Wełniaste Podejście do Literatury

Tomasz Kowalczyk: Maszynopis z Kawonu

26 lutego 2015 , , , ,

"Okno napęczniałe kryształowymi szybami, rozwarło ościeże, wpuszczając w sferę pokoju ciepłą bryzę, która była roztworem śpiewu skowronków oraz woni pobliskiego ogrodu. Zrazu czuć było, jakby drewniana trójkątna boazeria zareagowała na anons - lekkim dreszczem - tak czule wydobywającym się z zewnętrznego świata"[s.7].

Jeśli powyższy cytat sprawia, że Wasze oczy zmieniają się w zdziwione znaki zapytania, to znaczy, że ta opowieść nie jest dla Was. Najprostszy test pod słońcem.


Bezimienny główny bohater to człowiek zbyt wrażliwy dla tego brutalnego świata. Jest też bardziej świadomy niż reszta ludzkości, a przynajmniej w taki sposób sam siebie postrzega. Negujący otaczającą go rzeczywistość, uważający współczesny świat za bagno rozkładu, a ludzi za zbiorowisko idiotów, którzy uwierzą we wszystko, co im się powie i którzy wyczyszczeni są jakichkolwiek własnych myśli. Są jedynie lichymi korpusami, które ślepo kroczą przez ten pochłonięty przez nieświadomość ograniczeń padół. Przebija się przez kolejne dni codzienności, w pewien sposób wręcz z nią walczy, choć jest to walka nierówna. Wie, że do tej codzienności nie pasuje. Bezimienny bohater poszukuje na tym świecie przejścia do świata doskonalszego, świata czystej myśli, lepszego jutra, zrozumienia. Do Kawonu.

Jest artystyczną duszą, poetą, jest filozofem, który nieustannie rozmyśla o otaczającej go rzeczywistości, skupia się na sensie własnej egzystencji. Ma również Tosię - wydaje się, że jedyną istotę żywą, którą obdarza prawdziwymi uczuciami i która zasługuje na jego szacunek. Stan jego umysłu jest niezgłębiony. Tworzy w nim ten drugi, odmienny świat, te fantasmagoryczne przestrzenie, do których czasami trafia. Odmienną płaszczyznę rzeczywistości. Miejscami ciężko jest dostrzec granicę: to jeszcze życie realne, czy kolejny majak? Człowiek ten, mimo refleksyjności, często wypowiada się z goryczą, a o innych ludziach z lekceważeniem. Jednocześnie poszukuje zrozumienia, które znikąd nie nadchodzi, bo tak naprawdę nikt nie potrafi go zrozumieć. Rodzina, przyjaciele, nawet Tosia. Obserwuje więc otaczającą go rzeczywistość, sam stawia pytania i sam stara się sobie na nie odpowiedzieć.

Wielu ludzi wiedzie swoje spokojne i ułożone życie bez zadawania zbędnych pytań. Nie zastanawiają się, nie jest im to do niczego potrzebne. Żyją, bo życie jest jedno. Inni potrafią poświęcić większość swoich chwil na próbę zrozumienia sensu egzystencji oraz udzielenie odpowiedzi na fundamentalne pytania filozofii. Sięgnęłam po tę opowieść, bo zaintrygowało mnie, co ma w tej kwestii do powiedzenia 25-latek. Ta krótka historia sprawiła, że kilkukrotnie musiałam sięgać po słownik, by upewnić się, czy użyte w tekście słowo znaczy to, co sądzę, że znaczy albo też sprawdzić, czy czasem nie ma jakiegoś ukrytego znaczenia, którego do tej pory nie znałam. Choć wydawać by się mogło, że 147 stron można przeczytać w jeden wieczór, jednak w tym przypadku, o ile faktycznie czyta się uważnie i tak by zrozumieć, jest to niemożliwe. Tempo czytania niejednokrotnie spowalniać będzie próba zrozumienia toku myślenia głównego bohatera, oddzielenie frazesów od głębszych myśli, rozszyfrowywanie namnażanych przez niego poetyckich wizji oraz metafor. Ewentualne niedogodności rekompensuje z pewnością zakończenie, które jest ciekawe, przyznaję.

"Otrzepawszy się z krótkotrwałej, przelanej na mnie katatonii, obróciłem się na jednej nodze w akompaniamencie dwudaniowej konwulsji i zostawiając klamot moich okrwawionych zwłok, pobiegłem delirycznie w ciemną, odległą przestrzeń... W bezdenną czerń, która stała się ochroną przed spojrzeniem innych ludzi..."[s.37].

Lubię prozę poetycką, ponieważ w sposób niezwykły potrafi wpływać na zmysły czytelnika. Bywa wymagająca, dlatego takich książek czytam mało i w odpowiednim rozstrzale czasowym. Mam jednak pełną świadomość, że nie każdemu ten rodzaj literatury odpowiada. Jednym sprawia przyjemność, podczas gdy dla innych będzie niczym ból zęba. Jeżeli lubicie powieści poetyckie, trudny język, abstrakcyjność wielkich słów, obrazów, a nawet dźwięków, liryczne metafory, filozoficzne podejście do życia i postrzeganie świata za pomocą poezji, to ta historia oraz jej forma i język spodobają się Wam. Jeżeli jednak zacytowane w tym tekście słowa powieści do Was nie docierają, czy też wydają się dziwne, odpuśćcie sobie, bo tylko się niepotrzebnie zmęczycie. Nie warto.

_____________________________________________________
tytuł: Maszynopis z Kawonu
autor: Tomasz Kowalczyk
wydawnictwo:  Poligraf - egzemplarz recenzencki
data wydania: styczeń 2015
ISBN: 978-83-7856-299-3
ilość stron: 148
Maszynopis z Kawonu  [Tomasz Kowalczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

9 komentarzy

  1. Test zaliczyłem, ale mimo to przyznaję, że ostrożnie podchodzę do tego typu utworów :) Kiedy mam do czynienia z podobnie poetycznym językiem, naszpikowanym metaforami i aluzjami, zawsze kiełkuje w moim umyśle ziarenko obawy, czy aby te wszystkie literackie igraszki nie grają roli maski, za którą rozpościera się bezbrzeżna pustka. Ale opisywane przez Ciebie dzieło zdaje się oferować coś więcej niż słowną zabawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Wszak wiemy, jak łatwo jest przystroić bogato strojną metaforą małe, liche pustosłowie (; Dlatego wspomniałam o konieczności oddzielania frazesów od głębszych myśli. Przy każdej opowieści pisanej prozą poetycką należy być ostrożnym.

      Usuń
  2. Tym razem sobie odpuszczę. Może i mogłabym podjąć wyzwanie i spróbować, ale przyznaję się bez bicia, że na dzień dzisiejszy nie mogę pozwolić sobie na takie wymagające książki - obowiązki studenckie wzywają...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też zaliczyłam test i myślę, że bym wzięła tę książeczkę na widelec i spróbowała. Ciekawe, jak by mi smakowała w całości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznaję się. Pierwszy cytat musiałam przeczytać dwa razy, żeby zrozumieć jego sens. Doskonały test.
    Ja się do takiej literatury nie nadaję. Choć filozofia egzystencjalistów jest mi bliska, wolę ją podawaną w innej formie. Ale okładka mi się podoba : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie coś spodobałoby mi się kiedyś. Czasy poetycko-filozoficzne z musu (i z wyboru) u mnie minęły, więc długo musiałabym się zbierać, by docenić takie twory, jak te, które tutaj przytaczasz. Ale kiedyś z chęcią. Z ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i uważam, że to utwór kilkukrotnego podejścia. Ja przynajmniej mam w planach za jakiś czas znowu przeczytać impresje autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kategoria "brak oceny"?

    A ja mam mieszane uczucia po przeczytaniu Twojego opisu. Ale może mieszane lepsze są niż żadne. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie dla mnie. Na pewno bym sie wkurzyła. Podobnie jak Ambrose, zawsze mam wrażenie, ze coś takiego to przerost formy nad treścią.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: