Wełniaste Podejście do Literatury

Gonçalo M. Tavares: Przypadki Lenza Buchmanna

15 czerwca 2015 , ,

Wyobraźcie sobie, że poproszono Was o stworzenie listy postaci ze świata literatury, którym możecie źle życzyć. Postaciom z książek można źle życzyć swobodnie i ile dusza zapragnie, ponieważ przeważnie są fikcyjne i nawet gdyby faktycznie okazało się, że za sprawą autora szlag je trafił, to nie będzie to powód do wyrzutów sumienia. Z realnymi ludźmi już tak łatwo nie jest, więc w ich przypadku nie róbcie tego w domu i poza nim. Zatem gdybym to ja taką listę tworzyła, otwierało by ją nazwisko Lenz Buchmann. A w nawiasie dopisałabym + ojciec. Gonçalo M. Tavares stworzył człowieka na wskroś złego i przekonał mnie do tego, że Lenz Buchmann to szuja pierwszej wody, a on sam jest pisarzem niezwykłym.


Mamy tu do czynienia z powieścią, która w całości koncentruje się tylko na jednym bohaterze i jego portrecie psychologicznym. Lenz Buchmann jest wybitnej klasy chirurgiem, to człowiek z aspiracjami politycznymi, łowca i zdobywca. Powieść ta jest swego rodzaju biografią spisaną i prezentowaną przez osobę trzecią, jednak z dostępem do wewnętrznych przemyśleń samego Buchmanna. Akcja rozgrywa się nie wiadomo gdzie, nie sposób również określić kiedy. Wiadomo natomiast, że doktor Lenz Buchmann jest człowiekiem raczej nieprzyjemnym, który sam czerpie przyjemność z poniżania innych. Dobrotliwie wyglądający z zewnątrz, zupełnie zgniły wewnątrz.

Wydawać by się mogło, że lekarz powinien być współczujący. Nie w tym przypadku. Dla głównego bohatera pacjenci są niczym rzeczy, on sam natomiast jest władcą - jednym ruchem dłoni uzbrojonej w skalpel może życie uratować, lub też je odebrać. Ta myśl, ta świadomość własnej mocy szczerze go bawi. Wydawać by się mogło, że lekarz jako początkujący polityk będzie interesował się losami jednostek. Wszak to przyszły elektorat, który może wynieść go na szczyty władzy. A jednak nie. On nie potrzebuje błogosławieństwa motłochu. Jego spokój, wyrachowanie, racjonalne myślenie i umiejętne manipulowanie innymi sprawiają, że awansuje w niezwykłym tempie. Wszystkie życiowe przypadki doktora Buchmanna, odbiegające od przyjętych norm, wynikają z jego ślepego uwielbienia dla ojca. I choć ojciec już nie żyje, jest stale obecny w myślach naszego antybohatera.

Buchmann jest w tym wszystkim doskonały. W podobny sposób napisana jest powieść: dokładnie, z chirurgiczną precyzją, beznamiętnie. Zdanie po zdaniu coraz intensywniej zagłębiałam się w przeszłość oraz psychikę człowieka i  byłam coraz bardziej przerażona, że tacy ludzie mogą chodzić po świecie. Wydaje mi się, że łatwiej jest pisać o człowieku dobrym, trudniej natomiast całą konstrukcję powieści oprzeć na człowieku do szpiku kości zgniłym moralnie. I nie jest to zło reprezentowane przez agresję, siłę lub czyny przestępcze. Te wymienione wydają się dość prymitywnymi formami dokuczania bliźnim. To mogą być zaledwie pochodne zła czystego i diabolicznego, esencji niegodziwości, której dumnym nosicielem jest człowiek nieprzeciętnie inteligentny i doskonale wykształcony. A w tym wszystkim najlepsze i najstraszniejsze jest to, że Buchmann jest przekonany, ba on wierzy, że postępuje zupełnie właściwie. Jego zdaniem tak postępować powinien każdy, kto wykazywałby się nieco większą inteligencją od pozostałych. Gonçalo M. Tavares dał pokaz niezwykłego talentu literackiego. Zakładam, że w przemyślenia głównego bohatera wplótł własne wątpliwości, poruszył tematy, które w pewien sposób go niepokoiły i za pośrednictwem Lenza Buchmanna mógł wypowiedzieć się o nich z tej negatywnej, czy też nikczemnej perspektywy. Niezwykły zabieg, niezwykły bohater, niezwykła powieść. Niełatwa - zaznaczam, ale niesamowita.

I teraz, kiedy już wylałam kubeł pomyj na dr Lenza Buchmanna, myślę sobie, że może był tylko bezwiedną ofiarą ojca psychopaty? A może jednak nie warto go usprawiedliwiać? Kto zechce przeczytać, oceni sam.

Czego mi szkoda? Szkoda mi, że wydawnictwo nie zachowało oryginalnego tytułu.
"Nauka modlitwy w dobie techniki" w kontekście całej powieści jest wymowniejsze.





____________________________________________________________________________
tytuł: Przypadki Lenza Buchmanna (Aprender a rezar na Era da Técnica)
autor: Gonçalo M. Tavares
tłumaczenie: Wojciech Charchalis
wydawnictwo: Literackie - egzemplarz recenzencki
data wydania: maj 2015 r.
ISBN: 978-83-08-05537-3
ilość stron: 304
Przypadki Lenza Buchmanna [Gonçalo M. Tavares]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Powiązane tytuły

10 komentarzy

  1. Bardzo ciekawe streszczenie tej ksiażki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to tylko wierzchołek tej góry lodowej. Ta powieść zawiera mnóstwo wątków, o których celowo nawet nie wspomniałam. Zawsze większość do odkrycia pozostawiam czytelnikowi (:

      Usuń
  2. Faktycznie tytuł oryginalny brzmi dużo lepiej! Do przeczytania książki skutecznie mnie zachęciłaś, będę mieć ją na uwadze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się gdzieś trafi, polecam. Czytając niektóre przemyślenia dr Lenza, otwierałam szerzej oczy ze zdumienia.

      Usuń
  3. Nominowałam Twój blog do LBA:
    http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/06/druga-nominacja-do-nagrody-lba.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Wolę czarne charaktery od dobrotliwych bohaterów. Są bardziej wyraziste, ciekawe, mocniej uczłowieczone. Dziwi mnie trochę, że nie znam Goncalo M. Tavaresa, ale z pewnością będzie kolejnym Portugalczykiem, z którym spotkam się z nieukrywaną przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię wariatów. Dobrze napisany wariat to smaczny kąsek! Ja też Tavaresa nie znałam. Nigdy mi się u innych nie rzucił w oczy. Chyba niezbyt w naszym kraju popularny autor. Ale możemy to zmienić! :D

      Usuń
  5. Ha, w sumie kiedy na głównego bohatera wybiera się postać negatywną, antypatyczną, odpychającą to chyba nieco łatwiej przykuć czytelniczą uwagę. W przypadku wielu ludzi zdecydowanie łatwiej jest zapamiętać szuje i nikczemników niż zwykłych osobników :) Ciekawy wydaje się także problem odpowiedzialności za własne czyny - w jakim stopniu podłość charakteru możemy usprawiedliwiać trudnymi przeżyciami z dzieciństwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się nad tym już przy kilku innych lekturach. Zresztą tematu do rozważań dostarcza i samo codzienne życie. Z jednej strony złe wzorce czerpane w dzieciństwie, mogą stanowić usprawiedliwienie do takich skłonności, z drugiej jednak - nikt mi nie wmówi, że w takim wypadku zatraca się umiejętność odróżniania dobra od zła. Chyba po prostu nie lubię usprawiedliwień (;

      Usuń

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: