Wełniaste Podejście do Literatury

Anthony Horowitz: Moriarty

9 kwietnia 2015 , ,

"Czy ktokolwiek naprawdę uwierzył w to, co rzekomo wydarzyło się przy wodospadzie Reichenbach? Spisano tak wiele relacji, a ja wciąż nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zbyt wiele w nich brakowało... zwłaszcza prawdy"[s.7].

Czytam, oglądam w wersji filmowej, śledzę w wersji kilkuserialowej. Pasuje mi do tej roli zarówno Basil Rathbone (1945), Peter Cushing (1959), Robert Downey Jr. (2009), jak i Benedict Cumberbatch (2010) i Jonny Lee Miller (2012). Choć każdy z nich jest inny. Gdybyście zadali mi pytanie, czy jestem fanką Holmesa, odpowiedź brzmi: nie, nie jestem. Lubię go, ale jestem fanką Moriarty'ego nawet wtedy, gdy prezentuje się go jako ładną blondynkę. Bo Moriarty to pewna ciekawa idea stworzona przez sir Arthura Conan Doyle'a. Idea geniuszu, przebiegłości, niebezpieczeństwa i zła, która przez większość czasu jest fizycznie nieobecna, wisi jednak nad detektywem nieustannie i osacza.



Pięć dni po starciu, które świat zna jako "Ostatnią zagadkę", nad wodospad Reichenbach w Szwajcarii przybywa szczupły, czarnowłosy czterdziestolatek o oczach w odcieniu bliżej nieokreślonego brązu. Przedstawia się czytelnikowi nazwiskiem Frederick Chase, informuje, że jest starszym śledczym w Agencji Detektywistycznej Pinkertona w Nowym Jorku i od tej chwili staje się narratorem i przewodnikiem po mających się niebawem rozegrać wydarzeniach. Pochylając się nad wyłowionymi z wody i opatrzonymi karteczką z nazwiskiem James Moriarty zwłokami, obawia się, że przybył niestety za późno. Nad zwłokami pochyla się również inspektor Scotland Yardu Athelney Jones. Obaj panowie nie zdają sobie sprawy, jakie konsekwencje zrodzi ta znajomość zawarta nad ciałem arcywroga Sherlocka Holmesa.

W Londynie bowiem spokój, jaki zapanował po schwytaniu wszystkich wskazanych przez Holmesa groźnych przestępców, zburzony został bardzo szybko. W mieście pojawiła się nowa, niebezpieczna siła, która w kilka chwil rozpięła nad Tamizą nici swojej przestępczej pajęczyny. Nowy gracz z Ameryki, Clarence Devereux postanowił zamknąć Londyn w swej garści. Jego tropem podąża dwóch przyjaciół sponad zwłok, a nad nimi unosi się cień Moriarty'ego.

Przyznam, że pomysł autora na tę powieść jest doskonały. Choć uderza w ton klasycznie Doyle'owski, począwszy od języka powieści, poprzez klimat, aż na schemacie detektywa geniusza i jego wiernego pomocnika skończywszy, co jest oczywiście zamierzone i ładnie wykonane, ma w sobie pewną przewrotność. Pamiętajmy, że przecież nie o Sherlocka tu chodzi, a o jego - jak to napisał doktor Watson - arcywroga, matematycznego geniusza zbrodni. Główni bohaterowie to ośmieszony niegdyś przez Holmesa policjant ("Znak czterech"), który za cel honoru postawił sobie dorównanie swemu mistrzowi oraz przybyły z Ameryki detektyw, któremu inspektor wydaje się imponować swoją wiedzą i umiejętnościami. Cóż. To tacy Holmes & Watson ver. 2.0.

Dobra, żwawa, ciekawa i - co najważniejsze - zaskakująca powieść, w której sformułowanie "gra pozorów" nabiera szczególnej mocy, a i Moriarty w efekcie jest żywy i wspaniały. Bawiłam się na tyle dobrze, że z ciekawości cofnę się do wcześniejszej powieści Horowitza "Dom jedwabny", choć nie ukrywam, że z pewną obawą. W "Moriartym" autor stworzył postacie właściwie samodzielnie. Tam zaś mierzył się z tymi już wykreowanymi, z ikonami literatury. Choć skoro nawet spadkobiercy spuścizny Doyle'a zaaprobowali jego twórczość, to nie ma się czego bać, prawda?



___________________________________________________
tytuł: Moriarty (Moriarty)
autor: Anthony Horowitz
tłumaczenie: Maciej Szymański
wydawnictwo:  Rebis
data wydania: 3 marca 2015 r.
ISBN: 978-83-7818-668-7
ilość stron: 288


Powiązane tytuły

21 komentarzy

  1. Czytałam u Ćmy książkowej wrażenia po "Domu..." i zostałam skutecznie zachęcona do lektury, teraz po Twojej recenzji "Moriarty'ego" widzę, że powinnam dopisać sobie i ten tom do listy. Brzmi nawet lepiej niż "Dom...", ale się wypowiem merytorycznie, jak już oba tomy przeczytam :). A tak na marginesie: bardzo plastyczna recenzja! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Będę wyczekiwać Pyzich wrażeń (:

      Usuń
  2. Przeczytałam tę książkę kilka dni temu i jestem nią naprawdę oczarowana. Zwłaszcza zakończeniem, zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Choć przyznam, że naszły mnie pewne niecne myśli w trakcie czytania, ale nie mogę napisać jakie i dlaczego, bo ktoś, kto tu zajrzy, mógłby mieć popsutą zabawę. A ja daleka jestem od odbierania ludziom przyjemności z czytania (:

      Usuń
  3. Benedict jako Sherlock = leżę i kwiczę! :) A książka wygląda przepysznie. Już same twoje słowa czytałam z apetytem. Słyszałam o Domu jedwabnym, ale jak zobaczyłam, że kto inny o Holmesie pisze to dałam sobie spokój. Czekam na twoje wrażenia z Holmesa spod innego pióra, a tymczasem szykuję talerz na Moriartyego. Chcę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kwiczysz ze śmiechu, czy kwiczysz z miłości? Bo znając Ciebie, obie wersje są możliwe (:

      Usuń
  4. Uwielbiam Sherlocka! A książka już jakiś czas temu przykuła moją uwagę. Teraz, kiedy wiem, że warto po nią sięgnąć muszę ją mieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko proszę pamiętać, że Sherlocka to w tej książce właściwie nie ma (:

      Usuń
  5. Zaskakujące, że ten temat wciąż pobudza wyobraźnię artystów. Kto nie zna historii Sherlocka? A to właśnie Moriarty jest przecież bardzo interesujący.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zwróciłam na książkę uwagę już od pierwszego wejrzenia. Bardzo lubię Sherlocka zarówno w wersji książkowej, jak i filmowej. Jestem bardzo ciekawa tego tytułu i bez wątpienia kiedyś po niego sięgnę, bo i mnie Moriarty bardzo ciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Taki świeży look na Moriarty'ego całkiem dobrze robi (:

      Usuń
  7. Mam jakąś słabość do Sherlocków Holmesów (bardziej filmowych, bo jedynie kryminały wolę oglądać niż czytać) i do Moriartych też (najbardziej chyba przemówił do mnie J. Harris, choć podobno były zarzuty, że nie wybrano do tej roli jakiegoś bardziej popularnego aktora, bo pojedynek SH-JM w wykonaniu R. Downey Jr i J.Harris był nierówny, to mnie się podobał niezwykle).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jednak wolę Andrew Scotta. Bardziej uwodzi mnie szelmostwo niż profesura (;

      Usuń
  8. Do tej pory jakoś nieszczególnie przepadam za Sherlockiem. Pewnie to dziwne, ale nawet w serialach mnie drażni ;) O Moriarty'm nie wiem nic. Do Londynu mam stosunek zupełnie obojętny. Rety, chyba pójdę nad tym pomyśleć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo lepiej przeczytać coś zupełnie innego (:

      Usuń
  9. Czytałem tylko jednego "Holmes'a" ("Pies Baskerville'ów"), więc nie miałem okazji poznać pana Moriarty'ego, ale przyznaję, że zainteresował mnie ten jegomość :) Serialu w ogóle nie oglądałem, z kinem także niewiele mam wspólnego, więc pierwszy akapit okazał się dla mnie nieco niezrozumiały, chociaż to wyłącznie wina mojej ignorancji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moriarty był owiany tajemnicą. Ja Ci gorąco polecam poczytywać Holmesów dla rozrywki, między kolejnymi Japończykami (:

      Usuń
  10. Jak ja nie lubię pisać, komentarzy typu "przeczytam / nie przeczytam"... Ale skutecznie mnie zachęciłaś, więc przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, znam to i tym bardziej jestem wdzięczna. Dziękuję za komplement! (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: