Wełniaste Podejście do Literatury

Pascal Mercier (Peter Bieri): Nocny pociąg do Lizbony

24 marca 2015 , , , ,

"Jeśli naprawdę jest tak, że możemy przeżyć tylko małą część tego, co się w nas znajduje - co dzieje się z resztą?" - Pascal Mercier

Na ile dokładnie jesteśmy w stanie poznać innego człowieka? Niby każdy ma kogoś, o kim mógłby powiedzieć, że doskonale go zna, mówiąc wprost - na wylot. Jednak, czy potrafimy odtworzyć skomplikowany labirynt osobowości tej drugiej osoby? Czy sposób, w jaki zazwyczaj poznajemy innych, pozwala nam zrozumieć ich w pełni? Przecież ludzie nazbyt chętnie wkładają różne maski. Mniej lub bardziej kreują swój wizerunek, wyznaczając innym granice poznania. Dostosowując się do różnych sytuacji, człowiek obrasta warstwami przez całe swoje życie do tego stopnia, że często sam potrafi się zagubić pośród własnych kamuflaży. A my? Na ile pewnie możemy powiedzieć, że znamy samych siebie? Czy wciąż łatwo możemy sięgnąć do naszego pierwotnego "ja"?

Główny bohater powieści Pascala Merciera jest 57-letnim nauczycielem greki, łaciny i hebrajskiego w berneńskim gimnazjum. Genialna pamięć, perfekcjonizm i dążenie do doskonałości sprawiły, że jest dziś przewidywalnym, okropnym sztywniakiem, absolutnie niezdolnym do odrobiny szaleństwa, o panicznym strachu przed zmianami nie wspominając. Właśnie dlatego od wielu lat każdy jego dzień jest kalką poprzedniego. Rutyna, porządek i kij w tyłku. Człowiek, przy którym Kees Popinga z "Paryskiego ekspresu(o którym opowiem niedługo), wydaje się nawet rozrywkowym facetem. I oto staje się cud. Raimund Gregorius, u progu sześćdziesiątki przeżywa impuls, poddaje się mu i wybudza się z letargu. Otwiera szeroko oczy, zdumiony spogląda dookoła siebie i niemal wydaje się szeptać: tak nie może być, no ale jak być powinno?

"To był szalony pomysł. Bezimienna, zagubiona kobieta. pożółkłe zapiski Portugalczyka ze szlacheckiego rodu. Kurs językowy dla początkujących. Myśl o uciekającym czasie. Z takiego powodu nie wyjeżdżało się u schyłku zimy do Lizbony"[s.33].

A jednak. Kobieta w czerwonym płaszczu nie popełnia samobójstwa. Pojawia się w życiu bohatera nagle i niespodziewanie, by równie nagle i niespodziewanie z niego zniknąć. W głowie Gregoriusa pozostaje jednak wypowiedziane przez nią, nie dające mu spokoju słowo: Português. Antykwariusz tłumaczy mu jedno zdanie z powieści, którą bohater przypadkiem bierze do rąk. Gregorius zafascynowany słowami nieznanego mu portugalskiego pisarza, które poruszają go ogromnie, postanawia rzucić wszystko i niemal natychmiast wyjeżdża do Lizbony, by poznać autora tej przypadkowo wybranej książki, dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Nie wie, co nim kieruje. Nie potrafi sam sobie wyjaśnić swego zachowania. Zdaje sobie sprawę, że takie nagłe zniknięcie jest nie na miejscu. Co sobie wszyscy pomyślą? Wezmą go za wariata? (Tak, jakby już nie brali.) Jednak robi to. Ściska książkę w ręku, a ta zdaje się dodawać mu sił. Wsiada do nocnego pociągu. Wyrusza. Nie wypowiada jednak na głos prawdy. W pogoni za poznaniem i zrozumieniem "Złotnika słów", czyli Amadeu de Prado, lekarza-pisarza uznanego za zdrajcę, który próbował odkupić swoją winę, Gregorius zmierza także do poznania i zrozumienia samego siebie. Do rozbicia tej szczelnie otaczającej go przez wszystkie dotychczasowe lata skorupy. Z początku wstydzi się tego sam przed sobą. Neguje, sprzeciwia się. Jednak zmiany zaczęły już zachodzić. To proces, którego nie da się już zatrzymać. Ten pociąg ruszył.

"Ale jeśli wyruszamy zrozumieć czyjeś wnętrze? Czy ta podróż kiedykolwiek dobiega końca? Czy dusza jest  miejscem faktów, czy też rzekome fakty są tylko złudnymi cieniami naszych historii?"[s. 258].

Sam "Złotnik słów" to przepiękna rozprawa egzystencjalna człowieka rozdartego; to taka mała opowieść zanurzona w większej i będąca dla niej osią akcji. Historia o człowieku, o jego powinności, a także o uczuciach i potrzebie spełnienia, o lojalności i o śmierci. O straconych nadziejach, ulotności czasu, o człowieku i jego głębi. Ale przede wszystkim jest to opowieść o dokonywaniu wyborów. Główny bohater, poznając kolejne strony spisanych myśli Prado, przemierza ulice i place Lizbony, poznaje to przepiękne miasto, historię portugalskiego ruchu oporu, rozmawia z niezwykłymi ludźmi o współczesności i o czasach dyktatury Salazara, szuka w tym siebie samego, otwiera się, zaczyna przeżywać i odczuwać w końcu prawdziwie emocje i doświadczenia. A czytelnik robi to wszystko razem z nim, bo nie sposób przy tej powieści nie snuć rozważań na swój własny temat. Bo my też wyruszamy. Wraz z pierwszym zdaniem "Nocnego pociągu do Lizbony" rozpoczynamy własną podróż w głąb siebie samych.

Oczywiście pogoń uliczkami niezwykłego nocnego miasta za tajemniczym autorem książki, o którym nikt nic nie wie, przypomina zdarzenia z wydanego trzy lata wcześniej "Cień wiatru". "Nocny pociąg do Lizbony" - choć faktycznie zawiera zagadkę i tajemnicę, za którą podąża czytelnik, główny nacisk kładzie na rozważania filozoficzne. Czasem czułam się tak, jak gdybym spacerowała po tej Lizbonie pod rękę z autorem i słuchała jego wykładu na temat potrzeby odkrywania samego siebie. Czasem pukał do jakiś drzwi i prosił, by ktoś inny mówił. Tajemnicy Amadeu de Prado nie musieliśmy gonić, gdyż z każdym krokiem świadomie zbliżaliśmy się do niej. To było wspaniałe doświadczenie. 

Raimund Gregorius czekał na książkę, która go poruszy i odmieni jego życie blisko sześćdziesiąt lat. Być może ja też w jakiś sposób czekałam na "Nocny pociąg do Lizbony". Możliwe że do tego spotkania miało dojść akurat teraz. Może wcześniej to nie był jeszcze odpowiedni czas, dlatego ciągle się w przedziwny sposób mijałyśmy. I oczywiście może być tak (albo nawet jest), że przypisuję temu znaczenie, które zwyczajnie nie istnieje. Co z tego. Tę opowieść pokocha każdy, kto próbuje się odnaleźć w otaczającym go świecie. Kto chciałby zrozumieć, a nie potrafi. Kto boi się decydować i pozwala innym decydować za niego. Może to nie będzie lekarstwo, ale z pewnością droga do niego.

Wiem... to było długie, może nawet już od połowy tekstu Was tu nie ma, ale uwierzcie - mimo wszystko to jedynie kropla tego, co chciałabym jeszcze opowiedzieć.
Bo wełniaście kocham tę opowieść.
"Życie nie jest tym, co przeżywamy, jest tym, co wyobrażamy sobie, że przeżywamy, napisał Prado"[strona ostatnia].





_______________________________________________________________
tytuł: Nocny pociąg do Lizbony (Nachtzug nach Lissabon)
autor: Pascal Mercier (naprawdę: Peter Bieri)
tłumaczenie: Magdalena Jatowska
wydawnictwo:  Noir sur Blanc - egzemplarz recenzencki
data wydania: 4 marca 2015 r. (wznowienie)
ISBN: 978-83-7392-518-2
ilość stron: 378

Powiązane tytuły

16 komentarzy

  1. Lizbona jest dla mnie bardzo waznym miejscem z wielu powodów i dlatego tez kilka lat temu siegnelam po te powiesc niewiele o niej wiedzac. Zakochalam sie w niej totalnie. Jedna z powiesci mojego zycia. Bardzo sie ciesze, ze i Tobie sie podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się spodobała. I o ile do tej pory zobaczenie Lizbony odkładaliśmy na "kiedyś tam", o tyle teraz oboje bardzo chcielibyśmy się tam znaleźć jak najszybciej. Ja - by odczuć to miasto tak, jak kiedyś Barcelonę, a Ulubiony - jak zawsze - by się opychać świeżymi owocami morza (:

      Usuń
  2. No to pięknie. Kilka dni temu złożyłam zamówienie na tę książkę i już do mnie zmierza :D Teraz zerknęłam tylko na Twoją ocenę i końcówkę i już wiem co czytam tuż po rozpakowaniu paczki :] Wrócę tutaj!

    OdpowiedzUsuń
  3. W odpowiedzi na pytanie na ile można poznać drugiego człowieka przyznam, że moja mama od zawsze twierdzi, że zna mojego tatę lepiej niż on sam siebie :D A wracając szybciutko do książki dodam, że cieszę się, że porównałaś klimat "Nocnego..." do "Cienia wiatru", bo to jedna z moich ulubionych. A jak pomoże mi się odnaleźć i aż się przejdę do księgarni po takie lekarstwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda nie klimat, a jedynie wykorzystany motyw. I nie lekarstwo, a być może droga do niego. Uściślam, bo potem wrócisz mi tu w żabich podskokach z pretensjami (;
      A poważniej - spokojna jestem o Twoją reakcję. Ta książka w pewien sposób odpowiada na potrzeby każdego. Inaczej. Każdy, kto lubi sobie podumać, znajdzie w niej coś dla siebie (:

      Usuń
  4. Ja z pretensjami? Nigdy w życiu! Ja nie znam żadna pretensja :P A tak w ogóle to chyba kiedyś chciałam przeczytać tę książkę, ale wtedy nie miałam lubimy czytać i mi się zapomniało. Ale teraz już mam i ją przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Człowiek jako labirynt, istota pełna tajemnic i krętych korytarzy, których nie sposób zbadać. Podróż nocnym pociągiem (skojarzenia z "Paryskim ekspresem" Georges'a Simenona). Oficyna Noir Sur Blanc, dzięki której na polskim rynku dostępne są takie nazwiska jak Coloane, Bukowski czy H. Miller. Bardzo interesujący tekst. Jeśli wszystkie wymienione właśnie czynniki zebrać i złożyć w całość, to niemal od razu powstaje silny bodziec popychający mnie do tego, by sięgnąć po tę lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest wspaniała. Na pewno. Cieszę się, że powieść wznowiono, czekałam na nią. Widziałaś film?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie, że ktoś w ogóle próbował to sfilmować... Przecież tego, co w tej książce najważniejsze, nie da się pokazać w filmie! Boję się, że to będzie tylko wydmuszka. Facet jedzie do Lizbony i chodzi od drzwi do drzwi. A kolejne sceny pokazują życie lekarza. Koniec. Nie wiem, czy chcę go oglądać... (:

      Usuń
  7. Przyszłam się Bomblaście zachwycać Twoją Wełniastą książkową miłością <3 I że też nie ugryzłam jeszcze tego tytułu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie w piątek oglądałam film, który powstał na postawie tej książki. I muszę przyznać, że niezwykle mnie zauroczył. Jeśli nie widizałaś, to polecam. Powieści jeszcze nie czytałam, ale z pewnością kiedyś to nadrobię :)
    A sama Lizbona widnieje na szczycie mojej listy miast do zwiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wczoraj obejrzeliśmy. Film jest ładny, ale - tak jak podejrzewałam - koncentruje się na odtworzeniu losów Prado. Cała sfera filozoficzna jest pominięta, wszelkie procesy przemian znikają. A jedyna przemiana jaka w filmie zachodzi w głównym bohaterze to ta, że zmienia okulary... Heh.

      Usuń
  9. Po obejrzeniu filmu o tym samym tytule i podobno opartego na tej powieści (choć po przeczytaniu Twoich wrażeń mam pęk wątpliwości), byłam przekonana, że nie chcę mieć z "Nocnym pociągiem do Lizbony" już nic wspólnego. Zburzyłaś to przekonanie doszczętnie, Wełniasty Taranie. ;P

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: