Wełniaste Podejście do Literatury

Sofi Oksanen: Gdy zniknęły gołębie

27 maja 2015 , , , , ,


Urzekł mnie ten tytuł, bo brzmi trochę melancholijnie. Moja czytelnicza ciekawość została uruchomiona: co się mogło stać, dlaczego i co się wydarzyło po ich zniknięciu? Otwierając tę książkę, wyobrażałam sobie plac wyłożony kostką brukową i stado spłoszonych, ulatujących spod czołgowych gąsienic ptaków, które zataczając kręgi nad miastem, odlatują gdzieś, gdzie nic nie będzie mącić ich codziennej rutyny. No cóż, było trochę inaczej. Autorka powieści w paru wywiadach udzielonych po jej publikacji wyjaśniała, że w czasach okupacji mieszkańcy Tallinna nie mogli się nadziwić widokowi biegających po placach i ulicach miasta niemieckich żołnierzy, którzy wyłapywali gołębie. Dla nich był to widok niemal surrealistyczny, bo Estończycy gołębi nie jadają.

Fabuła powieści "Gdy zniknęły gołębie" rozgrywa się w Estonii na dwóch wzajemnie się przeplatających płaszczyznach czasu. Pierwsza - połowa lat czterdziestych ubiegłego wieku była okresem, w którym to małe państwo zajęli hitlerowcy. Dla Estończyków nie była to jednak okupacja, jaką znają Polacy. Nie. Estończycy tak naprawdę wyczekiwali nadejścia Niemców, ponieważ postrzegali ich, jako swoich wyzwolicieli spod sowieckiego ucisku. Rok wcześniej (w czerwcu 1940 roku) po zaledwie 20 latach niepodległości Estonię ponownie zajęli Rosjanie, wcielając ją do Związku Radzieckiego. Druga płaszczyzna to lata 1963 do 1966 i czasy, gdy po zakończeniu II Wojny Światowej reżim sowiecki był już dobrze ugruntowany, w Estonii również, i nic nie zapowiadało jego końca. Gdzieś w tym wszystkim wybrzmiało wspomnienie jednej krótkiej chwili, gdy Estonia była prawdziwie wolna. Między wyjściem jednej armii a wejściem drugiej. Mały kraj na moment mógł wywiesić własną flagę, choć wielu pewnie nawet tego nie zauważyło.

W tych właśnie czasach ważą się i rozgrywają losy trzech osób. Każda z nich mówi do czytelnika na swój indywidualny sposób. Roland i Edgar są kuzynami. Łącząca ich rodzinna więź dawno jednak zanikła. Roland jest idealistą, wierzy w wolną ojczyznę i sprzeciwia się jakiejkolwiek okupacji. Walczy w oddziałach "Leśnych Braci", czyli w ruchu oporu zarówno przeciw armii niemieckiej, jak i armii czerwonej. Dodatkowym bodźcem podsycającym jego bezkompromisową postawę jest rozgoryczenie spowodowane utratą w niewyjaśnionych okolicznościach ukochanej kobiety. Pozbawiony wizji stabilizacji rodzinnej, spokoju i świadomości narodowej wolności poświęca swoje życie na walkę. Z drugiej strony mamy jego kuzyna Edgara, fałszerza, który oprócz podpisów potrafi sfałszować również osobowość. Miękki niczym plastelina, pozbawiony własnej formy, ugniata się odpowiednio w zależności od panujących nastrojów politycznych. Jak kameleon przybiera barwy otaczającej go rzeczywistości: "czerwony - brunatny - czerwony". Zmiana tożsamości to już tylko formalność. Jest w tym wszystkim coraz lepszy. Stworzona i odpowiednio podrasowana na potrzeby sowieckiej propagandy książka o okrucieństwach nazistów jest tego bezsprzecznym dowodem.

Mamy zatem bohatera i antybohatera, przy czym antybohater jest w tej powieści o wiele wyraźniejszy. Jednemu się kibicuje, drugiemu bardzo szczerze się źle życzy (ja życzyłam, przyznaję). A między nimi kobieta - Judit. Unieszczęśliwiona przez męża, opuszczona przez wszystkich, smutna i zagubiona. Czekająca w milczeniu, aż do rozstawionej pułapki złapie się mysz, bo to podobno znak, że ktoś umrze (...np. jej mąż). Judit się współczuje, bo to taka biedna dusza, jakby wyrwana z kontekstu, która naprawdę chciałaby postępować tak, jak należy, czyli dobrze. Tyle, że nie do końca wie, jak to właściwie powinno być.

Doskonale wykreowani bohaterowie. Chłodny, niemal pozbawiony emocji, a przy tym niezwykły sposób narracji. Oszczędne karmienie szczegółami i nieustanne podsycanie czytelniczej ciekawości. Trzy rzeczy, które sprawiły, że nie mogłam się od lektury oderwać. Studium psychologiczne antybohatera godne pochwały i zazdrości (zapewne przez niejednego pisarza). Wiecie, nie zdawałam sobie sprawy, jakże dziwnie może mi się czytać o narodzie, który w Hitlerze dostrzegał dla siebie ratunek zamiast zagrożenia. Jeszcze bardziej osobliwym doświadczeniem jest moment, gdy stajemy się częścią tego narodu, który poszedł drogą wyboru między złem, a złem i wybór tej drogi jest dla nas absolutnie oczywisty. Choć z początku stosowane przez autorkę żonglowanie reżimami  i narratorami może wydać się chaotyczne, dosyć szybko wpada się w ten specyficzny rytm prozy Sofi Oksanen. Tak, dałam mu się porwać.

Na początku urzekł mnie tytuł. Na zakończenie urzekło mnie dosłownie wszystko. Ta całkiem cwana, ale i inteligentna historia została mi opowiedziana zupełnie wypranym z emocji tonem. Emocje autora były tu niepotrzebne, bo to we mnie jako czytelniku miało się tak naprawdę rozegrać najwięcej.  Cóż, Oksanen wiedziała, jak mnie w sobie rozkochać. Niecierpliwie czekam na spotkanie z nią w Warszawie i rozpoczynam polowanie na starsze "Oczyszczenie".








________________________________________________________________
tytuł: Gdy zniknęły gołębie (Kun kyyhkyset katosivat)
autor: Sofi Oksanen
tłumaczenie: Sebastian Musielak
wydawnictwo: Czarne - egzemplarz recenzencki
data wydania: 29 kwietnia 2015 r.
ISBN: 9788380490710
ilość stron: 368

Gdy zniknęły gołębie [Sofi Oksanen]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Powiązane tytuły

16 komentarzy

  1. Mnie też tytuł zaintrygował, no i Oksanen w ogóle, bo od daaawna zabieram się za "Oczyszczenie" i zabieram, i ciągle nic. To teraz będę szukać już dwóch jej książek, bo Twoja rekomendacja ma moc :D
    Będzie relacja ze spotkania? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy. Myślałam raczej o ogólnej relacji, ale wiesz, że ja dla Ciebie wszystko, więc mogę nawet i to.
      A Moc to mają rycerze Jedi, moja droga.
      Ja mam w planach pieczątkę: "approved by Owca" i będę nią pieczętować polecaną książkę, nim Ci ją wyślę.
      ...gdy już kiedyś jakąś Ci tak w ogóle wyślę :D

      Usuń
    2. Właśnie, bo Ty mi powinnaś wysyłać książki. Dobrze, że sama na to wpadłaś! Bardzo dobry pomysł, Owieczko :D
      #wymuszenie_rozbójnicze ;)

      Usuń
    3. A ja się zgadzam: jest tu moc (no, może nie Moc, żeby nie drażnić rycerzy Jedi, ale moc jak najbardziej!). Świetna recenzja, bardzo jestem ciekawa, jak to wychodzi w czytaniu, bo ta tematyka "odmiennych okupacji" od dawna mnie ciekawi. Czy może raczej: literackich sposobów radzenia sobie z opisem świata, który nie jest z żadnej strony w prosty sposób czarno-biały.

      Usuń
    4. @Ekruda: Raczej. Tylko że wysyłanie czegokolwiek na adres "Małgorzata Ekruda, Kraków - strzelam, że na prawo od Smoka" mija się z celem. Podrzuć coś więcej to #wymuszenie_rozbójnicze będzie miało sens ;p

      @Pyza: polecam spróbować. Ja wcześniej niewiele o tym myślałam. Ta myśl uderzyła mnie właśnie w trakcie tej lektury, że tak mało wiem o krajach, które miały podobne do naszego doświadczenia. A Oksanen naprawdę dobrze pisze.

      Usuń
    5. Poszło mi tak łatwo? :D Lata praktyki na rodzicach w końcu przynoszą efekty! A tak poważnie to wystarczy mi, że podrzucasz takie dobre recenzje! I jestem wiarygodna, bo mówię to znad grubaska pt. Neuland! Tak, dopiero teraz zaczynam, ale miałam naprawdę dużo dobrych rozpraszaczy ;) Przyturlam się potem z wrażeniami :)

      Usuń
  2. Ciekawajestem j ksiązki. Zapisuję w kolejce do przeczytania, bo tak niewiele wiemy o innych, poza Polską, "republikach" wcielonych na siłę lub traktowanych jak kolonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz zadowolona; mnie wciągnęła do reszty (:

      Usuń
  3. Właśnie zabieram się za czytanie tej książki. Słuchałam o tej powieści audycję w Trójce, więc stwierdziłam, że to historia, która mi się spodoba. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, odkąd odkryłam Antyradio, nie zbliżyłam się nawet do Trójki. Dobra muzyka i mało politycznego gadania wzięły górę (:

      Usuń
  4. Rany, rany, wszystko w tej powieści wydaje się interesujące - intrygujący tytuł, fenomenalna okładka i treść, ach treść! II Wojna Światowa, okupacja sowiecka, trudne czasy stalinowskie. A wszystko to w Estonii, w kraju niby niedalekim, a jednak praktycznie w ogóle nie znanym. Oj, mocno zaintrygował mnie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jest naprawdę, ale to naprawdę wart przeczytania! (:

      Usuń
  5. OOO! Czytam z rozdziawioną japką. ;-)
    Jeśli wiatry wrocławskie będą mi sprzyjać, to 13 czerwca wybiorę się na Europejską Noc Literatury, gdzie M. Ostaszewska będzie czytać fragmenty tej powieści a i z samą autorką kilka dni później będzie spotkanie...
    Gdyby tylko te biblioteki więcej egzemplarzy (i szybciej) miały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem bardzo ciekawa, jaką osobą jest pani, która napisała taką opowieść. Jak opowiada. Za tydzień posłucham! (:

      Usuń
  6. A ja właśnie dziś zrobiłam moim gołębiom piękne zdjęcie i wkrótce zabieram się za czytanie. Obym się zakochała, bardzo na to liczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz gustu. Równie dobrze może Ci się nie spodobać wcale (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: