Wełniaste Podejście do Literatury

Dyskretny bohater - Mario Vargas Llosa

11 stycznia 2015 , , ,

"Literatura to coś najlepszego, co wymyślono dla obrony przed złym losem." - Mario Vargas Llosa

Lubię ten cytat. Gdy mam ochotę zniknąć, po prostu rozciągam przed oczami parawan z książki i nie widzę nic, jestem już gdzie indziej. Domyślam się, że nie jestem w tym postępowaniu osamotniona. Ostatnio przeniosłam się zatem duszą do Peru. Przyznam, że wyczekiwałam tej podróży. Dla wewnętrznego rozgrzania tej zewnętrznej zimy. Myślałam, a właściwie byłam przekonana, że pewien bohater będzie się do tego nadawał idealnie. ¡Che guá!


Dwa miasta, z którymi autora bardzo wiele łączy - mała Piura i wielka Lima. W tym małym ktoś ośmiela się wyłudzić haracz za ochronę od szanowanego przedsiębiorcy Felícito Yanaqué. Gdy okazuje się, że inni po cichu płacą już od dawna, don Felícito wypowiada otwartą wojnę szantażystom. Nie mógł przecież zawieść swego ojca, który tuż przed śmiercią powiedział: "Nigdy nikomu nie pozwól się sponiewierać, synu. Ta rada to jedyny spadek, jaki ci zostawiam"[s.11]. Tylko jak tu dochodzić sprawiedliwości, gdy za policyjnymi biurkami siedzi nie kto inny, jak kapitan Silva i sierżant Lituma? Zaś w tym wielkim mieście staruszek bogacz, Ismael Carrera, postanawia na złość swoim wyrodnym synom, zwanym pieszczotliwie hienami, nie umierać. Ba, nawet idzie krok dalej i żeni się z własną służącą. To zdarzenie bardzo mocno wpływa na spokojne dotąd życie don Rigoberta i Lukrecji, którzy zmuszeni są na chwilę odłożyć łóżkowe igraszki oraz przygotowania do długiej podróży po Europie, by stanąć twarzą w twarz z piętrzącymi się niedogodnościami. Sprawy nie ułatwia im również nastoletni już syn Fonsito, który zamiast podglądać jak zwykle macochę, woli rozmawiać z diabłem w fioletowej kamizelce.

Dzieje się, moi drodzy. Szybko, lekko i z dreszczykiem, choć dosyć niewielkim. Szantaż i przemoc mieszają się tu z niepoprawnym romansem, gdyż obie te nici fabularne na koniec splatają się ze sobą. Wizja buńczucznego staruszka bez zębów, który rzuca wyzwanie mafii - bezcenna. Tajemnicza postać Edilberta Torresa, niczym eleganckiego diabła z powieści Tomasza Manna, którą widzi jedynie dziecko, dodaje do powieści nutkę nierealności. Wyłaniające się sponad literek tekstu obrazy dwóch miast oraz praw nimi rządzących, również zasługują na odnotowanie. Tylko ten południowoamerykański klimat, który kiedyś chciałabym poczuć osobiście, a którego zawsze Vargas Llosa dostarczał mi w ogromnych ilościach, jakoś gdzieś zaginął w tej akcji.


Po przewróceniu ostatniej strony powieści pomyślałam sobie, że kiedy jest się autorem tak znanym i cenionym przez czytelników na całym świecie jak Mario Vargas Llosa, można sobie pozwolić na chwilę oderwania i napisać coś, co niekoniecznie będzie poważne, głębokie i przenikliwe. W końcu osiągnęło się już wszystko, czego powieściopisarz mógłby pragnąć. Można poluzować węzeł krawata, położyć nogi na biurku i lekkim piórem ponownie przywołać na scenę kilkoro swych bohaterów. Wrzucić ich w peruwiańską telenowelę i puścić do czytelnika oko. Tak, do mnie też, bo chociaż zdecydowanie wolę te powieści, które nazywane bywają arcydziełami Llosy, a najnowszą historię uważam za zwyczajnie średnią, to w tym mało poważnym wydaniu również go kocham. I nie przestanę, choćby przerzucił się na poezję. Tyle, że to czysto subiektywne podejście, a wszystko będzie zależało od tego, czego się u Maria Vargasa Llosy jako czytelnik poszukuje. Ulubiony na przykład zdecydowanie woli właśnie tę lekką stronę twórczości autora. Ale to wina Lukrecji. ¡Che guá! (;


I na koniec rozczulający cytat:

"- Bo jednego nie rozumiem - zaczął Fonsito z pewną dozą nieśmiałości. - Chodzi o ciebie, tato. Zawsze kochałeś sztukę, malarstwo, muzykę, książki. To jedyna rzecz, o której mówisz z ogromną pasją. W takim razie dlaczego zostałeś prawnikiem?
(...)
- Z tchórzostwa, synku - szepnął wreszcie" [s.204].

W lekturze książki nieustająco towarzyszył mi inny dyskretny bohater,
jednak od razu podkreślam, że ten mruczący po niemiecku kot nie jest mój, nad czym ubolewam.



__________________________________________

tytuł: Dyskretny bohater (El héroe discreto)
autor: Mario Vargas Llosa
tłumaczenie: Marzena Chrobak
wydawnictwo:  Znak
data wydania: 5 listopada 2014 r.
ISBN: 9788324031801
ilość stron: 384

Powiązane tytuły

34 komentarzy

  1. Ja o autorze słyszałem, choć przyznam, że żadnej jego książki nawet w rękach nie miałem. A czy mieć będę? Pewno tak, choć raczej zacznę od tych jego bardziej ambitnych pozycji. Tę sobie zostawię na "kiedy indziej", jak już będę chciał poczuć nieco bardziej lekka stronę jego twórczości.

    P.S. Okładka książki bardzo przyciąga mój wzrok. Doprawdy nie wiem dlaczego!
    P.S. 2. Fajny koteł, szkoda, że nie owcowy :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała seria z rodziną Lukrecji ma ciekawe okładki. Polecam zerknąć na "Pochwałę macochy", a także na "Zeszyty don Rigoberta". A najlepiej - polecam przeczytać. Poznasz trochę obrazów (chichot) :>

      Usuń
    2. OK ;d Czyli Pan Llosa ląduje w kategorii "must-have" na rok 2015 :>

      Usuń
  2. Ja także droga Owco lubię się ocieplać wewnętrznie dobrymi powieściami, które przeniosą choćby na chwilę tam gdzie nie wieje. Ale w przypadku Llosy mam mieszane uczucia, bo czytałam jakieś szelmostwa, podobno niegrzecznej dziewczynki i było dobrze. A potem wpadły w moje ręce jakże pochwalne opisy ludzkich ułomności i "Pochwała macochy" totalnie mnie wystraszyła! Chociaż powieść oryginalna to niektórych obrazów do dziś nie mogę wymazać z pamięci, a bardzo bym chciała ;) Czy w takim przypadku myślisz, że "Dyskretny bohater" będzie dla mnie łaskawy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe. Oj, będzie, będzie. W "Dyskretnym..." Lukrecja jest zajęta pakowaniem i myśleniem o kłopotach rodzinnych, zaś Fonsita zajmują rozmowy z niewidzialnym człowiekiem, więc tym razem obrazów brak (no może poza jednym, małym, frywolniejszym), jak w przypadku "Pochwały macochy". Poziom rubaszności zdecydowanie ściągnięty został w tej powieści do minimum,więc czytaj sobie spokojnie i bez przerażenia (:

      Usuń
  3. Całkiem niedawno także przebywałem w Peru, literacko oczywiście :) Tyle, że za sprawą innego pisarza, bo Miguela Otero Silvy. Llosy już dość dawno nie czytałem i zamierzam po niego sięgnąć w tym roku, żeby odświeżyć naszą znajomość, którą zawarłem z nim niedługo przed otrzymaniem przez niego literackiej nagrody Nobla. Tyle, że najpierw zajmę się chyba "Ciotką Julią i skrybą", którą ciągle mam na mojej półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ciotka..." jest ciekawa. Lżejsza, ale wciągająca. Zwłaszcza, że zawiera wątki biograficzne, które stały się później tematem skandalu. Polecam po lekturze sobie poczytać na ten temat w ramach ciekawostki.
      Cóż, wszak ta gorąca południowoamerykańska krew nieustannie wrze (:

      Usuń
  4. "Rozmowa w Katedrze" Llosy będzie jedną z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam. Czytałam jeszcze "Kto zabił Palomina Molero?" i "Litumę w Andach", ale lżejsze książki peruwiańskiego autora jakoś mi nie leżą. Dziś zamierzam zacząć "Dyskretnego bohatera" i mam nadzieję, że ta książka jednak będzie mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, daleko "Dyskretnemu..." do rozmachu "Rozmowy...". Ale na przyjemny wieczór z niezobowiązującą powieścią nada się w sam raz.

      Usuń
  5. Lekko, przyjemnie, trochę telenowelicznie - idealnie <3 Takiego właśnie Llosę uwielbiam ("Pochwała Macochy"!) :D Chyba następna w kolejce u mnie będzie "Ciotka Julia i Skryba" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam już co czytać, bo wszystko pana autora przeczytałam. Mogę jedynie sobie powtarzać i powtarzając wyczekiwać czegoś nowego. Ale życzę przyjemnych wrażeń z "Ciotki..." (:

      Usuń
  6. Odkąd tylko usłyszałam o tej książce bardzo chcę ją przeczytać, mam nadzieję, że wkrótce mi się to uda ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na razie udało mi się przeczytać tylko "Szczeniaki" Llosy i przyznam szczerze, że jego pióro jest dość specyficzne. Jednak z drugiej strony ma w sobie coś pociągającego, dlatego na pewno za jakiś czas sięgnę po kolejną powieść z dorobku autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ten jego specyficzny styl pisania uwiódł do tego stopnia, że cała jedną półkę stanowią jego dzieła. W dodatku tak cudnie wydane przez Znak.

      Usuń
  8. Moja znajomość z twórczością Llosy jest dopiero na początkowym etapie, ale wiem, że bardzo chętnie poznałabym "Dyskretnego bohatera" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytam. Dyskretny urok Llosy zachęca do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy cytat. Z twórczością tego autora jeszcze nigdy nie miałam styczności, jednak przyznam, że jestem zaciekawiona. Poza tym okładka zdecydowanie przyciąga wzrok. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Do mnie lekki Vargas Llosa nie przemawia, z wyjatkiem "Pantaleona i wizytantek". Nie znosze telenovel latynoskich.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zamierzam przeczytać coś tego autora. Czas poszperać w bibliotece :)
    www.rozdzial5.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo interesująco pisarz połączył oba wątki i ciekawie je splótł. Też zwróciłam uwagę na ten cytat, który podałaś, choć paru pisarzy z wykształceniem prawniczym by się znalazło. Ale najbardziej intrygował mnie Torres...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba daleko szukać. Co rano rzuca mi się w oczy Mendoza ;p

      Usuń
  14. Kocham Llosę miłością bezwarunkową i ślepą. Spotkanie z nim w Warszawie było jednym z najpiękniejszych spełnionych marzeń. "Dyskretny bohater" zerka na mnie z półki, ale przedtem chcę się zapoznać z biografią Mistrza. Ale aż mnie nosi z ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak Ci tego spotkania zazdroszczę...

      Usuń
  15. Pisałam niedawno (chyba pod recenzją Olgi z WB), że literatura iberoamerykańska jakoś się dla mnie skończyła. Że się już nie przekonam, nie wrócę, nie wtopię w ten klimat, który miał smak wtedy (dawno), gdy czytałam autorów takich jak Llosa. I jak tak patrzę, to wiem to jeszcze bardziej. Nie, nie będzie już chyba w moim życiu Llosy ;) Ale parawan z książki popieram! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie przestać czytać Iberoamerykanów. Skostniałabym bez ich literatury. A codzienne poszukiwania udowadniają mi, że nie tylko Vargas Llosa potrafi oddać ten klimat. Dlatego nawet jeżeli będzie sadził już tylko takich "Dyskretnych bohaterów", będą jeszcze inni, którzy podtrzymają płomień (:

      Usuń
    2. Może jest coś w tym skostnieniu ;) Bo kiedyś rzeczywiście miałam inne myśli (ach, te czasy Cortazara...)...

      Usuń
  16. Dostałam tą książkę w prezencie i w najbliższych dniach planuję zacząć ją czytać. Generalnie jestem pełna podziwu dla prozy Llosy, ale opinie o tej konkretnej powieści są, delikatnie mówiąc, mieszane. Tym bardziej jestem ciekawa, jak ja ją odbiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej jest przeczytać i samemu na końcu ocenić. Bo jak głosi hasło przewodnie tej strony:
      czytanie to rzecz bardzo indywidualna (:

      Usuń
  17. Myślę, że się skuszę na taki lekki (od)skok do Peru. Może jakoś latem...

    Tymczasem u mnie U. Eco i "Cmentarz w Pradze" - jeśli Wełniaste nie zna (co wątpliwe), to polecam (do kilku wyzwań noworocznych pasuje ;-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zna, zna. Trzyma na półce, czasem głaska pana w kapeluszu w okładkę i lubi bardzo i trochę zazdrości. Zresztą ja często zazdroszczę innym pierwszego spotkania z wartościowymi lekturami, które ja już mam za sobą i mogę co najwyżej przeczytać je "ponownie" (:

      Usuń
    2. To uśmiechnę się po Twojemu (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: