, którego okraść się nie da itd, itp... Zaufać mu jest trudno, nawet przy najszczerszych chęciach. Jednak mimo tak sceptycznego nastawienia, zapoznałam się z zapiskami Oscara do samego końca. Dopiero wtedy zrozumiałam, skąd być może brał się ten rozmach. Pojęłam wrodzoną, maniakalną wręcz niechęć do kawy, ale najważniejsze, że dowiedziałam się, kim tak naprawdę w tej historii byłam ja.


Chcąc określić powieść jednym zdaniem powiedziałabym, że "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" to pozbawiona jakiejkolwiek magii, zupełnie realistyczna opowieść o sytuacjach mocno niezwykłych. Podkreślam ten realizm, ponieważ czytam właśnie inną powieść pióra tego autora, która daleka jest od przyziemności, zatem kontrast między nimi wręcz mnie urzeka.


Oscar Progresso jest konkretnym, wyrazistym i temperamentnym facetem, który wiele w swym życiu zawdzięczać może jedynie przypadkowi. Ponieważ w swojej opowieści nie zachowuje właściwie żadnej chronologii, patrzyłam zatem na te szalone 80 lat jego życia co rusz z innego punktu na osi czasu. A na koniec ułożyłam wszystko w całość. Choć wspomnienia Oscara dotyczą niemal całego wieku XX, wiele z jego przemyśleń jest niezwykle trafnych i aktualnych również i dzisiaj. Często nie sposób było się z nim nie zgodzić, zwłaszcza w kwestiach dotyczących władzy i pieniędzy (układanie planów zemsty przez bogatą żonę - doskonałe). Jego wspomnienia zaś czyta się z niezwykłą przyjemnością, bo nie można odmówić Markowi Helprinowi umiejętności posługiwania się słowem, poczucia humoru, a także bujnej wyobraźni, czego odzwierciedleniem jest cały życiorys głównego bohatera. Przyjemnie było.



"Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, odłóżcie przeczytane kartki do mrówkoszczelnej kasety".

Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety [Mark Helprin]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



____________________________________________________
tytuł: Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety (Memoir from Antproof Case)
autor: Mark Helprin
tłumaczenie: Maciej Płaza
wydawnictwo:  Otwarte
data wydania: 8 października 2014 r.
ISBN: 978-83-7515-323-1
ilość stron: 560

Powiązane tytuły

20 komentarzy

  1. Ooo! To mnie pozytywnie teraz zaskoczyłaś! Czytałam "Zimową opowieść" i napiszę Ci szczerze, że szkoda, że do czytelnika trafiła dopiero po tylu latach, bo to jednak opowieść o Nowym Jorku sprzed 9/11 - czuć w niej tą naiwność, która zniknęła bezpowrotnie, gdy okazało się, że miasto tak naprawdę jest bezbronne...
    A tutaj pozytywnym aspektem wydaje się ten realizm i oburzenie związane z kawą - również nie pijam, chociaż wcale nie dlatego, że nie lubię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zatracam się w tym magicznym Nowym Jorku, który tak dyszy pewnością siebie i błyszczy jeszcze potęgą. Gdyby tak wszyscy słowem czarowali, jak pan Helprin (:

      Usuń
  2. Oscar skojarzył mi się ze "Stulatkiem, który uciekł przez okno". Ciekawe, czy ci bohaterowie mają wiele wspólnego, oprócz tego, że życie ich wplątało w różne zawirowania historii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle jeszcze stulatka nie przeczytałam, ale wrócę tu, by odpowiedzieć, jeżeli w końcu to się stanie. Ewentualnie Ty możesz poznać Oscara i sama ocenić. Nie wiem, co będzie szybsze w realizacji;p

      Usuń
  3. Faktycznie, opowieść Oscara jest tak barwna, że aż trudno uwierzyć w jej realność, ale z drugiej strony świetnie czytało się o jego perypetiach, więc mu to wybaczyłam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nam, ludziom, którym aż tyle w życiu się nie dzieje, ciężko jest zaakceptować fakt, że komuś faktycznie tyle mogłoby się przytrafić. Stąd to niedowierzanie...

      Usuń
  4. Nie znam jeszcze twórczości Helprina, ale widzę, że ostatnio sypnęło jego utworami na blogach książkowych. Podoba mi się motyw odnajdywania niezwykłości w twardej realności - w końcu ze statystycznego punktu widzenia bardzo wiele rzeczy jest możliwych, nawet jeśli prawdopodobieństwo ich zajść jest b. małe. Człowiek, który jest na Ty z przypadkiem z pewnością może pochwalić się ciekawą biografią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak inni, ale ja miałam w planach od dawna przeczytanie "Zimowej opowieści", jednak zupełnie mi się nie składało. A gdy pojawił się na rynku "Pamiętnik..." dostałam obie na raz w promocji 1+1darmo. Grzechem było to przegapić. I nie żałuję, bo Helprin naprawdę ładnie układa słowa.

      Usuń
  5. Zaglądam sobie o poranku do ulubionej Owcy, a tu nie dość, że śnieg, to jeszcze coś do (po)czytania.

    PS Dziś mam do odbioru w bibliotece "Zimową opowieść" - warto po nią iść? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merdnęły mi się tytuły, bo w Teatrze Polskim wystawiają właśnie "Podróż zimową" Jelinek, ale do biblioteki idę po Helprina. Bądź tak miła, Owco, i usuń pozostałość po tym błędnym komentarzu (chyba nie ma tu możliwości edycji, a ja piszę z rozpędu i potem takie oto wyniki ;-P).

      Usuń
    2. No dzień dobry! Fioletowy śnieg mnie tak urzekł, że postanowiłam go do końca roku pozostawić. Zamiast bombek i reniferów (bo my tu uważamy, że renifery odebrały fuchę owcom), będzie nam delikatnie pruszył fioletowy śnieg:D Jestem miła niemal zawsze (poza chwilami, gdy miła nie jestem), tak więc prośbę Twoją spełniłam, nim ją przeczytałam.

      A w sprawie "Zimowej opowieści" mogę powiedzieć następująco: ja jestem urzeczona - słowem, miastem, zimą, klimatem tej historii i realizmem magicznym, który uwielbiam ponad wszystko - i Ty również powinnaś być, bo to rodzaj opowieści, która sama jest myśli rozrzuceniem i zmusza też czytelnika do ich rozrzucania. Ktoś z brakiem myśli znudzi się nią raczej. A wszystko zacznie się od konia! (zaciesza)

      Usuń
    3. Wirtualny śnieg wolę od miejskiego, więc z przyjemnością będę się u Ciebie dośnieżać. ;-)

      Dziękuję za iście Owcze przybliżenie "Zimowej opowieści". Po jego przeczytaniu i odebraniu książki przejrzałam kilka stron jeszcze "urękawicznionymi dłońmi" i chyba dam się ponieść tej opowieści... Wręcz nie mogę się doczekać.

      Usuń
    4. Cieszę się, że mogłam pomóc na swój wełniasty sposób (:

      Usuń
  6. Czuję się zachęcona do lektury :) Czytanie o ciekawym życiu staruszka już raz się w moim przypadku sprawdziło (Stulatek, który wyskoczył...) ;)
    I znów, dzięki Tobie, odkrywam ciekawego autora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to się cieszę (: Tymczasem ponownie pojawia się odniesienie do "Stulatka...", więc chyba czas stanąć na głowie, zagiąć czasoprzestrzeń i znaleźć w niej wyrwę na przeczytanie go w końcu.

      Usuń
  7. Ciekawa jestem. Zimowej opowieści jakoś się nie doczekałam (szał na nią wielki w moich bibliotekach), więc może uda mi się wcześniej zaczaić na to. Chyba mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie ten kontrast z "Zimową opowieścią" był faktycznie bardzo mocny, przy czym jeśli mam wybrać tą lepszą, będzie nią na pewno "Pamiętnik..". Mimo, że uwielbiam magiczny realizm, to jednak Helprina lepiej mi się czyta, kiedy jest niemagiczny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy czytelniczo odwrotnie - ja jednak wolę "Zimową opowieść". To znaczy teraz, gdy przeczytałam już obie książki wiem, że tak jest. Chyba po prostu taki rodzaj literatury ma u mnie zawsze większe szanse. Magiczny Helprin podbił zatem moje serce (:

      Usuń
  9. Może kiedyś, jeszcze pomyślę. Bo te fakty nieprawdopodobne trochę mnie zniechęcają.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: