Wełniaste Podejście do Literatury

Umberto Eco: Temat na pierwszą stronę

21 maja 2015 ,

"To nie wiadomości czynią gazetę, to gazeta czyni wiadomości." - Umberto Eco

To zacytowane powyżej zdanie pochodzi z najnowszej powieści włoskiego pisarza i stanowi doskonałe podsumowanie tego, o czym ona jest. Krótkie proste zdanie, bo i powieść krótka i na pozór prosta. Jeżeli zatem jako stali czytelnicy, jego wierni fani, nastawiacie się na rozbudowaną, wielowątkową powieść na miarę "Imienia róży", czy "Cmentarza w Pradze", rozczarujecie się. Co nie oznacza, że rozczarujecie się tak w ogóle. "Temat na pierwszą stronę" jest pozbawioną  rozmachu historią o pewnej gazecie. Gazecie, która nigdy się nie ukaże.

Umberto Eco powołał do życia Pana Colonnę - człowieka inteligentnego i (jak to czasem bywa w życiu) także leniwego. Pan Colonna, który robił w życiu wiele rzeczy związanych z pisaniem, zdradza, że dzięki tym licznym zajęciom nabył to, co Paolo Villaggio nazwał kulturą monstrualną. "Przegrani, podobnie jak samoucy, wiedzą zawsze więcej od ludzi sukcesu, bo żeby odnaleźć sukces, musisz wiedzieć jedno, nie tracić czasu na poznawanie wszystkiego. Satysfakcja płynąca z erudycji zastrzeżona jest dla przegranych. Im więcej ktoś wie, tym bardziej nie powiodło mu się w życiu"[s.16]. Zgodzić się z nim? Nie zgodzić? W każdym razie czytelnik dosyć szybko przekonuje się, z jakim typem człowieka ma do czynienia. Pan Colonna, który niewiele w życiu osiągnął, czego zresztą ma świadomość, opowiada o propozycji nie do odrzucenia, jaką złożył mu tajemniczy Pan Simei. Otóż Colonna miał wziąć udział w rocznym eksperymencie, obserwować jego przebieg i opisać całość w książce, jako ghost writer oczywiście. No cóż, rola ta do sukcesu pisarskiego raczej go nie predestynowała, ale wysokie miesięczne honoraria wystarczyły, by ta okoliczność stała się mało istotnym detalem. Obserwował zatem pracę dziennikarzy (podobnych Colonnie ludzi bez dziennikarskich sukcesów), którzy przekonani byli, że tworząc prawdziwą, mającą się ukazać w niedługim czasie gazetę, biorą udział w zbożnym projekcie z jednym celem - głoszeniem prawdy.

Dni spędzone w redakcji fikcyjnej gazety "Jutro" ukazują machinę tworzenia kolejnych newsów. Sposób publikowania, specyficzne dobieranie do siebie tematów, uprawianie dziennikarstwa manipulacyjnego tak, by czytelnik nawet nie wiedział, że jego zdanie (własne zdanie!) jest właśnie zmyślnie kształtowane przez piszącego. Wszystko to podawane jest w formie mini wykładów na kolegium redakcyjnym, które stanowią niezwykle ciekawą lekturę dla czytelnika. Miejscami humorystyczną, chwilowo przerażającą, że to wszystko mogłoby być (a może jest?) praktykowane. Jeden z zatrudnionych w redakcji dziennikarzy prowadzi poza godzinami pracy swoje własne śledztwo, o którym opowiada panu Colonnie. Redaktor Braggadocio uważa, że Mussolini wcale nie zginął. Relacjonuje w czasie kolejnych spotkań przy winie swoje odkrycia, domysły. Snuje swoją teorię i popiera różnymi dowodami. Jego pomysłowość doprowadziła mnie to tego, że wracając z pracy kolejką odłożyłam książkę, wyjęłam telefon i z ciekawością oglądałam w internecie zdjęcia powieszonego za nogi Duce, to przybliżając, to znów je oddalając. Musiało to wyglądać dosyć osobliwie. Nawet nie chcę zgadywać, co mogła sobie o mnie myśleć kobieta, z którą w czasie tej podróży dzieliłam siedzenie (:

Po skończonej lekturze miałam taką myśl, że być może Umberto Eco usiadł pewnego dnia przy biurku i chciał napisać esej, w którym zaprezentuje czytelnikowi jego spostrzeżenia dotyczące współczesnego dziennikarstwa oraz moralności i etyki w tym zawodzie. Następnie przyszło mu do głowy, że jeśli doda to tego bohatera, wyjdzie mu powiastka. Dorzuci teorię spiskową - jedną, drugą - i otrzyma powiastkę intrygującą. A gdy już odchodził od biurka, zastanawiał się, czy czytelnicy dostrzegą to mrugnięcie okiem, które im posłał. Czy powiedzą w pewnej chwili sami do siebie: "ej...". Kto z nich zrozumie, kto zwątpi, a kto uwierzy?

Mnożę w tym tekście pytania bez jednoznacznej odpowiedzi. Wiem (:

Media rządzą światem, są realną siłą i narzędziem doskonałym w walce o nasze serca i umysły. Kiedyś radio, potem telewizja, a obecnie Internet docierają do setek milionów ludzi na świecie, niosąc ważne informacje i kuriozalne bzdury. Tak, bo w dzisiejszym świecie można pozwalać sobie na coraz więcej. Najgorsze jest chyba to oblicze mediów, któremu daleko od rzetelnej informacji. Tu cel jest prosty - manipulować odbiorcami, mydlić oczy i kreować ich pogląd na rzeczywistość. Ciekawych historii związanych z tą tematyką jest bardzo wiele. Ja przytoczę jeden śmieszno-straszny przykład programu publicystycznego "Der Schwarze Kanal", który emitowany był w NRD w latach 1960-1989. W programie tym elegancko ubrany (oczywiście mówię o enerdowskiej elegancji) prezenter Karl Eduard von Schnitzler "wyjaśniał" obywatelom w jedyny słuszny sposób, jak należy interpretować informacje prezentowane w zachodnioniemieckich telewizjach. Nagrania dostępne są na Youtube (w języku niemieckim) i dostarczą Wam takich informacji, jak np. to, że sowiecka agresja na Polskę w 1939 r. była wynikiem realizacji postanowień pokojowego traktatu Ribbentrop-Mołotow. No skoro napadliśmy na Niemców, cóż było robić? Powieść Umberto Eco nie pierwsza porusza temat kłamstwa medialnego i manipulacji. Zainteresowanym polecam film z Robertem De Niro i Dustinem Hoffmanem "Fakty i akty" (luźna adaptacja książki Larry'ego Beinharta "American Hero"), w którym producent filmowy i doradca polityczny w Białym Domu wymyślają sobie wojnę w Albanii, żeby odwrócić uwagę społeczeństwa od seksskandalu z udziałem prezydenta USA.

Przykładów prawdziwych i fikcyjnych można by jeszcze mnożyć wiele. Chcemy wierzyć, że to, co jest nam serwowane w środkach przekazu, jest prawdą, bo z drugiej strony nie można popadać w paranoję i snuć teorii spiskowych na każdy temat. Niekoniecznie na pierwszą stronę. Choć kto wie, może kiedyś to o aplikowanych nam dziś wiadomościach, ludzie przyszłości będą opowiadać sobie z uśmiechem pobłażania na twarzach?



__________________________________________________________
tytuł: Temat na pierwszą stronę (Numero zero)
autor: Umberto Eco
tłumaczenie: Krzysztof Żaboklicki
wydawnictwo:  Noir Sur Blanc - egzemplarz recenzencki
data wydania: 6 maja 2015 r.
ISBN: 9788373925328
ilość stron: 160
Temat na pierwszą stronę [Umberto Eco]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

10 komentarzy

  1. Macałam tę ksiażkę wczoraj w empiku, ale w końcu kupiłam płytę i skończyły się środki na kulturę. Lecz zarówno Twoja recenja jak i pana Nogasia zapowiadają bardzo mądrą, choć i przygnębiającą a wcale nie fikcyjną wizję mediów od środka. Niestety do konca nie wiemy ile w czym prawdy a ile manipulacji na czyjeś zlecenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ale lektura tej powieści daje pewien pogląd na to, co jest nam serwowane w mediach. Przyznaję, że dała mi do myślenia (:

      Usuń
    2. Do robienia zakupów książkowych polecam inne miejsca niż "Empik" - to chyba jedna z najdroższych instytucji kulturowych :)

      Usuń
    3. Oj, Ambrose, Ambrose, misjonarzu tych "innych miejsc" (;

      Usuń
  2. Byłam mocno zaskoczona, gdy czytałam włoskie opinie o tej powiastce - były okropnie negatywne i wielu zarzucało tej historii powierzchowność i "niedokończenie" - taki szkic, który nie wyszedł. A ja jednak uznałam, że Eco miał zamysł - stworzył odpowiedź na taniznę i na formę, której dzisiaj wymagają wydawcy (krótko, chwytliwie, jeden motyw) i sam to wyśmiał swoją własną powieścią :D To tylko Eco mógł sobie na coś takiego pozwolić... Przypomniał mi się biedny Phillip Roth, jak po jednej ze swoich ostatnich powieści stwierdził, że świat wydawniczy jest "do du...", bo został zmuszonty do tworzenia krótkich powiastek opartych o jeden wątek. A Eco doskonale sobie z tym poradził - napisał, wyśmiał, wyszydził i jeszcze wyolbrzymił :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Choć z drugiej strony spójrz, jakie kobyłki ostatnimi czasy są nagradzane. Chociażby "Wszystko, co lśni" czy "Szczygieł" nie nadają się do noszenia w torebce i czytania w drodze do pracy, bo cegły przy nich są poręczniejsze (:

      Usuń
  3. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z twórczością tego autora, jednak temat wydaje się ciekawy. Chętnie przeczytałabym tę książkę, gdyby akurat wpadła mi w ręce. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli miałaby to być pierwsza randka z panem Eco, lepiej chyba zacząć od "Imienia róży", czy "Wahadła Foucaulta" i poznać możliwości autora (:

      Usuń
  4. Eco poznałem za sprawą "Imienia róży" oraz "Wahadła Foucaulta" - obie lektury, choć czytałem dobre kilka lat temu, wspominam bardzo miło. Z chęcią rozejrzę się za "Tematem na pierwszą stronę", który ze względu na poruszaną tematykę sposobu funkcjonowania mediów ogromnie mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zaczęłam od "Imienia...", potem jeszcze ekranizację sobie obejrzałam. I jak gdzieś przypadkiem na nią trafię, to z chęcią oglądam ponowne. Do czytania polecam też "Cmentarz w Pradze", jeśli jeszcze nie miałeś okazji czytać (:

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: