Wełniaste Podejście do Literatury

Markus Zusak: Złodziejka książek

24 lutego 2015 , , , , ,


"Drobna uwaga. Na pewno umrzecie"[s.9].

Nigdy nie sądziłam, że dane mi będzie wybrać się na spacer, za towarzysza mając Śmierć. A tu proszę. Spacer ten jest jednak dosyć nietypowy, bo wiedzie poprzez wspomnienia. Ja nie mówię nic, tylko słucham uważnie. Pan Śmierć, który tym razem nie wypowiada się za pomocą WERSALIKÓW, wydaje się być zdumiony, a może przejęty świadomością, że choć każdego dnia spotyka się z ogromną ilością gasnących ludzkich istnień, historia życia jednego z nich wydała mu się wyjątkowa. Spacerujemy zatem po powojennych gruzach, a Śmierć opowiada mi o Liesel Meminger. Złodziejce książek.

Fikcyjna miejscowość Molching leży w pobliżu Monachium. Przez niewielkie Molching z pudełkowymi domkami i małymi ogródkami, wiodła droga, którą prowadzono więźniów do obozu koncentracyjnego w Dachau. Właśnie do Molching wysłana została Liesel. Do domu państwa Rosy i Hansa Hubermannów przy ulicy Himmelstrasse 33 miał również trafić jej brat, lecz zmarł w drodze do Molching. To wtedy właśnie dziewczynka kradnie pierwszą książkę w życiu, a Śmierć spogląda w oczy Liesel po raz pierwszy.

Doświadczona utratą młodszego brata oraz porzucona przez matkę dziewięcioletnia dziewczynka rozpoczyna życie w nowym miejscu, gdzie szybko uczy się słów takich jak Saumensch, Saukerl czy Arschloch. Mimo dręczących ją koszmarów nocnych i z pewnością niełatwego charakteru pani Rosy, pierwsze lata życia małej Liesel przebiegały całkiem spokojnie i w miarę szczęśliwe. Miała rodzinę i przyjaciół. Niestety wszystko to przekreślił wybuch wojny.

"Nadeszło lato. W życiu złodziejki książek wszystko układało się dobrze.

Jeśli o mnie chodzi, niebo nabrało koloru Żydów"[s.319].

Gdy myślimy o II Wojnie Światowej, spoglądamy na nią przez pryzmat ofiar, przychodzi nam do głowy wizja hitlerowskiej armii niszczącej polskie wsie i miasta. "Złodziejka książek" opowiada o wojennych losach niemieckich antyfaszystów [tak, byli też tacy], którzy byli zmuszani przez nazistów do uczestniczenia w ich zbrodniczym systemie, a podając chleb Żydowi ryzykowali, że skończą w obozie koncentracyjnym. Tacy Niemcy żyli w ciszy i przerażeniu, ponieważ w każdej chwili ktoś mógł przyjść i odkryć ukrywanego przez nich w piwnicy człowieka. W milczeniu i przerażeniu patrzyli na niszczenie żydowskich sklepów, palenie literatury, którą ktoś uznał za żydowską, na swoich sąsiadów, którzy z dnia na dzień stawali się obcy i agresywni. A wszystko to przez słowa.

Właśnie. Słowa. Słowa są niezwykle ważnym elementem tej opowieści. Główna bohaterka bardzo szybko odkrywa ich moc. Dużą część opowieści Śmierci stanowią zapiski Liesel w jej dzienniku. Uzupełnia zaś od siebie te fragmenty, o których dziewczyna wiedzieć nie mogła. Jeden z fragmentów, który zrobił na mnie szczególne wrażenie, opisuje chwilę, gdy Liesel podczas bombardowania uspokajała ukrytych w schronie mieszkańców. Czytała im. O mocy słów wiedział również żyd Maks Vanderburg, który znalazł schronienie w piwnicy przy Himmelstrasse. Jak na ironię pomógł mu w tym klucz ukryty w egzemplarzu "Mein Kampf". Czas  spędzony w odizolowaniu pozwolił mu stworzyć swoją własną opowieść. Historię opowiadającą o sile, jaką potrafią mieć z pozoru zwyczajne słowa. Przecież Hitler też tylko mówił. A mówił tak, że inni go słuchali. Napisana (i narysowana) przez Maksa "Strząsaczka słów" opowiadała właśnie o słowach, które mają ogromną moc, które mogą tworzyć i które z równą siłą mogą zabić.
"Ostatnia uwaga narratora.
Czuję się prześladowany przez ludzi"[s. 495].

Podoba mi się, że "Złodziejka książek" jest opowieścią zupełnie obdartą z melancholii czy patetycznego tonu. Śmierć opowiada o zdarzeniach w sposób chłodny, prosty, niemal pozbawiony emocji. Mówi o umieraniu bohaterów bez ogródek, potrafi dużo wcześniej poinformować czytelnika, że dana postać umrze, co jednak nie wpływa negatywnie na odbiór całej historii. Ten chłód właściwie urealnia całą tę nierealną opowieść. I choć mówiono mi, że się wzruszę, będę zachwycona i ogólnie "jeju jeju", co jednak nie nastąpiło, mimo wszystko uważam, że to całkiem mądra i pouczająca historia o przyjaźni, nadziei i człowieczeństwie w czasach rozdzieranych przez bestie. Czas spędzony z tą opowieścią raczej nie będzie zmarnowany.

Fakt, że o wszystkich tych wydarzeniach opowiada Śmierć, jest niezwykły z jeszcze jednego powodu. Ten osobliwy narrator opisuje chwile z życia bohaterów, którzy w pewnym konkretnym momencie byli już niezwykle blisko niego, być może zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, a którym coś - przypadek, szczęście, nieoczekiwana zamiana miejsc czy też planów - przeszkodziło. Zastanawialiście się nad istnieniem możliwości, że sami kiedyś znaleźliście się w podobnej sytuacji? Że nieświadomie doświadczyliście bliskości Śmierci? Był tuż, tuż. I skręcił. Przecież mogło się tak zdarzyć.


 


 


____________________________________________
tytuł: Złodziejka książek (The book thief)
autor: Markus Zusak
tłumaczenie: Hanna Baltyn
wydawnictwo:  Nasza Księgarnia
data wydania: styczeń 2014
ISBN: 978-83-10-12645-0
ilość stron: 496




Powiązane tytuły

28 komentarzy

  1. Mein Kampf, nie Main :)

    Cieszę się, że Tobie "Złodziejka..." też się całkiem spodobała, bo to urokliwa książka. I fakt, nieczęsto się natyka na narratora-śmierć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przeczytałam tę książkę (:

      Usuń
  2. Był taki moment, że wszyscy mówili o tej książce. Obiecywałam sobie, że przeczytam i tak to trwa do dziś... Ale po przeczytaniu twoich wrażeń już widzę, że mi się spodoba. Szkoda tylko, że narrator nie używa jednak wersalików ;ppp Podobno jest też film. Oglądałaś może?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie oglądałam. Może kiedyś przy jakiejś okazji. Albo jak przeczytasz, to wspólnie obejrzymy.
      A co do wersalików: i dobrze, bo tamten Śmierć jest JEDYNY W SWOIM RODZAJU (:

      Usuń
  3. Podobała mi się ta książka, podobał mi się film (chociaż mniej niż książka). Pokochałam Śmierć, jego dystans, jego historię. Wzruszyłam się tylko na koniec, ale myślę, że to mądra i wartościowa książka. Taka, która przypomina o tym, co najważniejsze, o tym co proste i wartościowe. Pełna uroku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uroku odmówić jej nie można. Choć odniosłam wrażenie, że kierowana jest do ludzi trochę młodszych ode mnie. Zachowam ją sobie i może kiedyś popatrzę, jak Owczątko in spe czyta "Złodziejkę..." (:

      Usuń
  4. To calkiem niezla powiesc dla nastolatków i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie się książka szalenie podobała, wzruszyła mnie i dostarczyła mnóstwa emocji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dżizas, mroczne pytanie kończące tekst zbiło mnie z tropu :D Takie "Oszukać Przeznaczenie" w wersji MEEE :D "Złodziejka Książek" mnie urzekła - piękna powieść, wzruszająca i bardzo uniwersalna. :) Podobało mi się bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że po nią sięgnęłam. Ale to przez Ciebie (;

      Usuń
  7. Dla mnie to była ważna lektura przede wszystkim ze względu na tę perspektywę, o której piszesz – z drugiej strony barykady. To oczywiste, że nie wszyscy Niemcy popierali nazizm i że wielu z nich cierpiało pod władzą Hitlera, ale jakoś nie myślimy o tym zbyt często, w literaturze też to ujęcie pojawia się rzadko.

    Przeczytałam Twój tekst, przypomniałam sobie „Złodziejkę” i przeszły mnie ciarki. Bo dostałam tę książkę od osoby, która już się ze Śmiercią spotkała. W jej przypadku nie skręciła, nie poszła dalej, została. Przerażające wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy opisuje się ogólny obraz - mówi się o większości. Ten margines jest pomijany, jednak warto wiedzieć, że istniał. Że nie każdy był "zły". To naprawdę mądra lektura (:

      Usuń
  8. Wiem, że muszę przeczytać tę książkę. Czytałam już masę recenzji na jej temat i wszystkie były bardzo pozytywne, więc mam nadzieję, że i ja się nie zawiodę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam podobne do Ciebie odczucia. Fajna, ładna, pouczająca, ale nie powaliła mnie na kolana. Ale za to pochwalę się, że po Twojej rekomendacji zamówiłam wczoraj "Pokój" Gene Wolfe'a :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To mam nadzieję, że spodoba Ci się równie mocno, jak spodobała się mi. Tylko pamiętaj - przynajmniej dwa razy! (:

      Usuń
  10. O książce słyszałem, ale jakoś nic mnie do niej nie ciągnęło. Trafiłem na Twoją recenzję i moje nastawienie zmieniło się diametralnie :) Lektura wydaje mi się intrygująca z uwagi na czasy, w jakich się rozgrywa. Tak się składa, że gościłem niedawno w Niemczech ogarniętych szaleństwem II wojny światowej za sprawą antyhitlerowca Hansa Fallady. Refleksje, spostrzeżenia oraz literackie płody pana Fallady okazały się dla mnie niezwykle zajmujące i z chęcią porównałbym je z tym, co napisał Markus Zusak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona jest bardzo lekka, mimo trudnego tematu. Jednak warto ją poznać. Jeśli kiedyś będziesz miał okazję - zachęcam (:

      Usuń
  11. Masz wyczucie, droga Owieczko, że opublikowałaś tę recenzję dziś, a nie wczoraj kiedy miałam okropny, okropny dzień, bo jakbym tak weszła i zobaczyła pierwszy cytat, to by tylko mokry ślad po Żabie został.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To całe szczęście. Bo co to by było, jakby tak nagle żaba wyparowała? Kto by na randkę poszedł?
      A poważnie - mam nadzieję, że dziś jest już lepiej (:

      Usuń
    2. Lepiej, lepiej (: A już na samą myśl co mnie czeka (chociaż nie wiem co mnie czeka) :D to jest zaciesz i wielkie oczekiwanie :D

      Usuń
    3. Moja szalona poczta od poniedziałku do środy czynna jest tylko do 15. Zatem wszelkie z nią związane sprawy jestem w stanie załatwić jedynie w czwartki i piątki, gdy jest otwarta do 18. Randka wyruszy do Ciebie w czwartek. Czeka Cię mężczyzna i tajemnica (;

      Usuń
  12. Uwielbiam tę książkę. Zawsze gdy na nią spojrzę na półce, minimalnie się uśmiechnę na jej wspomnienie. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam i mam ciepłe wspomnienia;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgłaszam, że już trzeci raz wchodzę na ten wpis. Po pierwszym razie - nie wiedziałam, czy się przyznawać, że książkę kiedyś zaczynałam i porzuciłam (bardzo świadomie). Za drugim - uznałam, że po Twojej recenzji kliknę w najbliższy termin wypożyczenia w mojej bibliotece (jakieś pięć miesięcy od teraz). Za trzecim... a, ok, to jest ten trzeci raz :D I Wreszcie decyduję się napisać.

    Lubię motyw śmierci, zwłaszcza takiej spersonifikowanej. Ale bliżej mi do humorystycznej wersji Śmierci (np. Pratchetta). U Złodziejki coś mi wadziło. Pamiętam. Prostota, chłód? Może. Ale z czasem podejście się zmienia, więc za pięć miesięcy dzielę się wrażeniami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, wersalikowy Śmierć jest jedyny w swoim rodzaju (:

      Usuń
  15. Nawet, gdy (chwilowo) nie sięgam po polecaną przez Ciebie książkę, to z przyjemnością czytam zapis Twoich wrażeń i refleksji. :-)

    PS Cieszę się, że w niedzielę marzec, bo nastąpi odśnieżanie na Wełniastym. ;-P

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy nadejdzie moja długa, długa starość wypełnią ją fajne książki:)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: