Wełniaste Podejście do Literatury

Amsterdam - Ian McEwan

3 lutego 2015 , , ,

"Tak mało wiemy o sobie nawzajem. Na ogół leżymy zanurzeni jak kawałki kry, wystając nad powierzchnię zimną i białą skorupą naszych społecznych bytów"[s.94].

Kontrowersji wokół tej powieści było niemało za sprawą przyznanej jej w 1998 roku nagrody Bookera. Dlaczego? Jedni krytycy rozpływali się w zachwycie nad jej geniuszem, podczas gdy inni, jak chociażby Sam Jordison, zastanawiali się: za co, dlaczego i kto tam w jury na łeb upadł. Co o tym myślał sam autor, nie wiem. Za późniejszą (lepszą moim zdaniem) "Pokutę" Bookera nie otrzymał mimo nominacji. Więc o co chodzi?


[uwaga: recenzja zawiera słowo powszechnie uznawane za wulgarne, ale pasowało mi ono idealnie]

Choć wydawać by się mogło, że akcja tej krótkiej powieści rozgrywać się będzie w tytułowym Amsterdamie, przez większość czasu przebywać będziemy w Londynie. Do Amsterdamu polecimy tylko na sam koniec, by napić się szampana. Tymczasem rozpoczniemy historię na cmentarzu. Molly umarła po ciężkiej chorobie, ale mimo swej śmierci, wisieć będzie nad powieścią jak cień. Na pogrzebie spotykają się mężczyźni jej życia: Kompozytor, Redaktor naczelny i Polityk, którzy reprezentują przeszłość, zaś pogrążony w żalu Mąż - teraźniejszość. Molly już nie ma, oni są jak najbardziej. I jak każde tego typu towarzystwo, są mocno podzieleni.

Kompozytor Clive i redaktor naczelny Vernon mimo upływu lat trzymają się razem. Szczerze nienawidzą polityka-ministra Juliana, który stanowi dla nich ucieleśnienie chamstwa, obrzydliwości i skurwysyństwa. Równie szczerze pogardzają, mężem zmarłej, który właściwie nigdy nie był istotny, a w gruncie rzeczy stawał się ofiarą ich kpin. Kompozytor i Redaktor, pod wpływem ostatnich wydarzeń oraz losu Molly, która skazana była ich zdaniem na łaskę i niełaskę swojego okropnego męża George'a, zawierają między sobą pakt. Gdyby któremuś z nich zdarzyło się zachorować na tyle ciężko, że przestanie być świadomym swych czynów i tym samym utraci swą godność, to ten drugi pomoże mu odejść. Ot taki przyjacielski pakt o wzajemnej eutanazji.



Jeżeli gdziekolwiek przeczytacie, że ta powieść jest swoistym traktatem o moralności, potwierdzam - oczywiście jest. Ale nie ma on związku z zawartym przez przyjaciół paktem. Ta krótka historia opowiada o tym, że często krzyczymy o sprawiedliwość i prawdę do czasu, gdy sami nie musimy ponieść ich konsekwencji. Punktem wyjścia jest tu odmienne postrzeganie idei sprawiedliwości i prawdy przez głównych bohaterów. Dla Clive'a nadrzędną wartość stanowi dobro jednostki i jej ochrona przed wszystkim, co by mogło to dobro zniszczyć. Vernon, być może z racji zawodu, stawia ponad wszystko prawo społeczeństwa do prawdy, jakakolwiek by ona tam nie była. Kontrowersje mogą budzić tylko pobudki tej górnolotnej idei pana Redaktora. Mogło by się zatem wydawać, że mamy dobrego altruistę i złego egoistę. Jednak życie jest przewrotne. Pewne zdarzenie w życiu Clive'a weryfikuje jego postawę i w efekcie mamy już dwóch złych egoistów. I kto powiedział, że dobro zawsze wygrywa? Chyba jednak gorszy pieniądz wypiera ten lepszy, jak twierdził Mikołaj Kopernik.


Okładka sugerowała, że będzie to czarna komedia, że będzie zabawnie. Poczucia humoru mi nie brak, a przyznam szczerze, że zabawny wydał mi się tylko jeden fragment, który zresztą podrzuciłam na końcu tego tekstu. Przyznaję się również do tego, że jestem kompozytorskim laikiem, dlatego miejscami nie rozumiałam myśli Clive'a. Pomysł na powieść był fajny, ale wszystko zepsuło zakończenie. Długo szukałam słowa, które odpowiednio oddało by moje wrażenia po przeczytaniu finału powieści. I w końcu doszłam do wniosku, że najwłaściwszym wydają się dwa: zawód oraz niedosyt. Dlaczego? Bo nie uwierzyłam autorowi. Bo było tak nagle, tak po prostu, tak nijako, krótko i mało prawdopodobnie. Szkoda w sumie. Ściśle trzymam się zasady, by nie zdradzać szczegółów fabuły i niczym nie spoilerować, dlatego pozostaje mi tylko zaproponować, byśmy napili się szampana. Bookera dali. Może nic lepszego w tamtym roku nie wydano?(;



Amsterdam [Ian McEwan]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
A na koniec smaczek:

"Clive z przekąsem opisał wsparty publicznymi pieniędzmi <<koncert>> w niemal do cna opustoszałym kościele, gdzie przez ponad godzinę uderzano złamaną szyjką skrzypiec w nogi fortepianu. Tekst w programie, naszpikowany odniesieniami do holokaustu wyjaśniał, dlaczego na obecnym etapie dziejów Europy żadna inna forma muzyki nie ma racji bytu"[s. 34].





___________________________________________
tytuł: Amsterdam (Amsterdam)
autor: Ian McEwan
tłumaczenie: Robert Sudół
wydawnictwo:  Albatros
data wydania: 2009
ISBN: 978-83-7359-808-9
ilość stron: 223

Powiązane tytuły

30 komentarzy

  1. Oj, lubię książki McEwana, czytałam wspomnianą przez Ciebie "Pokutę" i "Betonowy ogród" oraz "Słodką przynętę" i wszystkie zrobiły na mnie dobre wrażenie. Widzę, że ta pozycja jest troszkę słabsza, ale jak wpadnie mi w łapki to i tak sprawdzę czy się z Tobą zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten koniec jest ni przypiął, ni przyłatał. Jakby go sąsiad dopisywał. Autor powiedział o co ma chodzić, a on zapisał. Bo wszystko wcześniejsze jest całkiem dobre. Skłaniające do myślenia - jak widać po Koperniku (;

      Usuń
  2. Ojej! Ja właśnie Amsterdam bardzo lubię i czarnego humoru się tam dopatrzyłam i talentu McEwana. Może dlatego, że była to też jedna z pierwszych powieści autora z którymi miałam kontakt. McEwana bardzo sobie cenię, chociaż nie potrafiłabym przeczytać dwóch jego książek pod rząd. Większość wydaje mi się po prostu za ciężka i wrażenia i "zdziwienie", które siedzi mi potem w głowie długo nie chce wyjść. Poleciłabym Ci chętnie coś jeszcze, może bardziej przypadło by do gustu, ale może nie teraz. Bo wiem jak bardzo hurtowe czytanie tego pisarza może być męczące przez tematykę, którą sobie obiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak piszesz, bardzo, bardzo (:
      I z przyjemnością powitam Cię tutaj za jakiś czas, gdy wskazywać mi będziesz, co przeczytać następne, by sobie podnieść wrażenie. Bo póki co to mam straszny rozstrzał: miażdżąca mnie "Pokuta" i zawodzący "Amsterdam". Pal sześć sama fabuła, ale chodzi o jakość i przyłożenie się do utrzymania jednolitego poziomu oraz sensu. Dlatego czekam, aż mi to wypośrodkujesz jakoś (:

      Usuń
    2. Challenge accepted! :D

      Usuń
  3. Mimo Twoich wątpliwości i niedosytu, z chęcią przeczytam tę książkę. Wabi mnie urok niedopowiedzeń. Poza tym jestem ciekawa kunsztu pisarskiego autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedopowiedzeń mówisz. Może jakieś sobie tam znajdziesz. W każdym razie książka sama w sobie jest fajna. Tylko mi osobiście koniec sprawił zawód. I tyle (:

      Usuń
  4. Czytalam "Sobotę", jakies dwa lata temu, i wciąz nie wiem, co myslec o tej powiesci. Przyznam za to, ze przyjemnie bylo przespacerowac się po starych kątach w Marelybone...

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam na razie tylko Pokutę i zbiorek opowiadań, reszta jeszcze czeka, ale autor ma moje pełne poparcie, bo ukończył uczelnię, do której mam wielki sentyment:) Szkoda, że ta Sobota może nie spełnić moich oczekiwań, ale na pewno kiedyś sprawdzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do "Soboty" - nie wypowiadam się, bo nie czytałam.

      Usuń
  6. jeśli to był najśmieszniejszy fragment tej książki to... ubaw po pachy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie parsknęłam, bo czasem tak właśnie widzę sztukę nowoczesną, wiesz? Ja widzę plamę, choć autor chciał mi opowiedzieć o losie kobiet ciemiężonych w korporacyjnych lochach, czy jakąś inną bezsensowną bzdurę. Lubię taki kpiący humor ;p

      Usuń
    2. jeśliby tak na to spojrzeć to rzeczywiście, ma to jakiś sens (muszę wyjść z jutuba, bo zakrzywia mi poczucie humoru ;P)
      ja osobiście bardzo lubię przepiękny portret kobiety (nie wiem jakiego autora, widziałam tylko przelotnie w muzeum) który ma nawiązywać do wojny secesyjnej :D (i podpisy pod obrazami w mocaku na fejsbuku, są zdecydowanie lepsze od mcewana)

      Usuń
    3. Bylebyś nie próbowała go prostować na "Amsterdamie" ;p

      Usuń
  7. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora, więc żeby sobie nie zepsuć "pierwszej randki" może nie wybiorę się do Amsterdamu, ale sięgnę po coś innego ;)
    Muszę jednak przyznać, że spodobał mi się pomysł na fabułę tej książki, ale skoro zakończenie i występujący tam humor nie stoją na wysokim poziomie, to na razie spasuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pokutę" przeczytaj. Albo film obejrzyj. Albo najpierw jedno, a potem drugie. To mogę polecić od ręki (:

      Usuń
  8. Czytałam niedawno i nie prze-czytałam. Znudziło mnie, znużyło, nie umiałam przebrnąć, nie dojechałam do Amsterdamu. Nie mam kaca:)Może powinnam dać się akcji rozwinąć? Nie znalazłam też zabawnych fragmentów, no, może czarny humor gdzieniegdzie. Chyba to nie był dobry czas na tę ksiązkę dla mnie. Ale znalazłam parę innych na pocieszenie:) ( Dobrych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu ktoś! (:
      Szansę kiedyś tam możesz dać, ale piszę to dlatego, że nienawidzę niedokończonych książek ;p

      Usuń
  9. Czyżby już Kopernik ostrzegał przed tym, by nie brać kredytu we frankach? Co do książki, to niestety często zakończenia nie spełniają oczekiwań i zostaje pewien zawód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, możliwe (: Choć w tym wypadku to jedynie forma przenośni. Kruszec zastępują w niej idee.
      Ale może ktoś, kto jest ciekawski i nie wie, o co chodzi, pójdzie do gugla, pogugluje i od dziś będzie wiedział również, że Mikołaj K., gdy akurat nie zatrzymywał Słońca, to przygryzał monety. Owiec-oświecacz (;

      Usuń
    2. No i jeszcze tenże Mikołaj kierował obroną Olsztyna i nie wpuścił do miasta Krzyżaków - to jest dopiero talent :)

      Usuń
    3. Ha! Bo pewnie tam ukrył woreczek z pieniążkami i nie chciał, by go ktoś odnalazł. Może leży tam gdzieś do dziś. Woreczek pełen lepszego pieniądza... Dominika! Być może właśnie stworzyłyśmy fabułę dla Twojej przyszłej książki przygodowej dla dzieciaków (:

      Usuń
  10. A nie znam. Szkoda, że bez czarnej komedii, a reszta jakoś mnie słabo przyciąga. W odróżnieniu od Twojej recenzji. Bo czytało się wyśmienicie :]

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę wyjść z internetów, bo czytałam recenzję bardzo uważnie i nie znalazłam wulgarnego słówka. Ale dopisek dał mi do myślenia, więc zaczęłam czytać jeszcze raz :D A to swoją drogą jest dobry chwyt marketingowy ;)

    No i tak - "Pokuty" jeszcze nie czytałam, więc ma pierwszeństwo, ale "Amsterdam" nie ma wielkich szans. Zwłaszcza po tej puencie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulubiony podsunął, że nie każdy czytelnik musi być pełnoletni, dlatego powinnam lojalnie uprzedzić, że nazywam kogoś skurwysynem. Przynajmniej sumienie mam czyste, bo "przecież uprzedziłam", gdyby komuś się to nie spodobało (:

      Usuń
    2. Na mnie ostrzeżenie podziałało chyba inaczej niż powinno ;)

      Boszzz, jakbym chciała być niepełnoletnia. Albo gdyby chociaż pani w Tesco prosiła o dowód, kiedy kupuję wino. ;)

      Usuń
    3. Sprzedam Ci magiczny sposób Owcy, na powrót do dzieciństwa:
      spędzamy dzień w piżamie, oglądamy bajki, jemy chipsy z miski i czytamy "Opowieści z Narnii" przed snem. W ciągu dnia trochę marudzimy, że tego nie chcemy, tamto samo się zepsuło etc. etc. Raz na jakiś czas taka akcja potrafi zdziałać cuda. Zmarszczki mi się prostują :D

      Usuń
  12. Lubię McEwana, ale od "Amsterdamu" raczej będę trzymać się z daleka. Może i to jest genialna powieść, ale ja tego geniuszu nie rozumiem;) Szampan zamiast lektury? W tym przypadku jestem na tak;)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: