Wełniaste Podejście do Literatury

Bellevue - Ivana Dobrakovová

15 stycznia 2015 , , , ,

Marsylia. Ciepło, piękno południa, lazurowe morze, białe domy, fioletowe kwiaty. Taka błogość, a przynajmniej tak to sobie wyobrażam, bo nie byłam. Spoglądając za okno na ten nasz buro-zimowy krajobraz, z chęcią przeniosłabym się na chwilę do takiej letniej Marsylii. Złapać trochę słońca i napawać się jego ciepłem, poczuć jak czas spowalnia, a może nawet zupełnie się zatrzymuje, napić się wina, potańczyć z Ulubionym. A przy okazji sprawdzić, czy miejsce o nazwie Bellevue, w którym słowacka pisarka Ivana Dobrakovová umiejscowiła akcję swej powieści, istnieje. Tak z ciekawości.

Historia opowiadana przez Blankę wydaje się być banalna. Ot, znudzona dziewczyna z Koszyc postanawia wyrwać się gdzieś w wakacje. Sama. Byle daleko, byle niedrogo, byle coś przeżyć. Zgłasza się więc jako wolontariusz do ośrodka Bellevue w Marsylii. "W domu skleciłam list motywacyjny, na który składał się stek bzdur: jestem wprost stworzona do tej pracy, zawsze marzyłam, żeby pomagać niepełnosprawnym, kiedy mój ojciec zachorował, codziennie odwiedzałam go w szpitalu"[s.6].  Blanka zdaje się nie zastanawiać nad tym, co robi, nie podchodzi do wolontariatu poważnie, nie myśli. Jej wizja rajskich wakacji zostaje zatem szybko rozwiana, gdy tylko dziewczyna przybywa do ośrodka.

Zderzenie z ułomnością ciała, z chorobą, z niemocą jest dla niej na tyle bolesne, że w pierwszej chwili w dziewczynie wiruje cała karuzela emocji: czuje do tych powyginanych lub nieruchomuch ciał wstręt, ale czuje też strach przed nimi, że niechcący może komuś wyrządzić krzywdę, czuje również współczucie, bo ich umysły uwięzione są w maszynach zależnych zupełnie od woli innych osób. Nawet załatwić się nie mogą sami. Widok tych wszystkich chorych i atmosfera niepełnosprawności sprawiają, że Blanka zaczyna bać się o siebie samą. A co, jeżeli dziś nad nimi wszystkimi góruje sprawnością, a jutro sama obudzi się sparaliżowana?

I tutaj zmienia się sposób, w jaki czytelnik odbiera główną bohaterkę. Akapity kończą się przecinkami, jak gdyby kolejne ciągi słów wcale się nie kończyły, a zostały przez coś zerwane. Bo ta jedna myśl rośnie w Blance, nakręca kolejne jej wizje, budzi w dziewczynie paranoję, która wyciąga na światło dzienne jej złamanie, jej bezsilność i panikę zarazem. Jej samotność. I jednocześnie jej siłę. Bo Blanka nie chce się temu poddać. Chce z tym walczyć. Ujarzmić to. Sama.

Pierwsze zdanie o książce wyrabiamy sobie często po przeczytaniu pierwszych kilkunastu, czy kilkudziesięciu stron. Wiemy już, czy styl pisania autora nam pasuje, czy fabuła powieści wciąga, czy chcemy wiedzieć, co wydarzy się dalej. "Bellevue" to powieść, która swoimi pierwszymi stronami mnie mocno wystraszyła. Miałam obawy, że wdepnęłam w wewnętrzny monolog dziewczyny, która urywa się z domu i będzie opowiadać o swoich wakacyjnych podbojach miłosnych, o pobycie w ośrodku dla niepełnosprawnych i o tym, jakie to straszne było, gdy musiała wycierać im tyłki. Że mnie zanudzi śmiertelnie. Jednak to pierwsze wrażenie zostaje mocno, dosadnie wręcz strzaskane. Bo nagle ni z tego, ni z owego ta historia przeistacza się. I z głupiej powiastki o wakacyjnym wypadzie do Marsylii otrzymujemy przejmującą opowieść o depresji, załamaniu, mentalnym paraliżu oraz o obsesji i walce z własnym lękiem.

Wszystkim nam wydaje się, że jesteśmy twardzi i nie do złamania. Niewielu z nas zna swój słaby punkt, ale każdy jakiś ma. Niepokój, który się po nas rozłazi. Kamień który rozbija nas jak taflę lustra. Prawdziwą siłę okazujemy wówczas, gdy podejmujemy walkę z samym sobą i na przekór wszystkiemu staramy się to lustro posklejać. Takie samo nie będzie już nigdy. Ale będzie. Może nawet mocniejsze przez ten klej to tu, to tam. Blanka nie zapytała mnie, czy tego chcę, czy jestem na to gotowa. Po prostu wzięła za rękę i wciągnęła w świat swojego umysłu. Gorzej, że w żaden sposób nie mogłam jej pomóc. Mogłam się tylko biernie przyglądać.

"...i gdybym tylko na moment oderwała się od swojego bogatego świata wewnętrznego, od razu spostrzegłabym, że wszyscy jesteśmy po samą szyję zanurzeni w gównie"[s.85].





_______________________________________
tytuł: Bellevue (Bellevue)
autor: Ivana Dobrakovová
tłumaczenie: Izabela Zając
wydawnictwo:  Książkowe Klimaty - egzemplarz recenzencki
data wydania: grudzień 2013 r.
ISBN: 978-83-64166-01-3
ilość stron: 287



Powiązane tytuły

22 komentarzy

  1. Świetna, przejmująca książka. Początkowo też wydawało mi się, że to będzie zwykła opowiastka o wakacyjnych przygodach młodej dziewczyny, a autorka zaserwowała czytelnikom jazdę bez trzymanki. Jeszcze żadna książka z Książkowych klimatów mnie nie zawiodła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jest to, że ta jazda bez trzymanki wiedzie po zupełnie prostych konstrukcjach. A wrażenie jak z kolejki górskiej. I fakt, KK mają nosa do ciekawej literatury.

      Usuń
  2. Dokładnie tak jest. Przeżyłam coś podobnego. Myślałam, że jestem taka mocna... nic z tego, wobec cierpienia i niedołężności nie ma mocnych, niektórzy mogą się znieczulić... Ja nie wytrzymałam, pękłam i pewne obrazy są moimi koszmarami.
    Książki poszukam i przeczytam. Jestem ciekawa świata wewnętrznego dziewczyny - jej myśli, lęków, fobii, bezsilności i całej gamy emocji, które trudno opisać, gdy zetkniemy się ze światem wcale nie przypominającym tego z reklamowanego zdjęcia, tego z naszych wyobrażeń i poczucia estetycznej przyzwoitości. To ciekawe.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla głównej bohaterki te obrazy stały się impulsem do uwolnienia rzeczy o wiele gorszych.
      Czasem tak niewiele potrzeba.
      Uściski (:

      Usuń
  3. W samej Marsylii nie byłem, ale miałem okazję zwiedzić najbliższą okolicę, kiedy to podczas praktyk studenckich mieszkałem w Montpellier - z chęcią bym wrócił do tamtejszego klimatu :) Książka wydaje się b. interesująca - podoba mi się tematyka. Człowiek pełnosprawny kontra niepełnosprawny, przy czym wyjściowym założeniem bohaterki wydaje się teza, że niepełnosprawny to nie w pełni praw, gorszy, godny litości, itd. Bardzo jestem ciekaw, jakie dokonują się w umyśle i nastawieniu protagonistki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, zapewne zostaniesz mocno zaskoczony. I już nie mogę doczekać się relacji z Twoich wrażeń.
      Ale - jak zawsze - mówię od siebie tyle, by czytelnik sam odkrywał i był zaskoczony, mimo że o książce przecież czytał (:

      Usuń
  4. Lubię, gdy książka, która z początku nie zapowiada się na coś dobrego pokazuje, że wcale tak nie jest ;) Taka miła niespodzianka. W Marsylii nie byłam - ani fizycznie, ani literacko, więc może warto się wybrać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. Szybko przestaniesz zwracać uwagę na Marsylię ;p

      Usuń
  5. Ostatnio w "Krysuviku" znalazłam podobne tematy (tu zamiast depresji, było hm... jak to nazwać? zniedołężnienie po prostu) i mocno mnie przybiły, ale przy okazji dały do myślenia. Takie są te niepozorne książeczki, podchodzisz do nich ufnie, a tu bum obuchem w twarz. Poszukam sobie tego "Bellevue" :) A swoją drogą, bardzo ciekawe książki pojawiają się w Książkowych klimatach. I okładki też mają niezłe, w kazdym razie na tyle charakterystyczne, że już je rozpoznaję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, poszukaj. Tak, mają nosa do niezwykłych tytułów. Tak, Autorką okładek jest pani Justyna Boguś.
      Trzy razy tak = Ekruda czyta Bellevue! (;

      Usuń
    2. Po Christensenie to ja już od Ciebie wszystko kupię :D

      Usuń
  6. Książka chyba nie dla mnie, ale zakochałam się w okładce! Jest piękna!
    www.rozdzial5.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ponieważ odnoszę ostatnio takie właśnie wrażenie, jak z cytatu u dołu posta, boję się jeszcze bardziej pogrążyć w niepokojących romyślaniach, sama staram się właśnie sklejać rozbitą taflę, żeby przynajmniej jakoś być w tym życiowym chaosie. I choć bohaterka zdaje sie widzieć światełko w tunelu, ja wciąż jestem zbuntowana i zła. Nie sięgnę po tę książkę z obawy, że się bardziej zaprę w sobie i rozhuśtam emocjonalnie. Ale jak zwykle zaciekawiasz swoją opowieścią, pozdrawaim:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że klej chwyci mocno i szybko (:
      Uściski.

      Usuń
  8. z ciekawości- przeczytam :)
    zapraszam do mnie
    www.zakladkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię takich niszowych (a już bałkańskich to...) autorów. To już plus na start. Wewnętrzne monologi bohaterów mi niestraszne, a jeśli dodajesz do tego to roztrzaskanie, coś, co robi takie wrażenie, ja się decyduję. Znajdę gdzieś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robi, robi. Niby nic, lekko i przyjemnie, a tu nagle jeb! ładunkiem przeemocjonalnym prosto w twarz.

      Usuń
  10. Lubię, kiedy lektura pokazuje duszę człowieka i jej ulotne, tak łatwe do zniszczenia widmo. Przecież nie jest łatwo ukazać emocje w sposób ciekawy oraz poruszający. Tu okazuje się, że otrzymujemy wszystko , co składa się na dobrą lekturę...

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyczuwam ciekawą, przemyślaną formę. I bardzo mi się podoba to, że bohaterka bierze jednak na rogi to, co sobie sama zgotowała.

    OdpowiedzUsuń
  12. A czekałam na Wełniaste wrażenia z "Bellevue" i aż mnie przytkało, że tak są podobne do moich (choć ja czytałam jakiś rok wcześniej).
    Autorka dość zwinnie zaplątuje czytelnika w myślowy obłęd / obłędne myśli bohaterki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, to znaczy, że poprawnie odebrałam emocje. Egzamin zdany (;

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: