Wełniaste Podejście do Literatury

Thomas Bernhard: Kalkwerk

19 sierpnia 2015 , , ,


Z większego na mniejsze.
Praca to nie wszystko, dlatego każdy powinien mieć jakieś hobby, prawda? To jest zdrowe, rozwijające, taki element higieny psychicznej. Hobby może stać się oczywiście pasją, co jest piękne, bo ludzie z pasją są ciekawi, budzą podziw. Jednak gdy pasja przeradza się w obłęd, kładzie się cieniem na wszystko i wszystkich. Pożera. A to już sympatyczne nie jest.


Pierwszą stronę przeczytałam dwukrotnie, by zrozumieć, co czytam i załapać, jak powinnam robić to dalej. Thomas Bernhard tworzy wbrew jakimkolwiek regułom. Pisze powtarzającymi się zdaniami, pisze maniakalnie, niechlujnie, szybko, opowiada niekończącym się ciągiem przeplatających się wspomnień. Tworzy narratora, który w gruncie rzeczy jedynie słucha. Innych słucha. Wielogłosu słucha, a wielogłos ten opowiada, zeznaje, jest strumieniem myślowym, a w zasadzie wieloma strumieniami, które zderzając się ze sobą, czasem wzajemnie sobie przeczą. A wszystkie te głosy opowiadają człowieka. Jednego człowieka opowiadają, który dzielił się z nimi myślami, obawami, radościami, wątpliwościami. Wszystko im powiedział za wyjątkiem tego, dlaczego zabił własną żonę. Chorą, kaleką, wycieńczoną. To kobieta-dusza była. Tu wielogłos się zawiesza, bo może jedynie mnożyć gdybania.

Nie wiem, co bardziej przerażające - Kalkwerk czy Konrad, Konrad czy Kalkwerk. Może to Kalkwerk tak wpłynął na Konrada, a może to Konrad tak wpłynął na Kalkwerk? Wiem za to, że jedno nie byłoby takie, jakim się stało, bez tego drugiego. Konrad swoją obsesję stworzenia studium "O słuchu" przywiózł już ze sobą do Kalkwerk, a Kalkwerk tę obsesję przyjęło i pogłębiło. Puste paraliżujące i zimne miejsce ze ścianami malowanymi we śnie na czarno i z małą, smutną, zapomnianą żoną na piętrze. To paraliżujący i zimny człowiek, szaleniec i brutal. Tak twierdzi wielogłos. Tak go rozumie.

Co to jest?
Drobiazgowy portret psychologiczny opętanego manią stworzenia wielkiego dzieła człowieka, który przez dziesięciolecia nie potrafi napisać pierwszego zdania. Geniusz? Obłąkany? Studium samotności. Zaburzone jednostki w niesprzyjającym im środowisku. Bezlitosna chłosta. I ten niekończący się ciąg słów. Za plecami Konrada ewidentnie stoi Bernhard i szepcze, szepcze, oj szepcze.

Ta powieść.
Ciężka, wymagająca, męcząca, jednak dziwnie wciągająca i genialna, czyli ewidentnie nie będzie się podobać każdemu. Takie jazdy trzeba lubić. Ostrzegam lojalnie. Ze swojej strony dodam, że kompletnie nie nadaję się do pisania o takich książkach, ale do ich czytania chyba jestem stworzona.


____________________________________________________
tytuł: Kalkwerk (Kalkwerk)
autor:  Thomas Bernhard
tłumaczenie: Ernest Dyczek, Marek Feliks Nowak
wydawnictwo:  Officyna - egzemplarz recenzencki
data wydania: 2010 r.
ilość stron: 240


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: