Wełniaste Podejście do Literatury

A.S.A. Harrison: W cieniu

3 kwietnia 2015 , , ,

"Nie ma potrzeby spoglądać prawdzie w oczy, skoro są lepsze, łagodniejsze sposoby. Nie ma powodu do katastrofizmu i panikowania." - A.S.A. Harrison

Arystofanes, bohater "Uczty" Platona, opowiada historię Androgyna, pierwszej i jedynej istoty żywej na początku Świata, ucieleśnienia obu płci złączonych w jednym ciele. Bogowie uznali jednak, że obie płcie należy rozdzielić i w ten sposób stworzyli kobietę i mężczyznę. Taki był koniec Androgyna, a rozdzielone przez bogów połówki szukają się nieustannie, by ponownie połączyć się w jedno. I tak od wieków po dziś dzień, każdy szuka tej pasującej idealnie swojej drugiej połowy.

Główni bohaterowie powieści "W cieniu" ewidentnie nie są dwoma połówkami tego samego jabłka. Miejscami miałam wrażenie, że nawet nie pochodzą z tego samego drzewa. A jednak coś sprawiło, że wiedli razem wspólne życie przez wiele lat. Wiedli, bo już z okładki wiadomo, że jedno pozbywa się drugiego. W zasadzie blurb opowiada całą powieść, ale to odkryje dopiero ten czytelnik, który ją przeczyta. Albo czytający ten tekst. Historia opowiada o mężczyźnie, który zostawia swoją żonę dla innej kobiety oraz o kobiecie, która nie może się pogodzić ze zmianami związanymi z odejściem męża do tego stopnia, że postanawia się go pozbyć. Powieść prezentuje proces rozkładu uczuć, emocji, rozpadu związku i wspólnej przeszłości. Na chłodno, bez emocji. Zatem skoro dzięki okładce wiedziałam już od początku, co się wydarzy, założyłam, że powieść musi być oparta na akcji, niezwykłym splocie wydarzeń, napięciu budowanym przez autorkę, ogólnie na dreszczach i ciarkach. Choć rzadko o nich piszę, uwielbiam czytać ciarkoroby. Zwłaszcza nocą.

"Codzienna rutyna jest wspaniałym balsamem, który podtrzymuje ją na duchu i trzyma jej życie w ryzach, nie dopuszczając do nie j egzystencjalnych lęków, które napadają człowieka, kiedy się waha albo nie wie, co robić, przypominając mu o wielkiej pustce, w której tkwi"[s.35].

Niewątpliwie na uwagę zasługuje dobrze rozplanowane przedstawienie postaci. Autorka zagłębia się w psychikę głównych bohaterów w taki sposób, że ci idealni na początku ludzie, wraz z coraz lepszym poznaniem, głębszym wejrzeniem w ich myśli i motywacje, okazują się być zupełnie rozsypani. Judi - poukładana, pedantyczna, spokojna kobieta, która tak naprawdę jest w swoim życiu zupełnie bierna, woli nie dostrzegać, nie wiedzieć, skoro wszystko toczy się zgodnie z planem, nic tego planu nie może zepsuć. Dlaczego? Bo nie wiedziałaby, co zrobić z tą zmianą. Judi - na domiar złego - poważna pani psycholog, okazuje się być specjalistą, który z obawy przed mogącymi się pojawić trudnościami większość przypadków odsyła do innych lekarzy. Sama zajmuje się błahostkami, nieskomplikowanymi pacjentami. Jest ograniczona do tego stopnia, że wydała mi się pusta niczym świąteczna wydmuszka. Kolorowa skorupka bez żadnego wnętrza. Todd również okazuje się być kiepski w miarę bliższego poznania. Właściciel firmy budowlanej, przystojny, zabawny. Na pierwszy rzut oka ideał. A po dłuższym przyjrzeniu się? Wieczny chłopiec, podejmujący decyzje pod wpływem impulsu, nieustannie szukający potwierdzenia dokonanych przez siebie czynów u innych ludzi, bo sam nie potrafi ocenić, czy postępuje dobrze. Decyzja o odejściu od żony też jedynie na początku wydaje się być świadoma i przemyślana. Wraz z upływem stron i czasu okazuje się, że i to mogło być działanie impulsywne, a Todd sam właściwie nie wie, czego tak naprawdę chce. Może żałuje, że odszedł, ale tego też nie jest pewny. Takich właśnie mężczyzn unika się jak ognia.

Tak. Budowa portretów psychologicznych postaci jest naprawdę dobra i ze względu na to mogłabym polecić Wam tę opowieść. I tylko ze względu na to, bo poza tym nic w zasadzie w niej nie ma. Reszta to same "ale" z jękiem rozczarowania. Ale miała być akcja. W tej powieści nie ma żadnej akcji. Nie ma więc za czym gonić. Jest powolna, spokojna, jednostajna do samego końca. Jak skrobanie ryby z łusek - drap, drap, starannie i dokładnie zbliżamy się do głowy, już niedługo koniec. Ale miało być zaskoczenie. Nie ma żadnego zaskoczenia. Historia jest przewidywalna, ponieważ w miarę poznawania głównej bohaterki, nie trudno przewidzieć jej reakcje i postępowanie. Zatem od początku wiemy, co się stało, co się dzieje i co się stanie. Ale miały być ciary. O napięciu, dreszczach i ciarkach w czasie czytania też zapomnijcie. Nie ma i to już tylko naturalna konsekwencja poprzednich "ale". A dlaczego ich aż tyle? Bo z okładki krzyczy słowo thriller, i jest też nagroda dla najlepszego thrillera, i książka porównywana jest do dwóch innych naprawdę dobrych thrillerów. Tylko że akurat te znam  ciarkoroby. Niestety "W cieniu" nawet nie stało w ich cieniu.

Wypada mi się przyznać. Mea culpa - dałam się nabrać okładce.




egzemplarz recenzencki
____________________________________________________
tytuł: W cieniu (The silent wife)
autor: A.S.A. Harrison
tłumaczenie: Katarzyna Dudzic
wydawnictwo:  Znak
data wydania: 12 stycznia 2015 r.
ISBN: 9788324026579
ilość stron: 352

Powiązane tytuły

15 komentarzy

  1. Chyba jeszcze nikt wcześniej nie porównał wolnej akcji książki do skrobania ryby z łusek :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie skojarzenie. Robi się to uważnie, starannie i bardzo dokładnie, ale w czasie tej czynności nic Cię zaskakującego nie spotka aż do samego końca. No chyba, że Ci się ryba z rąk wyślizgnie, ale to już Twoja wina;p

      Usuń
  2. Bywa i tak. Dzieki za ostrzezenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam przeczucie, by tej książki nie brać. Dziś czytałam jej recenzję u Kamila, generalnie myślicie podobnie ☺
    A ciarkorub to bardzo ciekawe określenie, zapamiętam ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam jeszcze okazji czytać jego wrażeń, może dziś wieczorem uda mi się nadrobić blogowe zaległości z tego tygodnia, ale że są podobne to mnie akurat mało dziwi. Dziwiłoby, gdyby były diametralnie różne (:

      Usuń
  4. Mamy w końcu Wielkanoc, więc jest to chyba najlepsza pora na literackie wydmuszki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie pomyślałam o tym. Ale masz rację - zbiegło się w czasie (:

      Usuń
  5. Jak na okładce książki są takie wabiki w postaci tytułów dobrych thrillerów, to już trzeba mieć się na baczności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie te wabiki, uznałabym, że to całkiem nieźle skonstruowana powieść psychologiczna, która mogłaby być jednak nieco żwawsza. A tak chciałam, by to było naprawdę ciarkorobne, bo zaczęło się nieźle. I im dalej w las, tym powinno być ciemniej, a tutaj ciemniej nie było. Jednostajnie. Ale przebieg przez osobowości bohaterów jest naprawdę fajny. Dlatego to podkreślam (:

      Usuń
  6. A już miała mnie skusić ta "Zaginiona dziewczyna" na okładce... Ech... Prysło jak bańka mydlana. Tej ryby nie poskrobie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że biedna przypadkowa rybka stała się gwiazdką;p

      Usuń
  7. Ojoj, tyle owiec leży i beczy z powodu tych ale. ALE, magicznych, spokojnych świąt:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brak akcji jestem w stanie znieść, czasami wystarczy mi skrobanie ryby. Ale brak przewidywalność to jest to czego tygryski bardzo nie lubią.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dałabym się skusić na tę historię. Ale ryb skrobać nie lubię, więc i literacko ich skrobać nie będę. I tak jakoś wolę te thrillery, które cień rzucają, a nie te, które w rzuconym cieniu nawet nie stały. Dzięki Ci dobra Owieczko za ostrzeżenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Doskonale to podsumowałaś - kolejny pseudothriller, na który wydawnictwa nabierają czytelników

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: