Wełniaste Podejście do Literatury

Jamil Ahmad: Wędrowny sokół

10 marca 2015 ,

"Prawa zwierzchnich plemion zabraniały im posiadania na własność uprawianej ziemi i nabywania nieruchomości. Należały do nich tylko zwierzęta i tyle, ile mogli unieść." - Jamil Ahmad

Gdy piszę te słowa, jest już wieczór. Jestem otoczona bezpiecznymi ścianami własnego domu. Słucham wiatru za oknami, poza tym panuje cisza. Co jakiś czas otaczam dłońmi kubek z zieloną herbatą. Ochłodziło się. Myślę o tym, że tam, gdzieś bardzo daleko ode mnie, jakiś klan niestrudzenie wędruje ze swoimi owcami i wielbłądami poprzez wbijający im w twarze ziarenka piasku wiatr, bo tak właśnie wygląda ich normalne życie. I za nic nie chcieliby się ze mną zamienić.


Pomiędzy urzędowo wyznaczonymi i wyrysowanymi czarną kreską na mapie Świata granicami Iranu, Pakistanu i Afganistanu nieustannie przemieszczają się Powindahowie. Nigdzie nie osiadają na dłużej. Ze swoimi rodzinami i zwierzętami przemierzają rozległe tereny w poszukiwaniu pastwisk, za nic mając graniczne traktaty. I choć ludzie stanowiący prawo starają się ograniczyć ich odwieczny tryb życia, to klany Pasztunów przenoszą się niezmiennie z gór na równiny i z równin w góry. Wędrują tak, jak czyniły to wszystkie pokolenia przed nimi. Powindah znaczy wędrujący pieszo.

Niesprzyjający ostry wiatr niczym niezmordowana armia zaciekle atakuje zbocza poszarpanych wzgórz. Wyobrażam sobie, jak wieczorem po całym dniu marszu Powindahowie zbierają się razem i słuchają historii o ludziach takich jak oni. O wędrujących plemionach, o życiu wyznaczanym przez rytm przyrody, o kodeksie honorowym, którego powinni przestrzegać, nie uznając ponad nim żadnych innych praw, o zdradzie karanej śmiercią, o niezwykłych ludziach jak mułła Berrerai, który dla jednych był zdrajcą, podczas gdy inni widzieli w nim bohatera, o pięknej Szah Zarinie sprzedanej mężczyźnie z tańczącym niedźwiedziem, o walkach klanów, o porwaniach dla okupu. O wszystkim, co wiąże się z życiem wędrownego ludu. A nad każdą z tych opowieści unosi się cień tytułowego sokoła wędrownego - tajemniczego chłopca w czerni, Tor Baza. Stoi on zawsze w oddali, zmienia go upływający czas. Obserwuje wydarzenia z dystansu, a my przyglądamy się im jego oczyma. Czasem podchodzi cicho, by wziąć w nich udział.

Te tajemnicze i delikatne jak mgła historie są świadectwem ich tożsamości. Dodają im sił i wzmacniają więzi między z klanami. Nieuchwytne, niestałe, lekko rozmyte zasnuwają sobą rzeczywistość i pozwalają przez chwilę spojrzeć na wszystko w odmienny sposób. Może brzmią nieco poetycko, jednak napisane są bardzo oszczędnym i prostym językiem. Jak gdyby miały odzwierciedlać charakter ludzi, o których opowiadają. Muszą być snute, bo przecież opowieści żyją tylko wówczas, gdy są przekazywane dalej. To właśnie czyni Jamil Ahmad, autor "Wędrującego sokoła". On opowiada. A ja słucham.

Nie wiem do końca, czy to jedna powieść o wielu ludziach, czy też dziewięć opowiadań, które spaja ze sobą pojawiający się od czasu do czasu cień sokoła. Nie ma to dla mnie, ani tym bardziej dla odbioru książki właściwie większego znaczenia. Gdy skończyłam czytać, czułam niedosyt. Historie przekazane przez Jamila Ahmada minęły szybko jak stepowy wiatr i nie zdążyły przeszyć mnie do szpiku kości. Szkoda, że nie wciągnęły mnie w ten dziwny świat mocniej, wyraźniej, bo czułam się ciągle nieco na jego progu. I w końcu go nie przekroczyłam. Może bariera kulturowa okazała się zbyt silna. Złapałam się za to na myśli, że może to wszystko są bajki. Jednak Pasztuni są jak najbardziej prawdziwi, nieustanie obowiązuje ich pasztunwali i właśnie teraz gdzieś tam daleko przemierzają kolejny kilometr swej nieustającej podróży. Powindah znaczy wędrujący pieszo. A ja tak trzymam ten kubek z herbatą...

"Marsz, marsz, niekończący się marsz, w nocy, gdy zezwalało na to prawo, po szosach. W ciągu dnia trzymali się bocznych szlaków, cmentarzy i nieoznakowanych skrawków ziemi, od stu lat wykorzystywanych przez Cyganów do popasów i gotowania posiłków. Wędrowali, unikając miasteczek i wiosek, gdzie nie byli mile widziani, bo miejscowi uważali ich za niszczących zasiewy brudasów i złodziei"[s.120].





_______________________________________________________
tytuł: Wędrowny sokół (The wandering falcon)
autor: Jamil Ahmad
tłumaczenie: Hanna Pustuła-Lewicka
wydawnictwo:  Czarne - egzemplarz recenzencki
data wydania: 4 lutego 2015 r.
ISBN: 978-83-7536-907-6
ilość stron: 152

Powiązane tytuły

15 komentarzy

  1. Ja może nie na temat, ale... stare owieczkowe oceny wróciły <3!

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej książce. I to dosłownie - podczas piątkowej audycji Trójkowy Znak Jakości!
    Oczywiście, jak to jest z wszystkimi książkami, które Michał Nogaś poleca, ogromnie chciałam ją mieć. Nie wiedziałam właśnie czy są to opowieści, czy jedna powieść i widzę, że po prostu trudno to stwierdzić.

    Za Wydawnictwem Czarne idę, jak w dym. To może się jednak nie zawiodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc, przestałam słuchać redaktora Nogasia, gdy zaczęłam pisać. Nie chciałam, by jego spojrzenie na książki, bo niezwykle często pokrywał nam się repertuar, wpływało na moje. Staram się też nie czytać recenzji książek, które akurat (lub za krótką chwilę) czytam, a które pojawiają się na zaprzyjaźnionych stronach, póki sama tych książek nie skończę i nie napiszę o nich (oczywiście jeśli wiem, że będę chciała o nich coś opowiedzieć). Dopiero potem sprawdzam, co myśleli znajomi. Przeważnie mi się udaje. Pewnie większości ludzi wyda się to dziwne, ale tak już mam. Lubię czyste kartki (:

      Usuń
    2. Bardzo ciekawe jest Twoje podejście do recenzji wobec tego :)
      Dla mnie redaktor Nogaś był nie lada odkryciem. Na jego audycję natknęłam się w momencie, gdy wydawało mi się, że moje recenzje są ubogie, że weszłam w ślepy zaułek, iż nic dobrego już nie napiszę. Troszkę odwrócił moje spojrzenie na książki i znowu zachęcił mnie do kreatywnego pisania. Ale chyba zawsze miałam tak, że czytałam recenzje książek, które przede mną, albo które już za mną oczekują na opisanie. Nie zaburza to mojego spojrzenia na lekturę, a wydaje mi się nawet, że nieco wzbogaca moją własną opinię.

      Usuń
  3. Tak mi się dobrze Twoją recenzję czytało (wspominkowo), że jeszcze sobie trochę podumam... Rzeczywiście podobnie nas "przewiał" wiatr popychający naprzód koczownicze stopy... Choć ja nie czułam niedosytu. Mi wystarczyło. Albo inaczej. Pozostawiło niedosyt odpowiedni, ucięło się tą ostatnią historią i zostawiło samą. A to robi wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najmocniej utkwiła mi w głowie historia z niedźwiedziem. Często do niej wracałam myślami. Sama nie wiem, dlaczego akurat ta, ale jednak (:

      Usuń
  4. Twoja recenzja, okładka i tytuł - to wszystko przekonało mnie, że warto poznać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten motyw z wędrownym sokołem, który obserwuje wszystko z dystansu, patrzy jak tworzy się Historia, jak odchodzą jedne pokolenia po to, by w ich miejsce pojawiły się kolejne, kojarzy mi się z Gospodarzem, bohaterem powieści "Pożegnanie z Matiorą) - tajemniczym duchem, zwierzęciem, stworzeniem (?) opiekującym się wyspą, która wkrótce ma znaleźć się pod wodą z uwagi na powstającą elektrownię wodną.

    Opowieści wydają się całkiem ciekawe i godne uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam, ale już sobie zapisałam w notesie ciekawych tytułów. Jak wpadnie mi w ręce, będę dzięki temu pamiętać skąd skojarzenie, od kogo i dlaczego (:

      Usuń
  6. Gdy piszę te słowa, zapada wieczór. Jestem otoczona wełniastymi recenzjami, gdy do owczarni wpada jeszcze jedna. I myślę sobie, że tam daleko, daleko, gdzieś na północ ode mnie, jakaś Owieczka niestrudzenie wędruje przez wspaniałe światy, książka za książką rzucają jej litery prosto w oczy i tak właśnie wygląda jej normalne życie. O ile bym dała, żeby się teraz z Tobą zamienić!

    Nie będę tu po raz kolejny pisała, że podkradam Ci fajną książkę na półkę (która swoją drogą już powstała, tylko czeka aż ją zapełnię). I Ty wiesz i ja wiem, że masz świetny gust, więc ślepo podążam za Tobą, w głowie mi rosną stosiki i tylko się modlę, żeby i czasu starczyło na wsłuchanie się w te wszystkie opowieści.

    Ps. tak sobie też myślałam, że podejrzanie cicho tu było i na fb w ciągu ostatniego tygodnia... to znaczy, że Owieczka coś knuje... coś się będzie działo! :D Albo wiosna przyszła i poszłaś na trawkę jak trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa (: Chciałabym, żeby było tak pięknie. Niestety cisza wynika raczej z faktu, że czasu mam akurat tyle, by dać radę napisać jeden tekst na tydzień. Choć gdybym mogła, pisałabym częściej. Co zrobić. Dorosłość (:

      Usuń
  7. Pięknie o tek książce mówił Nogaś, magnetycznie wręcz Marta K., a Ty mówisz prawie jak o nieuchwytnej poezji... Aż ślinka cieknie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak piszecie o tej książce (wczesniej u Luki niuchałam), że robi się jakoś tak refleksyjnie i człowiek chciałby sobie własny kubek poobejmować ;) Zanim pójdę po herbatę, napiszę jeszcze, że tacy wędrowcy, koczownicy zawsze mnie fascynowali (ostatnio chyba Nieńcy tak przykuli moją uwagę), więc prędzej czy później trafiłabym na tę książkę, ale po Waszych recenzja wolałabym, żeby to było prędzej :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: