Wełniaste Podejście do Literatury

Sue Monk Kidd: Sekretne życie pszczół

19 marca 2015 , ,

"Na moim grobie postaw ul /i niechaj ścieka z niego miód. /Kiedy wyzionę ducha już, /to właśnie zrobić dla mnie masz. /Ulice w niebie złote są, /lecz wolę miodu mego dzban. /Na moim grobie postaw ul /i niechaj ścieka z niego miód." - Sue Monk Kidd (Miodowa piosenka)

2 lipca 1964 roku Prezydent Stanów Zjednoczonych Lyndon Johnson złożył podpis na niezwykle ważnej dla historii USA ustawie: Civil Rights Act (ustawa o prawach obywatelskich), na mocy której zniesiono segregację rasową, zabroniono jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na rasę, wyznanie, pochodzenie czy płeć. Od tego dnia w autobusach KAŻDY mógł siedzieć z przodu. Naprawdę wielki sukces na drodze do pełnego zrealizowania programu polityki wewnętrznej prezydenta Johnsona Great Society (Wielkie Społeczeństwo). Cudownie, prawda? Od dziś wszystko się zmieni. Od dziś będzie wspaniale. Bo podpis został złożony i słowo prawem się stało. Tyle że dokument nie odmienił w magiczny sposób mentalności Amerykanów. Zwłaszcza na południu kraju rasizm po podpisaniu ustawy miał się równie dobrze, jak przedtem, a nawet rasistowskie nastroje zostały jeszcze mocniej podkręcone.


Właśnie ten temat porusza Sue Monk Kidd w powieści "Sekretne życie pszczół". Warto zaznaczyć, że nie robi tego w patetyczny, oskarżający, czy piętnujący sposób. Jest wręcz przeciwnie. O tym smutnym i kompromitującym okresie w historii Stanów opowiada poprzez lekką, ciepłą, tchnącą optymizmem i mogącą wzruszać opowieść, w której główną bohaterką jest biała czternastoletnia dziewczynka. Za sprawą jej wspomnień poznajemy obraz ówczesnej atmosfery małego miasteczka i jego mieszkańców.

Lily żyje z ciężarem świadomości, że być może przyczyniła się do śmierci własnej matki. Nie może się nikomu z tego zwierzyć, nikt nie może jej powiedzieć, czy naprawdę powinna się czuć winną. Jej ojciec stanowi idealny przykład mężczyzny, który zdecydowanie nie powinien zostawać ojcem. Jego potrzeba kontroli i dominacji nad wszystkimi doprowadza do tego, że Lily jest nieustannie karana fizycznie oraz gnębiona psychicznie. Jedyną osobą, która okazuje dziewczynce jakiekolwiek uczucia, jest ich czarnoskóra służąca Rosalynn. Niestety jej kolor skóry staje się przyczyną kłopotów i jedynym rozwiązaniem jest opuszczenie miasteczka. Lily nie tylko pomaga jej uciec, ale i ucieka razem z Rosalynn. Za sprawą jedynej pamiątki, jaką dziewczynka ma po swojej mamie, dziwnemu obrazkowi z czarnoskórą Madonną, trafiają do intensywnie różowego domu, w którym żyją trzy siostry Boatwright o imionach ciepłych miesięcy. Nie jest to jednak lato idealne. Jednego miesiąca brakuje, a jeden ma skłonność do depresji.

"Kiedy zostaniesz użądlony, nic cię nie odżądli, choćbyś wylewał tysiące łez"[s.196]

W życiu Lily następuje niezwykła odmiana. Nagle to ona jako jedyna jest biała pośród tylu czarnoskórych. Nikt jednak nie traktuje jej z tego powodu źle. Nikt też o nic nie pyta. Przyjmują do wiadomości wszystko, co też dziewczynka im o sobie i towarzyszącej jej Rosalynn opowiada. Czy jej wierzą? Niekoniecznie. Okazują za to wiele ciepła i zrozumienia. To pod ich okiem roztrzaskany na drobne kawałeczki duch dziewczynki powoli się odbudowuje, a może raczej powstaje zupełnie na nowo. A wszystko to przy dźwięku muzyki tysięcy pszczelich skrzydeł.

To historia jakich mało. Krzepiąca opowieść o mądrych kobietach, Optymistyczna, ciepła, lekka, choć temat jest poważny. I w tym wszystkim słodka nie tylko za sprawą miodu. O przyjaźni ponad podziałami, o tym, że nie można się nigdy poddawać, o wierze we własne przekonania i o niezwykłej sile do działania, jaką daje człowiekowi poczucie wsparcia ze strony bliskich mu osób. A bliscy? Nie muszą być Twoją rodziną, wierzyć w Twojego Boga, być tego koloru co Ty. Nie musisz ich nawet znać od wieków. Możesz ich znać chociażby wirtualnie (: I jest coś jeszcze. To także opowieść o innym życiu, tym które toczy się poza zasięgiem ludzkiego wzroku - w tajemniczym, bzyczącym ulu. To wszystko opowiada nam Sue Monk Kidd w swojej ociekającej miodem powieści. Aż się chce iść po łyżeczkę i trochę dla siebie skubnąć.
Do herbaty oczywiście.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

ps.  Opis ogromnej brzoskwini, która witała ludzi na brzoskwiniowej farmie, momentalnie
przywołał mi na myśl TO. Nie mogłam potem uciec od tego obrazu i nie mogłam przecież go tutaj nie wstawić. Widzowie "House of Card" mnie zrozumieją (:
House of Cards - Chapter 3



__________________________________________________________________
tytuł: Sekretne życie pszczół (The secret life of bees)
autor: Sue Monk Kidd
tłumaczenie: Andrzej Szulc
wydawnictwo:  Literackie - egzemplarz recenzencki
data wydania: 19 marca 2015 r. (wznowienie)
ISBN: 978-83-08-05501-4
ilość stron: 352

Powiązane tytuły

23 komentarzy

  1. Bardzo lubię historie, które dzieją się na Południu USA gdzieś w połowie minionego wieku - choć często bardzo przykre, to jednak... miodowo kojące. Jak właśnie "Sekretne...", czy "Służące", a już najbardziej "Lato w Savannah", polecam na całej rozciągłości.
    PS. A ekranizację Owca widziała? Taka świetna obsada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lata w Savannah" nie znam, co można zmienić. Dziękuję za podsunięcie tytułu (:
      "Służące" tylko oglądałam, ale skoro film zrobił na mnie takie wrażenie, to aż się boję po książkę sięgać. A ekranizację "Sekretnego życia..." mam zamiar pozyskać i w weekend sobie obejrzeć. Taki plan on zamknięcia ostatniej strony tej opowieści (:

      Usuń
  2. Ależ się cieszę, że tu dziś wpadłam (dosłownie niemal, na chwilę). Ostatnio mam zastój czytelniczy (przesilenie wiosenne czy cuś sprawia, że po kilku zdaniach zasypiam), na szczęście Twój wpis doczytałam do końca. ;-P Mało tego, mam chęć na tę książkę. I lubię miód. :-)
    Słoneczny pozdrawias!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jak do końca to znaczy, że uśmiech przekazany (:
      Ciepłe uściski!

      Usuń
  3. O, a ja film oglądałam. Coś pięknego i taki przejmujący i do tego taki ciepły. Dlatego rozumiem, co masz na myśli pisząc w ten sposób o książce. Jak nie widziałaś to polecam gorąco. Fajny. Z chęcią sobie przeczytam miodową opowieść na papierze. A ja nie lubię wcale miodu przecież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można nie lubić miodku w herbacie? Oo

      Usuń
  4. Sue Monk Kidd pisze z lekkością o sprawach trudnych i przemyca niesamowite refleksje. Dziś myśląc o niewolnikach wyświetlam sobie w głowie obrazy z "Czarnych skrzydeł". Czytałaś? Teraz z przyjemnością sięgnę po pierwszą książkę autorki i zapalę sobie do tego woskową świecę, a co ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie czytałam "Czarnych skrzydeł", ale myślę, że za jakiś czas sobie po nie sięgnę. Teraz robię sobie chwilę przerwy od rasistów (:

      Usuń
  5. Aj, lubię tę tematykę, bardzo lubię! Chociaż trzeba uważać na schematy i uproszczenia, bo łatwo jest stwierdzić, że biali z Południa byli be, natomiast biali z Północy - cacy. Murzyni byli wykorzystywani wszędzie - na Południu jako tania albo wręcz darmowa siła robocza, natomiast na Północy jako frajerzy, z których można było skubać kasę na wszystkim, co jest możliwe - wysokie czynsze za mieszkania w najnędzniejszych dzielnicach, prace, szczególnie te najgorsze, za psi grosz, itd. Dobrze widać to w prozie Richarda Wrighta, Ralpha Ellisiona czy Jamesa Baldwina. Kusi mnie, żeby sprawdzić jak w tym towarzystwie prezentuje się pani Kidd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie spokojniej (:
      Oczywiście, masz rację. Akcja tej powieści dzieje się jednak na południu i to tamtejsze nastroje są opisywane. A co do listy nazwisk to dorzucę jeszcze od siebie Harper Lee, jeśli mogę (:

      Usuń
    2. [Głęboki wdech... Wydech] Uffff..., chyba trochę ochłonąłem :)

      Usuń
  6. Czytałam tę książkę przed laty i bardzo mi się podobała, ale opisu brzoskwini nic a nic nie pamiętam :) Pewnie dlatego, że to było na długo przed House of Cards :) Za to ekranizacji nie widziałam, może w ten sposób sobie przypomnę "Sekretne życie pszczół".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było jedno zdanie, ale mój umysł momentalnie wywołał powyższy obraz (:

      Usuń
  7. Podsumowując: muszę zostać posiadaczką i chyba dla mnie Lola już zarezerwowała tę powieść w oryginale :D A to oznacza, że pewnie jeszcze w tym sezonie się zaczytam <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam jeszcze w poprzednim wydaniu, wspominam bardzo miło i muszę przyznać, że Twoja recenzja narobiła mi smaku na powtórkę (bo jednak myślę, że teraz mogłabym z tej książki wychwycić dużo nowych sensów - i sporo takich, których wtedy nie widziałam). Poza tym ta szata graficzna wygląda bardzo dobrze. Swoją drogą, po zachwyceniu się "Pszczołami" sięgnęłam po dostępne też wtedy "Opactwo świętego grzechu" i się rozczarowałam dość mocno, muszę kiedyś pokontynuować znajomość z autorką i zobaczyć, jak się mają jej inne powieści :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejrzałam inne książki autorki i powiem Ci, że odważę się jeszcze na "Czarne skrzydła". Dwie wcześniejsze to jakieś pamiętniki - przewodniki duchowe i kontemplacja nad wiarą, które jakoś mnie nie zachęciły.

      Usuń
    2. Tak, "Czarne skrzydła" mogą być niezłe; pewnie jak się trafi okazja, to przynajmniej zajrzę :-).

      Usuń
  9. Już od dawna chodził za mną ten tytuł :) Chyba się w końcu skuszę - tyle miodu i zero kalorii? Trudno odmówić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemnie się czyta i zupełnie nie tuczy, prawda!
      No, chyba że do czytania weźmiemy paczkę ciasteczek z czekoladą :D

      Usuń
  10. Uwielbiam tak bardzo, że trochę bałam się tego polskiego przekładu i w końcu go nie wzięłam.. Ale książkę polecam każdemu, kto lubi taką literaturę. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki temu, w jaki sposób S. M. Kidd pisze o problemie rasizmu można mieć nadzieję, że więcej osób sięgnie po tę powieść, niż gdyby napisała dzieło naukowe na ten temat. Pozornie słodka opowieść, a tak poważny temat. A przez "Sekretne życie pszczół" do brzoskwiń na razie mam mały uraz - choć pewnie do lata mi przejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodka powieść na poważny temat, ale - nie ukrywajmy - potraktowany nieco łagodniej, by każdy mógł tę łyżkę miodu strawić. I zjadłabym brzoskwinię. Chyba sobie po drodze kupię.
      Miłego dnia! (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: