Wełniaste Podejście do Literatury

Półbrat - Lars Saabye Christensen

8 grudnia 2014 , , ,

"Liczy się nie to, co widzisz, ale to, co wydaje ci się, że widzisz." - Lars Saabye Christensen

Chociaż do końca roku pozostało jeszcze ponad dwadzieścia dni, ja już wiem, która książka będzie moim prywatnym czytelniczym numerem jeden 2014 roku. Bo choć czytam teraz całkiem fajne opowieści, które najpewniej zajmować mnie już będą do ostatnich dni grudnia, żadna z tych książek nie przebiła wrażenia, jakie na mnie zrobił i pozostawił po sobie w mojej głowie norweski "Półbrat".


Pisarz Lars Saabye Christensen przedstawił w swojej przeszło 900 stronicowej powieści dzieje rodziny, której los nie oszczędzał. Można by pomyśleć, że to typowa saga norweskiego rodu, bo przedstawione przez autora wydarzenia, rozciągnięte są na osi mniej więcej stu lat. Jest wielopokoleniowa familia i ciągnąca się za nią tajemnica. A więc? Saga to to niewątpliwie jest, ale grubym nietaktem z mojej strony byłoby nazwanie jej typową.
Narratorem powieści jest Barnum, scenarzysta filmowy, który zdobył uznanie również poza granicami Norwegii. Ma bardzo nietypowe imię, sporo alkoholu we krwi i świadomie bądź nie, zaprasza mnie do wysłuchania swojej historii. Zatem siedzimy tylko we dwójkę, w małym pokoju hotelowym, bez widowni, bez reporterów, bo to, co mi zaraz opowie, jest tylko dla moich uszu. I tak poznaję losy jego prababki, babki i matki. Trzech mieszkających pod jednym dachem kobiet, z których każda przeżywa coś strasznego, co zarazem stanowi początek nowego etapu w ich życiu. Barnum przedstawia mi też swojego brata, Freda, z którym łączy go prawdziwie dziwna więź: połączenie miłości, zależności, potrzeby bliskości i nienawiści. Z zakamarków pamięci zostaje także przywołana przeszłość ojca oraz rodzin dwójki przyjaciół poznanych w dzieciństwie. Wszystkie te wątki splatają się w niezwykle wciągającą opowieść. Opowieść o prześladowaniu ze względu na odmienność, o niezrozumieniu, o sile wytrwałości i o bolesnym dojrzewaniu. Opowieść o tym, jak pozornie niewiele znaczące wydarzenia potrafią doprowadzić do nieoczekiwanych skutków.

"Skoro Fred przestał mówić, to ja mogę przynajmniej przestać jeść. Nie ma innego wyjścia. Że też wcześniej tego nie wymyśliłem. To przecież takie proste. Jeśli nie będę jadł, to będę wyższy. Zamiast rosnąć wszerz, tak jak musiało być z ojcem przez te wszystkie lata, wciskanym w ziemię przez swój ciężar, ja będę rósł wzwyż, będę się wyciągał, chudy i nieważki, głód będzie mnie unosił w górę"[s.286].

Barnum zna przeszłość swoich przodków w najdrobniejszym szczególe. Wie o rzeczach, które wydarzyły się na wiele, wiele lat przed jego narodzeniem, a już na początku opowieści wiadomym jest, że z pewnością nie dowiedział się o tym wszystkim w rodzinnym domu. Opowiada o dorastaniu, o poczuciu wyobcowania, o milczeniu i o śmierci - również tej pozornej, o nieobecności i sile oczekiwania, o potrzebie schronienia się pod osłoną starszego brata, którego nigdy nie ma. Brata, który wydaje się być przepełnionym nienawiścią do świata, jak gdyby się z nią urodził. Właściwie półbrata, który zjawia się, rani, by znów w niedługim czasie zniknąć. Za pośrednictwem słów Barnuma Lars Saabye Christensen doskonale charakteryzuje postacie pojawiające się w tej opowieści. Nikt tam nie jest nijaki, każdy jest stworzony niezwykle precyzyjnie, każdy z nich ma wyraziste kontury, wyraziste wnętrze i wyrazisty charakter. Indywidualni nosiciele zbiorowej tajemnicy.

Kameralna, prywatna, a jednak monumentalna i tajemnicza. Genialna i pełna sprzeczności. Taka jest opowieść Barnuma. Trochę też jest jak bajka. W miarę wsłuchiwania się w jego słowa, zaczynałam się zastanawiać, na ile mocno narrator ubarwiał swoją opowieść. Bo przecież ciężko uwierzyć w pewne zbiegi okoliczności, które czasem w snutej opowieści miały miejsce. Jako słuchacz stawałam się więc nieufna. Jednakże ciągle pamiętałam, że wiele elementów układanki pochodziło od osób trzecich, tych przez lata obserwujących ciekawskich oczu, sąsiadów, dalszych krewnych, którzy potem wpasowywali swój puzzel informacji w brakujące miejsce, a gdy coś nie pasowało - przycinali nadmiar, czy też dodawali tam, gdzie im czegoś brakowało. Mogło tak być. I być może Barnum naprawdę wziął sobie do serca słowa własnego ojca, które co rusz przewijają się w tej opowieści: "liczy się nie to, co widzisz, ale to, co wydaje ci się, że widzisz". Może, skoro jest scenarzystą, napisał film i dla mnie?

Czy Fredowi udało się odkryć coś, co przez te wszystkie lata było głęboko schowane w pamięci i historii, a co wywierało nieustanny wpływ na całą rodzinę? Czy można odnaleźć zaginione? Czy można urodzić się z nienawiścią w sercu? Czy ludzie czujący od pierwszych dni swego życia smutek, mają szansę na szczęśliwą egzystencję? Czy powinnam bezkrytycznie podejść do słów Barnuma i po prostu mu uwierzyć? Do czegoś się Wam przyznam, bo zawsze szczerze piszę. Przewróciłam ostatnią stronę książki tak wciągnięta w fabułę, że zupełnie nie zarejestrowałam, że to już koniec. Spojrzałam, że na kolejnej stronie nic nie ma i powiedziałam bardzo na głos: nosz, k*mać. Tak. Następnie poszłam natychmiast sprawdzić, czy jest jakaś kolejna część. I nie ma.

Andrzej K. Appelt nazwał mnie niedawno (bardzo pięknie zresztą) Książkoszczujem odmiany nieminiaturowej.
I ja teraz właśnie szczuję Was tą książką. Musicie przeczytać Christensena. Koniecznie.






_______________________________________________
tytuł: Półbrat (Halvbroren)
autor: Lars Saabye Christensen
tłumaczenie: Iwona Zimnicka
wydawnictwo:  Literackie - egzemplarz recenzencki
data wydania: 13 listopada 2014 r.
ISBN: 978-83-08-05434-5
ilość stron: 920

Powiązane tytuły

31 komentarzy

  1. Jak Owca pisze taką recenzję, wystawia taka ocenę, mówi o książce, że jest monumentalna i bardzo nietypowa, to grzechem byłoby jej nie przeczytać.

    "OK, I'll read" Ty Książkoszczuju :v

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Ciebie specjalnie były piktogramy ^^

      Usuń
    2. Że niby co? Że ja tego, tego?
      Oj, Ty!
      Niedobra Owca!

      Na zimę robisz się chyba nieco bardziej żartobliwa co? ;)

      Usuń
    3. Spójrzmy na to z odwrotnej strony - złośliwość to mój stan naturalny, a na jesień byłam po prostu miła (:
      A co do piktogramu, miał za zadanie przekazać wprost - masz przeczytać - jeżeli treść by jednak nie dotarła do czytelnika. A że zgłosiłeś się pierwszy, to padło na Ciebie (:

      Usuń
  2. O! Zwróciłam uwagę na tę książkę dawno temu, po przeczytaniu o niej w jakiejś gazecie. I zapomniałam później o niej całkowicie, ale widzę, że książka nie zapomniała o mnie. Uwielbiam opowieści o grzechach przeszłości rodzin, o ukrytych tajemnicach. I jeszcze taka recenzja. Zrobię sobie prezent na gwiazdkę:]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób, zrób. A ja już tęsknie spoglądam ku nowej książce autora.

      Usuń
  3. Już o niej słyszałam i mnie zaciekawiła. Poczekam trochę i zapoluję na nią w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto. 900 stron znika w oka mgnieniu.

      Usuń
  4. Wcale nie z powodu "książkoszczucia", ale dlatego, że Twoja recenzja naprawdę mnie zainteresowała - doszłam do wniosku, że muszę koniecznie przeczytać tę książkę :) A nazwisko kompletnie mi nieznane! Czas to zmienić.

    PS. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale od ostatniego wpisu nie widzę cytatów :( Wygląda to tak, jak by były białe na białym tle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, Karolinka, może odśwież stronę i daj mi znać, co i jak, bo mnie zmartwiłaś; sprawdziłam na trzech przeglądarkach (chrome, ie, ff) i tekst widać normalnie. Bo te cytaty to tylko zwykły, wklepywany przeze mnie osobiście i skursywiony tekst, nic więcej, więc to dziwne.

      Usuń
    2. Odświeżyłam i teraz jest ok - za to na swoim własnym blogu nie widzę cytatów i tytułów :D Chyba coś w pracy mamy pokopane, sprawdzę to potem u siebie w domu, bo tam chyba wyświetlało mi się normalnie.

      PS. Zamiast "skursywiony" przeczytałam brzydkie słowo :(

      Usuń
  5. Koniecznie trzeba się zapoznać, skoro Owieczka tak pięknie o niej pisze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dobrych książkach aż chce się pisać (: przy słabych szkoda mi czasu na marnowanie słów ;p

      Usuń
  6. Wiedziałam! Wiedziałam! :D MUSZĘ mieć! Teraz żałuję, że nie zdobyłam wcześniej i dopiero w nowym roku zapoluję... No masakra... A może by tak na niebawem? Hm... Nie wiem, nie wiem nic, bo mnie poszczułaś i aż podskakuję z ekscytacji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że mogłam utwierdzić Bom(bom)bla w konieczności uzbrojenia się w Larsa (:

      Usuń
  7. Przymierzam się do niej już od kilku lat, a to wznowienie tylko podsyciło moją ciekawość. No i Twoja recenzja też. Czytałam kiedyś „Hermana” tego autora, ale ponoć do „Półbrata” się ani nie umywa. No i nie wiem teraz, czy Ci dziękować czy się złościć, bo przecież nie mam kiedy tego przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złościć się? Na mnie? To nie uchodzi. Można się tylko cieszyć, że taką fajną książkę Ci podsunęłam.
      U mnie czas znajduje się w końcu zawsze, gdy książka już leży na półce. Bo jak nie leży, to potrafię nawet o niej zapomnieć. Innego sposobu na czas niestety nie znam, choć Buk coś majstrował z gumą do majtek. Ale projekt jest bardzo mocno wstępny, więc nie pokładałabym w nim jeszcze nadziei.

      Usuń
    2. U mnie sposób z półką nie działa, bo już jest na tej półce tyle, że się ugina, a jakoś nic nie ubywa... Słyszałam o tej Bukowej machinie, czekam niecierpliwie na patent, będę pierwszym kupcem!

      Usuń
  8. "I'll do it, but buy me some extra time first" :)

    Te 900 stron robi wrażenie, chociaż kiedy czytać takie opasłe knigi, jeśli nie w grudniu właśnie? Całkiem niedawno miałem styczność z innym skandynawskim literatem - obcowałem z duńskimi "Odwiedzinami" Madsena i przyznaję, że tamtejsza literatura wydaje mi się co najmniej godna uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno temu postanowiłam, że nie będę zwracać uwagi na ilość stron. Bo grube książki mnie często odstraszały, przez co były pokrzywdzone. A potem wymyśliłam sobie, że co by się nie działo, będę czytać sto stron dziennie. Codziennie. A jak się da to więcej. I to działa. Christensen zniknął w mniej niż tydzień, bo przy nim zdecydowanie zadziałało "jak się da to więcej" (:

      Usuń
  9. Z pewnością jej gdzieś poszukam! Zachęciłaś mnie (prawie zmusiłaś, ale co tam!) :)

    OdpowiedzUsuń
  10. NO to trzeba bedzie przeczytac. Juz sie zaopatrzylam zreszta w egzemplarz po przeczytaniu innej recenzji, choc nie tak entuzjastycznej jak Twoja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas czyta inaczej. Ja się zachwyciłam i dlatego wyraziłam swój zachwyt głośno. Poczekam teraz spokojnie, aż Ty przeczytasz, być może opiszesz swoje wrażenia, a ja poćwiczę wtedy na nich znajomość języka (:

      Usuń
  11. Takie książkoszczucie rozumiem. Tylko dlaczego tak się porobiło, że większość książek, które chcę mieć, są tak obszerne? Choć "Półbrat" nie wygląda na zdjęciu na te 900 stron, to chyba muszę się wybrać do jakiejś księgarni, żeby zacząć oceniać grubość pozycji na których mi zależy (boję się, że zaraz zapełnię swoją nową biblioteczkę). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rudego zrzucisz na podłogę i będzie miejsce na Christensena (:

      Usuń
  12. Intrygujący ze wszech miar zachęcacz do czytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziłam już zasobność bibliotek - trzeba poczekać, ale jest kilka egzemplarzy, więc wpisuję do kalendarza 2015 w rubrykę "chętnie przeczytam". ;-)

      Usuń
  13. Już wcześniej słyszałam mądre głosy, że warto, ale te pytania na końcu recenzji, to szukanie kolejnej części...No jasne, że to przeczytam! A pomacałam już w księgarni - apetyczna cegła ;)
    PS Gotowa na "Porwanie"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, dziś nie miałam możliwości z Tobą usiąść przed TV. Ale myślami sprzedawałam Ci fabułę, bo ja już film widziałam, a Ty i tak nie mogłaś tego usłyszeć (:

      Usuń
  14. Czuję się podszczuta. W przyszłym roku postaram się kiedyś dopaść:)

    OdpowiedzUsuń
  15. "Kameralna, a jednak monumentalna" - dokładnie:) Też zachwyciłam się i uznałam za swój najlepszy typ na 2014 rok :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: