Wełniaste Podejście do Literatury

Joanne Owen: Władca marionetek

25 kwietnia 2015 , , ,

"Sama w sobie marionetka nie jest niczym więcej niż materiałami, z których została zrobiona. Sama w sobie jest tylko kawałkiem martwego drewna. Marionetki są po to, by nimi manipulować. Są po to, by służyć, by iść w świat i głosić słowo tego, kto nimi kieruje" [s.164].

Choć są wymysłem włoskim, w XVII wieku rozpoczęły podbijanie serc czeskich wsi i małych miasteczek. W tych dużych jeszcze królował niepodzielnie pełen przepychu teatr barokowy - jeszcze. Małe trupy lalkarskie przemierzały więc leśne dukty, udeptane trakty i ożywiały martwe laleczki dla każdego, kto tylko zechciał popatrzeć i rzucić do kapelusza choć jednego halerza. Prostym ludziom się podobało. Wytworniejszym w końcu również zaczęło. Z czasem marionetki opanowały domy czeskich mieszczan i szlachty, a lalkarze zdobywali sobie powszechny szacunek i uznanie. Tworzono przydomowe teatry. Lalki opanowały Czechy i panują w nich do dziś. Nikt już nie pyta, skąd się właściwie wzięły. Są i już. I dla naszych południowych sąsiadów są tak czeskie, jak zamek na Hradczanach. Zresztą nie można przejść przez Hradczany, nie zatrzymując się choć przy jednym przepełnionym nimi kramie. Bo lalkarstwo stało się prawdziwą sztuką zarówno tworzenia, jak również prowadzenia lalek. Jedne mroczne, straszne, inne piękne, kolorowe, wielkookie-pustookie. Kojarzą mi się z bezwolnością. Z zupełną zależnością. Za każdą marionetką stoi w końcu ktoś, kto pociąga za jej sznurki. I właśnie dlatego ich nie lubię.


Książka z przypadku. Nieplanowana. Obca. Wybrana spontanicznie. Bo nie było wiele czasu na zastanawianie się. Sięgnęłam, wybrałam, zabrałam. Za mną wybierał już koś inny. Trochę przeleżała na półce, jednak w końcu postanowiłam zerknąć, co jest w środku. Przypadkowo dobry wybór. Mogłam przecież trafić na pamiętnik jakiejś Pameli, co porzuciła Edgara i teraz tęskni zaślimaczona we łzach. Dzięki Owcy za intuicję. Otworzyłam małą książeczkę, a niezwykła magia literatury przeniosła mnie do XIX-wiecznej Pragi; miasta skrytego za mgłą wyniosłego gotyku, chłodu, mroku i poczucia lęku. Takiej Pragi otulonej trochę švankmajerowskim, fantastycznym klimatem jeszcze nie widziałam. Oto miasto zawładnięte przez marionetki na sznurkach, za które pociąga ich Władca. Zapraszam.

Główną bohaterką opowieści jest Milena, dziewczynka, której rodzice prowadzili znamienity praski teatr marionetek. Pewnego dnia jej matka znika w niewyjaśnionych okolicznościach wkrótce po tym, jak ojciec dziewczynki ginie w wypadku. Dom zachwytów sennych, ich teatr, zostaje zamknięty. Dziewczynka wierzy, że kiedyś otworzy go ponownie, sama. Zrobi to dla rodziców, a może wtedy mama do niej wróci. Tymczasem na drzwiach rodzinnego teatru pojawia się plakat informujący, że w mieście pojawił się Władca Marionetek i zaprasza wszystkich Prażan na przedstawienie. Milena dostrzega, że z mieszkańcami dzieją się niepokojące rzeczy. Po spotkaniu twarzą w twarz z Władcą Marionetek, na własną rękę postanawia odkryć przyczynę strachu, jaki z niewyjaśnionych powodów ogarnął ją i całe miasto.

Szybko zrozumiałam, że mam przed sobą opowieść kierowaną do młodszego czytelnika, nie powinnam więc oceniać jej w zwyczajowo przeze mnie przyjętych kategoriach. Dlatego też zmieniłam sposób jej odbioru. "Władca marionetek" to ciekawa historia, zawierająca w sobie inne opowieści, za sprawą której czytelnik może poznać świat czeskich legend. Kluczem historii są kobiety, silne kobiety, które od wieków miały wpływ na losy innych ludzi. Dawniej Libusza, legendarna władczyni Czech i założycielka Pragi, a obecnie Milena, jej matka oraz parające się magią ziół i eliksirów ciotki dziewczynki. Niewątpliwie z lektury płynie przesłanie, że siła może mieć także kobiece oblicze i w w tej postaci może stanąć do równej walki z tym, co w świecie najgorsze. No ale to myśl dorosłego. Dzieci zapewne zwrócą uwagę na coś zupełnie innego.



"Władca marionetek" to dobra opowieść w urzekającej szacie graficznej, która zarówno dzieciom, jak i dorosłym może dostarczyć czegoś wyjątkowego. Proponuję jednak zaopatrzyć się w takie starsze dziecko, bo opowieść pani Owen jest nieco mroczna. Co prawda nie znam się na dzieciach, jednak chyba nawet ja miałabym opory przed przeczytaniem tej książeczki 5-latkowi. Być może nigdy nie trafiłabym na "Władcę...", gdyby nie bookcrossing w czasie ubiegłorocznego spotkania bloggerów. Być może istnieje cień szansy, że ktoś, kto wcześniej był jej właścicielem i położył na bookcrossowym stole, zagląda czasem na Wełniaste. Dlatego pozostawiam dla niej/niego słowo: Dziękuję.




________________________________________________________
tytuł: Władca Marionetek (Puppet Master)
autor: Joanne Owen
tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
wydawnictwo:  Egmont
data wydania: 22 września 2010 r.
ISBN: 978-83-237-3413-0
ilość stron: 213


Powiązane tytuły

13 komentarzy

  1. "proponuję zaopatrzyć się w starsze dziecko" celne a urocze <3
    A całokształt brzmi bardzo obiecująco, niezależnie od tego, jakie dziecko akurat mamy na podorędziu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można powiedzieć: "no, tu się bajeczka kończy, a teraz pooglądaj sobie obrazki" (:

      Usuń
  2. ksiazka wydaje sie idealna dla wspolnych wieczorow z pociecha u boku. Oboje zadowloeni i kazdy ma cos dla siebie doroslych opowiesc, dziecko piekne rysunki i to co miedyz jedna a druga strona uslyszy ;) super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspólne czytanie jest niezwykle miłe i zbliża (:

      Usuń
  3. Piękne wydanie tej książki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Już dla samego sposobu jej wydania warto choć przejrzeć (:

      Usuń
  4. Raczej nie przepadam za takimi książkami, ale może moja prawie-dziewięciolatka, jako miłośniczka na przykład "Harrego Pottera", by reflektowała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam kilka lat temu, ale pamiętam, że lektura nie przypadła mi do gustu... Po tej recenzji mam wielką ochotę znowu sięgnąć po Władcę Marionetek i sprawdzić czy książka przypadkiem nie przeobraziła się w coś ciekawszego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro raz się nie spodobała, wątpię, by przy drugim podejściu nagle zyskała. Ale - zdarza się i tak, więc tego życzę (:

      Usuń
  6. Lubię takie nieplanowane, spontaniczne lektury - zawsze istnieje prawdopodobieństwo natknięcia się na jakąś niezwykłą, nieodkrytą przez rzesze czytelników perełkę :) Aktualnie również goszczę w Czechach (literacko) - czytam właśnie "Inwazję jaszczurów" Čapka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu u Ciebie zagości coś czeskiego! Czekam, czekam(:

      Usuń
  7. No i znów zasiliło się konto książek, na które będę polować :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: